4,99 €
„7 kobiet mafii” Mateusza Wieczorka to historia, w której odnaleźć można elementy fantasy, kryminału, thrillera a przede wszystkim czarnej komedii. Ta zabójcza mieszanka odmierzona w idealnych proporcjach zabierze Was w świat pełen kontrastów oraz nieprzewidywalnych zwrotów akcji.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2015
Mateusz Wieczorek "7 kobiet mafii"
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2015 Copyright © by Mateusz Wieczorek, 2015
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Wydawnictwo Psychoskok
Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok Zdjęcie okładki © Fotolia- laszlolorik; Fotolia- captblack76; Fotolia- Giuseppe Porzani Korekta: Paulina Jóźwiak
ISBN: 978-83-7900-393-8
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-500 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 665-955-131
Warren siedział przy stole, ciężko oddychając. Nie należał do osób, które były odporne na stres. Nie był też typem człowieka, który byłby asem imiłośnikiem sportu. Obce było mu pojęcie wysiłku, ajedyną sytuacją, podczas której go podejmował, była ucieczka. Tym razem jednak nie zdołał uciec. Teraz siedział zasnuty wwłasnych myślach, próbując opanować krążącą wżyłach adrenalinę oraz przerażenie. Wkrótce strach przerodził się wnowe, jeszcze podlejsze uczucie. Było nim upokorzenie, które teraz wskrzesiło wnim gniew.
Ręcznik kuchenny, który przyciskał sobie mocno do czoła, był już zbyt nasączony, aby utrzymać pod sobą krew. Wefekcie tego, jej ciemnoczerwone krople zaczęły spływać mu wkierunku nosa. Skóra pod ręcznikiem piekła niemiłosiernie.
Mężczyzna zaczął warczeć, ni to zgniewu, ni to zbólu. Jego oczy wściekle penetrowały pokój. Na podłodze leżało połamane krzesło. Futryna drzwi wejściowych, którą widział zpokoju, była brutalnie wyrwana. Uszkodzona, wisiała ostatkiem swego inżynieryjnego tchnienia wmiejscu docelowym. Nagle widok zasłoniła mu żona.
Maribell stanęła wwejściu do pokoju cała załzawiona. Była bardzo wrażliwą kobietą. Kiedy doszło do tego traumatycznego zdarzenia, szykowała się, by wyjść do pracy. Teraz jednak nie była nawet wstanie zmienić zmoczonej bielizny. Przerażenie iszok wciąż były zbyt świeże, by znimi skutecznie walczyć. Kobieta była wkatastrofalnym stanie emocjonalnym.
Stając wdrzwiach pokoju, całkowicie zasłoniła widok na korytarz ihol. Nie odezwała się ani słowem. Po prostu stała ipróbowała zrozumieć, co właśnie zaszło. Jej wzrok zatrzymał się na Warrenie. Widząc jego zamyślenie, wiedziała, co się święci. Znała go zbyt dobrze, by wiedzieć, że teraz jej mąż nie odpuści. To był zbyt wielki cios dla jego dumy.
Warren nie był człowiekiem, któremu bezkarnie możnaw kaszę dmuchać. Był dla niej uosobieniem męskości, jakiej wtych czasach trudno dopatrzeć się wfacetach. Miał wsobie coś zgangsterów lat dwudziestych ubiegłego wieku. Nieustępliwy, nieznający słów sprzeciwu, przerażający… Jego spojrzenie było miażdżące. Tak, jak pomysły, które rodziły się teraz wjego głowie.
Maribell zprzerażeniem obserwowała, jak jej mąż, przyciskający do czoła zakrwawiony ręcznik, podnosi swój potężny łeb do góry. Jego spojrzenie, dzikie jak udrapieżnego gada, powędrowało ku górze izatrzymało się na niej. Kobieta znowu poczuła nieznośny ucisk na pęcherzu. Od lat chorowała na syndrom konewki (lała na wszystko zgóry na dół), który dał osobie znać itego dnia. Zupełnie niekontrolowany iwtedy…
– Co się kuŁwa patrzysz?! – warknął Warren. – Przynieś mi dŁugi Łęcznik!
Krew wjego żyłach osiągnęła temperaturę wrzenia. Targany przez furię uderzył wolną pięścią wstół, akcentując tym powagę słów, jakie wykrzyknął. Kiedy jego żona pobiegła po ręcznik, zjego ust sączyły się ciche, drakońskie przekleństwa.
– Na beczkę solonych śledzi! Szybciej! – sekundę później do pokoju wbiegła Maribell ipodała mężowi ręcznik, który natychmiast zastąpił stary opatrunek. – Ico ja mam teŁaz zŁobić? Co?!
– Kochanie, nic nie rób. Proszę cię. Jakoś się ułoży, zapomni onas iwte…
– Nie! – przerwał jej wkurwiony mąż. – Nie zapomni! TeŁaz będzie tu przychodzić iŁabować mnie zmojego towaŁu wzamian za milczenie przed bossem! Itak do usŁanej śmieŁci! Nie! – potrząsnął masywnym łbem. –Trzeba to ukŁócić!
