5,49 €
Głównego bohatera, Alfonsa, poznajemy w trudnym momencie jego życia. Po zlikwidowaniu fabryki, w której był kierownikiem, nie może znaleźć pracy i utrzymuje się z mizernego zasiłku. Mieszka u matki, z trudem wiąże koniec z końcem. Nawiedzają go sny o wielkiej wygranej, ale kolejno puszczane losy nie spełniają marzenia o fortunie. Nie stać go nawet na wyjście z kolegami. Oprócz problemów finansowych, dotyka go także kryzys małżeński – podejrzewa, że młodsza o piętnaście lat żona zdradza go.Podczas wykładu o życiu seksualnym seniorów poznaje Iwonę – piękną kobietę, która przewraca jego życie do góry nogami. Nowo poznana pani prezes zatrudnia go w swojej firmie. Nagłe, wielkie pieniądze pozwalają mu na prowadzenie zupełnie odmiennego życia, niż do tej pory. Jednak między tą radością i szczęściem, kryje się także tajemnicza ciemna strona…„Siedemnaście i pół miliona” Leszka Mierzejewskiego to powieść o tym, jak los potrafi odmieniać nasze życie. Jak w niesamowitym szczęściu potrafi kryć w sobie gorycz i żal. To historia o bezsilności wobec własnego losu i przeznaczenia, o wzajemnym oddziaływaniu pomyślności i pecha.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Leszek Mierzejewski „Siedemnaście i pół miliona”
Copyright © by Leszek Mierzejewski, 2017
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Jakub Kleczkowski
Redakcja i korekta: Anna Maria Nawara
Korekta: Marlena Rumak
Ilustracje na okładce: © Andrzej Wilusz – Fotolia.com
Ilustracje w książce: Leszek Mierzejewski
ISBN: 978-83-7900-784-4
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Pieniądze szczęścia nie dają, ale łatwiej z nimi żyć,
bo przynoszą radość z zakupów
Być Mazurem od urodzenia to wielkie szczęście. Ale być nim zpasji, to już absolutne szczęście. Należę właśnie do tych wybrańców losu. Wychowałem się wponiemieckiej kamienicy, która stoi kilka metrów od centrum miasta, gdzie wszędzie jest blisko. Ina rynek dwa kroki, ido parku na rzut beretem. Główne skrzyżowanie widzę zokien mojego pokoju, ana reprezentacyjny plac, gdzie stoi magistrat, dzieli mnie dosłownie parę minut. Zkuchni widzę jezioro, aza nim kościół, woddali parterowe domki, pola ilasy. Kocham moje miasto. Im większy dystans dzieli mnie od lat szczenięcych, tym to uczucie jest większe. Nie zaprzeczę, że sześćdziesiątka zleciała mi, nie wiadomo kiedy ijak to wżyciu bywa - raz zgórki, raz pod górkę. Nie chwaląc się, do tej pory wszystko szło mi pomyślnie, tylko czasami odbywałem wspinaczkę na bardzo stromą górę, wdodatku bez lin zabezpieczających. Jedynie dwa razy wmoim życiu nastąpiły duże zmiany. Pierwszy raz, gdy właściciel firmy, wktórej byłem na stałe zatrudniony, ogłosił, że zamyka przędzalnię, aprodukcję przenosi na Litwę. Drugi raz nastąpił wdzień po moich sześćdziesiątych urodzinach, zgodnie zprzysłowiem: „Po kopie, to ipo chłopie”. Niech to szlag trafi, święta prawda, że sześćdziesiątka to taka bariera fizyczna ipsychiczna, choć zdaniem mojej matki to osiemdziesiątka jest tym wyznacznikiem. Od razu zaczęło mnie wkościach łamać, wkrzyżu łupać lecz to wszystko pestka, najgorzej, że nachodziły mnie paskudne myśli. Do głowy zaczęły mi wskakiwać śmieszne pomysły, zupełnie jakbym był trzydziestolatkiem. Zacząłem marzyć owyskokach zcoraz młodszymi kobietami, było to otyle dziwne, że wmoim wieku iw mieście, wktórym mieszkam, to nie wypada! Wiadomo, że lekki szron zaczął pokrywać mi skronie iszybko łapałem zadyszkę, ale to były najmniejsze zmartwienia! Niesamowity kłopot iutrapienie ostatnich lat to ciągły brak gotówki. Czym mężczyzna wmoim wieku może zaimponować atrakcyjnej, dwudziestoletniej kobiecie? Tylko pieniędzmi. Myślę, że pomimo sześćdziesiątki nadal jestem przystojnym mężczyzną. Znajome mi kobiety to potwierdzają, dodając jednocześnie, że gdybym był bogaty iod czasu do czasu obsypywał je kwiatami, prezentami iprawił komplementy, cieszyłbym się ogromnym zainteresowaniem. Póki co, tylko ostatnie zwymienionych nie sprawia mi problemu. Dlatego, nie oszukując nikogo, od czasu przejścia na bezrobotne, nie wychodzę zmoich czterech ścian. Polubiłem siedzenie wdomu iśpiewanie na cały regulator: „Gdybym był bogaczem ja ba da ba da ba ja ba da ba du. Cały dzień bym ja ba da ba da. Gdybym był wielkim panem...” Nic nie szkodzi, bo myślę, że nie trzeba być bogatym albo bardzo przystojnym, żeby zdobywać piękne dziewczyny. Poza tym wydaje mi się, że znacznie ważniejsze od pieniędzy są konkretne cechy mojego charakteru, które przyciągały płeć przeciwną. Najważniejsze wżyciu to być liderem iprzejmować inicjatywę. Umnie wdomu jest ztym gorzej, bo żona zaczęła mną rządzić, ale tylko do czasu! Jeszcze jej pokażę, kto jest panem domu! Natomiast obce kobiety uwielbiały, kiedy przejmowałem inicjatywę Za dobrych czasów, gdy jeszcze pracowałem ibyłem na kierowniczym stanowisku, zawsze przepuszczałem je przodem przy wejściu do lokalu Nie czekałem, aż one podejmą decyzję, sam to robiłem. Otwierałem przed nimi drzwi ipierwszy wołałem kelnera, żeby one nie musiały tego robić, dzięki czemu dawałem im jasno do zrozumienia: „Jesteście ze mną iwiedzcie, że ja tu rządzę”. To daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa iświadomość, że wrazie czego mogą na mnie zawsze liczyć Moja druga istotna cecha to wysoki status społeczny Posiadanie takiego statusu to nie tylko pieniądze czy samochód, których chwilowo nie posiadam. Jest to również sposób, wjaki odbierają mnie mieszkańcy miasta. Szacunek, którym mnie darzą, atakże moja pewność siebie sprawiają, że moja pozycja woczach kobiet rośnie adla nich nic nie liczy się tak bardzo, jak właśnie wysoki status mężczyzny. Im wyższy, tym lepszy. Nawet podczas imprez zakładowych nigdy nie stałem pod ścianą zpiwem wdłoni, wiedziałem, że wówczas nie miałbym najmniejszych szans na spotkanie znajładniejszą dziewczyną na sali. Biła ode mnie pewność siebie, nie arogancja czy agresja. Byłem znany wswoim środowisku, ludzie mnie rozpoznawali, podchodzili się przywitać, akobiety się uśmiechały. To normalne, wkońcu dopóki istniała nasza przędzalnia, zasiadałem na kierowniczym stanowisku, otoczony młodymi dziewczynami. Obecnie, gdy mnie rozpoznają, moja atrakcyjność automatycznie wzrasta. Zawsze pamiętam otym imam zakodowane, że kobiety wprzeciwieństwie do mężczyzn chcą być zkimś, kto jest lepszy od nich - bardziej interesujący, znający więcej osób imający większe umiejętności. Oprócz aparycji moją zaletą jest poczucie humoru iwiem, że jeżeli potrafię rozśmieszyć kobietę, to mogę znią zrobić wszystko. To jest świetny sposób, sprawdzony chyba ztysiąc razy. Zadaję pierwszej lepszej kobiecie pytanie: „Jakie cechy cenisz wmężczyźnie?” Jeżeli mi odpowie: „Coś tam, coś tam” domyślam się, że inteligencję, pewność siebie ipoczucie humoru. Wiadomo, że mam skończone dwa fakultety. Jest to ważny iatrakcyjny dla kobiet wyznacznik. Natomiast rozśmieszanie kobiety pozwala poczuć się jej komfortowo wmojej obecności izapomnieć oproblemach. Powiem więcej, mój humor połączony jest zodrobiną, ale tylko odrobiną arogancji idrażnieniem płci pięknej Wówczas jestem nie do przebicia imój poziom atrakcyjności oraz poziom dziewczyny, która mi się podoba, równają się Wtedy znikają problemy finansowe, nie liczą się lata, wszystko dzieje się automatycznie. Dobrze, że mam pewność siebie, bo jej poczucie jest dla kobiet bardzo ważne. Daje im ona świadomość mojej siły, mojego charakteru. Siła mentalna (nie mylić zfizyczną) itwardy charakter, to ważne cechy dla większości kobiet. Żadna normalna, zdrowa kobieta nie da się poderwać komuś, kto jest przysłowiową łazęgą, bez poczucia własnej wartości inie potrafi postawić na swoim wtedy, kiedy trzeba. Itak owszystkim rozmyślałem jako domator, coraz częściej wmawiając sobie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale znimi łatwiej byłoby mi żyć, bo przyniosłyby mi radość zzakupów. Przestałem wyśpiewywać: „Gdybym był bogaczem” ichciałem być normalny, jak tysiące ludzi wmoim mieście, którzy żyją zzapomóg isą na garnuszku państwa, ale co najgorsze, moja małżonka tego wszystkiego nie chce docenić. Ktoś lub coś jej oczy zasłoniło! Ale do rzeczy, muszę opowiedzieć trochę oswojej rodzinie. Moja żona, Regina, jest ode mnie młodsza opiętnaście lat. Bezrobotna od pięciu lat, lecz usilnie szuka pracy. Gdy przychodzi do domu, mówi, że była tu itam, ale pracy nie udało się znaleźć, apod koniec dnia szuka jeszcze wInternecie. Codziennie rozsyła CV, ale rezultatów brak. Jeżeli jakaś firma odezwie się na jej zgłoszenie, aona pójdzie na spotkanie kwalifikacyjne, to wraca zawsze ztą samą śpiewką: „Proszę czekać na telefon, niedługo poprosimy panią na następną rozmowę”. Itak czeka od pięciu lat. Jednocześnie zarejestrowaliśmy się wUrzędzie Pracy. Stawiamy się na każde wezwanie, chodzimy również na targi dla szukających zatrudnienia, ale bez pozytywnych skutków. Liczymy tylko na niewielkie kwoty pieniężne zMOPS-u, które tak naprawdę są naszym jedynym, stałym dochodem oraz na emeryturę mojej matki, która mieszka znami (chodź tak prawdę mówiąc - to my mieszkamy uniej). Matka ma na imię Lucyna. Rodzice nie mieszkają zsobą od około 10 lat. Mama wymyśliła, że wynajmie ojcu oddzielny pokój na mieście, bo ojciec nie miał gdzie się podziać, gdy opuścił nasze mieszkanie Od początku podobał mi się ten pomysł, gdyż zawsze były znim kłopoty. Również wtym przypadku moja intuicja nie wprowadziła nas wbłąd. Pracował on bodajże wsześciu firmach. Pracę wjednej znich zorganizowaliśmy mu wspólnie zmamą. Była to stała posada, zajmował się utrzymywaniem porządku iremontami wmagistracie, wypłata była regularnie, co miesiąc. Długo tam miejsca nie zagrzał, bo pod nosem burmistrza, na zapleczu, urządził sobie prywatny monopol spirytusowy. Wpiwnicach Urzędu Miejskiego pędził bimber. Wpozostałych firmach organizował sobie posadę sam ijak twierdził, tylko wostatniej jeden, jedyny raz dostał wypłatę po dwóch miesiącach czekania. Zjednym zjego byłych przełożonych umówiła się mama idostała pieniądze, bo on przez picie zapominał owypłacie. Opozostałych nic nie wiemy, zresztą już nas to nie obchodzi. Ojciec nadal pije, jest brudny izaniedbany, gdy był unas na kolejnych zrzędu świętach, to uczesał się moją szczotką izałapałem po nim wszy.
