5,49 €
„13-go w Piątek” autorstwa Ananirwana to opowieść oparta na faktach. To zbiór dowodów na to, że Niebo istnieje.Główna bohaterka ulega wypadkowi samochodowemu i … umiera. Znajduje się w dziwnym miejscu. Tam spotyka mężczyznę, który nie chce jej wpuścić do Nieba tłumacząc, że musi wrócić na Ziemię. Po chwili aparatura ponownie zaczyna działać i Ana budzi się ze śpiączki po 11 dniach. Podczas długiej rehabilitacji, doświadcza ona wielu nadprzyrodzonych zjawisk takich, w które trudno uwierzyć. Ana jest bystrą dziewczyną więc, by udowodnić, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, zaczyna zbierać dowody, które po czasie układają się w pewną całość. Dziewczyna była pewna, że jej dusza opuściła ciało. Widziała siebie z góry. Jej dusza wisiała pod sufitem szpitalnego łóżka. Obok niej stał jej chłopak, trzymał ją za prawą rękę, lewa była przywiązana. Ten widok zapamiętała.Autorka chce przedstawić czytelnikom na czym polega jej praca, z czym muszą zmierzyć się w niej chorzy ludzie i jak traktują ich pracodawcy, ale przekazuje też czytelnikom informację, że, “Istnieje Niebo Piekło, oraz Pan Bóg”. Przykładem na to jest jej życie. To my sami podejmujemy ostateczną decyzję, w którą stronę chcemy iść, gdy nasze ciało przestaje już żyć. ON daje nam prawo wyboru, a ostateczna decyzja należy do nas.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
ananirwana „13-go w Piątek”
Książka oparta na faktach
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by ananirwana, 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Agnieszka Marzol
Projekt okładki: 1989
Korekta: Izabela Miszczyk
Redakcja i korekta: Tomasz Janicki
ISBN: 978-83-7900-648-9
Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]
Niektóre imiona i nazwiska,
Chciałabym podziękować znajomym za wsparcie, jakie od nich otrzymałam. Przyjaciołom dziękuję za to, że byli ze mną. Rodzinie – za to, że nie pozwoliła mi się poddać, czuwała nade mną i nadal jest dla mnie oparciem. Dziękuję pani Danusi, która koi zawsze moją duszę dobrą rozmową. Pani Janeczce i panu Zdzisławowi – za wsparcie, gdy tracę nadzieję. Równie ogromne podziękowania składam Izuni, Basi, Tomaszowi, Grzegorzowi, Piotrowi, Radosławowi, Robertowi, panu Karolowi oraz Emilii, jak i mojej Mamie za to, że pomagali mi w przygotowaniu tej książki. Nie poradziłabym sobie bez nich. Chciałabym podziękować również Bohunowi, że po dwóch latach odezwał się w końcu i wyjaśnił mi swoje zachowanie. Dziękuję mu za wsparcie i obecność.
Trzeba doceniać ludzi, bo zasługują na to. Dobroć ludzka jest skłonnością do czynienia dobra dla drugiego człowieka. Ja otrzymałam dobro od tych ludzi, zatem zasługują oni na to, aby znaleźć się w mojej książce na samym jej początku.
Dziękuję Wam, kochani, z całego serca
Ana
Niniejsza książka trafiła do mnie przypadkiem i początkowo wydawało mi się, że moja rola ograniczy się do sprawdzenia błędów i ewentualnie wygładzenia kilku niezgrabnych zdań. Wiedziałem od Autorki, że tekst był poprawiany przez kilka osób (których nie miałem okazji poznać), ale żadna z nich nie wprowadzała zmian w całym tekście. Po pierwszej lekturze całego tekstu zdałem sobie sprawę z faktu, iż trzymam w dłoni coś w rodzaju zbioru notatek z zaburzoną chronologią, co samo w sobie nie jest żadnym problemem, ale już w połączeniu z powtórkami wątków może wzbudzić w Czytelniku wrażenie chaosu w najgorszym przypadku, zaś w najlepszym – odczucie typu ja chyba to już czytałem. Aby je zminimalizować, zadecydowałem o usunięciu duplikatów, chyba że faktycznie takie powtórki miały miejsce, jak np. silny kaszel Zuzi, którą Czytelnik wkrótce pozna.
Starałem się, aby książka była napisana poprawną polszczyzną, ale nie za wszelką cenę, dlatego też Czytelnik trafi tu i ówdzie na kolokwializmy – proszę wówczas pamiętać, że jest to celowy zabieg redakcyjny. Oprócz tego, dialogi są ważnym elementem niniejszej książki i w pewnych przypadkach nie są poprawne stylistycznie lub zawierają zwroty charakterystyczne dla środowiska pracy Autorki czy też takie, które są używane na gruncie prywatnym. Aby umożliwić Czytelnikowi dokładniejszy odbiór postaci pojawiających się w tekście, postanowiłem wprowadzić w dialogach jedynie kosmetyczne zmiany.
W tym miejscu chciałbym podziękować Żonie za to, że zgodziła się być recenzentką recenzenta. Wspólne śledzenie i korygowanie tekstu po zmianach, które uprzednio wprowadziłem, pokazało, że usuwanie błędów to przysłowiowy ciężki kawałek chleba, ale i świetna zabawa. No, nie zawsze…
Mam nadzieję, że byłem pomocny, a mój wysiłek był owocny. I proszę, jest rym!
A teraz już zapraszam do lektury.
13-tego wpiątek – dla większości ludzi to pechowy dzień lub dzień niemiłych niespodzianek. To są dwadzieścia cztery godziny, wtrakcie których wszystko może się wydarzyć ina które można zrzucić wszelkie niepowodzenia.
13-tego wpiątek jest dla mnie dniem szczęśliwym, ponieważ tego dnia powróciłam do życia. Ze wsparciem bliskich, przyjaciół irodziny było mi owiele łatwiej. Los wiedział, że mam silne barki iprzejdę każdą próbę. Będę otym uparcie opowiadać, mierzyć się zniezrozumieniem, analizować trudne do wyjaśnienia sytuacje. Staram się udowodnić, że mówię prawdę. Gdy nie jestem czegoś pewna, nie poruszam tematu.
W chwili, gdy piszę te słowa, wypada moja osobista rocznica. Właśnie minęło trzynaście lat od wypadku, 13-go we wtorek otworzyłam oczy, aw piątek odzyskałam świadomość. Zatem 13-go wpiątek wybudziłam się ze śpiączki i13-tego właśnie wpiątek zaczynam opisywać moją historię. Chcę podzielić się ze światem tym, co przeżyłam. Przekazać, co jest ważne dla mnie, niewyjaśnione dla bliskich iznajomych. Pragnę, aby jak najwięcej osób uwierzyło, że jest coś więcej poza „tu iteraz”. Ciało jest tylko nośnikiem duszy człowieka, adusza – siłą napędową. Nasze istnienie nie kończy się wraz ze śmiercią. Aja dostałam drugą szansę.
Dlaczego akurat ja? Dużo otym myślałam. Przypuszczam, że On wybrał właśnie mnie, ponieważ zawsze chciałam być blisko Niego. Czasem rozmawiałam znim ito nie są regułki wyuczone na lekcjach religii, tylko szczerość. On nie odpowiadał, ale wiedziałam, że słucha ipomaga. Trzeba obnażyć serce, bo On wie wszystko. Kiedyś rozliczy mnie zcałego życia. Jeżeli okaże się ono wypełnione złem ibyle jakie, poniosę konsekwencje, aza uczynione dobro spotka mnie nagroda. Podświadomie zadaję sobie pytanie izaraz intuicyjnie otrzymuję odpowiedź. Jest mi wtedy łatwiej iszukam innego rozwiązania. Teraz bardziej wto wierzę. Gdy byłam nastolatką, nie rozumiałam tego wszystkiego na tyle, by uwierzyć, że istnieje życie po życiu.
W wielodzietnych rodzinach zwykle brakuje pieniędzy, nie na wszystko wystarcza. Moi rodzice starali się zapewnić nam dobre życie. Nie było to łatwe, bo mam sześciu braci isiostrę. Każde znich jest inne. Jedno ma swoje zasady, innym zaś trzeba pokierować, ale wspieramy się ipomagamy sobie wzajemnie do dziś.
Oto my:
Chojrak – najstarszy zmojego rodzeństwa. Zawsze lubił wyglądać jak Clint Eastwood. Przez jakiś czas miał długie włosy inosił szerokie spodnie. Kocha muzykę. Był DJ-em na dyskotekach wnaszej wiosce.
Miernik – to ksywa nadana przez ciocię. Śmialiśmy się długo ztego itak już zostało.
Orzeł – stanowczy, pracowity, ale cichy. Zawsze robił wszystko sam inie chciał, by ktoś mu pomagał.
Ana – czyli ja. Bliscy mówili do mnie czasem Justyna. Wmojej wiosce była koleżanka otym imieniu, bardzo otwarta, spontaniczna iodważna. Może dlatego?
Hiena - zawsze zjawiał się pierwszy ibrał najwięcej. Śmieszny, zwariowany. Wszyscy go lubili.
Zybi – był zaprzyjaźniony ze wszystkimi zwierzętami wokolicy.
Wiewióra – moja jedyna siostra. Tata nadał jej tę ksywę, bo miała długie włosy związywane wkitę.
Donatan – ciocia go tak nazwała. Chudziutki, malutki, ostatni zrodzeństwa. Najbardziej kochany ipracowity.
Prawie przez cały czas używaliśmy pseudonimów, rzadko mówiliśmy do siebie po imieniu, chyba że sytuacja zmuszała nas do tego.
Mój tata jest silnym iwspaniałym człowiekiem Los go nie oszczędzał, tata pracował ciężko na naszą rodzinę ze świadomością, że ciągle będzie czegoś brakowało. Tata pracował wiele lat wkółku rolniczym mając jednocześnie swoje pola idzięki tej pracy mógł uprawiać swoją ziemię. Liczyliśmy się zjego zdaniem. Gdy wracał zmęczony zpracy, miał już obiad na stole. Lubił, gdy przynosiłam mu kapcie iuśmiechał się, gdy wsuwałam mu je na stopy. Kocham go. Tata uwielbia konie. Obecnie pracuje wstadninie iopiekuje się dwudziestoma sześcioma końmi. Zna każdego zosobna. Gdy przyglądałam się jego pracy, zauważyłam, że gdy zawołał jednego konia ze stojącego stada na łące, to właśnie to zwierzę wyłaniało się ze stada, by do niego podejść. Słuchały go tak, jak my, jego dzieci. To ciężka fizyczna praca, ale kontakt ze zwierzętami dodawał mu sił.
Moja mama to najukochańsza kobieta chodząca po Ziemi. Mamusia. Nie znam silniejszej osoby. Urodziła iwychowała ośmioro dzieci. Mieliśmy kiedyś świnie, kaczki, kury, króliki, więc musiała sobie znimi radzić znaszą pomocą. Ale nie ma się co oszukiwać, dzieci za bardzo nie pomogą. Pamiętam wiele codziennych rodzinnych chwil. Zawsze po kąpieli była kolacja: kopiaste sterty chleba na dwóch talerzach, do tego dwa dzbanki gorącej herbaty. Po kolacji mama prowadziła nas do pokoju, wktórym stało łóżko piętrowe, aprzy nim jeszcze wersalka. Najstarszy brat – Chojrak – miał swój pokój, aDonatan – łóżeczko przy łóżku mamy. Gdy wszyscy już leżeliśmy wswoich łóżkach, mama śpiewała nam pieśni kościelne, amy jej wtórowaliśmy. Po czterech pieśniach już wszyscy spali. Byłam starszą córką, więc pomagałam mamie sprzątać dom iopiekowałam się młodszym rodzeństwem. Niewielka to pomoc, ajak cieszy! Robiłam to zprzyjemnością.
