Erhalten Sie Zugang zu diesem und mehr als 300000 Büchern ab EUR 5,99 monatlich.
Pochmurna Dania, gwałty na bezbronnych kobietach i ryzykowne śledztwo. Seria bestialskich morderstw kobiet wstrząsa krajem. Trop prowadzi do głośnego gwałtu z przeszłości, którego sprawcami była grupa ekstremalnych mizoginów. Inspektor Cecilie Mars odkrywa tajne stowarzyszenie, które może być ściśle powiązane ze sprawą. Przez swoją zawziętość szybko robi sobie wrogów zarówno w odkrytej grupie, jak i w kierownictwie policji. Może okazać się, że teraz to Cecilie jest potencjalną ofiarą i pożądanym przez przestępców trofeum. To druga część skandynawskiej serii thrillerów psychologicznych o inspektor Cecilie Mars i jej zmaganiach z brutalnym światem wymuszeń i zabójstw. Dla fanek i fanów mrocznych thrillerów skandynawskich w stylu Stiega Larssona i hitowego serialu Netflixa "The Chestnut Man".
Sie lesen das E-Book in den Legimi-Apps auf:
Seitenzahl: 268
Veröffentlichungsjahr: 2025
Das E-Book (TTS) können Sie hören im Abo „Legimi Premium” in Legimi-Apps auf:
Michael Katz Krefeld
Tłumaczenie Saga Egmont
Edycja: Justyna Kowalska
Saga
Inspektor Cecilie Mars 2: Bestie nocy
Tłumaczenie Saga Egmont
Pod redakcją Justyna Kowalska
Tytuł oryginału Nattens udyr (Cecilie Mars 2)
Język oryginału duński
Przekład z angielskiego: Saga Egmont
Edycja: Justyna Kowalska
Copyright ©2020, 2025 Michael Katz Krefeld i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788728297384
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Dla mojej pięknej żony i najlepszej przyjaciółki, Lis
Po nocnym niebie pędzą konie
Niosące wieści zwiastujące koniec.
Na ostrzu noża i na ostrzu słowa
W finale gry się nikt nie uchowa.
Nymindevej w dzielnicy Vanløse było oazą spokoju, tonącą w blasku wschodzącego słońca, dopóki ciszy nie przerwał szum krótkofalówki, podrywając do lotu drzemiącego na gałęzi kosa. W głębi tej podmiejskiej ulicy rozpięto biało-czerwoną taśmę policyjną, za którą ustawiły się wozy patrolowe. Przy najbliższej karetce stało kilku sanitariuszy w odblaskowych kamizelkach, a niewiele dalej przy masce samochodu dowódcy jednostki taktycznej zebrała się grupa uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Jak dotąd na ulicę nie wyszedł żaden z mieszkańców, a jedyną osobą, której funkcjonariusze nakazali zawrócić, był dostawca gazet, prawdziwy ranny ptaszek. Pośród policjantów znajdowała się nowo przybyła inspektor Cecilie Mars z Wydziału Zabójstw. Miała na sobie czarną skórzaną kurtkę nałożoną na kamizelkę kuloodporną i parę obcisłych dżinsów, które przyciągnęły spojrzenia kilku funkcjonariuszy. Cecilie przeczesała dłonią krótkie blond włosy i odwróciła się, by spojrzeć na dowódcę jednostki, Nielsa P.
– Ile ofiar śmiertelnych? – zapytała.
Niels był potężnie zbudowanym mężczyzną, wyższym od Cecilie o kilka głów. Spojrzał na nią z góry.
– Z potwierdzonych: jedna.
– Ilu rannych?
– Nie wiemy.
– Ilu sprawców?
– Na pewno jeden, ale może ich być więcej.
– Więc nie masz pojęcia, ilu ludzi się tam ukrywa? – Spojrzała w stronę domu z czerwonej cegły po przeciwnej stronie ulicy.
– Żywych?
– Tak, żywych, Niels.
– Mamy obraz tylko jednego pokoju i kuchni. – Niels P. wskazał ręką w rękawiczce na dach domu, o którym rozmawiali. – W pozostałych pomieszczeniach zaciągnięto zasłony. Nasi snajperzy widzieli ruch w salonie, ale nie byli w stanie ustalić, ani ile osób tam przebywa, ani jaki jest ich stan. To mógł być sprawca. Albo zakładnicy...
– Przyjęłam. Jak długo to trwa?
– Wezwanie nadeszło o drugiej trzydzieści nad ranem, ale wtedy było już po zabójstwie.
– To co tu robisz przez cały ten czas? – zapytała Cecilie, marszcząc brwi.
– Czekamy na negocjatora. Wygląda na to, że na komendzie doszło do zamieszania. Pierwszy na liście jest chory, a drugiego dopiero co udało się złapać, więc...
– Cholera jasna. Nie możemy tak stać i czekać – powiedziała, odpinając pasek przypiętej u boku kabury.
Niels P. otworzył w zdumieniu usta.
– Nie jestem pewien, czy powinniśmy tam teraz wkraczać. Sytuacja może szybko eskalować, co zwiększy liczbę ofiar.
– Kto powiedział cokolwiek o nas? – Odwróciła się o dziewięćdziesiąt stopni i zawołała: – Troels!
Troels opierał się o nieoznakowany radiowóz i patrzył na nią sennie. Ze swoimi piegowatymi policzkami i blond włosami wyglądał jak żółtodziób świeżo po akademii – co nie było dalekie od prawdy. Troels wyprostował się i podszedł do niej szybkim krokiem.
– Tak?
– Za mną – zarządziła.
– Gdzie...? Tam? – skinął głową w kierunku domu.
– Dlaczego nie poczekasz na negocjatora, Cecilie? – zapytał Niels P. – Jestem pewien, że zaraz tu będzie.
– A gdyby tam była twoja rodzina? Też byś tu stał i czekał, Niels?
Zanim Niels zdążył odpowiedzieć, Cecilie już przeszła przez ulicę, z Troelsem depczącym jej po piętach. Kiedy dotarła do pomalowanej na biało bramy, spojrzała na zamontowaną obok skrzynkę pocztową. Na górze znajdowała się tabliczka z napisem irene & jørgen olsen, a pod spodem nicklas olsen. Zawiasy skrzypnęły, gdy pchnęła furtkę i ruszyła ścieżką ogrodową. Przed nimi wznosił się dom, który nie wyróżniał się zbytnio na tle innych budynków w okolicy. Mimo to okna z zaciągniętymi zasłonami zdawały się wpatrywać w nich martwymi oczami.
– Wyciągnij broń, Troels, i idź za mną – poleciła cicho Cecilie, kierując się w stronę drzwi wejściowych.
Troels szybko wyjął swojego Glocka z kabury i odbezpieczył go.
Cecilie chwyciła za kołatkę i mocno trzasnęła nią w drzwi. Kiedy nic się nie stało, zaczęła walić w nie bez opamiętania. Po jakiejś minucie ze środka dobiegł szelest. Cecilie cofnęła się o krok, gdy drzwi się otworzyły.
Młody mężczyzna wpatrywał się w nią przekrwionymi oczami. Miał bladą, pokrytą trądzikiem twarz, do której kleiły się tłuste, sięgające ramion włosy. Cecilie przyjrzała się brunatnym, zaschniętym plamom na pomiętej koszulce mężczyzny. Mogły to być pozostałości pizzy. Albo plamy krwi.
Uśmiechnęła się do niego.
– Dzień dobry. Nazywam się Cecilie Mars i jestem z policji. To mój partner, Troels – powiedziała, wskazując za siebie.
Mężczyzna wpatrywał się w nią bez słowa.
– Wpadliśmy tylko sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
Chłopak podrapał się po tyłku.
– Wszystko jest... w porządku.
– Nazywasz się Nicklas?
– Tak...
– Czy poza tobą w domu jest ktoś jeszcze, Nicklasie?
– Tak...
– Możemy wejść?
– Dlaczego? Kim jesteś? – prychnął.
– Jesteśmy z policji, nazywam się...
– No tak. Spoko – powiedział, kiwając głową. – Wejdźcie, ale na chwilę. Gram. – Nicklas odwrócił się i zniknął.
Cecilie wyciągnęła broń i otworzyła drzwi na oścież.
– On jest chyba porobiony, nie sądzisz? – wyszeptał Troels.
Ruszyli długim korytarzem, w którym panował półmrok. Z pokoju na drugim końcu korytarza sączyło się światło.
– Nicklasie? – zawołała Cecilie, gdy szli przed siebie. Kiedy dotarli do otwartych drzwi prowadzących do ciemnego salonu, Cecilie zatrzymała się i szybko zajrzała do środka. Nikogo nie dostrzegła. Ruszyli w stronę najbardziej oddalonego pokoju. Gdy podeszli bliżej, odgłosy wystrzałów i krzyków nasiliły się.
W środku Nicklas siedział tyłem do drzwi, zwrócony w stronę ultraszerokiego ekranu, na którym grał w Call of Duty. Zakrzywiony monitor pokrywał sporą część ściany, przenosząc go prosto na pole bitwy. Po jego prawej stronie znajdował się laptop, na którym prowadził wideorozmowę z czterema innymi graczami.
Gdy Cecilie i Troels weszli do pokoju, zauważyli kobietę siedzącą na krześle biurowym po lewej stronie drzwi, z tasakiem do mięsa wbitym w czaszkę. Miała około pięćdziesiątki i była ubrana w jaskrawożółty szlafrok pokryty zakrzepłą krwią. Troels wciągnął powietrze, powstrzymując odruch wymiotny. Cecilie podeszła do kobiety i przyłożyła dwa palce do jej gardła, aby sprawdzić puls, chociaż od razu wiedziała, czego się spodziewać.
– Troels, będziesz miał na niego oko, podczas gdy ja przeszukam resztę domu? – Cecilie wycelowała broń w Nicklasa. Wciąż był pochłonięty rozgrywką.
Troels skinął na nią nieobecnym wzrokiem.
– Ty... chcesz, żebym tu został?
– Tak, proszę – przytaknęła Cecilie, wychodząc z pokoju.
Udała się do kuchni, w której panował bałagan.
– Halo? – zawołała w ciemność. Nie otrzymała odpowiedzi. Nie byłaby wcale zaskoczona, gdyby spotkała ojca Nicklasa, Jørgena – choć nie spodziewała się, że zastanie go żywego. Przeszła przez kuchnię i minęła stół, na którym walały się puste butelki po coli i kartony po pizzy.
– Cecilie?! – krzyknął z drugiego pokoju Troels. – Cecilie? Znalazłaś coś?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego otworzyła drzwi, które prowadziły do sypialni, gdzie na wielkim łóżku leżały sterty ubrań. Cecilie zauważyła, że tylko jedna połowa łóżka była pościelona. Podeszła do szafy i przesunęła drzwi na bok. Podobnie jak łóżko, szafa była w połowie pusta. Może Jørgen już tu nie mieszkał? Wyszła z sypialni, po drodze sprawdzając łazienkę i zauważając, że w domu nie było nikogo poza Nicklasem i martwą kobietą. Cecilie wróciła do przedpokoju, gdzie zastała Troelsa stojącego na końcu korytarza.
– Znalazłaś coś? – zawołał.
– Masz go na oku? – zapytała zaskoczona.
W tym momencie w drzwiach za Troelsem pojawił się Nicklas dzierżący tasak do mięsa. W ostrzu odbijało się światło monitora.
– Za tobą! – krzyknęła Cecilie.
Troels próbował się odwrócić, ale jego pistolet uderzył o futrynę drzwi i wypadł mu z ręki. Glock wylądował z hukiem na podłodze, a Troels zaczął szukać go gorączkowo.
– Giń, demonie, giń! – krzyknął Nicklas, robiąc krok w stronę Troelsa i zamachując się na niego tasakiem.
Trzy strzały trafiły Nicklasa w sam środek klatki piersiowej. Stracił równowagę i przewrócił się do tyłu, ściągając ekran komputera na podłogę.
Cecilie powoli opuściła broń. Wystrzały wciąż odbijały się echem w jej uszach, a w ustach czuła metaliczny posmak opadającej mgiełki prochu. Podeszła do Troelsa, który kucał w drzwiach.
– Nic ci nie jest? – krzyknęła do niego. Kiwnął głową w odpowiedzi, a ona przepchnęła się obok niego.
W pokoju Nicklas leżał na podłodze u stóp martwej matki, jedną ręką ściskając jej gołą kostkę. Z jego ust ciekła szkarłatna strużka krwi.
– Abel... Abla... – wymamrotał. Po chwili zwolnił uścisk i przestał oddychać.
Cecilie schowała Glocka do kabury. Słyszała, że jednostka taktyczna wbiega do domu przez drzwi frontowe.
Przed południem Cecilie i Troels wyruszyli do siedziby Wydziału Zabójstw nad kanałem Teglholm. Cecilie przekazała miejsce zbrodni kryminologom i lekarzowi sądowemu, którzy rozpoczęli pracę. Nie zdziwiłaby się, gdyby musieli zrobić dziś nadgodziny.
Zaczęło mżyć, więc włączyła wycieraczki w policyjnym golfie. Obok niej w milczeniu siedział Troels, wciąż ubrany w kamizelkę kuloodporną, i wpatrywał się pustym wzrokiem w okno przed sobą. Był śmiertelnie blady i najwyraźniej nadal w szoku.
Cecilie spojrzała na niego.
– Dlaczego, do cholery, nie postępowałeś zgodnie z protokołem?
– Przepraszam. Spieprzyłem sprawę.
– I to jak. Nigdy – NIGDY – nie odwracaj się plecami do podejrzanego! A już na pewno nie takiego, który właśnie zabił swoją mamę tasakiem do mięsa. – Potrząsnęła głową. – Jezu Chryste.
– Przepraszam.
– Przeprosiny na niewiele by się zdały, gdyby ten gnojek cię wtedy załatwił. – Ściskała kierownicę tak mocno, że aż zbielały jej knykcie.
Troels próbował przełknąć ślinę.
– Myślałem... że siedzi i gra.
– Tak, a teraz jest game over. Zabity na naszej warcie. Zajebiście. – Potrząsnęła głową.
– Przepraszam...
Wpatrywała się w kamizelkę kuloodporną, która była na niego o wiele za duża i wyglądała, jakby pożerała go w całości.
– Dlaczego, do cholery, wciąż masz na sobie kamizelkę? Wyglądasz jak ci idioci w supermarkecie, którzy robią zakupy w kasku rowerowym.
– Przepraszam – powiedział Troels, zaczynając grzebać przy rzepach swojej kamizelki.
– I przestań ciągle przepraszać. Może zamiast tego włącz mózg – zasugerowała, przejeżdżając na czerwonym świetle.
Cecilie zaparkowała przed gmachem na Teglholm Allé. Minęły lata, odkąd Wydział Zabójstw przeniósł się ze starej siedziby policji do anonimowych biurowców, ale wciąż nie przyzwyczaiła się do otoczenia. Przechodząc przez ulicę w kierunku drzwi wejściowych, spojrzała z powrotem na Troelsa.
– Gadkę zostaw mnie. Karstensen nie znosi ludzi, którzy nie przestrzegają protokołu. Zrozumiano?
Troels niepewnie skinął głową.
Pięć minut później stali w biurze Karstensena, które znajdowało się na drugim końcu Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu. Biuro nie wyróżniało się niczym szczególnym, ale miało imponujący widok na nabrzeże. Karstensen zdawkowo powitał Cecilie, nie podnosząc wzroku znad plastikowej torby wypełnionej marchewkami, którą próbował rozwiązać. Na biurku przed nim stały oprawione zdjęcia jego wnuków. Jeśli Cecilie się nie myliła, wydawało jej się, że jest ich więcej niż ostatnim razem, gdy tu była.
– Czy to prawda, że zabił swoją matkę tasakiem do mięsa? – zapytał Karstensen.
– Więc już o tym słyszałeś?
– Jesteście dziś gorącym tematem wśród mundurowych – także w biurze komisarza. – Karstensen rzucił im przenikliwe spojrzenie. Nie wyglądał na zadowolonego z tych kłapiących jęzorów. – Wyjaśnisz mi, co się tam stało?
Troels stał ze wzrokiem wbitym w podłogę, podczas gdy Cecilie mówiła o tym, że jednostka taktyczna czekała na resztę zespołu mającego prowadzić negocjację, który się spóźniał.
– Ponieważ nikt nie wiedział na pewno, ilu zakładników znajduje się w domu ani w jakim są stanie, postanowiłam interweniować.
– Cholernie typowe. Po raz kolejny Wydział Zabójstw jest pozostawiony sam sobie. A co z martwym zabójcą?
– Dwadzieścia osiem lat. Mieszkał z matką. Badamy jego przeszłość i okoliczności morderstwa, więc może wyjdzie na jaw coś jeszcze.
– A wezwanie?
– Przyszło w nocy. Zgłoszone anonimowo przez użytkownika czatu, który wraz z kilkuset innymi osobami oglądał zabójstwo transmitowane na żywo przez Nicklasa.
– Chory drań! – wykrzyknął Karstensen. – A nalot? Co się tam stało?
Cecilie spojrzała krótko na Troelsa, zanim kontynuowała.
– Sprawca otworzył nam drzwi. Potem znaleźliśmy ofiarę, która siedziała w pokoju na krześle.
– Z tasakiem w czaszce – dodał Karstensen.
– Zgadza się. Sprawdziłam resztę domu, podczas gdy Troels pilnował zabójcy. Kiedy wróciłam kilka minut później, sprawca stawiał opór.
– Nie zakuliście go w kajdanki?
Cecilie potrząsnęła głową.
– Kiedy przyjechaliśmy, wyglądało na to, że jest w stanie psychozy maniakalnej. Najrozsądniejszym podejściem było zapobiec eskalacji i pozwolić mu dalej grać, podczas gdy my ustalimy, czy w domu jest ktoś jeszcze. – Cecilie odchrząknęła. – Niestety, podczas przeszukiwania kuchni wpadłam na stół. Troels to usłyszał i chciał sprawdzić, czy nic mi nie jest. Sprawca to wykorzystał i chwycił za broń.
Karstensen zmarszczył krzaczaste brwi.
– Usunął tasak z czaszki swojej matki?
– Tak. Zanim próbował zaatakować Troelsa – wyjaśniła Cecilie. – Na szczęście Troels był na tyle przytomny, że zrobił unik, a ja zdążyłam wycelować.
Troels spojrzał na nią bez słowa.
– Zatrzymałam sprawcę trzema strzałami. Zginął od razu.
– Cecilie! – jęknął Karstensen.
– Tak?
– Zrobisz mi przysługę...? – z rezygnacją podał jej torbę z marchewkami.
Cecilie wbiła paznokcie w ciasny węzeł, który próbowała rozerwać.
– Kto nakazał ci tę głodową dietę?
– Mój lokalny lekarz i sadysta. Mówi, że grozi mi cukrzyca typu drugiego. – Karstensen poklepał się po brzuchu. – Ketty nie spocznie, dopóki nie wykończy mnie tymi dietami.
Cecilie udało się rozwiązać węzeł i oddała mu torebkę.
– Nie ma za co.
Karstensen wyciągnął jedną marchewkę i z wahaniem włożył ją do ust. Wyglądał, jakby miał skonać, gdy zaczął ją przeżuwać.
– I co dalej?
– Musimy poinformować najbliższych krewnych. Następnie poczekamy, aż lekarz sądowy i kryminalistycy przedstawią swoje raporty. NC3 ma już komputer zabójcy. Oczekuję, że pełny raport będzie gotowy do końca tygodnia i sprawa zostanie zamknięta.
Karstensen skinął głową, a Cecilie wiedziała, że nigdy nie przeczyta jej raportu. Z radością odjąłby swoim ludziom pracy nad kolejną sprawą.
– Bardzo dobrze. To był trochę taki chrzest bojowy, co, Troelsie? – zagadnął młodego Karstensen.
– Tak – wymamrotał Troels, rumieniąc się. – Trochę chrzest bojowy.
– Ale wygląda na to, że poradziłeś sobie wystarczająco dobrze.
Troels spojrzał na Cecilie.
– To dzięki Troelsowi wszystko dobrze się skończyło.
– Oczywiście to przykre, gdy musimy sięgać po broń – powiedział Karstensen, biorąc kolejny kawałek marchewki. – Ale lepiej my niż oni, co?
Cecilie skinęła głową.
– Lepiej my niż oni.
Karstensen odłożył torebkę na bok.
– Wkrótce pewnie otrzymamy telefon od Niezależnej Komisji ds. Skarg na Policję.
– Cóż, od tego są – odparła Cecilie beznamiętnie. – Będziemy do ich dyspozycji. Czy John Nyholm nadal tam pracuje?
Karstensen uśmiechnął się.
– Owszem. I jest jeszcze bardziej cięty niż przedtem. – Karstensen wskazał na nią marchewkowym słupkiem. – Znając twoje szczęście, pewnie zdecyduje się zająć sprawą osobiście. Ale nic nie można na to poradzić.
Jego słowa zawisły w powietrzu niczym zły omen.
– Oooooch! – ryknął tłum w długiej sali lokalu Pub & Sport. Bar był wypełniony po brzegi, a większość ludzi tłoczyła się wokół dużych ekranów podwieszonych pod sufitem. Drużyna gospodarzy rozgrywała ważny mecz kwalifikacyjny i była bliska wyjścia na prowadzenie.
Cecilie nie była fanką piłki nożnej i niezbyt uważnie śledziła wydarzenia na ekranie. Zamiast tego starała się skupić na strzale, który miała wykonać. Mieszanka Jägermeistera i kilku piw w jej krwioobiegu sprawiła, że stół bilardowy rozmywał jej się przed oczami. Uderzyła w białą bilę i nie trafiła.
– Jezu Chryste! – krzyknęła, prostując się. – Twoja kolej, Heino.
Heino niepewnie podniósł się z krzesła. Wypił tyle samo, co Cecilie, co oznaczało, że w tej rozgrywce mieli równe szanse. W swojej koszuli drwala i z perfekcyjnie przyciętą brodą, Heino był uosobieniem hipstera.
Wraz z kilkoma detektywami z wydziału prosto po pracy udali się do baru sportowego, żeby obejrzeć mecz i rozegrać partyjkę bilarda. Cecilie żałowała, że nie zjadła kolacji i teraz wyrwała miskę orzeszków ziemnych z rąk Henrika.
– Ej, ej! – powiedział dobrodusznie, wycierając ręce o sztruksowe spodnie. Henrik był drugim najstarszym członkiem wydziału i zbliżał się do emerytury. – Znalazłaś dziś jakieś materiały obciążające zabójcę? – zapytał.
– Nicklasa Olsena? – Potrząsnęła głową, przeżuwając orzeszki. – Nie bardzo. Ale już raz go załatwiliśmy, w 2015 roku. – Zakołysała się lekko. – Za pornografię dziecięcą.
– Ja pierdolę – powiedział Henrik, popijając piwo.
– Totalnie. Więc jest szansa, że NC3 wykopie więcej rzeczy, gdy prześwietlą mu kompa.
– Wiesz, dlaczego zabił własną matkę?
– Nie. Jeszcze nie. Po południu rozmawialiśmy z jego ojcem, ale na razie nic więcej nie wiemy. Rozstał się z żoną lata temu i najwyraźniej był bardziej zajęty opieką nad swoją nową rodziną niż starą.
– Nienawidzę powiadamiać krewnych – powiedział Henrik, a po jego plecach przebiegł dreszcz. – To nie jest coś, do czego da się przyzwyczaić. Jak on to przyjął?
– A jak myślisz? Oczywiście był w szoku.
Henrik skinął głową.
– A powiedziałaś mu...
– Co?
– Że to ty...
– Nie, nie poinformowałam go, że to ja osobiście wpakowałam trzy kule w klatkę piersiową jego syna. Pomyślałam, że nie ma konieczności przekazywania mu tej informacji.
– Słusznie.
Chwyciła swój kufel i wychyliła do dna w momencie, gdy Heino wbił czarną bilę.
– Game over, szefowo!
Pokazała mu środkowy palec i przekazała kij Henrikowi.
– Bądź tak miły i dźgnij go dla mnie.
Cecilie przepchnęła się przez zatłoczony bar wypełniony bywalcami w koszulkach piłkarskich i skierowała się w stronę toalet. Było to jedno z niewielu miejsc w mieście, gdzie mężczyźni musieli stać w kolejce do toalety, podczas gdy ona mogła udać się prosto do damskiej. Stanęła przy umywalce i spojrzała w pokryte tłustym nalotem lustro. Co za gówniany dzień. Odkręciła zimną wodę i ochlapała nią twarz, po czym ponownie spojrzała na swoje odbicie. Zimna woda nie do końca pomogła – sprawiła tylko, że tusz do rzęs spłynął jej po policzkach. Kurwa. Gówno. Jebana gównoburza. Próbowała poprawić makijaż chusteczką, ale jej palce za bardzo się trzęsły. Wyrzuciła chusteczkę i odwróciła się w stronę kabin. Drzwi do wszystkich trzech były szeroko otwarte, więc weszła do pierwszej i zamknęła się od środka. Wyciągnęła torebkę z kokainą i wciągnęła kilka kresek prosto ze spłuczki. Następnie wróciła do lustra i sprawdziła, czy wokół jej nozdrzy nie ma żadnych pozostałości, po czym przeczesała dłonią włosy.
– Co za gównoburza – powiedziała do siebie z uśmiechem.
Wróciła do baru, gdzie panował już zgoła inny nastrój. Wynik w połowie meczu był najwyraźniej niekorzystny, a większość ludzi próbowała złożyć zamówienia przed rozpoczęciem drugiej połowy. Cecilie zauważyła Troelsa siedzącego samotnie na końcu baru. Udała się w jego stronę, ale zanim zdążyła do niego podejść, wpadła na Jespera i jednego z jego kolegów. Obaj należeli do Specjalnej Jednostki Interwencyjnej i roztaczali wokół siebie narcystyczną aurę Jamesa Bonda.
– Dawno się nie widzieliśmy, Cecilie. Słyszałem, że byłaś dziś na linii ognia. – Jesper posłał jej uśmiech w stylu Daniela Craiga.
– Niestety tak.
– Czy kiedykolwiek myślałaś, żeby dołączyć do nas w Jednostce Specjalnej?
– Mam wystarczająco dużo roboty w Wydziale Zabójstw.
Kolega Jespera, który wypił więcej, wyszczerzył do niej zęby.
– Jest wiele miejsc, w których moglibyśmy cię wykorzystać. Jesteś singielką... jeśli można spytać?
Cecilie potrząsnęła głową.
– Mam w domu Boba XL, który w zupełności mi wystarcza.
Jesper ryknął śmiechem.
– Niegrzeczna z ciebie dziewczynka. Naprawdę niegrzeczna.
– Do zobaczenia, chłopcy – powiedziała, idąc w stronę Troelsa.
Kiedy stanęła obok niego, nawiązała kontakt wzrokowy z barmanem i zamówiła kolejkę dla siebie i reszty grupy przy stole bilardowym.
– Troels, a co z tobą? Co pijesz?
Troels spojrzał w dół na swój do połowy opróżniony kufel piwa, które wyglądało na wygazowane.
– Dzięki, ale nie skorzystam z propozycji. Skończyłem na dziś.
– Jesteś pewny? Wyglądasz jak ktoś, kto mógłby sobie ulżyć kilkoma kolejkami Jägera.
– Dzięki, ale będę się zbierał.
Barman wrócił z zamówieniem i Cecilie zapłaciła. Wypiła zamówiony kieliszek Jägermeistera i odstawiła go na bar.
– Naprawdę mi przykro z powodu dzisiejszego dnia – powiedział Troels.
Podniosła palec wskazujący i potrząsnęła głową.
– Żadnych przeprosin, Troels. Po prostu następnym razem nie daj dupy. Dobrze?
– Oczywiście. To się więcej nie powtórzy. Ale...
– Ale co? – zapytała, podnosząc pełne kufle piwa.
– Chciałbym ci podziękować... za uratowanie mi życia.
Cecilie uśmiechnęła się.
– To byłaby krótka współpraca, gdybym pozwoliła mu wbić ten tasak również w twoją czaszkę.
Przytaknął niepewnie.
– To jedna z tych akcji, po których trzeba po prostu wziąć się w garść. Do zobaczenia później – powiedziała, zamierzając oddalić się od baru.
– Cecilie?
Odwróciła się.
– Tak?
– Dziękuję za… to, co powiedziałaś Karstensenowi.
– Powiedziałam, jak było, nie?
Spojrzał w dół.
– Pamiętaj o tym, gdy będziesz rozmawiać z Niezależnymi.
– TAAAAAAK!!! – ryknął cały lokal, gdy FC Kopenhaga zdobyła bramkę.
Było wpół do pierwszej w nocy, gdy stanęła przed zamkniętym już barem. Henrik i Heino dawno poszli już do domu; to samo dotyczyło większości klientów. Po lokalu wałęsało się jeszcze tylko kilku fanów piłki nożnej, którzy zachrypniętym głosem śpiewali zwycięskie przyśpiewki. Idąc ulicą Vester Voldgade Cecilie zdążyła stwierdzić, że alkohol pokonał kokę i sprawił, że miała nogi jak z gumy. Rozważała wezwanie taksówki, ale nie mogła zostawić tu samochodu. Pięćdziesiąt metrów dalej dostrzegła parę. Kłócili się głośno, a mężczyzna – znacznie większy od kobiety – zaczął ją popychać. Kobieta odepchnęła go i sytuacja szybko eskalowała. Cecilie przyspieszyła. W tym momencie mężczyzna wezwał taksówkę, która zatrzymała się obok nich. Otworzył drzwi i wepchnął kobietę na tylne siedzenie.
– Wsiadaj, suko!
– Hej! – krzyknęła Cecilie do mężczyzny.
– Pierdol się! – odkrzyknął, wsiadając.
Gdy dobiegła do taksówki, zatrzasnął drzwi. Cecilie chwyciła za klamkę, ale pojazd odjechał. Mężczyzna odwrócił się, pokazując jej środkowy palec.
Kurwa mać, pomyślała, patrząc, jak tylne światła taksówki rozmywają się w ciemności. Do diabła z ratowaniem całego świata. Najwyższy czas, żeby wróciła do domu.
Była prawie dziesiąta rano, gdy Cecilie dotarła do Wydziału Zabójstw na drugim piętrze. Wyglądała, jakby dopiero co wstała – co nie było dalekie od prawdy. Wciąż miała na sobie swoje czarne okulary marki Ray-Ban, które chroniły ją przed światem i światłem słonecznym wpadającym przez duże okna. Kiedy dotarła do biurka Henrika, ten uśmiechnął się do niej zmęczony.
– Ciebie też nie można nazwać symbolem seksu, Henriku.
Cecilie rzuciła torbę na biurko i opadła na fotel. Wyciągnęła opakowanie aspiryny z kieszeni swojej czarnej skórzanej kurtki i rozejrzała się za czymś do picia. Znalazła brudny kubek po kawie i nalała do niego wody ze swojej butelki. Dopiero wtedy zauważyła, że biurko Troelsa jest puste.
– Troels jeszcze nie przyszedł, Henriku? – Zdjęła okulary przeciwsłoneczne i rozejrzała się.
– Dotarł tu wieki temu. Jest w sali konferencyjnej nr 2.
– Dobra, czy mamy już coś od NC3?
Potrząsnął głową.
– Nie, będą tu dopiero w porze lunchu. Troels jest przesłuchiwany przez Niezależną Komisję ds. Skarg.
Cecilie wrzuciła aspirynę do kubka po kawie.
– Rozumiem. Wiesz, kogo przysłali?
W tym momencie do pokoju wszedł Troels w towarzystwie mężczyzny w średnim wieku z przerzedzonymi włosami. Mężczyzna miał na sobie pomięty czarny garnitur, co w połączeniu z jego bladą twarzą sprawiało, że wyglądał jak grabarz. I to taki, któremu się nie wiedzie.
– Cecilie Mars – przywitał się z nią, uśmiechając się chłodno.
– Cześć, Johnie – odpowiedziała z rezerwą. Wiedziała, że jest fałszywie uprzejmym, mściwym draniem. Biorąc pod uwagę wiele poważnych spraw prowadzonych w Wydziale Zabójstw, John Nyholm był tutaj częstym gościem.
– Jeśli nie miałaby pani nic przeciwko, zapraszam ze mną, pani inspektor.
Cecilie wstała i opróżniła kubek. Aspiryna nie rozpuściła się jeszcze całkowicie, więc miażdżąc w zębach pozostałości tabletki, spojrzała na Troelsa.
Troels zajął swoje miejsce, unikając jej spojrzenia.
Cecilie poszła za Johnem do salki konferencyjnej. Wydawało jej się, że wygląda na zadowolonego z siebie i martwiła się o to, co powiedział mu Troels. Kiedy dotarli do pokoju, John otworzył przed nią drzwi i Cecilie weszła do środka. Przywitała się z jego kolegą Allanem Svare, który był nowy w dziale. Allan przypominał Johna ze swoją bladą cerą i przerzedzonymi włosami, ale nie zdążył nabrać podobnej jemu arogancji. Była tam też Susan z Federacji Policyjnej, która ze swoimi powiększonymi za pomocą wypełniacza ustami wyglądała jak kaczka. Susan miała reprezentować interesy funkcjonariuszy podczas wewnętrznych dochodzeń, ale Cecilie nie słyszała jeszcze, by powiedziała coś sensownego, a znała ją od lat.
Cecilie zajęła miejsce i zaczęła składać raport, który nie różnił się od tego, który przekazała Karstensenowi dzień wcześniej. Allan Svare zadawał pytania dotyczące szczegółów, podczas gdy John siedział wygodnie w fotelu. Wciąż nie otworzył swojego czarnego notatnika, od czego zwykle zaczynał każde spotkanie. Po piętnastu minutach John w końcu się poruszył. Potarł nos i usiadł na krześle.
– Czy możesz mnie przeprowadzić przez samą strzelaninę?
– Oczywiście. – Próbowała się do nich uśmiechnąć.
– Opowiedz mi własnymi słowami, co się stało.
Zawahała się i wzięła łyk wody ze szklanki, którą postawiła przed nią Susan. Gdyby została przyłapana na kłamstwie wobec Niezależnej Komisji ds. Skarg na Policję, wnieśliby przeciwko niej oskarżenie i rozwiązali umowę o pracę ze skutkiem natychmiastowym.
Odstawiła szklankę wody i opisała bohaterski wyczyn Troelsa, który uchylił się, by mogła wycelować i obezwładnić sprawcę.
Zarówno Allan, jak i John kontynuowali pytania o to, czy zabójca został wystarczająco głośno poinformowany, że ma odłożyć broń, czy oddano strzały ostrzegawcze, i ile strzałów było potrzeba, żeby go powstrzymać. W sumie rutynowe pytania, na które odpowiedziała z łatwością. Zauważyła jednak, że przez cały ten czas John nie zapisał nic w swoim gównianym notatniku.
Wkrótce potem komisja podziękowała jej za poświęcony czas i Cecilie wstała, by wyjść.
– To musiało być mocne przeżycie dla twojego nowego partnera – zauważył John, patrząc na nią. – Wciąż wydaje się wstrząśnięty.
– Troels dobrze się spisał.
– To nie jego pierwsza sprawa o morderstwo, prawda?
– Nie – odpowiedziała Cecilie. – Troels jest w moim oddziale od roku, więc ...
Wszyscy spojrzeli na Johna, który otworzył swój notatnik i przejrzał go, aż znalazł to, czego szukał.
– Zgadza się. Dopiero co opuścił Hobro i już pierwszego dnia trafił na morderstwo w Nordvest, prawda?
– Na pewno pamiętasz to lepiej niż ja – odpowiedziała Cecilie, choć nie była to prawda.
– Każdy szczegół – powiedział John z uśmiechem. – Hassan Amir. Strzał w klatkę piersiową. W twojej okolicy, prawda? Znałaś Hassana?
Cecilie włożyła ręce do kieszeni i spojrzała na Johna.
– Tak, Johnie. Wszyscy znali Hassana i gang, do którego należał. Dlaczego pytasz? Czy to istotne?– zapytała Susan, bijąc swój własny rekord w zadawaniu trafnych pytań.
John zamknął notatnik i uniósł ręce w geście przeprosin.
– Nie, w żadnym razie. Jak już mówiłem, po prostu przypomniała mi się ta sprawa... wraz ze wszystkimi plotkami z tamtego okresu. Oraz faktem, że była to pierwsza sprawa Troelsa.
– Jakimi plotkami? – zapytała Cecilie.
John zaśmiał się cicho.
– Jak słusznie zauważyła Susan, to bez znaczenia. Dziękuję za poświęcony czas i współpracę. – Prawie niezauważalnie skinął jej głową, aby zasygnalizować, że spotkanie dobiegło końca.
W drodze powrotnej do biura wydziału Cecilie zastanawiała się, co John kombinuje. Najwyraźniej nie przyszedł zbadać okoliczności śmierci Nicklasa. Gdyby tak było, podszedłby do sprawy zupełnie inaczej. Nie wywinęłaby się tak łatwo.
– Wszystko w porządku?
Troels odwrócił się w jej stronę na swoim fotelu.
– Tak. Myślę, że poszło dobrze... prawda? – Przygryzł wargę.
– Bezproblemowo. – Obeszła biurko i zajęła swoje miejsce. Włączyła komputer, ale myślami była zupełnie gdzieś indziej. John wyłapałby każde kłamstwo, które padło z ust Troelsa. Ale pozwolił na to. Tak jak bez mrugnięcia okiem pozwolił jej powtórzyć to samo kłamstwo. Jednocześnie cierpliwie czekał, aż nadarzy się okazja, by skierować rozmowę na to, po co naprawdę przyszedł. John chciał zobaczyć jej reakcję, gdy wspomni o starej sprawie Hassana – tylko po to, by się dowiedzieć, czy plotki, które słyszał, są prawdziwe. Dostał to, czego chciał. Miała przeczucie, że to dopiero początek sprawy, która może się dla niej źle skończyć.
– NC3 są w drodze na górę – poinformował ją Henrik, ściskając swój telefon.
Cecilie skinęła głową i wygrzebała kilka paracetamoli, aby nasiliły działanie aspiryny.
Ismail z działu informatyki śledczej NC3 przybył z dużą czarną walizką. Miał lekką nadwagę i nie był zbyt wysoki.
– Cześć, Cecilie – powiedział z trudem łapiąc oddech i ocierając pot z czoła. – Powinienem był skorzystać z windy. Przeceniłem swoje siły – dodał z uśmiechem.
– Dobrze cię widzieć, Ismailu. Masz dużo roboty?
– Tak, przez braki kadrowe, ale pewnie sami macie ten problem.
Szybko przywitał się z Troelsem.
– Widzę, że zabrałeś ze sobą „zestaw filmowy” – zapytała Cecilie, wskazując na jego bagaż. – Może znajdziemy jakieś miejsce, by go rozstawić?
Cecilie poprowadziła Ismaila i Troelsa do najbliższej sali konferencyjnej na korytarzu. Po wejściu do środka Ismail położył walizkę na stole i otworzył ją. W środku znajdował się komputerowy odpowiednik Humvee. Był to przenośny terminal BGAN, który oprócz ogromnej mocy obliczeniowej miał również wbudowany system satelitarny, dzięki czemu komunikował się bezpośrednio z głównym komputerem mainframe NC3. Był niemożliwy do zhakowania, a jeden z dowcipnisiów w NC3 dał mu nawet pseudonim „Vegas”. Cecilie nigdy nie poznała okoliczności tego zdarzenia. Co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas.
Ismail wsunął swoje okrągłe okulary na miejsce palcem wskazującym. Włączył komputer i rozległ się cichy szum.
– Czy znaleźliście coś na komputerze Nicklasa Olsena?
– Tak, i na pozostałych dwóch dyskach zewnętrznych, które otrzymaliśmy. Wygląda na to, że Nicklas nie wyciągnął wniosków z pierwszego wyroku.
– Dziecięce porno?
Ismail skinął głową.
– Siedemset dziewięćdziesiąt jeden zdjęć i osiemnaście filmów. Kilka z nich z kategorii trzeciej.
– Co to jest kategoria trzecia? – zapytał Troels.
– Gwałt, groźba, przymus i poważna przemoc wobec nieletnich. Pliki nie były nawet zaszyfrowane. Przyniosłem wam kopię – powiedział, wskazując na ekran, na którym widać było kilka folderów.
– Sam je wyprodukował?
– Nie. To podobne materiały, co wcześniej. Nie ma też nowych ofiar. Staramy się wyśledzić, komu je udostępnił, ale to zajmie trochę czasu.
– Co jeszcze?
– Zobaczmy – powiedział Ismail, stukając dalej. Pojawił się ekran z nowymi folderami. – Znaleźliśmy również różne filmy i zdjęcia pokazujące torturowanie i zabijanie kobiet. Znowu, nic nowego. Wiele z nich jest dostępnych online. Prawdopodobnie wygooglował sobie większość z nich.
– Psychol – mruknął Troels.
– Mamy również dziesięć filmów, które Nicklas nagrał w tygodniach poprzedzających zabicie matki. Opisuje w nich swoją nienawiść do niej. Widać też, jak ona wchodzi do jego pokoju i zaczynają się kłócić.
– O coś konkretnego?
– „Posprzątaj, znajdź pracę, nie jestem twoją służącą, zawsze się o coś przypierdalasz, wypierdalaj z mojego pokoju”. Tego typu rzeczy – streścił Ismail, prostując się na krześle. – Nie przejrzałem wszystkiego, tylko wyrobiłem sobie pogląd.
– A co z samym dniem morderstwa? – zapytała Cecilie, a Troels zerknął na nią szybko. – Macie jakieś nagranie?
Ismail skinął głową.
– Nicklas nagrał transmisję na żywo z zabójstwa swojej matki... jeśli o to ci chodziło. Chcesz zobaczyć?
Cecilie skinęła głową.
Ismail wyświetlił nagranie. Przedstawiało Nicklasa piszącego na klawiaturze w świetle lampki stojącej na biurku. Nagranie nie miało dźwięku.
– Był aktywny w różnych grupach, ale tę odwiedzał najczęściej.
– Dobra, ile trwa to wideo?
– Kilka godzin.
– Przewiniesz do przodu?
Ismail postukał w klawiaturę, przyspieszając sekwencję zdarzeń na ekranie. Od czasu do czasu drzwi za Nicklasem otwierały się i do pokoju wchodziła jego matka w szlafroku. Ich gesty i mimika pokazywały narastające napięcie. W pewnym momencie, gdy Nicklas został sam, wstał i zniknął z kadru. Kiedy wrócił, w dłoni ściskał tasak do mięsa.
– Zwolnij – powiedziała Cecilie.
Cała trójka patrzyła, jak Nicklas pokazuje tasak przed kamerą. Wkrótce potem odłożył go na biurko i kontynuował rozmowę na czacie.
– Mamy kopię pełnej transkrypcji. To dość duże forum i do tej pory odnotowaliśmy ponad dwustu użytkowników, którzy byli online w czasie zabójstwa. Większość z nich korzystała z przeglądarki Tor i jest anonimowa.
– O czym z nimi rozmawiał? – zapytał Troels.
Ismail spojrzał na niego poważnie.
– Wielu z nich zachęcało go do zrobienia krzywdy sobie lub matce. Tylko nieliczni mówili mu, żeby tego nie robił.
– Czy możemy oskarżyć każdego, kto go podżegał? – zapytał Troels.
Cecilie potrząsnęła głową.
– Cyberprzemoc nie jest nielegalna w Danii. Podżeganie musi być bezpośrednie i trwać dłuższy czas. Możesz przewinąć do sceny zabójstwa, Ismailu?
Ismail przewinął do momentu, w którym matka Nicklasa weszła do pokoju. Słabe oświetlenie sprawiło, że nagranie wyglądało jak z horroru. Nicklas siedział odwrócony plecami do matki, która stała w drzwiach. Przyciskał do piersi błyszczące ostrze. Matka była wyraźnie zdenerwowana i krzyczała na niego. Bez ostrzeżenia Nicklas obrócił się na krześle i wstał. W następnej chwili wbił tasak w głowę matki.
– Mój Boże... – Troels zasłonił usta dłonią.
Na ekranie zobaczyli, jak Nicklas ciągnie matkę w stronę krzesła biurowego i sadza ją na nim. Krew spływała po twarzy i szlafroku martwej kobiety. Nicklas wrócił na swój fotel i usiadł przy komputerze. Przeprosił za swoją nieobecność i kontynuował pisanie.
– Jak długo jeszcze miał włączoną kamerę?
– Jeszcze przez chwilę. Niektórzy użytkownicy chwalili go, podczas gdy inni byli wyraźnie zszokowani.
– A co z Nicklasem?
– Nie mówił wiele o morderstwie. Wygląda na to, że bardziej interesowała go dyskusja na temat gry online, w którą zamierzali zagrać. – Ismail przewinął do przodu, aż ekran stał się czarny.
– Dzięki, Ismailu. Dobra robota.
– To nic takiego. Czy jest coś, na co muszę spojrzeć bardziej szczegółowo w związku z tą sprawą?
Cecilie potrząsnęła głową.
– Sprawa zostanie zamknięta, gdy tylko kryminalistycy skończą swój raport.
Ismail spakował komputer.
– Czy wiemy, który z użytkowników czatu zgłosił morderstwo? – zapytała Cecilie.
Ismail potrząsnął głową.
– To było anonimowe zgłoszenie.
– Czy jest ktoś, kto widział zabójstwo i nazywa siebie Ablem?
– Ablem? Nie, nie spotkałem się z tym imieniem. Większość nazw użytkowników w grupach takich jak ta jest anonimowa i generowana przy użyciu losowych kombinacji liter i cyfr. Dlaczego pytasz?
– Bez powodu – odpowiedziała, zastanawiając się nad ostatnimi słowami Nicklasa.
Betonowe silosy, stanowiące bloki mieszkalne w Bellahøj, stały na baczność na tle ciemniejącego nieba, górując majestatycznie nad dzielnicą w gasnącym świetle dnia. W latach sześćdziesiątych te obecnie rozpadające się budynki były pierwotnie częścią prestiżowego projektu, ale dziś cała okolica znajdowała się na terenie getta.
Cecilie przejechała przez dzielnicę, kierując się w stronę bloku, w którym mieszkała. Wyciągnęła rękę przez otwarte okno i spojrzała na puste chodniki między budynkami. Większość okolicznych mieszkańców była na tyle mądra, by po zmroku nie opuszczać domu. Cecilie zauważyła chłopca pędzącego na swoim BMX-ie. Był to miejscowy gówniarz, który robił rozeznanie w imieniu kilku starszych gówniarzy i teraz prawdopodobnie ostrzegał ich, że suka z policji wróciła do domu. Po niewyjaśnionym morderstwie Hassana wszystkie małe rybki trzymały się od niej z daleka.
Hassan był ich przywódcą. Królem chodników, dbającym o to, by nikt w okolicy nie czuł się bezpiecznie. Dranie próbowali wypłoszyć ją z Bellahøj, a raz nawet na nią napadli. Skończyło się to źle nie tylko dla niej, ale także dla Hassana i kilku innych osób. Postanowiła nie zgłaszać incydentu. Zamiast tego między nią a gangusami zapanował rozejm. Niestety, niedługo potem Hassan stał się pełnoprawnym członkiem Braci NV. Miała powody, by się go obawiać, aż do nocy, gdy został zwabiony w zasadzkę pod mostem na autostradzie Bispeengbuen. W miejscu, gdzie nie było świadków ani kamer monitoringu miejskiego. Gdzie Hassan otrzymał trzy strzały w klatkę piersiową od nieznanego zabójcy, który nie pozostawił po sobie żadnego DNA ani broni. Sama zajęła się tą sprawą i upewniła się, że została głęboko zakopana w archiwum.
Wieść o jej zaangażowaniu szybko rozeszła się po dzielnicy, ale jak dotąd Bracia nie pokazali się, co prawdopodobnie wynikało z faktu, że prowadzili wojnę z Rebeliantami z Amager, którzy próbowali wkroczyć na ich teren.
Cecilie zaparkowała swojego czarnego golfa i wysiadła, ściskając w jednej ręce karton z pizzą. Zamykając auto, wciągnęła w płuca chłodne nocne powietrze. Spojrzała na spalony asfalt około dziesięciu do piętnastu metrów dalej. Czarna plama przypomniała jej o bombie samochodowej, która wybuchła tu kilka tygodni wcześniej. Eksplozja kosztowała życie jednego z Rebeliantów, a samochód trafił na złomowisko.
Cecilie skierowała się w stronę ciemnego chodnika prowadzącego do jej klatki. W środku wjechała cuchnącą moczem windą na najwyższe piętro i weszła do mieszkania. W salonie powitał ją widok muskularnej postaci stojącej przy drzwiach na taras. Cecilie zapaliła światło.
– Cześć, Bob. Tęskniłeś za mną?
Rzuciła karton z pizzą na stolik i zdjęła czarną skórzaną kurtkę. Pełnowymiarowy manekin treningowy wpatrywał się w nią niemo. Bob XL miał zmarszczoną twarz i przypominał skrzyżowanie Kima Bodni z bokserem z dawnych lat. Bob nie miał rąk ani nóg, ale był zamontowany na regulowanym filarze. Z drugiej strony, jego nagi, muskularny tors z lateksu miał godny pozazdroszczenia sześciopak i wybrzuszone krocze, które sprawiały, że przypominał prawdziwego mężczyznę.
Cecilie usiadła na kanapie i otworzyła karton z pizzą. W środku było to, co zwykle – numer 8 z Venezii na rogu. Pizzerię prowadziło trzech Kurdów, co jej zdaniem było wystarczająco autentyczne, biorąc pod uwagę, że zawsze zamawiała pizzę z shawarmą.
– Pieprzony John Nyholm, wpadł dzisiaj w odwiedziny, Bob – powiedziała, wyciągając kawałek pizzy. Złożyła go na środku i wzięła duży kęs. – Wszystko tylko po to, by powęszyć wokół starej sprawy Hassana. – Znalazła serwetkę i wytarła usta. – To nic oficjalnego, ale – mrugnęła do Boba – John nam może zaszkodzić. A jeśli ja pójdę na dno, to ty też, Bob. – Wzięła kolejny kęs. – Najbardziej martwi mnie to, że plotki z dzielnicy dotarły aż do Niezależnych i Johna. Wszyscy w tej okolicy są zazwyczaj tak małomówni jak ty, Bob. Ludzie trzymają gęby na kłódkę. Chyba że John prowadzi własne śledztwo – takie, które ma na celu wyłącznie wykopanie brudów na mnie. – Odsunęła karton z pizzą i wytarła palce. – Musimy być ostrożni, Bob. Żyjemy w niebezpiecznych czasach.
Cecilie sięgnęła po kurtkę i znalazła w kieszeni małą, pustą tubkę po kokainie. Odkręciła nakrętkę i stuknęła tubką o grzbiet dłoni. Nie starczyło nawet na jedną kreskę, więc postanowiła wetrzeć żałosne resztki w dziąsła. Efekt był minimalny, ale wystarczający, by podnieść się z kanapy. Zdjęła koszulkę i buty. Ubrana jedynie w dżinsy i sportowy stanik, zaczęła uderzać Boba. Wymierzyła mu kilka szybkich ciosów w szczękę, a następnie potężny cios w nerki. Ciosy padały coraz szybciej. Ciało. Głowa. Jaja. Dziesięć minut później była zlana potem i oparła się bez tchu o Boba, próbując złapać oddech. Pizza wciąż stała jej w gardle, więc wymknęła się na taras, by zaczerpnąć świeżego powietrza.
Na czternastym piętrze wiał silny wiatr, który szybko ochłodził jej spocone ciało. Oparła się o barierkę i spojrzała na centrum Kopenhagi, które wyglądało jak świetlisty, błyszczący dywan. Z tarasu miała niczym niezakłócony widok na całą stolicę. Z pozoru piękny widok. Ale wiedziała o zgniliźnie ukrytej pod spodem. Każda dzielnica miała swoje własne morderstwa, każde brutalniejsze od poprzedniego. W rzeczywistości spoglądała na siedlisko zła.
Cecilie kończyła właśnie raport ze sprawy Nicklasa Olsena. Poszłoby to zapewne szybciej, gdyby kiedykolwiek nauczyła się pisać bezwzrokowo, ale była w stanie używać maksymalnie dwóch palców jednocześnie. Nie wspominając o zasadach ortografii... Niemniej jednak, lubiła uczucie towarzyszące napisaniu ostatniej linijki zamykającej sprawę.
– Cecilie – powiedział do niej Heino zza drzwi.
– Nie teraz, Heino, muszę to załatwić.
– To Karstensen.
– Nie możesz mu powiedzieć, że kończę raport? Potrzebuję jeszcze pół godziny.
– Mówi, że masz przyjść teraz. – Heino zniżył głos. – Wygląda na wkurzonego.
Cecilie odsunęła klawiaturę i odchyliła się na fotelu.
– Więc wszystko po staremu.
– Troels, ty też jesteś proszony – powiedział Heino.
Troels podniósł wzrok znad komputera.
– Ja...? – powtórzył nerwowo.
Cecilie i Troels poszli korytarzem w kierunku biura Karstensena.
– Jak myślisz, o co chodzi? – zapytał Troels.
– Nie mam pojęcia – powiedziała, kręcąc głową. – Ile palców używasz do pisania?
– Myślę, że wszystkich.
– Świetnie. Niedługo będziesz pisać raporty.
Cecilie zapukała do drzwi i weszła do środka razem z Troelsem. Była zaskoczona, że Karstensen nie był sam.
Siedział przy stole konferencyjnym wraz z młodszym mężczyzną oraz kobietą. Karstensen poprosił Cecilie i Troelsa o zajęcie miejsc, a następnie przedstawił mężczyznę jako Pallego Hjorta z Biura Komisarza, a kobietę jako Birgitte Lund z Narodowego Biura Prasowego Policji.
– Co się stało? Czy Peter Lundin uciekł? – zapytała Cecilie z uśmiechem.
Karstensen nie odwzajemnił uśmiechu.
– Cieszę się, że zachowałaś poczucie humoru, Cecilie. Obawiam się, że moje przepadło bezpowrotnie – powiedział Karstensen. – W sieci pojawiło się dość problematyczne nagranie związane z twoją ostatnią sprawą o morderstwo.
Cecilie skinęła głową.
– To była tylko kwestia czasu, zanim tak się stanie.
– Już o tym wiesz? – zapytał oniemiały Karstensen.
Cecilie poczuła na sobie wzrok wszystkich osób w pokoju.