O, Spójrz...
Pod sklepieniem powiek
pełza inny świat…
Zapalił papierosa, dym odbił się od ściany i upadł na ziemię. Patrzył jak kona na siedemnastym kafelku jego kwadratowej łazienki.
– Pelargonia…? Nie, nie… Harmonia… Niezbyt. Agonia! Tak, prawdopodobnie. – uśmiechnął się.
…nie stworzył go bóg
zszyłem go ze szmat.
Któregoś dnia kopnął w kalendarz, kartki posypały się z hukiem. To była piękna burza, bez deszczu. Błyski w oczach i pioruny pieniące się jak ślina. Nic nie pozostaje straconemu.
– Kiedyś kupię ci nowy, obiecuję… Będziesz najszczęśliwszą niewdzięcznicą pod słońcem. W końcu nikt inny tam nie mieszka… Prawda?
Z wyprutej żyły
i zardzewiałych krat…
Wisząc nad muszlą wymiotował w rytm szumiącej wody. Będzie z niego dumna… i z czystego dywanu.
– Żyletka na twoim języku zawsze ma inny smak. Jest trochę za krótki by pociąć mi serce. Przynajmniej miło drażni przełyk…
…wybuduję w nim kiedyś
na pal nabity kwiat.
W sypialni stała żelazna, czerwona ławka. Czasem patrzyła na nią gdy spał. Czuła się wtedy bezpieczna.
– Niesamowicie czarne kotary… Ile one mogą ważyć? Powieśmy je na ścianie, otworzę dla ciebie teatr.
Skleję po kryjomu
galerię ze szkła…
Próbował zabić tego kraba młotkiem, bez skutku. Zdecydował się poczekać na nią… i jej starożytnego dziadka do orzechów.
– To była wspaniała kolacja, te szczudła i korkociąg… Wiesz… Lubię sposób w jaki urozmaicasz nasze życie erotyczne.
…by zmieścić odbicia
wszystkich moich ja.
Siedział na parapecie i wróżył z wina wylewając je na ścianę. Przyglądała mu się z podziwem i fascynacją.
– Nie rozumiem dlaczego nie należysz do mnie. Nie chcę cię więcej wypożyczać. Zostań na tej półce… Chociaż raz… Nie chcę innych zabawek.
Namaluję krwią
na pęknietej ścianie…
Pił kawę i dziurawił nożyczkami gazetę. Siedzący na parapecie gołąb nawet nie zauważył nadlatującej popielniczki.
– Piękny poranek… Chyba musimy wyciąć dziury w tych żaluzjach. Chcę sprawdzić czy pada deszcz.
…uchyloną dłoń
w niedomkniętej bramie.
Pokój zasypany był kartkami najróżniejszych rozmiarów i kolorów. Leżąc na podłodze zszywał je zieloną nitką.
– Zobaczysz, że ten papier toaletowy spodoba się naszemu spiżarnianemu totemowi. Projektowałem go prawie dwa lata…
W kwadratowym świecie
bez duszy i powiek…
Spojrzała mu w oczy, westchnęła, przeciągnęła się, drapnęła go pazurem i zasnęła z uśmiechem na twarzy.
– Nie odejdziesz, zawsze cię gdzieś odnajdę… Nawet w plamie na suficie. Obiecuję…
…żyje bezpodstawny
kwadratowy człowiek.