2,99 €
„Przypadek Gabriela L” Jakuba Igwińskiego to historia, która opowiada o problemach, z którymi dziś muszą mierzyć się młodzi ludzie. Bohaterowie zmagają się z nimi w świecie przypominającym ten, w którym żyjemy. Różni go jednak to, że magia nie jest czymś, w co wierzą tylko dzieci. Magia jest nieodłącznym elementem ich życia. Gabriel Livingstone to młody chłopak, który boryka się z problemem alkoholizmu ojca i przemocy w rodzinie. Pewnego wieczoru, mając dość awantur, ucieka do lasu, gdzie zaczyna go gonić bestia przypominająca wilka. Chłopak uciekając, wpada do tajemniczego tunelu, gdzie traci przytomność. Budzi się w szpitalnym łóżku w Londynie, a obok niego nie ma nikogo z rodziny. Szybko odkrywa, że znalazł się w innym świecie, a podczas ucieczki padł ofiarą dekompozycji – magicznej anomalii polegającej na usunięciu czasu oraz przestrzeni, w której się poprzednio znajdował. Jedyną osobą, z którą nastolatek może o wszystkim porozmawiać, jest syn lekarki prowadzącej - Chris Cullen. Owiany aurą tajemnicy rówieśnik zdaje się zwiastować kolejne problemy… Jak potoczy się ich historia?
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2014
Jakub Igwiński "Przypadek Gabriela L."
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o. o. 2014 Copyright © by Jakub Igwiński, 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Arkadiusz Woźniak INFOX e-booki Projekt okładki: Jakub Igwiński; Wydawnictwo Psychoskok Zdjęcie okładki: © peshkova - Fotolia.com, Zarya Maxim - Fotolia.com Korekta: Paulina Jóźwiak
ISBN: 978-83-7900-213-9
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin
Dla moich najwspanialszych na świecie Przyjaciół.
Srebrny dysk wyłonił się zza szarych chmur i oblał las swoją srebrzystą poświatą. Przez las ten przedzierał się niewysoki nastoletni chłopak. Nazywał się Gabriel Livingstone. Zwykle o tej porze chłopak leżałby już w łóżku i śnił o czymś. Tej nocy jednak było inaczej. Dlaczego?
Po jakichś dwóch tygodniach względnego spokoju jego ojciec znów przesadził z alkoholem, którego promile teraz niekontrolowanie przemierzały jego organizm i powodowały nielogiczne i trudne do zniesienia zachowanie. Jak zwykle zaczęło się od pretensji do całego świata. Później dała o sobie znać faza obrażania i poniżania każdego, kogo popadnie o wszystkie jego krzywdy. Na koniec doszło do rękoczynów.
Siedemnastoletni chłopak miał dość ingerowania w kłótnie rodziców. Zawsze, kiedy to robił, było jeszcze gorzej. Jednak, kiedy nie robił nic, cały pijacki gniew ojca skupiał się na jego mamie. Tej nocy coś w nim pękło. Z jego oczu polały się strumienie słonych łez. Z wściekłością wykrzyczał swojemu ojcu wszystko, co o nim myśli, a potem uciekł z domu.
Zaledwie kilka metrów dzieliło podwórko jego domu od lasu. Nie było więc trudno o miejsce, w którym mógłby ukryć się przed tym wszystkim. Wrzeszczącym ojcem, płaczącą mamą, pytaniami sąsiadów i znajomych. W pewnym momencie Gabe wybiegł z dziczy na dobrze znaną mu leśną drogę. Prowadziła ona do ruin dawnej warowni. Chłopak często w dzieciństwie chodził tam i bawił się z kolegami. Już zwykłym, spacerowym krokiem ruszył drogą w stronę ruin.
Trasę oświetlały mu promienie księżyca. Spojrzał w niebo. Chmury powoli ustępowały czystemu, ciemnemu niebu. Chłopak mógł dostrzec już niemal wszystkie gwiazdy. Z dala od miasta świeciły z niesamowitą intensywnością. Gdzieś za nim zawył wilk. Gabriela specjalnie to nie zainteresowało. Po chwili jednak zatrzymał się i zmarszczył brwi. Czuł, że coś było nie tak.
Obejrzał się za siebie. Jego ciało zastygło jakby było z kamienia, na twarzy ukazał się wyraz nieopisanego lęku. Jakieś kilkanaście metrów przed nim, na drodze stało stworzenie pochodzące najprawdopodobniej z jego najgorszych koszmarów.
Stwór posiadał zarówno cechy ludzkie, jak i zwierzęce. Stał wyprostowany na tylnych łapach. Całe jego ciało porastała gęsta, czarna sierść. Łapy, czy może raczej dłonie stwora, zakończone były ostrymi pazurami. Jego głowa przypominała wilczą. Z pyska bestii toczyła się gęsta piana. Potwór przyglądał się nastolatkowi przekrwionymi, wilczymi oczyma. Gabe‘a przerażało całe to okrucieństwo i chęć mordu, które w nich dostrzegał.
Nastolatek bał się wykonać jakikolwiek ruch, mogło to sprowokować obserwującą go bestię. Wilkołak, bo tym był stwór, nie potrzebował jednak jakiejkolwiek prowokacji. Bez zastanowienia ruszył biegiem na przerażonego chłopaka. Temu od razu wróciła władza w kończynach. Ruszył biegiem w stronę zamku. Wiedział, że nie ma szans uciec przed potworem, jednak podświadomie nie tracił nadziei na ratunek.
Nagle poczuł, że grunt usuwa mu się spod stóp. Ogarnęła go ciemność. Uderzył o coś głową i stracił przytomność.
***
Pulsujący ból głowy. Pieczenie w łokciu. Ból w krzyżu. Długo można by wymieniać, co dolegało leżącemu na dnie osuwiska Gabrielowi. Chłopak powoli otworzył oczy. Promienie słońca natychmiast sprawiły, że tego pożałował, oślepiając go na chwilę.
Było już południe. Nastolatek przeleżał nieprzytomny całą noc na dnie zapadliska. Powoli zaczął przypominać sobie, jak doszło do tego, że znajdował się tam, gdzie się znajdował. Pijany ojciec, ucieczka do lasu, wilkołak. Zadrżał na to wspomnienie. Nie, to nie mogło być prawdziwe wspomnienie. Przecież wilkołaki nie istnieją, prawda? Uderzył się w głowę I coś mu się pomieszało. Spróbował się podnieść. Wywołało to jedynie kolejną falę bólu. Odczekał chwilę i spróbował ponownie, tym razem z lepszy skutkiem. Gabe otrzepał się z kurzu i rozejrzał.
Znajdował się w jakimś tunelu. Obmurowany czerwoną cegłą i oświetlony umiejscowionymi regularnie lampami jarzeniowymi wydawał się mrocznym miejscem i wzbudzał w nastolatku uczucie niepokoju. Promienie słoneczne sączyły się z otworu znajdującego się jakieś trzy metry nad nim. Nie miał szans wydostać się tą drogą. Ruszył więc przed siebie korytarzem. Szedł nim jeszcze chwilę. Tunel w końcu skończył się, ukazując wejście do ogromnej sali. Zbudowana na planie koła mieniła się kolorami tęczy odbitymi w kamieniach, którymi przyozdobione były wszystkie jej ściany i kolisty sufit. W centrum sferycznego stropu znajdował się świetlik. Pod nim stał marmurowy ołtarz skąpany w promieniach słońca przezeń wpadających.
Nastolatek zbliżył się do ołtarza. Na jego blacie wyżłobiony był okrąg zamknięty w dwóch nachodzących na siebie trójkątach. Wewnątrz okręgu wyrysowane były dziwne, nieznane mu symbole. Nagle dziwny rysunek zaczął emitować intensywne fioletowe światło. To odbiło się od kamieni, które pokrywały ściany pomieszczenia i wróciło powrotem do Gabe’a.
Gabriel uśmiechnął się. Po jego ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Ból spowodowany upadkiem w mgnieniu oka zniknął. Czuł, jak nabiera nowych sił. Wokół niego krążyły tysiące fioletowych iskierek. W jednej chwili wszystko to jednak zniknęło, zastąpione zawrotami głowy i znacznym osłabieniem. Świat zawirował mu przed oczami. Upadł i znów stracił przytomność.
Gabriela obudziły delikatnie muskające jego twarz promienie wschodzącego słońca. Chłopak nie otwierając oczu stwierdził, że znajduje się w łóżku. Pod jego głową znajdowała się miękka, gruba poduszka. Kołdra była ciepła i owleczona w gładki materiał. Materac nie był ani za twardy, ani za miękki. Po prostu idealny. Nastolatek otworzył oczy. Znajdował się w niewielkim pokoju. Pachniało w nim szpitalem. Ściany pomalowane były na uspakajający zielony kolor. Promienie słońca, wpadające przez znajdujące się na wprost niego okna, były delikatnie przytłumione przez białe zasłony. Na lewo znajdowały się drzwi. Przy łóżku, po jego prawej stronie, stał stolik z lampką nocną. Nastolatek podniósł się z łóżka i opuścił nagie stopy na zimną, pokrytą jasnymi panelami podłogę. Przeciągnął się i uśmiechnął lekko. Na pewno ktoś go znalazł w tym dziwnym tunelu i przewiózł do szpitala. Jego mama pewnie już o tym wiedziała i spędziła przy nim całą noc, ale akurat wtedy, kiedy się obudził, po coś wyszła. Według Gabriela tak właśnie było. Nie mógł się nawet domyślać, jak bardzo się myli.
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
