4,99 €
„Hum Ha Ostatni” Witolda Dzielskiego to powieść przygodowa, baśń, w której magia przenika się ze światem realnym i nie zawsze jest wykorzystywana do czynienia dobra. Tytułowy bohater, a zarazem uzdrowiciel Hum, zostaje wplątany w wir dziwnych zdarzeń, a żeby przeżyć musi uciekać ze swojej rodzinnej wioski Przesieki. Pewnego dnia zostaje porzucony przez swojego mistrza, od którego dowiaduje się o swoich wyjątkowych zdolnościach demonologicznych. We wsi dochodzi do wojny domowej między ludźmi a elfami, a życie bohatera zostaje zagrożone. Wraz z grupą holmskich kupców wyrusza na poszukiwanie swojego mistrza do stolicy Hoł-łan-Hoł, nie przypuszczając, że stanie się kluczowym elementem walki w wojnie o przetrwanie.„Hum Ha” to pełna wartkich zwrotów akcji powieść osadzona w realiach magicznego, baśniowego świata. Żyją w nim zarówno ludzie, jak i krasnoludy, elfy, gnomy czy lodowi magowie. Nie brak tu także wątku miłosnego, humorystycznych dialogów, czy scen trzymających w napięciu. Wchodząc w świat Huma i jego towarzyszy nie masz pewności czy zza rogu zaraz nie wyskoczy jakiś przeciwnik, który bez skrupułów pozbawi kogoś życia.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2014
Witold Dzielski „Hum’Ha Ostatni”
Copyright © by Witold Dzielski, 2014
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Ula Palusińska, Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
Ilustracje: Ula Palusińska
Korekta: Paulina Jóźwiak
ISBN: 978‒83‒7900‒191‒0
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Książkę dedykuję Mamie, od której
nauczyłem się miłości do tego co nieziemskie
oraz zdrowego dystansu wobec tego, co swą
realnością nas upośledza.
Mapa świata
Mapa regionu
Czarna Puszcza była dla obcych najpiękniejszym, lecz przy tym najniebezpieczniejszym miejscem wcałej Hołdacji.
Szczęśliwie Hum do obcych tu nie należał. Przez ponad szesnaście lat swojego życia poznał wiele tajemnic tego jakże dziwnego ijakże starego lasu. Wiedział, których roślin, zuwagi na ich trujące właściwości, nie wolno było dotykać. Rozpoznawał również rejony, naznaczone przez szczególnie agresywne zwierzęta.
Zgodnie ze wskazówkami mistrza Pawkoty, Hum nigdy nie zapuszczał się do lasu dalej niż na dzień marszu od wioski. Nie było zresztą ku temu potrzeby. Zioła, które mistrz wykorzystywał wswojej pracy, przeważnie rosły wokolicy. Inne można było pozyskać od okazjonalnie odwiedzających Przesiekę druidów.
Poza szczególnymi przypadkami, kiedy to towarzyszył mu stary uzdrowiciel, Hum wędrował samotnie. Czuł się wlesie bezpieczny. Miał wrażenie, że przyroda go lubi, bawi się znim, anawet sprawia mu drobne psikusy. Nieraz nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jakby na złość, dobrze znane mu ścieżki nieznaczenie zmieniały swoje położenie, aw miejscach, gdzie wcześniej znajdowało się równe podłoże, pojawiały się korzenie. Gdy się onie potykał, przystawał obok drzew „winowajców” iuprzejmie pouczał je ozasadach dobrego zachowania. Innymi razy krzyczał iprzeklinał je, korzystając zmało wyszukanego słownika.
Mimo całej sympatii dla Puszczy, Hum nie lubił, gdy Pawkota budził go wśrodku nocy iwysyłał po składniki do przygotowywanych przez niego wywarów. Przecież itak przy świetle księżyca trudno było cokolwiek znaleźć. Nie wierzył wzapewnienia starego, złośliwego iwiecznie zgarbionego nauczyciela, dotyczące znaczenia nocnej pory zrywania wybranych ziół. Co gorsza, miał wrażenie, że ostatnio wczesne pobudki zdarzały się zdecydowanie zbyt często.
– Zawracanie głowy… – zamruczał do siebie ciągnąc nogę za nogą po wilgotnej od rosy ściółce leśnej. – Czy możliwe, aby zerwany obrzasku kwiat buchawy miał uśmierzać ból bardziej, niż gdyby zerwać go o„normalnej” porze? Na przykład… po południu?
Hum domyślał się, że Pawkota, wswej życzliwej złośliwości, starał się absurdalnym rygorem formować charakter swojego, przecież itak pilnego i, bądź co bądź, wcale już nie tak młodego czeladnika. Może zpodobnych metod nauki korzystali nauczyciele wwyższych szkołach medycznych wstolicy królestwa Hurmy? Hum miał podstawy przypuszczać, że stary uzdrowiciel pobierał tam kiedyś nauki. Wskazywała na to między innymi jego rozległa wiedza wzakresie tematyki medycznej, ale także tej dotyczącej spraw światowych. Niestety, wdużej mierze zachowywał ją dla siebie. Fakt ten okazjonalnie drażnił Huma. Nie rozumiał, co mogło być przyczyną tej skrytości. Pewnie czegoś się wstydził. Wkońcu nie bez powodu znalazł się wtak odległym od cywilizacji miejscu jak Czarna Puszcza.
– Szlag! – zaklął potykając się okamień leżący wwysokiej trawie. – Kto to widział, żeby po ciemku, otrzeciej nad ranem biegać po lesie… Nawet psy we wsi się jeszcze nie pobudziły… Może warto byłoby czasem poleceń starca nie wykonywać? – dodał wmyślach. – Wyjść do lasu ipo prostu wyspać się pod drzewem…?
Hum przystanął. Zbliżał się poranek. Wschód słońca często przyprawiał go odreszcze iwzbudzał niezrozumiałe poczucie strachu. Zwykle starał się na to nie zwracać uwagi. Tym razem było jednak inaczej. Zaczął się pocić ipoczuł nachodzące mdłości. Oparł się onajbliższe drzewo iciężko oddychał. Ogarnęło go dziwne uczucie przepełnienia. Coś wnim nabrzmiewało. Coś jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Osunął się na ziemię, zwymiotował istracił przytomność.
*
Robhur Kufer, jak wielu wysoko sytuowanych krasnoludów, nie lubił polityki. Wprzeciwieństwie do innych znał się jednak na jej meandrach. Wiedział, zkim się przyjaźnić na forum publicznym iz kim dogadywać za plecami innych. Jak było trzeba, nie unikał również rozwiązań radykalnych, choć, wmiarę możliwości, starał się ich nie nadużywać.
