Mroczny spadek - Górnikowska - E-Book

Mroczny spadek E-Book

Górnikowska

0,0
7,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Miasto sław, ulicznego blichtru, pieniędzy i nieustannego pędu życia. To tu rozgrywają się dramaty miłosne, to tu ludzie się bogacą, żeby później ten majątek stracić. To również tu toczy się życie rodzinne milionów osób, a pewne mroczne tajemnice dopiero po latach wychodzą na jaw.,,Mroczny spadek” Małgorzaty Mossakowskiej-Górnikowskiej, to fascynująca, trzymająca w napięciu historia dziewczyny, absolwentki socjologii, która w odziedziczonym mieszkaniu znajduje tajemniczy skarb. Szybko okazuje się, że spadkobierców jest kilku, a problemów związanych ze spadkiem jeszcze więcej. Długi, niespłacone kredyty i podwójna tożsamość dziadka Majki. Pierwszego waściciela lokalu, który okazuje się radzieckim żołnierzem, oddelegowanym do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego na terenie Polski.Inspirująca Warszawa, spadkowe perypetie, wielkie emocje, dramatyczne zwroty akcji i… miłość. do intrygującego intelektualisty na motorze. Dziewczyna z pomocą przyjaciółki stara się odnaleźć skrytkę, do której klucz wmurował w ścianę łazienki jej przyszywany dziadek. Komu ostatecznie przypadnie spadek i jaką mroczną historię skrywa znalezisko z warszawskiej kamienicy?

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.


Ähnliche


Małgorzata Mossakowska-Górnikowska
Mroczny spadek
Wydawnictwo Psychoskok

Małgorzata Mossakowska-Górnikowska „Mroczny spadek”

Copyright © by Małgorzata Mossakowska-Górnikowska, 2017

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Renata Grześkowiak

Korekta: Bożena i Janusz Sigismundowie

Projekt okładki: Jakub Kleczkowski

Skład: Jacek Antoniewski

Zdjęcie na okładce: Małgorzata Mossakowska-Górnikowska

ISBN: 978-83-8119-032-9

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

1

Stali wwąskim korytarzu na IV piętrze, tuż obok windy, przed drzwiami do mieszkania. Na klatce panował półmrok, gdyż okno na półpiętrze wpuszczało niewiele światła, ai ono zatrzymywało się dużo niżej idalej, jeszcze na kręconych schodach. Spojrzeli na siebie, próbując dodać sobie odwagi. Nie mieli wyjścia – musieli wejść do środka.

Majka sięgnęła do kieszeni po klucze. Spróbowała włożyć pierwszy do zamka pod klamką. Nie pasował. Spróbowała drugi. Wszedł, więc przekręciła go wlewo. Nacisnęła na klamkę, jednak drzwi nadal pozostały zamknięte.

– Jeszcze trzeba otworzyć na górze – powiedziała trochę do siebie, trochę do stojącego obok brata. Wybrała największy klucz iwłożyła do górnego zamka. Dał się przekręcić wodwrotną stronę. Po raz drugi lekko nacisnęła na klamkę. Delikatnie otwierała drzwi, jakby bojąc się tego, co za nimi zastanie…

Uderzyła ich fala dusznego, nagrzanego powietrza. Wraz znią poczuli potworny smród. Instynktownie cofnęli głowy.

– Jezu! – powiedziała Majka, zakrywając usta inos ręką. – Tak nie wejdziemy. Musimy czymś się zasłonić. – Zrobiła krok do tyłu na korytarz. Na dworze było gorąco, więc miała na sobie tylko cienkie spodnie ikoszulkę zkrótkim rękawem. Żadnego swetra, kurtki, chustki, którymi można by osłonić nos. Zaczęła grzebać wtorebce wposzukiwaniu chusteczek jednorazowych. Wyjęła paczkę idwie chustki dała bratu, adwie wyjęła dla siebie. – Może ztym spróbujemy. Nie mam nic innego…

Ponownie uchyliła drzwi ipierwsza weszła do środka. Wwąskim przedpokoju po lewej stronie stała szafka zlustrem. Wokół niej walały się puste butelki po piwie, winie. Na szafce stał stary aparat telefoniczny zokrągłą tarczą. Jego przewód był wyrwany ze ściany razem zoprawką izwisał przewieszony przez szafkę. Pod ścianą leżały na stercie jakieś ubrania, plastikowe siatki. Nad wszystkim unosiły się pyłki kurzu oświetlone jasnym słońcem wpadającym przez otwarte drzwi dużego pokoju. Ostrożnie stawiali stopy na lekko chyboczących się drewnianych deskach starego parkietu. Wielu znich brakowało, więc trzeba było uważać na dziury. Vis‑à‑vis wejścia, na końcu przedpokoju były drzwi do łazienki. Nie miały szyby, ametalowa klamka wyglądała tak, jakby chciała zaraz odpaść. Majka przeszła obok łazienki istanęła na progu pokoju. Widok był okropny. Potworny bałagan ibrud bezlitośnie wyeksponowany silnymi promieniami słońca wpadającymi przez duże okno. Po lewej stronie, zaraz przy wejściu spory regał. Za szklaną witryną poprzewracane szklanki, kieliszki, wśród nich fragment sztucznej szczęki. Na półkach butelki, szklanki przemieszane zjakimiś szmatami, ubraniami, stare rachunki, kwity ipapiery noszące ślady rozlanego wina. Za regałem, na stole zceratą kilka talerzy zresztkami jedzenia, dwa otwarte słoiki zczymś, co kiedyś mogło być jadalne, ale teraz było jedynie wylęgarnią małych muszek, które czując ruch powietrza, podleciały czarną chmurą do góry. Popielniczka istojąca obok pokrywka od słoika pełna petów, kilka brudnych sztućców, nadgryziona kajzerka, kilka drobnych monet. Obok stołu łóżko wyglądające jak barłóg. Zmięta pościel tak brudna, że trudno określić kolor, jaki kiedyś nosiła. Stare poduszki rozrzucone pod ścianą, ana nich sterta ubrań.

Po prawej stronie rozklekotana lampa zwyblakłym, materiałowym abażurem idwa – zupełnie niezniszczone – skórzane fotele wyglądające tak, jakby znalazły się tu przez przypadek. Obok ogromna trzydrzwiowa szafa. Wszystkie jej drzwi otwarte na oścież. Większość ubrań wisiała na wieszakach ileżała na półkach, tylko mała ich część została wyrzucona na podłogę lub zwisała wnieładzie zregału. Wśrodku otwartego kredensu, wśród sterty bezładnie wrzuconych papierów można było dojrzeć pokaźny album ze zdjęciami.

Jednak tym, co najbardziej przyciągało uwagę od wejścia, była duża, zaschnięta plama krwi znajdująca się na podłodze pod oknem. Jeden jej brzeg był nieco jaśniejszy, jakby wytarty byle jak szmatą, drugi zaś błyszczący imocno brunatny. Zaraz obok, na podłodze leżała zabrudzona koszula, którą ktoś niezdarnie próbował wytrzeć krew.

Zaduch ismród panujący wmieszkaniu był tak potworny, że trzeba było natychmiast otworzyć okno. – Igor, idź iotwórz okno, bo się tu podusimy – powiedziała Majka zza chusteczki. Brat niechętnie zrobił krok do przodu iomijając rozrzucone ubrania na podłodze iplamę krwi, podszedł do okna. Zsunął szarą od brudu firankę imocno przekręcił klamkę. Do środka wtargnął hałas ulicy iprzejeżdżającego tramwaju, awraz znim podmuch świeżego powietrza. – Dobra, idziemy zobaczyć dalej – stwierdziła Majka iodwróciła się na pięcie wstronę kolejnego pomieszczenia. Znów minęła łazienkę iz przedpokoju weszła do małego pokoju wydzielonego zsąsiadującej znim kuchni. Panował tam bałagan porównywalny do tego wpoprzednim pomieszczeniu. Niewielki tapczan przy oknie zarzucony szmatami iczymś na kształt koca czy kołdry wbrudnej poszewce. Na parapecie maszynka elektryczna, na niej nadpalony garnek. Wokół otwarte słoiki, brudne noże iwidelce, resztki chleba. Przy łóżku niewielka szafa zuchylonymi drzwiami pozwalającymi dojrzeć część zawartości: rozrzucone leki, bandaże, gazety, butelki, śmieci. Pod ścianą złożona drabina imetalowy kubeł. – Zobaczymy jeszcze kuchnię iwychodzimy. – Majka zrobiła krok wstronę tekturowej ścianki oddzielającej pokój od części kuchennej. Stanęła wwejściu inie była wstanie ruszyć się dalej. Jej wzrok padł na kosz pełen śmieci. Wokół niego ipo nim biegały prusaki. Nieco wyżej, na dwóch niewielkich blatach znajdowały się resztki jedzenia, przewrócona plastikowa butelka po kefirze, kolejne pootwierane słoiki. Wzlewie stał garnek zbreją, nad którą latał rój muszek. Smród wkuchni był jeszcze gorszy isilniejszy niż wpozostałej części mieszkania.

– Wychodzę… Już nie mogę – stwierdziła Majka iodwróciła się wstronę wyjścia. – Żeby tylko żadne robactwo na nas nie przeszło. Ruszaj! – wydała polecenie bratu idelikatnie stawiając stopy na podłodze, przeszła przez przedpokój iwyszła zaraz za Igorem na klatkę schodową.

– Co za syf! Co za melina! Jezu! Najgorsze, że musimy tam zaraz wrócić izrobić coś ztym jedzeniem, żeby nie psuło się dłużej wtym upale… – Majka spojrzała na brata iciągnęła dalej: – Ale strach tam wchodzić takim rozebranym. Ja już tak nie wchodzę. Muszę coś na siebie założyć.

Zamknęła drzwi na klucz, choć równie dobrze mogłaby tego nie robić. Kto chciałby wchodzić do takiego mieszkania. Zeszli schodami, żeby trochę ochłonąć iswobodnie pooddychać. Mijali wmilczeniu kolejne piętra. Wyszli zbudynku istanęli przed klatką.

– Słabo to wygląda – stwierdził Igor. – Dawno tam nie byłem. Aż się nie chce wracać…

– No słabo. Najgorszy jest ten smród. Irobactwo. Ibrud. Ita krew na podłodze. Jezu…

Majka włożyła ręce wkieszenie, jakby próbując schować się przed tym wszystkim, co przed chwilą widziała. Spojrzała przed siebie ipowiedziała:

– Przyjdziemy tu jutro rano. Spróbuję zorganizować jakieś stroje, wktórych moglibyśmy wejść do środka bez obaw, że coś nas oblezie. Iwory na śmieci. Trzeba powyrzucać wszystko, co psuje się wtym upale. Przed twoją pracą, masz drugą zmianę. Ogodzinie 9 będzie OK? – spytała brata.

– OK, podjedziemy rano. To do wieczora! Cześć! – Igor kiwnął głową, odwrócił się iruszył wstronę przystanku autobusowego.

– Cześć – rzuciła Majka wpowietrze iskierowała się wstronę parkingu. Wsiadła do swojego 14‑letniego volkswagena iodkręciła dwie przednie szyby do końca, gdyż wsamochodzie było niewyobrażalnie gorąco. Odpaliła silnik, wrzuciła kierunkowskaz ipowoli wyjechała na ulicę. Czuła się potwornie przygnębiona. Takiego widoku się nie spodziewała. Zakładała, że wmieszkaniu będzie nieprawdopodobny syf, oczami wyobraźni widziała dziesiątki pustych butelek walających się po podłodze, gdzieś pod ścianą rozgrzebane łóżko, jednak to, co zobaczyła, wielokrotnie przerosło jej przewidywania. Ostatni raz była wtym mieszkaniu ponad 10 lat temu. Wyglądało wówczas zupełnie inaczej. Było nieco zatęchłe izaniedbane, proszące się ogruntowne sprzątanie, jednak jeszcze wtedy nie było wtym nic nadzwyczajnego. Mieszkała tam ponad 80‑letnia babka, która poruszała się jedynie stałymi, codziennymi ścieżkami prowadzącymi przez środek przedpokoju do łazienki, kuchni ipokoju. Nie widziała już zbędnych rzeczy nadmiernie „dekorujących” przestrzeń. Na skrajach mebli ina trasie przejścia umieszczała coraz to nowe przedmioty, tak aby były pod ręką. Tym sposobem wprzedpokoju pod lustrem rosły sterty ubrań, plastikowych torebek iszmat. Stare szczotki do butów mieszały się zkolejnymi grzebieniami do włosów, wsuwkami, pojedynczymi sztucznymi kwiatami, anawet starymi pończochami irajstopami odkładanymi bez żadnej logiki wjeden kąt.