Wyspy Pieprzowe - Aneta Skarżyński - E-Book

Wyspy Pieprzowe E-Book

Aneta Skarżyński

0,0
5,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

„Wyspy Pieprzowe” Anety Skarżyński są książką dla wszystkich dorosłych czytelników, którzy zapomnieli, czym jest prawdziwa radość.Akcja powieści osadzona we Wrocławiu, na początku lat dziewięćdziesiątych przeniesie czytelnika do rzeczywistości popieriestrojkowej. Główną bohaterką jest Aneta, studentka o nietuzinkowej osobowości, awanturniczym temperamencie i organicznej zdolności do pakowania się w tarapaty. Jej pomysły dodatkowo potęguje nadpobudliwość psychoruchowa. Poznajemy ja w momencie egzaminów wstępnych do wrocławskiej Akademii Muzycznej, podczas których – w wyniku zbiegu okoliczności – ląduje w zakonie. To tylko wstępna zapowiedź jej dalszych, burzliwych przygód.Przyszła artystka scen operowych poznaje blaski i cienie samodzielności, z dala od dziadków i rodziny. Jednak muzyka i opera to dla niej coś poważnego. Debiutując na scenach teatralnych poznaje artystę – malarza, który okaże się zwrotnicą na drodze jej życia.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Aneta Skarżyński
Wyspy Pieprzowe

Aneta Skarżyński „Wyspy Pieprzowe”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2015 Copyright © by Aneta Skarżyński, 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Jacek Antoniewski

Projekt okładki: Aneta Skarżyński

Korekta: Paweł Markowski

ISBN: 978-83-7900-440-9

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-500 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 665-955-131

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:

moim rodzicom,

Andrzejowi i Leokadii

– z miłością i wdzięcznością

WSTĘP

Cześć!

Jestem ponownie, ahoj! Jeśli odwiedziłeś Wyspy Paprykarzowe, awcześniej Wyspy Naftalinowe, to chyba już troszkę mnie znasz? Jestem niedoszłą pigułą, abliżej - zbiegiem zWydziału Położnictwa Medycznego Studium Zawodowego nr 2 wSzczecinie. Tak, tak, położną nie będę, pielęgniarką tym bardziej, bowiem zaczynam nowy etap życia, nakierowany bezpośrednio na scenę teatralną. Oczywiście nim się na niej znajdę, azwłaszcza zadomowię, czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Aże posiadam chroniczną przypadłość zwaną nadpobudliwością psychoruchową, ciągnącą się za mną od urodzenia, która skutkuje nieumyślnym pakowaniem się wdziwne historie iwywoływaniem zamieszania, sądzę więc, iż również teraz przyjdzie mi się zmierzyć zwieloma zdarzeniami, mniej lub bardziej sensacyjnymi. Aha, inie mów już do mnie Aneta, aStella, co wjęzyku włoskim oznacza gwiazda. Brzmi dumnie, prawda? Co, już wyszczerzasz klawiaturę? Pewnie zzadowolenia… No, bo przecież nie dlatego, że twój mięsień okrężny ust prawidłowo funkcjonuje, prawda? Ale ćwicz go, ćwicz! Jego kondycja ci się przyda, ponieważ podczas tej wycieczki nieco się zmęczy… Co tam, grunt, że będziesz miał radochę, jak rzadko kiedy! Ijak, gotów? Pytanie! Azateeeem… – całaaa naprzóóód! Azymuuut… – Wyspy Pieprzowe!!

Rozdział 1.Z pamiętnika psychika, czyli EGZAMINY WSTĘPNE

Dzień pierwszy 19.06.1989

Wrocław jest przepiękny! Zwrażenia dech mi zapiera. Nie tylko dlatego, że to miasto może stać się dla mnie przepustką do lepszego świata, ale również dlatego, że znajduje się wnim niebywała ilość zabytków. Zaraz zadzwonię do wujka Oriany, pojadę do niego rozpakować klamoty, apotem połazikuję po mieście inacieszę oczy. O, jest budka! Dlaczego do telefonów zawsze są takie długie kolejki? Trudno, muszę odstać jedenaście osób, nie ma zmiłuj!

- Dzień dobry, to znaczy szczęść Boże!

- Szczęść Boże! – słyszę męski głos po drugiej stronie słuchawki.

- Proszę księdza, nazywam się Aneta Auguścik ijestem przyjaciółką Oriany Dynko, która dzwoniła wmojej sprawie. To ja jestem tą osobą, która ma uksiędza spać podczas egzaminów wstępnych do Akademii Muzycznej i…

- Chwileczkę!

- Tak?

- Dziecko, po pierwsze - nie jestem księdzem, lecz popem, apo drugie - nie znam żadnej Oriany Dynko.

-??? – czuję, że krew mi odpływa do nóg.

- Nie mam pojęcia, kto to jest Oriana!

- Ale proszę popa, Oriana Dynko to moja przyjaciółka ze szkoły, zMedycznego Studium Zawodowego nr 2, adokładniej zWydziału Położnictwa. Oriana twierdzi, że ksiądz, znaczy pop, jest jej wujkiem!

- Nie jestem niczyim wujkiem! Dziecko, co ty mówisz?

- Ale proszę popa, Oriana tak mi powiedziała! Przysięgała również, że dzwoniła do popa wmojej sprawie iże nie będzie problemu znoclegiem podczas egzaminów…

- Nie wiem, dlaczego tak ci powiedziała, ale wszystko to nieprawda. – spokojny, choć stanowczy głos powoli artykułuje każde słowo wtaki sposób, jak się mówi do osoby zoddziału psychiatrycznego.

- Boże! Ico ja mam teraz zrobić?! Ona mi obiecała, że będę spała uksiędza, znaczy się upopa, więc nie załatwiłam sobie nawet akademika!!

- Spokojnie. Przypomnij mi, jak się nazywasz iskąd przyjechałaś?

- Aneta…, ze Szczecina. Jutro iprzez kolejne cztery dni mam egzaminy wstępne na Wydziale Wokalno-Aktorskim wAkademii Muzycznej… – mówię na półprzytomna ze zdenerwowania.

- Hmmm… – izapada cisza po drugiej stronie aparatu. – Zadzwoń do mnie za jakieś dwa kwadranse. Postaram się coś wymyślić.

- Dobrze. Dziękuję!

Oddychać, oddychać…, inaczej zemdleję albo trupnę wobcym mieście. Panie Jezu, spuść nogę ikopnij! Dwa kwadranse, trzydzieści minut, tysiąc osiemset sekund… To najtrudniejsze chwile wmoim niespełna dwudziestoletnim życiu. Oczekiwanie pod budką telefoniczną zolbrzymią torbą, wdzikim tłumie chcących akurat teraz porozmawiać, spocenie izmęczenie po ośmiu godzinach jazdy pociągiem wydaje się trudniejsze, niż oczekiwanie na „naturalną rotację płodu, przedostającego się przez cieśń upierwiastki, zwanej nieródką”. Wdodatku zaczynam wątpić wrozum swój ico gorsza - Oriany. Ładna mi „psiapsiółka”, nie ma co! Skąd wogóle ma telefon do tego księdza, znaczitsja popa, skoro on jej nie zna? Szczęście wnieszczęściu, że pop, czy kimkolwiek on jest, wykazuje dobrą wolę imiłosierdzie nad mą duszą popapraną. Aco się ze mną stanie, jeśli mu się coś odwidzi imi nie pomoże?! Chyba na dworcu przyjdzie mi spędzić tę noc, bo krucho umnie zkasą. Pieniędzy starczy tylko na jedzenie, więc hotel czy schronisko nawet nie wchodzą wgrę. Może już powinnam zacząć szukać jakiejś ławki wparku? Ehhh…, ja to mam zezowate szczęście! Dobra, dzwonię. Niech się dzieje wola nieba!

- Halo? To znowu ja, Aneta…

- Posłuchaj uważnie: pójdziesz na Plac Nowy Targ pod numer 4/8 do Irenki. To miła osoba. Ona cię przenocuje iz nią się dogaduj względem następnych nocy. Zrozumiałaś?

- Tak, Nowy Targ 4/8, uIrenki. Dziękuję!

- Powodzenia na egzaminach!

- Bardzo, bardzo dziękuję raz jeszcze, to znaczy Bóg zapłać!

Ufff… Chyba jednak opatrzność nade mną czuwa! Teraz trzeba szybko znaleźć Nowy Targ. Trzeba zahaczyć jakiegoś tubylca? Może któregoś zkolejki przy straganie owocowym? O, ten wbrązowych denkach od butelek na nosie wygląda na miejscowego…

- Przepraszam, gdzie jest Nowy Targ?

- O, to bardzo daleko stąd! – odpowiada okularnik koło pięćdziesiątki.

- Jak daleko?

- Daleko, daleko…, będzie ze trzysta kilometrów.

- Eeee!?

- Tak, to wkierunku południowym…

- Jezus Maria!

Jakiś starszy pan wkapeluszu, przysłuchujący się rozmowie, uśmiecha się życzliwie ispogląda na moją wypchaną do granic możliwości torbę podróżną.

- Amoże ma pani na myśli Plac Nowy Targ, anie Nowy Targ, bo to są dwie różne rzeczy?

- Plac, oczywiście, Plac Nowy Targ…

- Cały czas prosto, około jednego kilometra wlinii prostej. O, tam!

- Niech wsiądzie do tramwaju. O, tu ma przystanek – dorzuca krzepka straganiarka. – Bo się zlezie iniepotrzebnie natacha klamotów. Dwa przystanki wstronę Mostu Piaskowego.

- Dziękuję pani! Panu też!

Piętnaście minut później stoję pod drzwiami niejakiej Ireny zduszą na ramieniu. Nie wiem, co mnie uniej spotka, ale czy mam jakiekolwiek inne wyjście? Gdzie ten dzwonek?? A, tu!

- Dzień dobry! Jestem Aneta iprzysłał mnie pop, bo trafiłam do niego…

- Tak, tak, wiem, dzwonił.

- Bardzo dziękuję, że się pani zgodziła przyjąć pod swój dach obcą osobę!

- Wejdź! Inie mów do mnie pani! Irena jestem.

- Dziękuję Irenko!

- Nie ma sprawy! Masz umnie spanie przez dwie noce, apotem zaprowadzę cię „pod czwórkę na Katedralny”, bo wylatuję do męża, do Londynu.

- Aha… – ichoć nic mi nie mówi hasło „czwórka na Katedralnym”, domyślam się, że to kolejna meta. – Jasne!

- Siadaj! Zaraz zrobię herbaty. Jesteś głodna?

Co za pytanie! Oczywiście, że tak. Konia zkopytami bym zjadła albo ipół wołu.

- Nie, nie…, dziękuję!

- Jednak zrobię kanapki iherbatę – iIrenka znika wkuchni. – Jak trafiłaś do Mikołaja?

- Mikołaja?

- Do popa.

- Aaa…! Mam wklasie, albo raczej miałam, koleżankę ze szczepu Łemków iona mi powiedziała, żebym zdawała egzaminy do akademii wrocławskiej, bo ona ma we Wrocławiu wujka, który jest księdzem iże będę mogła uniego nie tylko się zatrzymać podczas egzaminów wstępnych, lecz nawet mieszkać podczas studiów.