4,99 €
„Wyspy Naftalinowe” Anety Skarżyński to opowieść przygodowa osadzona w epoce „późnego Gierka”, a więc w socjalistycznej rzeczywistości. Główną bohaterką jest ośmioletnia Anetka, u której stwierdzono nadpobudliwość psychoruchową. Być może właśnie jej niefrasobliwość powoduje, że nie może spokojnie usiedzieć na miejscu i trzymać języka za zębami, co wpędza ją w liczne kłopoty. Dziewczynka nie lubi chodzić do szkoły, żeby mieć piękne, gęste i bujne włosy – goli sobie głowę na łyso, a podczas egzaminu w szkole muzycznej – zamiast grać repertuar klasyczny – wygrywa swoje własne kompozycje. Anetka, mimo iż ma siostrę, rodziców i przyjaciół, to jednak największą jej sojuszniczką jest babcia. A że jest to kobieta o nietuzinkowej osobowości i mocno wybuchowym temperamencie, z szalonymi pomysłami na życie, to razem z wnuczką tworzą piorunującą mieszankę. Powieść obejmuje 28 rozdziałów, które równają się 28 wyspom, a każda z nich to nowa beczka śmiechu. Dzięki nim spędzisz z bohaterką sześć lat jej życia w szkole podstawowej, poznasz mrożącą krew w żyłach historię świętowania czternastych urodzin na cmentarzu, a także dowiesz się do czego może doprowadzić podkradanie konfitur ze spiżarni starej ciotki. Kontynuacją powieści są „Wyspy Paprykarzowe” opisujące losy bohaterki w liceum, a także „Wyspy Pieprzowe”, przenoszące czytelnika do najbardziej burzliwego i obfitującego w przygody etapu życia dziewczyny – jej studiów.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2014
Aneta Skarżyński "Wyspy naftalinowe"
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2014 Copyright © by Aneta Skarżyński, 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Arkadiusz Woźniak INFOX e-booki Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o. Korekta: Paulina Jóźwiak
ISBN: 978-83-7900-262-7
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin
Ahoj!
Mam na imię Aneta. Nie lubię tego imienia, ale cóż, pretensje mogę mieć jedynie do rodzinki. W innych kwestiach też proszę się wpisywać do familijnej książki skarg i wniosków, jak choćby w sprawie mojego wizerunku. Wyglądam, jak wyglądam, czyli paskudnie. Ale czy to moja wina, że mam cienkie włosy i spatyczałe nogi? Że moja piegowata twarz przypomina miejsce zmasowanego ataku much? I że moje prawe ucho bardziej odstaje od lewego? Nie. A na dodatek, buzia mi się nie zamyka i cierpię na nadpobudliwość psychoruchową. Katastrofa! I wiesz co? Pewnie z niej nigdy nie wyjdę, zważywszy na moją organiczną zdolność pchania się w dziwne historie, mniej lub bardziej przygodowe. Zaraz Ci wszystko objawię. Gdy skończę, pozostaniesz z paszczą rozdziawioną i pomyślisz, że zaliczam jakąś fazę. To co, pełna gotowość? Azymut – Wyspy Naftalinowe. A więęęęęc: cała naprzód!!!
Dziś są moje ósme urodziny. Osiem – to najgłupsza liczba pod słońcem. Tata twierdzi, że gdy się ją położy na bok, dostawi krzyżyk i poziomą kreseczkę, to wychodzi plus–minus nieskończoność. W moim wieku plus–minus nieskończoność nieprzewidywalności, jak podkreśla tata. Mama mówi, że tata to łebski facet i mózgownica ścisła. Jednak, gdy wypije za dużo garażowego rozgrzewacza, ma umysł ściśnięty, nie żaden ścisły. Nawet „r” mu nie wchodzi. Trudno zrozumieć, co mówi. Mówi? Bredzi coś wtedy trzy po trzy. Na szczęście rzadko tak ma z językiem i rozumem. Dzisiaj na pewno jest dobrze, bo zawozi mnie do Goleniowa, na sobotę i niedzielę. Uwielbiam koniec tygodnia i godzinną jazdę do babci. Tymczasem pociąg stoi jak krowa na rowie w szczerym polu, pomiędzy Emmą Załom a Rurką. W przedziale cisza jak makiem zasiał. To dla mnie stan nie do zniesienia. Panu z naprzeciwka burczy w brzuchu, lecz on nic nie słyszy, bo śpi. „Okular” wygięty, broda opadnięta na popielniczkę. Tylko patrzeć, jak proteza mu się zluzuje i wysunie, prosto na kolana. Może by mu tak patyk wsadzić w rozdziawiony otwór gębowy? Albo włożyć palce w dziurki nosa? E, nie, bo ogilam sobie dłonie. Wiem, krzyknę mu do ucha: „pobudka”!!!
Oj, chyba nici z planów, bo chudy pan, który ma buty ze szpicem na wysokim obcasie, przypatruje mi się, jakby znał moje myśli. Czarownik Kościej? Wygląda na takiego Kostucha z bajek. No i do tego łysa pała… Świeci mu się, jak wypolerowana flanelową szmatką. Gapi się i gapi. Wywalę mu język, to przestanie. Albo nie, bo skoro on ma takie same buty jak tata, musi być nienajgorszy. A że brzydal, to trudno. Podobno nie wszyscy mogą być piękni. Na przykład ta wstrętna czarownica z naprzeciwka, ubrana na czarno. Babcia mówi, że tak ubierają się tylko zakonnice. Nie dość, że wstrętnie się ubierają, to są brzydkie. Czyta grubą książkę i żegna się, co jakiś czas. Gdybym miała taka gębę, siedziałabym na niej. Obok niej zajmuje miejsce blondyna z dużym biustem, ubrana w przyciasny liliowy sweterek. Ma okropnie pomalowane oczy, całe na niebiesko. I różowe usta. Jak można się tak oszpecić? Ojej, ona ma żółte zęby! Najchętniej zalepiłabym jej buzię plastrem. Tata co rusz łypie na nią. Dziewczyna też zerka na mnie i tatę. Częściej na tatę. Najwyraźniej podoba się jej. Niesamowite, przecież tata ma już 30 lat! W tym wieku to chyba za późno na amory? Ona też już niemłoda, ma z 19, może 20 lat. „Dość tego migdalenia”, jak mawia babcia. Postanawiam przerwać grobowy spokój. W końcu słynę w rodzinie z paplaniny. Mama ciągle powtarza, że gadam jak najęta, zwłaszcza, gdy nie trzeba. Gdy powinnam, to zapominam języka w gębie. Tak źle i tak niedobrze. No to jak ma w końcu być? Zastanowię się nad tym później. Teraz muszę o coś spytać:
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
