Geneza - Jerzy Mikołajczyk - E-Book

Geneza E-Book

Jerzy Mikołajczyk

0,0
8,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Czym jest miłość? Czy jest to tylko słowo, którym mogą wyrazić swoje uczucia osoby sobie bliskie? Słowo rzucane na kilka minut przed wyjściem lub przerywnik w potoku słów wyrażających jakieś uczucia? A może jest to uczucie tak silne, że z jego pomocą możemy pokonać strach, ból, wszelkie przeciwności losu a nawet śmierć? Na te pytania odpowie nam główny bohater książki „Geneza” Adam Bauer. Niedaleka przyszłość.Po tragicznej śmierci swojej żony, były pilot wojskowy postanawia zaszyć się w najspokojniejszym zakątku świata, oczekując na nieuchronny koniec świata. Nadzieja dla większości ludzkości jest znikoma. Odkrywca Lance Crowford prosi pogrążonego w żalu pilota o pomoc w uratowaniu większej liczby ludzkości przed kataklizmem. Szansą dla większości jest Anomalia zwana „czarną dziurą” i zbadanie jej możliwości. Czy były pilot podejmie się wyzwania? Czy zgodzi się wyruszyć na misję wymagającą zapłaty nawet najwyższej ceny, czyli ceny jego własnego życia?

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Jerzy Mikołajczyk
Wydawnictwo Psychoskok

Jerzy Mikołajczyk „Geneza”

Copyright © by Jerzy Mikołajczyk, 2017

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki: Grzegorz Malinowski

Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska

Redakcja i korekta: Marianna Umerle

Korekta: Zuzanna Laskowska

Skład: Agnieszka Marzol

ISBN: 978-83-8119-115-9

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Ocean Spokojny zimową porą to bardzo niebezpieczne miejsce. Tylko doświadczeni marynarze mogą poruszać się po jego wodach wtym okresie. Kapitan Stephen Cole był jednym znich – mężczyzna przed sześćdziesiątką ogęstej siwej brodzie iwąsie wkolorze jasnej bieli, prawdziwy wilk morski. Miał za sobą dwa małżeństwa oraz dwa rozwody. Troje dzieci, które urodziło się podczas jego pożycia, było jego oczkiem wgłowie, dlatego wkajucie marynarza wisiały zdjęcia każdego znich, nadesłane listownie. Oba nieudane związki małżeńskie utwierdziły go (jak icałą resztę osób mu bliskich) wtym, że na zawsze oddał swoją duszę morzu ioceanom. Tylko na statku czuł się dobrze, bo to tam był spełniony iszczęśliwy. Swoją przygodę rozpoczął już wmłodym wieku, kiedy podjął się pracy na kutrze poławiającym mieczniki. Po kilku latach miał już własny kuter izostał jego szyprem. Jednak jego marzenia sięgały znacznie wyżej. Wnastępnych latach uzbierał dość dużo pieniędzy, by zakupić prom przystosowany do wypraw naukowych. Teraz był jego kapitanem irealizował różne zlecenia dla stacji telewizyjnych, rządów lub bogaczy. „Neptun” był pływającym laboratorium zaprojektowanym wcelu eksplorowania głębin oceanu. Prom mógł odnajdywać zatopione wraki, śledzić ławice ryb itym podobne. Był środek nocy, kiedy to złożono mu propozycję, która miała być gwarantem dobrej emerytury. Spacerując wgrubej puchowej kurtce, marynarz obserwował mroczny ocean.

– Ijak podajnik? – zapytał czarnoskórego mężczyznę owielkich gabarytach. Mike był operatorem wyciągarki kabla łączącego sprzęt podwodny zaparaturą umieszczoną na promie.

– Na początku musiałem trochę go odlodzić. Lód zebrał się na zwojach, na szczęście cały mechanizm działa bez zarzutu.

– Rozumiem – kapitan spojrzał ponownie na horyzont.

– Kapitanie, czy to prawda, że dostaniemy trzykrotne wynagrodzenie? – zapytał mężczyzna, przystając na chwilę obok Stephena.

– Jak najbardziej.

– Aco wyławiamy?

Stephen odwrócił się ispojrzał na swojego pracownika.

– Nie mam pojęcia. Jednak jeśli ma mi to przynieść tak duże zyski, to jestem skłonny się nad tym nie zastanawiać. Aty?

– Tak tylko pytałem – odpowiedział Mike iwrócił do obserwowania wyciągarki. Sprzęt umieszczony był na rufie promu. Zurządzenia wkształcie dużej szpuli wystawał gruby kabel. Prowadzony na małego żurawia zatapiał się wgłębinach. Umieszczono wnim wiązki dostarczające prąd oraz tlen do batyskafu pod powierzchnią wody.

– Ajak tam Chris? – zapytał Mike.

– Jak zawsze, niewyspany – odpowiedział kapitan iwolnym krokiem skierował się na rufę, obserwując zanurzony kabel. Na promie Stephena Christopher Lange wykonywał zawód nurka niskogłębinowego. Na głowie miał nieład posklejanych od potu włosów. Został przebudzony wśrodku nocy izmuszony do zanurzenia na bardzo dużą głębokość, ale do pracy zachęciła go informacja ogaży, jaką miał zainkasować po wykonaniu tego zadania. Trzydziestoczteroletni mężczyzna miał jednak dosyć skwaszoną minę. Był ubrany wkombinezon ocieplający jego ciało, na którym umieszczono urządzenia mające na celu kontrolę jego stanu fizycznego. Wykonywał swoją pracę na dużych głębokościach woceanach oraz morzach całego świata. Jego obowiązki były bardzo urozmaicone – od napraw na platformach wiertniczych wsamym kombinezonie podwodnym po odkrywanie lub eksplorowanie zatopionych statków sprzed wieków albo wraków powojennych. Wbatyskafie przystosowanym do badania największych głębin wodnych, zwanym powszechnie „łazikiem”, wykonywał zlecenia dla swojego kapitana. Załoga promu nazywała go tak, ponieważ jego główną, charakterystyczną cechą były cztery mechaniczne ramiona. Urządzenia te mogły podtrzymywać łódź zoperatorem przy obiekcie owiększych gabarytach, np. na belkach konstrukcyjnych stacji wiertniczej lub konstrukcji wraku. Oszczędzało to wiele pracy operatorowi, bo nie musiał wciąż korygować pozycji batyskafu, gdy ten wykorzystywany był wczasie napraw lub innych precyzyjnych czynności. Na dziobie konstrukcji zamontowano kolejne dwa ramiona. Służyły one do wykopywania lub podnoszenia obiektów za pomocą interaktywnych rękawic umieszczonych wkokpicie ipozwalały sterować owymi ramionami jak własnymi. Wefekcie podwodnym robotem można się było poruszać, krocząc swobodnie, wręcz „łazić” po dnie morskim. Tego dnia Chris wykonywał zlecenie dla jednego zudziałowców światowej organizacji do spraw eksplorowania galaktyki. Wgłębinach Oceanu Spokojnego schodził właziku na coraz to niższe poziomy wodnej otchłani. Na tej głębokości jedynym źródłem światła były reflektory naokoło łodzi podwodnej. Ze światem zewnętrznym łączył go długi kabel dostarczający energii oraz zapasy tlenu. Oczywiście na wypadek zerwania kabla, co było raczej niemożliwe, wmałej łodzi znajdowały się też zapasowe butle ztlenem. Kabel łączący batyskaf zpromem służył także jako miarka zanurzenia. Przy stacji radiowej umieszczonej na promie wjednej zwiększych kajut siedziała Sara Clarmoone – czarnoskóra obywatelka Ameryki odługich włosach splątanych wdredy iokrągłej twarzy, na której zawsze widniał uśmiech ukazujący śnieżnobiałe zęby. Była dość dobrze zbudowana ikończyła wtym roku trzydziestkę. Ubrana wkamizelkę puchową, zgorącą kawą na biurku, prowadziła dyskusje znurkiem, paląc przy tym kolejnego papierosa. Zainstalowane wokół niej ekrany wskazujące pozycję łodzi podawały odczyty. Dochodziła dopiero czwarta nad ranem, jednak część załogi musiała być wpełnej gotowości.

– Okej, zbliżasz się do zamierzonego pułapu, pięćdziesiąt metrów do pułapu zero, możesz zacząć wczytywać sekwencję do silników – Sara instruowała Chrisa za pomocą połączenia kablowego. Mikrofon pozwalający na komunikację wbudowany był wścianę kajuty.

– Zrozumiałem, zaczynam ładować sekwencję, uruchamiam sonar, przechodzę do procedury rozruchu silników.

Batyskaf został przystosowany do pracy na dużych głębokościach oraz do utrzymania operatora. Wcześniejszymi maszynami tego typu sterowano ręcznie, zpewnej odległości, przy użyciu kabla sterująco-zasilającego, jednak były to maszyny bezzałogowe. Obecnie możliwe było badanie głębin morskich bezpośrednio przez człowieka. Chris zbliżał się do pułapu, na jakim miał znajdować się poszukiwany obiekt. Cała sprawa wyglądała dosyć tajemniczo. Zleceniodawca był gotów zapłacić trzykrotną sumę. Bardzo zależało mu na czasie, poza tym było to zlecenie od prywatnej osoby, nie rządu czy firmy, co nadawało całej sprawie tajemniczy smaczek. Wzleceniu tym obowiązywała klauzula poufności, zastrzegająca prawo do dzielenia się informacjami oodnalezionym obiekcie. Chris rozpoczął sekwencję uruchamiania silników. Spod tylnej części batyskafu rozproszyła się chmura małych bąbelków, aten zaczął lekko poruszać się na boki. Chris wprowadzał na panelu sterowniczym kolejne komendy iwokół niego zapalało się coraz więcej małych lampek, zegarów oraz innych narządów pomiarowych. Jego twarz oświetlona była niebieskim blaskiem bijącym zekranów.

– Wczytuję dane od naszego kontrahenta, nanoszę współrzędne na panel sonaru znaszego statku…

Przy komputerze wstacji kontrolnej Sara śledziła poczynania Chrisa, uważnie przeglądając każdą zsekwencji wczytywanych na batyskafie pod powierzchnią.

– Okej… Dwadzieścia metrów do wyznaczonego pułapu, później ostrożnie, około stu metrów do dna oceanu… Obiekt według danych znajduje się jakieś sto metrów od dna. Pozostajesz na tym zanurzeniu, następnie trzysta metrów przed siebie izarobiliśmy potrójną pensję wjeden dzień, Chrisie – przekazała kobieta isięgnęła po kolejnego papierosa.

– Zastanawiam się nad czymś – wymamrotał.