Zemsta - Małgorzata Bloch - E-Book

Zemsta E-Book

Małgorzata Bloch

0,0
7,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

„Nie idź tam!”
„Uważaj!”
Kiedy zamkniesz oczy na ułamek sekundy i ponownie je otworzysz, świat może wydać się zupełnie inny. Jedna chwila, moment, zła decyzja, może zmienić twoje życie na zawsze. Są winy, których nawet śmierć nie wymaże, są uczucia, których śmierć nie pokona, ale tylko póki żyjesz masz szansę, by naprawić błędy.
Joanna to 34-letnia prawniczka.  Szczęśliwa, z dobrą pracą, szykuje się do ślubu z Krystianem, jednak narzeczony umiera w przeddzień uroczystości. Kobieta w jednej chwili traci wszystko – marzenia, plany, uporządkowane życie, a nawet spokój i bezpieczeństwo. Wypadek samochodowy, w którym ginie jej narzeczony to dopiero wierzchołek góry lodowej, na którą wpadła dziewczyna. Joanna zmaga się z żałobą. Jednak nieznana siła wkrada się w jej życie, zmuszając do walki o przetrwanie. Śmierć ukochanego to nie tylko ból po jego stracie, ale też odkrycie, że miał on swoje tajemnice, o których wcale nie zamierzał jej powiedzieć. Kobieta zaplątana w intrygę nie z tego świata musi stawić czoło siłom, o których istnieniu nie miała pojęcia. Postanawia rozwikłać zagadkę, która nie jest już tylko kwestią ciekawości, ale walką o życie własne i wszystkich ludzi, którzy mogą jej pomóc w odkryciu tej tajemnicy. Tymczasem zjawa szaleje, zbierając swoje żniwa…
Czy Ci, których Joanna uważa za sprzymierzeńców są nimi naprawdę? Na kogo może liczyć, a kogo powinna się obawiać? Czasem to, co wydaje się bezpieczne, okazuje się złudzeniem, a cienie straszące w mroku to wyciągnięta dłoń, którą trzeba chwycić, by przeżyć…

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2021

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Małgorzata Bloch–Łuczak
Zemsta
Wydawnictwo Psychoskok

Małgorzata Bloch–Łuczak „Zemsta”

Copyright © by Małgorzata Bloch–Łuczak, 2021

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana 

w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Wioletta Jankowiak

Korekta: Joanna Barbara Gębicka, Anna Dzięgielewska

Projekt okładki: Ireneusz Bloch

Skład epub, mobi i pdf: Kamil Skitek

Social media autora:

https://www.instagram.com/malgorzatablochluczak_autor/

https://www.facebook.com/malgorzatablochluczak

ISBN: 978-83-8119-819-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Patronaci medialni

Anna Kryska - Bookowykącik Anny

Sylwia Cegieła - KulturalneRozmowy

Łukasz Białek (Odcienie Grozy, Okiem Umarlaka, OliWolumin)

Marta Miziołek - Czyta.mymamy

Dla mojego męża, Mariusza.

Dziękuję za wsparcie i czas, który mogłam poświęcić na pisanie.

“By być razem…”

Rozdział 1

Stałam nad otwartą walizką i zastanawiałam się, czy wszystko spakowałam. Po raz nie wiadomo, który przeglądałam zawartość bagażu i liczyłam w myślach ilość bielizny. W drzwiach stanął mój narzeczony – Krystian.

– Asiu, na pewno wszystko wzięłaś, nie martw się – powiedział uspokajająco i podszedł do mnie. Oplótł mnie ramionami i przytulił się do moich pleców, kładąc głowę na moim ramieniu.

– A ty jesteś już spakowany? Jutro nie będzie czasu. Od rana mamy przymiarkę. Potem jesteśmy umówieni w restauracji. – Na palcach odhaczyłam cały plan dnia. – Po południu obiad z twoimi rodzicami. Wieczorem odwieziesz mnie do moich rodziców i będzie to najdłuższa noc bez ciebie.

– Może i będziemy osobno jutro w nocy, ale pojutrze już zawsze będziemy razem. – Krystian ucałował moje czoło. – Dasz radę. To tylko jedna noc – przekonywał. – Ja też będę tęsknił, ale potem czekają nas dwa tygodnie podróży poślubnej. Zwiedzimy miasto. Poczytasz sobie na plaży. Kupimy parę pamiątek. – Zachęcał mnie, ale ja nie mogłam się pozbyć zdenerwowania. Wiedziałam, że będę za nim tęskniła. Samotne noce i całe przygotowanie się do wesela… Wszystko będę robiła sama. Wydęłam usta jak mała dziewczynka.

– Ale będziesz pisał SMS-y? – zapytałam, upewniając się, że nie zostawi mnie zupełnie samej na całą noc.

– Obiecuję – powiedział i mocno przytulił mnie do siebie. Wysunęłam dłonie i chwyciłam jego pośladki.

– Za tym będę tęskniła najmocniej – powiedziałam, ściskając mocno jego tyłek.

– Hm… Możemy coś na to poradzić – zamruczał mi do ucha. Teraz on chwycił moje pośladki i gwałtownym ruchem uniósł mnie na wysokość swoich bioder. Nogami oplotłam go w pasie. Ustami odnalazł moje wargi i mocno przylgnął do nich. Zarzuciłam ręce na kark Krystiana i delikatnie wysunęłam język. Lekko musnęłam jego wargi, na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Na cichy jęk, jaki wyrwał się z mojego gardła, mój narzeczony odpowiedział, odnajdując wrażliwe miejsce za moim uchem. Jego wargi sunęły po mojej szyi, aż odchyliłam głowę do tyłu.

Krystian opuścił mnie, a ja stanęłam na podłodze. Szybkim ruchem zamknął otwartą walizkę i zrzucił ją na dywan. Łóżko było wolne. Usiadłam na narzucie i patrzyłam, jak mój mężczyzna rozpina spodnie. Powoli zsunął je z bioder, a ja utkwiłam wzrok w wybrzuszeniu bokserek. Oblizałam wargi. Krystian pochylił się i chwycił gumkę moich legginsów. Położyłam się, by ułatwić mu dostęp. Po chwili moje ubranie wylądowało na dywanie. Leżałam nago i obserwowałam każdy ruch mojego ukochanego. Krystian pochylił się i ucałował moje kolano. Wiedziałam, co teraz zrobi. Kreśląc ścieżkę w górę moich nóg, sprawiał, że nie mogłam się doczekać pieszczoty. Dręcząc, całował moje łono, nie zagłębiając w nie języka. Uniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego niecierpliwie. Uśmiechnął się, chwytając mocniej moje uda, rozkładając je szerzej. Czubkiem języka polizał od wejścia aż po łechtaczkę. Jęknęłam. Opadłam na plecy i przymknęłam oczy. Zapadałam się w pieszczotę coraz bardziej. Czułam, jak rośnie we mnie podniecenie. Orgazm był już tuż-tuż pod powierzchnią mojej skóry i groził wybuchem. Mój jęk przeszedł w dyszenie. Krystian odsunął się ode mnie na chwilę. Poczułam chłód na swoim sromie, ale tylko przez chwilę.

Pod ciężarem ukochanego ugięło się łóżko. Powoli przykrył mnie swoim ciałem. Moje szeroko rozłożone nogi oplotły biodra Krystiana. Jego sztywny penis ocierał się o wejście. Czułam, jak napiera na mnie, lekko wsuwając się i wysuwając. Odnalazłam usta Krystiana i wbiłam się w nie z mocą. Język rozpoczął taniec, który z każdą chwilą przyciągał mnie bliżej orgazmu. Krystian pchnął biodrami. Jego penis w całej długości wsunął się we mnie. Poczułam, jak mnie wypełnia i prowadzi na skraj przepaści. Z każdym pchnięciem byłam bliżej orgazmu. Wplotłam palce we włosy ukochanego. Wygięłam plecy w łuk. Krystian odnalazł moją pierś i przyssał się do sutka. Czułam, że dłużej nie wytrzymam. Wypchnęłam biodra do góry i poczułam, jak fale orgazmu pochłaniają moje ciało. Krzyknęłam głośno, wcale nie zdając sobie z tego sprawy. Krystian uciszał mnie pocałunkami. Czułam, jak zwiększa się tempo ruchów. Po chwili Krystian dołączył do mnie w orgazmie. Zmęczony opadł na mnie i ciężko dyszał. Ucałował mój policzek.

– Dziękuję – wyszeptał. Oparłam głowę o jego czoło.

– Nie ma za co – powiedziałam i uśmiechnęłam się zadowolona.

Krystian wstał. Nago prezentował się wyjątkowo apetycznie. Wysportowane ciało. Nie jakieś superumięśnione, ale zgrabne. Ciemne włosy, przydługa opadająca na oczy grzywka nadawała mu chłopięcego wyrazu. Jego oczy hipnotyzowały, ich kolor mnie po prostu porywał. Błękitne z ciemnymi kropkami i granatową obwódką dookoła tęczówki. Przeciągnęłam się zadowolona po orgazmie. Krystian zebrał nasze rzeczy i zaniósł do kosza z brudami. Nago wrócił do sypialni. Stanął przy łóżku i zachłannie patrzył na moje ciało. Powoli i z rozmysłem przeciągnęłam się. Zobaczyłam na ustach Krystiana lekki uśmiech.

– Będę tęsknił – powiedział i wyciągnął dłoń. Chwyciłam jego place i podniosłam się z łóżka. Stanęłam na palcach i ucałowałam jego usta. Wciąż smakowały mną.

– Wiem, ja też. Nie przypominam sobie, byśmy oprócz początków znajomości rozstali się kiedykolwiek na całą noc – powiedziałam zamyślona.

– Rano dokończysz pakowanie, a teraz chodź przytulimy się – powiedział Krystian, odsuwając z mojej twarzy niesforny kosmyk włosów. Skinęłam głową.

Nago ułożyłam się w pościeli po swojej stronie łóżka. Mój ukochany powoli i dokładnie opatulił mnie kołdrą. Zgasił lampę stojącą na nocnej szafce. Przez chwilę wiercił się za moimi plecami, aż w końcu położył rękę na mojej piersi. Biodrami przylgnął do mojej pupy. To był nasz mały rytuał. Wtuleni w siebie niczym łyżeczki chłonęliśmy swoją bliskość. Uwielbiałam tak zasypiać, czując jego palce obejmujące moją pierś. Leżałam w ciemnościach wsłuchana w spokojny oddech Krystiana. Sen nie chciał przyjść. W głowie kotłowały mi się plany i obawy. Zbliżający się ślub był nie lada wyzwaniem. Ani razu nie miałam wątpliwości co do postanowienia, że Krystian jest tym jedynym. Byłam tego tak pewna, że chętnie oddałabym życie za niego. Był moim światem, miłością i częścią mnie samej. Teraz leżąc w jego objęciach, zaspokojona, czułam szczęście na myśl, że już zawsze moje życie będzie się toczyć tuż przy jego boku.

Przymknęłam oczy. Pod powiekami przez chwilę panowała ciemność, ale w wyobraźni zobaczyłam siebie w białej sukni. Tak, ten dzień miał nastąpić już pojutrze. Jeszcze tylko jeden zabiegany dzień i powiem „Tak” przy ołtarzu. Odetchnęłam głęboko. W myślach widziałam siebie w białej sukni. Długiej do ziemi. Z odkrytymi ramionami, z gorsetem w talii. Delikatną koronką spływającą do samego dołu. I welon: długi i bardzo cienki wpięty w kok, spływał kaskadą kryjąc, ramiona i moją twarz. W ciemnościach się uśmiechnęłam. W sukni wyglądałam zjawiskowo. Wiedziałam, że Krystian będzie oczarowany. Bo przecież tylko to się liczyło, by ten jeden dzień był wspaniałym wyśnionym wydarzeniem.

Lekki sen przyszedł niespodziewanie. Wkradł się w moje marzenia i sprawił, że zdjął mnie strach. Ze snu pamiętam tylko, że stałam w białej sukni, ale po chwili patrzyłam na świat zza czarnej woalki. W mgnieniu oka sen znowu się zmienił i już nie pamiętałam niczego. Noc nie upłynęła mi dobrze. Często budziłam się i wierciłam na łóżku. Niepokój mieszał moje myśli i nie dawał zasnąć. Krystian spał skulony na swojej połowie, a ja nie wiedziałam, jak się ułożyć, żeby zasnąć. Dopiero kiedy ranek przywitał mnie pierwszymi promieniami słońca, poczułam, że sen przejmuje nade mną władzę.

– Usłyszałam łagodny, choć nieustępliwy głos Krystiana:

– Asiu? Obudź się, kochanie!

– Hm? – mruknęłam, przewracając się na bok.

– Jeśli zaraz nie wstaniesz to się spóźnimy – powiedział, potrząsając moim ramieniem.

– Jeszcze pięć minut – mruknęłam i zacisnęłam powieki. Usłyszałam swoje własne chrapnięcie i odpłynęłam.

– Asiu, wstań proszę – powiedział, ponownie potrząsając moim ramieniem. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego z wyrzutem. Nie spałam dobrze tej nocy i szczerze mówiąc, to z chęcią pospałabym jeszcze. – Czeka nas przymiarka i to za pół godziny.

Nagle mnie zmroziło. „Jak to za pół godziny?” Poderwałam się z łóżka i spojrzałam na zegarek. Dochodziła dziewiąta. Spiorunowałam wzrokiem śmiejącego się Krystiana.

– To nie fair – powiedziałam z wyrzutem. – Mamy jeszcze czas.

– Gdybym cię nie okłamał, to byś nie wstała. A tak mamy szansę być na czas. Idź się ubrać. Chcesz kawy? – zapytał wciąż niezrażony moją gniewną miną.

– Nie, dziękuję – powiedziałam urażonym tonem. – Wystarczająco podniosłeś mi ciśnienie, kawa mi niepotrzebna. – Mówiąc to, ruszyłam do szafy.

Krystian zniknął za drzwiami prowadzącymi na korytarz, a ja zostałam sama w sypialni. Po nieprzespanej nocy nie tryskałam optymizmem. Nie pamiętam, co mi się śniło, ale czułam niepokój. Próbowałam go zlokalizować, ale kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie jest jego źródło. Coś mi się śniło… Tylko nie mogłam sobie przypomnieć co. Miałam niejasne wrażenie, że sen dotyczył Krystiana. Przez chwilę stałam zamyślona, próbując przypomnieć go sobie, ale bez powodzenia. W końcu wzruszyłam ramionami zrezygnowana.

Szybkim ruchem sięgnęłam po kołdrę i pościeliłam łóżko. Narzutę wygładziłam i zadowolona z efektów przeszłam do szafy. Przesunęłam wielkie drzwi z lustrem i popatrzyłam na zawartość szafy. Słońce za oknem zapowiadało piękną pogodę, więc zdecydowałam się na lekką sukienkę w kolorze kremu cytrynowego. Zdjęłam strój z wieszaka i ułożyłam go na łóżku.

Przeszłam do łazienki i spojrzałam na siebie w lustrze. Nie wyglądałam kwitnąco. Wyglądałam tak, jak się czułam, czyli niewyspana i jakaś taka wymiętolona. Skórę miałam bladą z podkrążonymi na sino oczami. Potarłam twarz, jakbym chciała ją ułożyć na właściwe miejsce, ale zabieg się nie udał. Nadal wyglądałam na zmęczoną i miałam zapadnięte oczy. „No nic, trzeba coś z tym zrobić”. Upięłam włosy w wysokiego koka i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam wodę. Zimny strumień sprawił, że pisnęłam zaskoczona. Dopiero ciepła woda spowodowała, że się odprężyłam. Namydliłam całe ciało oprócz włosów. Otulił mnie ulubiony zapach róży. Spłukałam ciało i wyszłam mokra na dywanik. Kiedy sięgałam po ręcznik, zauważyłam, że Krystian stoi oparty o futrynę i patrzy na mnie.

– Lepiej? – zapytał, popijając kawę.

– Tak – powiedziałam i uśmiechnęłam się przepraszająco. – Nie wyspałam się.

– Zauważyłem – powiedział z przekąsem.

– Zaraz będę gotowa – powiedziałam urażona i odwróciłam się do lustra.

Przemyłam twarz i nałożyłam krem. Następnie ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Musiałam przykryć jakoś te sińce. Dopiero po wklepaniu korektora uznałam, że może być. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze, ale grymas wypadł blado. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z łazienki. Krystian był już gotowy i czekał tylko na mnie. Miał na sobie garnitur i błękitną koszulę, która podkreślała kolor jego oczu.

– Ładnie wyglądasz – powiedział mój ukochany i podszedł do mnie. Objął mnie ramionami i wtulił się w moją szyję. Uniosłam ramiona i ucałowałam policzek Krystiana. Po chwili mnie puścił i poprawił niesforny kosmyk opadający na moją twarz.

– Idziemy? – zapytał, chowając telefon, a kluczyki podrzucił i zwinnym ruchem złapał.

Sięgnęłam po torebkę i włożyłam do środka telefon. Mijając próg domu, poczułam, jakbym przechodziła obok lodówki. Zimne powietrze sprawiło, że zadrżałam. Rozejrzałam się niepewnie. Front domu był rozgrzany od słońca. W domu nie mieliśmy klimatyzacji, a na zewnątrz spokojnie termometr pokazałby ponad dwadzieścia stopni.

„Skąd ten chłód?”

Rozdział 2

Krystian niczego nie zauważył. Zamknął drzwi na klucz i ruszył do samochodu. Rozejrzałam się jeszcze raz niepewnie, ale nie widząc źródła chłodu, wzruszyłam ramionami. Podeszłam do auta i szarpnęłam za klamkę. Wnętrze pojazdu nie zdążyło się nagrzać. Ciepła skóra na fotelu lekko grzała moje odsłonięte ramiona. Krystian wsiadł za kierownicę i pilotem otworzył bramę. Wcisnął przycisk „Start” i silnik ożył. Ciche mruczenie rozległo się spod maski. Radio grało w głośnikach. Sięgnęłam ręką po pas. Krystian powoli wycofał samochód na ulicę.

– Którędy pojedziemy? – zapytał, zatrzymując samochód. Spojrzałam na zegarek. Była 9:56, umówieni byliśmy na 10:30.

– Trochę późno, żeby jechać przez miasto – powiedziałam zamyślona. – Może pojedziemy obwodnicą? – zapytałam.

Krystian spojrzał na mnie.

– Lubisz tę trasę, prawda? – zapytał, a ja pokiwałam głową. Doskonale mnie znał. Wiedział, że obwodnica prowadziła przez las. Uwielbiałam odpoczywać od miejskiego zgiełku. Między drzewami, szczególnie teraz, wczesną jesienią, było wspaniale. Upał tak nie doskwierał. A zieleń i odcienie żółci i czerwieni cieszyły oczy.

– No dobrze. To dłuższa trasa, ale można tam nieco depnąć, więc powinniśmy zdążyć. – powiedział mój ukochany i ruszył spod domu.

Mijaliśmy uliczki naszego osiedla. O tej godzinie był tu niewielki ruch, ponieważ większość sąsiadów pracowała od 8:00 do 16:00. My na szczęście mieliśmy urlop, który miał trwać jeszcze przez trzy tygodnie. „Jutro wielki dzień”. Czułam podekscytowanie na myśl o ślubie i wręcz nie mogłam się doczekać, aż stanę przed ołtarzem. Spojrzałam na Krystiana. Zerknął na mnie i się uśmiechnął.

– Denerwujesz się? – zapytał, jakby czytał w moich myślach.

– Tak… Nie… – urwałam, nie mogłam się zdecydować. – A ty?

– Nie, skarbie – powiedział i chwycił moją dłoń. Przycisnął moje palce do swoich ust i ucałował każdy po kolei.

– Niby się nie stresuję, ale w nocy coś mi się śniło i wciąż czuję jakiś dziwny niepokój. A jak wychodziłam z domu, poczułam taki zimny powiew… – urwałam przestraszona, że powiedziałam za dużo.

– Skarbie, wszystko będzie dobrze. Jutro uroczyście przysięgniemy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską… – Zaśmiał się z własnych słów.

Mnie jednak nie było do śmiechu. Doskonale pamiętałam ten chłód, który mnie ogarnął, kiedy przeszłam przez próg. Moja babcia zawsze mawiała, że takie zimno owiewa zawsze, kiedy przejdzie się koło otwartego grobu. Na samą myśl poczułam ciarki na plecach. Poprawiłam się na siedzeniu i spojrzałam na mojego narzeczonego. Wciąż ściskał moje palce, prowadząc jedną ręką.

Droga wiodła przez las. Szeroka czteropasmowa droga, po dwa pasy w każdą stronę, wiła się pomiędzy drzewami. Zjazd prowadził ostrym zakrętem na drogę lokalną. Krystian powoli dojechał do ronda i zjechał w pierwszy zjazd. Droga biegła obok malowniczego jeziorka. Latem panował tu prawdziwy tłok. Teraz, wczesną jesienią, kiedy dzieci były już w szkole, a dorośli w pracy, panował tu nienaturalny wręcz spokój. Gładka tafla jeziora sprawiała wrażenie, jakbym patrzyła na lustro, w którym odbija się niebo. Westchnęłam urzeczona tym widokiem.

Droga odbijała ostrym zakrętem od jeziora i pięła się stromo pod górę coraz głębiej w las. Osiedle domków niespodziewanie pojawiło się między drzewami. Wjechaliśmy w wąskie uliczki. Krystian doskonale znał drogę, więc nie groziło nam błądzenie po osiedlu.

„Salon mody ślubnej Esmeraldy” znajdował się na obrzeżach miasta. Między domami jednorodzinnymi wybudowany został duży dwupiętrowy budynek z wielkimi oknami wystawowymi po obu stronach frontu. Na prawo było wejście dla pań, natomiast po lewej wejście dla panów. Wszystko było tak urządzone, żeby przyszli państwo młodzi mogli spokojnie przymierzyć swoje kreacje bez podglądania się wzajemnie. Krystian zaparkował na małym parkingu. Spojrzałam na fasadę w kolorze lawendy. Sięgnęłam po torebkę i otworzyłam drzwi.

Słońce wciąż mocno grzało, chociaż wrzesień już się skończył. Nie mogłam uwierzyć, że październik może być taki ciepły. Spojrzałam na Krystiana. Właśnie poprawiał marynarkę. Strzepnęłam niewidzialne pyłki ze swojej sukienki i obeszłam samochód. Stanęłam przy moim ukochanym. Dzięki butom na koturnie mogłam bez problemu cmoknąć go w policzek. Krystian nie był mi dłużny. Objął mnie w talii i mocno przycisnął do siebie. Nasze usta się złączyły w namiętnym pocałunku. Moją szminkę diabli wzięli, ale nie zwracałam na to uwagi. Porwał mnie pocałunek, aż poczułam na biodrze znajomą twardość. Krystian oderwał mnie od siebie, a ja z jękiem zawodu pozwoliłam mu na to.

– Jutro… – obiecał.

Musiało mi to wystarczyć. Poprawiłam sukienkę. Przetarłam wargi i uśmiechnęłam się do mojego narzeczonego. „Jutro będzie moim mężem i czeka nas namiętna noc poślubna, a potem dwa tygodnie podróży i seksu”, pomyślałam i poczułam przyjemne dreszcze.

Poprawiłam torebkę na ramieniu i ruszyłam do wejścia dla pań. Zerknęłam jeszcze w kierunku mojego ukochanego i zobaczyłam, jak przesyła mi w locie całusa. Udałam, że go łapię palcami, które następnie przycisnęłam do swojego policzka. Uśmiechnęłam się i zniknęłam za fasadą budynku. Pchnęłam szklane drzwi. Wnętrze było wyłożone ciemną tapetą o złotym wzorze, pięknie oświetlone manekiny ubrane w ślubne suknie witały wchodzących. Podłoga była wyłożona jasną puszystą wykładziną. Nie mam bladego pojęcia, jak sobie radzili w ulewne dni, ale dzisiaj dywan był nieskazitelnie czysty. Sandały na koturnie zapadały się w puszystą tkaninę, tłumiąc moje kroki. Weszłam do sali, w której każda ściana była ozdobiona wieszakami z sukniami. Biel rzucała się w oczy z każdego kąta.

Ekspedientka już kroczyła ku mnie z szerokim uśmiechem na ustach. Miała na sobie jasną garsonkę i czarne baleriny. Firmowy strój powodował, że wyróżniała się na tle koronek i tiulu.

– Dzień dobry, pani Kubiak. Już jutro wielki dzień – powiedziała kobieta, mile mnie witając.

– Dzień dobry. Czy dodatki dojechały? – powiedziałam, przechodząc w kierunku przymierzalni.

– Tak, wszystko gotowe. Może pani włożyć sukienkę, już czeka w przymierzalni. Przyniosę dodatki i pomogę zapiąć gorset – powiedziała kobieta i odprowadziła mnie do małego pokoiku.

Weszłam przez drzwi i spojrzałam na wieszak z pokrowcem. Moja sukienka była wewnątrz. Czułam podekscytowanie na myśl o ubraniu ślubnej kreacji. Podeszłam wolno do wieszaka i rozsunęłam zamek. Moim oczom ukazała się piękna koronka w odcieniu kości słoniowej. W moim wyobrażeniu sukienka była biała, ale tak naprawdę wybrałam inny odcień. Znowu byłam wierna słowom babci, że biel sukni oznacza czystość. Wyciągnęłam dłoń i palcami chwyciłam delikatną koronkę. Była piękna. Taka zmysłowa.

Odłożyłam torebkę na sofę i sięgnęłam do zapięcia z boku mojej sukienki. Rozpięłam ją i pozwoliłam, by opadła na ziemię. Podniosłam ją i odłożyłam na sofę. W samej bieliźnie podeszłam do pokrowca. Zerknęłam w lustro. W samej bieliźnie wyglądałam bardzo seksownie. W butach na koturnie moje nogi wyglądały na dłuższe niż były w rzeczywistości. Biodra lekko zaokrąglone, brzuch szczupły, chociaż nieumięśniony. Piersi w staniku typu push-up wyglądały jak krągłe jabłka. Palcami przesunęłam po szyi, dalej, w dół dekoltu, pomiędzy piersiami. Powoli kreśliłam ścieżkę na swoim brzuchu, by palcami zaczepić o skraj koronkowych fig.

„Czy tak będzie mnie dotykał Krystian? Czy noc poślubna będzie się różniła czymś od naszych innych nocy? Czy fakt, że zostanę jego żoną, sprawi, że seks będzie bardziej namiętny? Czy może wręcz przeciwnie?” Nie znałam odpowiedzi na te pytania, ale czułam, że Krystian nie pozwoli, by żar naszej namiętności przygasł.

Nagłe pukanie do drzwi otrzeźwiło mnie.

– Czy można, pani Kubiak? – Głos ekspedientki wyrwał mnie z rozważań na temat nocy poślubnej.

– Jeszcze chwilka – powiedziałam i gorączkowo zaczęłam wyjmować sukienkę z pokrowca. Odwiesiłam wieszak i zarzuciłam sukienkę na głowę. Opadła na mnie niczym wspaniały puch. – Proszę – rzuciłam w kierunku drzwi.

Kobieta zamaszystym krokiem weszła do środka i odłożyła przyniesione dodatki. Spojrzała na mnie, przekrzywiając głowę i zabrała się za zapinanie guzików gorsetu. Obserwowałam w lustrze, jak zwinne palce ekspedientki zapinają maleńkie guziczki. Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl, że Krystian będzie miał nie lada wyzwanie z rozpinaniem gorsetu.

– Gotowe – powiedziała kobieta, z zadowoleniem poprawiając koronkę. – Możemy przejść na podwyższenie. Tam w lepszym świetle zobaczymy czy wszystko dobrze leży.

Zerknęłam jeszcze raz na swoje odbicie i ruszyłam za ekspedientką. Podwyższenie było otoczone lustrami. Mogłam obejrzeć się z każdej strony, przenosząc jedynie wzrok na swoje odbicie. Kobieta powoli obchodziła mnie, sprawdzając, czy kreacja leży odpowiednio. Stałam sztywno, patrząc na swoje odbicie. Brakowało mi tylko odpowiedniej fryzury i makijażu. Wzrok miałam rozpromieniony. W sukni ślubnej wyglądałam wspaniale. Koronka oplatała ramiona. Ozdobny dekolt podkreślał jędrny biust. Zmysłowa długa sukienka została uszyta z kilku warstw materiału, z kwiatami haftowanymi u dołu. Kość słoniowa podkreślała moją opaleniznę. Tak, sukienka do mnie pasowała.

– Myślę, że jest dobrze – powiedziała ekspedientka.

Pokiwałam głową.

– Jest wspaniała – wyszeptałam.

– Może wepniemy welon? – zapytała kobieta, pokazując mi siateczkowy materiał.

– Dobrze – powiedziałam, odwracając się tyłem do ekspedientki.

Kobieta, ostrożnie, by mnie nie urazić, manewrowała przy moim koku. Po chwili grzebyk został wpięty i cienki materiał spłynął na moją twarz. Moje odbicie mówiło mi, że wyglądam pięknie. Welon był wspaniały, lekki i zwiewny materiał ukrywał mój rozpromieniony wzrok. I tylko wspomnienie snu niechętnie pukało do zakamarków świadomości.

Drzwi wejściowe się otworzyły. Podmuch wiatru poruszył moim welonem. Niechętnie odwróciłam wzrok od swojego odbicia i skostniałam. Do sali wkroczył Krystian. Serce na moment mi zamarło. Patrzyłam na niego, jak idzie w moim kierunku i nie wiedziałam, jak mam zareagować.

– Proszę pana to jest salon dla kobiet, tu mężczyznom… – Ekspedientka próbowała powstrzymać mojego narzeczonego przed wejściem w głąb pomieszczenia, gdzie stałam. Niestety bezskutecznie.

– Muszę zabrać narzeczoną – powiedział bez ogródek. Podszedł do mnie, a ja obserwowałam go w lustrze.

– Asiu, musimy się zbierać. Dzwonili z pracy, muszę natychmiast jechać do biura.

Wciąż stałam na podwyższeniu, wbijając wzrok w Krystiana. „Jak on mógł? Nie byłam przesądna, ale… po prostu nie chciałam, by cokolwiek zakłóciło nasz wielki dzień”.

– Krystian – jęknęłam. – To przynosi pecha.

– Nie bądź śmieszna – warknął. Ktoś faktycznie musiał go zdenerwować, bo nigdy się tak do mnie nie odezwał. – Pospiesz się, proszę. Musimy jechać.

Spojrzałam na siebie w lustrze po raz ostatni i dostrzegłam w swoich oczach łzy. Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Czułam, że moje ciało jest sztywne i niezdolne do najmniejszego ruchu. Po moim policzku pociekła łza. I ten drobny szczegół sprawił, że odtajałam. Gniewnym ruchem zeszłam z podwyższenia. Ekspedientka ruszyła za mną truchtem, by mnie dogonić.

– Tak mi przykro… – powiedziała, kiedy drzwi niewielkiego pokoiku zamknęły się za nami.

Kobieta odpięła mój welon i delikatnie ułożyła go na sofie. Następnie zaczęła rozpinać guziczki sukienki. Patrzyłam na siebie w lustrze i nie mogłam poznać swojego odbicia. Na moją twarz nałożyła się maska. Tylko oczy wyrażały szok. Kobieta odpięła ostatni guzik, a ja nawet nie czekałam na jej wyjście. Pozwoliłam, by sukienka opadła na ziemię. I wyszłam z niej. Ekspedientka popatrzyła na mnie zawstydzona, bo przez chwilę stałam w samej bieliźnie. Dopiero kiedy wyszłam z sukienki, kobieta zebrała fałdy materiału wraz z wieszakiem i ruszyła do wyjścia. Narzuciłam na siebie własną sukienkę, zapięłam zamek na boku i byłam gotowa do wyjścia. Torebkę przewiesiłam przez ramię i ruszyłam do kasy.

– Chciałabym zapłacić – powiedziałam zduszonym głosem.

– Asiu, może zapłacisz później? – zapytał Krystian, łapiąc mnie za rękę.

Uniosłam dłoń niezdolna powiedzieć do niego choćby słowa.

– Razem będzie dwa tysiące sto trzydzieści złotych – powiedziała pani za kasą.

– Płacę kartą – wydusiłam z siebie i podałam kobiecie kartę. Powoli, wcale się nie spiesząc, wbiłam pin.

– Sukienka zostanie dostarczona dzisiaj o dwudziestej – powiedziała kobieta, podając mi paragon i potwierdzenie z karty.

Jak automat podziękowałam i schowałam wydruki oraz kartę. Na sztywnych nogach szłam korytarzem do wyjścia, a Krystian szedł obok, trzymając dłoń na moim biodrze. Otworzył przede mną drzwi. Na zewnątrz zatrzymałam się przed samochodem i spojrzałam gniewnie na Krystiana.

– Dlaczego to zrobiłeś? Nie mogłeś poczekać, aż skończy się przymiarka? – zapytałam z wyrzutem.

– Proszę, wsiądź do samochodu. Obiecuję, że porozmawiamy po drodze – powiedział i otworzył auto.

Niechętnie wsiadłam do środka. Wnętrze zdążyło się już nagrzać, a skóra na siedzeniu parzyła. Zatrzasnęłam drzwi, mocniej niż powinnam, ale nie wiedziałam, jak dać upust złości.

– No i? – zapytałam, obserwując, jak Krystian wciska przycisk „Start”.

– Dzwonił Łukasz. Klient chce się wycofać z umowy. Jestem pilnie potrzebny w biurze – powiedział, wyjeżdżając z parkingu na ulicę.

Klimatyzacja działała z pełną mocą. Czułam, jak studzi moją twarz, chociaż nie była w stanie ostudzić mojego gniewu.

– Krystian, to przynosi pecha – powiedziałam ze łzami w oczach.

– Asiu, nie dramatyzuj. To nic wielkiego, że zobaczyłem cię w sukience. A tak, nawiasem mówiąc, wyglądałaś wspaniale – powiedział, gnając przez uliczki znacznie szybciej, niż pozwalało ograniczenie prędkości.

Patrzyłam na umykające domy i czułam się źle. Las przywitał nas chłodnym cieniem. Krystian mocniej nadepnął gaz. Samochód wyrwał do przodu z taką mocą, że wbiło mnie w fotel.

– Krystian, zwolnij – poprosiłam.

Gniew zastąpił lęk. Patrzyłam na rozmazane drzewa i nie mogłam powstrzymać lęku, który zagościł w moim sercu.

– Muszę się pospieszyć – powiedział skupiony na drodze.

 

Rozdział 3

 

Nasz samochód wyskoczył zza zakrętu, ledwo się w nim mieszcząc. Patrzyłam na drogę z lękiem, czy następny zakręt również uda nam się pokonać bez uderzenia w drzewo? Dłonią ściskałam uchwyt na drzwiach, by mieć jakieś poczucie bezpieczeństwa. Samochód zbliżał się do ostrego zakrętu nad jeziorem.

– Krystianie… – zaczęłam, ale było już za późno.

Auto rozpędzone do setki nie miało szans, by wyhamować. Na środku drogi stała sarna. Krystian, hamując, odbił w lewo, zjeżdżając na sąsiedni pas ruchu. Samochód z naprzeciwka uderzył w bok naszego auta, sprawiając, że poduszki powietrzne wystrzeliły. Samochód wyskoczył w górę. Po chwili głuche uderzenie sprawiło, że pas boleśnie wbił się w mój obojczyk.

Przez zbitą szybę za siedzeniem kierowcy wlewała się woda, sprawiając, że samochód opadał ukośnie na dno. Byłam w szoku. Trzęsącymi się rękami szarpałam pas, zamiast go po prostu odpiąć. Zimna woda dotarła do moich stóp i spowodowała, że gwałtownie nabrałam powietrza do płuc. Spojrzałam na Krystiana. Był nieprzytomny. Jego głowa bezwładnie spoczywała na zakrwawionej szybie. Samochód tonął, a ja wraz z nim. Szarpnęłam ramię Krystiana, ale nie dawał znaku życia. Złapałam za swój pas i próbowałam go odpiąć. W panice zapomniałam, że wystarczy wcisnąć się guzik, by zwolnić zapięcie. Woda sięgnęła mojej talii i coraz szybciej napływała do środka.

„Spokojnie”, nakazałam sobie w myślach. „Myśl”. Odetchnęłam głęboko.

W końcu wcisnęłam przycisk i pas został zwolniony. Woda przykrywała już ramiona Krystiana i było jej coraz więcej. W panice próbowałam otworzyć drzwi samochodu, ale nie mogłam. Pchałam i męczyłam się, ale drzwi nawet nie drgnęły. Przypomniałam sobie, jak Krystian kiedyś schował za siedzeniem klucze nasadowe.

„Może wciąż tam są?”

Nie zwracając uwagi na nieprzytomnego Krystiana, przeszłam między siedzeniami i nurkując w ziemnej wodzie, namacałam walizkę z kluczami. Otworzyłam ją i wyjęłam sporej wielkości metalową rączkę. Przeszłam na przód. Woda sięgała mi już do piersi. Zamachnęłam się i uderzyłam w szybę. Pojawiła się na niej niewielka rysa. Zebrałam się w sobie i uderzyłam tym razem obiema rękami. Rysa powiększyła się, ale szyba wytrzymała. Odwróciłam się do Krystiana, jego twarz powoli znikała pod wodą. Szarpnęłam jego ramieniem, ale nie było żadnej reakcji. Wody wciąż przybywało, ogarnięta paniką zaczęłam walić w szybę raz za razem. I nagle szyba pękła. Nabrałam powietrza u sufitu i niezdarnie wyszłam z samochodu.

Odbiłam się od wraku i płynęłam ku światłu. Zawsze myślałam, że to jezioro nie jest zbyt głębokie, teraz byłam pewna, że się tu utopię. Nie wiem, jak długo płynęłam ku powierzchni. Buty na koturnie, które tak lubiłam, nie pomagały mi w machaniu nogami. Czułam, że lada chwila skończy mi się powietrze. Nigdy nie byłam dobrym pływakiem. Nie potrafiłam wstrzymać powietrza na dłużej. Teraz napędzała mnie adrenalina. Rozpaczliwie machałam rękami, by przebić powierzchnię wody. I nagle wypłynęłam. Powietrze nigdy nie smakowało tak pięknie, jak ten pierwszy haust, który nabrałam do płuc. Byłam jakieś dwadzieścia metrów od brzegu. I nie miałam siły płynąć. Czułam, jak buty ciągną mnie z powrotem w dół. Niezdarnie zsunęłam je z nóg. Teraz było mi o wiele łatwiej płynąć.

Ktoś musiał mnie zauważyć. Pomocne dłonie chwyciły mnie pod pachy i zaczęły holować do brzegu. Nie miałam siły pomóc, po prostu dałam się ciągnąć. Kiedy poczułam grunt pod plecami, odwróciłam się i zaczęłam pełznąć na czworaka ku suchej ziemi.

– Nic pani nie jest? – zapytała jakaś kobieta, pomagając mi wstać.

– Mój narzeczony… – wyszeptałam. – Wciąż jest w aucie.

Kobieta odwróciła się do kogoś i zaczęła tłumaczyć, że w samochodzie ktoś został. Spojrzałam na mężczyzn, którzy ponownie wbiegli do wody i szybkimi ruchami przecinali powierzchnię jeziora. Na drżących nogach podniosłam się z piasku. Zmęczona do granic możliwości wlokłam nogi ku brzegowi, byle dalej od wody. Całe moje ciało drżało. Nie wiem, czy to z zimna, a może z szoku. Spojrzałam na swoje dłonie i nie mogłam uspokoić ich drżenia. Kobieta, która stała przy mnie, otuliła mnie kocem. Podziękowałam jej skinieniem głowy i zapatrzyłam się na taflę jeziora. Mężczyźni, którzy ruszyli z pomocą Krystianowi, długo nie wypływali na powierzchnię. Przez chwilę pomyślałam, że i oni się utopili, nie mogąc pomóc mojemu narzeczonemu.

Słońce paliło moją głowę, ale nie było w stanie stopić lodu, jaki skuł moje serce. Uparcie wpatrywałam się w powierzchnię jeziora. Może minęły minuty od chwili, kiedy mężczyźni rzucili się na pomoc Krystianowi, ale ja miałam wrażenie, że minęły godziny. Lustro wody zafalowało i z głębi wynurzył się pierwszy mężczyzna. Po chwili drugi wypłynął na powierzchnię i razem zaczęli płynąć ku brzegowi. Nie mogłam dostrzec Krystiana. Bezwiednie ruszyłam im na spotkanie. Weszłam po kolona do wody, by lepiej widzieć, i strach ścisnął moje serce. Nie było go z nimi. Prawda dobijała się do mojego otumanionego umysłu.

Mężczyźni wyszli z wody. Nie zwracałam uwagi na ich ciężkie oddechy, podeszłam do najbliższego i złapałam go za mokrą koszulkę.

– Dlaczego go nie uratowaliście?! – zapytałam z furią.

– On nie żyje – powiedział mężczyzna, odgarniając włosy z twarzy.

– Nie – zaprzeczyłam. – On był nieprzytomny. On…

– Przykro mi – powiedział mężczyzna i wyszedł z wody.

Popatrzyłam na drugiego mężczyznę, ledwo go widząc.

– Nie! – krzyknęłam i doskoczyłam do drugiego mężczyzny, który wciąż stał w wodzie. Chwyciłam jego mokrą koszulkę i szarpnęłam z mocą, aż szwy na ramionach trzasnęły.

– Musisz wrócić. On żyje… – Mężczyzna pokręcił głową. Jego milczenie uderzyło we mnie z większą mocą, niż gdyby powiedział, że to nieprawda. Puściłam jego koszulkę i stojąc wciąż w wodzie, nie mogłam zrozumieć, dlaczego oni nie chcą mi pomóc.

Ktoś złapał mnie za ramiona i wyprowadził z wody. Odgłos syren wbijał się w mój otępiały od bólu mózg. Pierwsza dojechała karetka. Panowie w czerwonych koszulkach podbiegli do mnie. Byłam niczym lalka. Bezwolna i posłuszna. Jeden z ratowników zdjął ze mnie koc i poprowadził mnie do karetki. Posadził mnie w środku i okrył złotą folią. Wciąż wpatrywałam się w jezioro.

– Zabierzemy panią do szpitala – powiedział ratownik.

Spojrzałam na niego, jakbym dopiero teraz go zauważyła.

– Nie – powiedziałam stanowczo. I tego byłam pewna. Nie chciałam jechać do szpitala. Musiałam na własne oczy zobaczyć Krystiana. Musiałam się przekonać, że na pewno nie żyje. Popatrzyłam na ratownika, ale ten tylko skinął głową.

– Dzień dobry. – Mężczyzna w lekkiej marynarce stanął przede mną. Na jego szyi dostrzegłam zawieszoną odznakę policyjną.

Patrzyłam na niego tępo i nie wiedziałam, czego może ode mnie chcieć.

– Podkomisarz Jacek Wysocki. Czy mogę zadać pani kilka pytań?

Skinęłam głową, chociaż nie byłam pewna, czy dam radę odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie.

– Jak się pani nazywa? – Mężczyzna wyjął notes z zamiarem zapisania moich odpowiedzi.

– Joanna Kubiak – wyszeptałam.

Policjant zapisał w notesie moje dane.

– Kto prowadził samochód? – zapytał.

Powoli przeniosłam wzrok z jeziora na twarz mężczyzny. Był starszy ode mnie. Na oko oceniałam, że był koło pięćdziesiątki. Ciemne włosy poprzecinane siwizną obcięte na krótko i zaczesane na bok. Twarz jeszcze całkiem młoda z kurzymi łapkami w kącikach oczu. Szczupły i niewysoki może o głowę wyższy ode mnie. Nie mogłam dokładnie ocenić, bo siedziałam w karetce.

– Krystian – wyszeptałam. Nie płakałam. Nie wiem, czy wciąż tliła się we mnie nadzieja, czy byłam w szoku, ale nie mogłam płakać. Całe moje ciało było otępiałe. Znowu przeniosłam wzrok na jezioro. Jego tafla była tak spokojna. Drzewa lekko szumiały, a ptaki zaciekawione pojawieniem się ludzi w ich świecie, milczały przestraszone.

– Mogę wiedzieć, kim był dla pani? – zapytał policjant.

– Moim narzeczonym. Jutro miał być ślub – odpowiedziałam jak automat. Przeniosłam wzrok na policjanta. Dopiero teraz dostrzegłam pieprzyk na jego powiece. Nagle ta drobna skaza wydała mi się bardzo interesująca.

– Nazwisko?

– Makowski – odpowiedziałam, patrząc, jak mężczyzna zapisuje moje odpowiedzi.

– Pamięta pani, jak doszło do wypadku? – zapytał, obserwując dokładnie maskę, jaką była moja twarz.

– To działo się tak szybko… – powiedziałam wymijająco. Chociaż pamiętałam dokładnie każdą sekundę z wypadku. Pamiętałam prędkość i nagłe hamowanie. Przestraszone oczy sarny i twarz mężczyzny, który w nas uderzył. Był blondynem o jasnych oczach. To dziwne, ile można zobaczyć w ułamku sekundy. Nie jechał sam. Chyba z żoną i dzieckiem w foteliku.

Pokręciłam głową. Nie byłam w stanie o tym mówić.

– Przykro mi – wydusiłam z siebie. – Nie pamiętam – skłamałam.

Nie wiem, dlaczego to zrobiłam, ale w tej chwili nie chciałam mówić o wypadku. Przeniosłam wzrok na jezioro. Na miejsce zaczęli się zjeżdżać ludzie, którzy mieli pomóc z wyciągnięciem wraku. Siedziałam opatulona i patrzyłam, jak przygotowują się do pracy.

– Czy mam kogoś zawiadomić? – zapytał policjant.

Poczułam, że tama otępienia zaczyna we mnie pękać. Fala bólu, której nie chciałam dopuścić do słowa, zaczyna we mnie wzbierać. Czułam, że za chwilę zaleje mnie prawda, której wcale nie chciałam znać.

– Nie – powiedziałam mocnym głosem. – Ja zadzwonię… – urwałam.

Mój telefon znajdował się na dnie jeziora. Nie mogłam nikogo powiadomić.

– Muszę jednak prosić o pomoc – powiedziałam cicho. – Nie mam telefonu. Został…

– Rozumiem – powiedział szybko policjant. – Może pani zadzwonić z mojego telefonu. Zna pani numer?

– Tak. – Skinęłam głową. Zacisnęłam zęby i zmusiłam falę bólu, by się cofnęła.

Mężczyzna podał mi odblokowany telefon. Wzięłam go w drżące palce i o mało nie upuściłam. Wystukałam numer do mamy Krystiana. Jeden sygnał, drugi, trzeci…

– Halo?

Usłyszałam zaskoczony, znajomy głos i wiedziałam, że nie dam rady tego zrobić. Głos zupełnie odmówił mi posłuszeństwa. To było dla mnie za dużo. Łzy, które napłynęły mi do oczu, pociekły po moich policzkach. Oddałam telefon, w którym głos kobiety wciąż mówił:

– Halo? Jest tam kto?

Policjant odebrał ode mnie telefon i się przedstawił. Nie słuchałam, co mówił. Wyszłam z karetki i podeszłam do brzegu. Nurkowie przygotowywali sprzęt, a ja patrzyłam na gładkie jezioro. Spojrzałam w niebo. Gładki błękit bez ani jednej chmurki, niczym szyderstwo dla tragedii, która się tutaj rozegrała. Słońce paliło moją głowę, ale mi wciąż było zimno. Drżałam na całym ciele. Ktoś podszedł do mnie i coś mówił, ale nie docierał do mnie żaden dźwięk. Nawet obraz, który widziałam, ograniczał się tylko do jeziora.

Słońce wyraźnie się przesunęło po niebie, kiedy pierwsi nurkowie zeszli pod wodę. Jakaś część mnie wiedziała, że Krystian nie mógł tego przeżyć, ale irracjonalnie wierzyłam, że wyjdzie z tego żywy.

– Nie powinna pani na to patrzeć.

Głos policjanta przebił się przez moją tarczę oplatającą wszystkie zmysły. Podkomisarz Wysocki chwycił moje ramię, chcąc odciągnąć mnie od jeziora. Spojrzałam na niego gniewnie i wyrwałam rękę.

– Muszę go zobaczyć – powiedziałam z mocą.

Nie wiem, czy mężczyzna dostrzegł coś w moim wzroku, czy po prostu zrezygnował, ale puścił moje ramię. Staliśmy tak obok siebie zapatrzeni w jezioro. Obcy sobie ludzie, ale połączeni tragedią. On, bo taka była jego praca, ja, bo byłam uczestniczką tego zdarzenia.

Na brzeg podjechało duże auto z wyciągarką. Kierowca ustawił samochód i wysunął dodatkowe wsporniki, by ustabilizować pojazd. Patrzyłam na cały ten zgiełk. Byłam obojętna na wszystko, interesowało mnie tylko jezioro.

– Asiu!