Anara - Marcin Zajdler - E-Book

Anara E-Book

Marcin Zajdler

0,0
4,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

„Anara” Marcina Zajdlera to opowieść z cyklu fantasy.Książka przedstawia losy osiemnastoletniego Aleksa, który nie ma łatwego życia. Wychowywany przez przyjaciela rodziny – barmana, stara się zapomnieć o przeszłości. Nie znał swoich rodziców, a dziadek porzucił go w dzieciństwie zostawiając na pamiątek srebrny wisiorek, skrywający pewną tajemnicę. Chłopak cierpi nie tylko z powodu braku kontaktu z najbliższymi, ale również z powodu dręczących go sennych koszmarów i tajemniczych szeptów. To właśnie dzięki nim przypadkowo odkrywa przejście do innego świata. Po drugiej stronie głównemu bohaterowi przyjdzie się zmierzyć nie tylko ze śmiertelnym zagrożeniem ze strony Ar-khanu – królestwa znajdującego się w rękach samego Boga, ale będzie musiał stoczyć wewnętrzną walkę z samym sobą i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest i czy w ogóle różni się czymś od swoich wrogów.Piękna, zaskakująca i zapierająca dech w piersiach opowieść, zawierająca elementy grozy, spleciona epickim romansem dwóch młodych osób, co powoduje, iż każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2015

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Marcin Zajdler

Marcin Zajdler „Anara”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2015 Copyright © by Marcin Zajdler, 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Wydawnictwo Psychoskok

Projekt okładki: Marcin Zajdler; Wydawnictwo Psychoskok

Zdjęcie okładki © Fotolia - isoga; Fotolia - Andrey_Arkusha

Korekta: Paulina Jóźwiak

ISBN: 978-83-7900-433-1

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-500 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 665-955-131

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]

Prolog

Potworny wrzask przeszył ciemność, porywając pierzaste stwory do lotu. Wgórze rozpętała się straszliwa burza, ale była ona niczym wporównaniu zprzerażającym głosem mężczyzny, który wstrząsnął murami zamku.

‒ Spróbujcie wrócić bez żadnych wieści, apoznacie mój gniew!

Samotna kula jaskrawego światła wyleciała przez mroczne okno wieży, godząc prosto wpierzastego gada. Na chwilę ciemność rozjaśnił blask żółto-pomarańczowego ognia, apoprzez dźwięk ryków błyskawic przedarł się straszliwy jęk cierpienia, natychmiast stłumiony przez powiew lodowatego wiatru.

Potwory przyspieszyły lot, nie śmiąc obejrzeć się za siebie.

Na strzelistej wieży mrocznego zamku przycupnął wysoki mężczyzna. Zrozgniewaną miną wpatrywał się wciemność. Ta długa chwila ciszy iwyczekiwania stawała się dla niego trudna do zniesienia. Im bliżej znajdował się celu, tym więcej przeszkód stawało mu na drodze. Ateraz jeszcze to niepokojące milczenie. Minęły dwa długie tygodnie, az południa nie dotarły do niego żadne wieści. Czyżby Mrok go zdradził? Jego najwierniejszy przyjaciel isługa, na którego zawsze mógł liczyć? To było raczej nieprawdopodobne. Istniała jednak możliwość, że jego stary druh już nie żyje.

Zacisnął ze złością pięści, nie zwracając najmniejszej uwagi na lodowate powiewy wiatru ibłyskawice rozbijające się ujego stóp. Nie był już tym samym człowiekiem, którym był niegdyś. Nie czuł strachu inie obawiał się śmierci. Po wszystkich wydarzeniach zprzeszłości, teraz po prostu nie mógł się jej bać. Ogień, który pochłonął jego ciało, uczynił go istotą, jaką zawsze pragnął być – niezwykłym tworem pozbawionym słabości, obdarzonym fascynującą mocą, która wyniosła go ponad innych. Ale pomimo swej potęgi, wciąż brakowało mu dość siły, by osiągnąć cel. Cel, który miał sprawić, że po wielu latach oczekiwania wreszcie będzie mógł dokonać zemsty...

Nagle wyrwał się ze swych myśli, słysząc woddali zbliżający się tętent kopyt. Zmrużył wypełnione ogniem źrenice, ana jego krwistoczerwonej, pokrytej długimi bliznami twarzy, wykwitł triumfalny uśmiech.

Nareszcie jesteś!– krzyknął wmyślach, czując jak jego słowa odpływają wdal, jakby niesione wiatrem. Spojrzał wdół na odległy okilkadziesiąt metrów plac opustoszałego dziedzińca. Chociaż zewsząd otaczała go ciemność, doskonale widział każdy szczegół. Oczy, które od lat nie oglądały blasku światła, zczasem przyzwyczaiły się do mroku. Od kiedy zamiast prawdziwych kolorów zaczął widzieć czerwień, która przesycała iprzygasała wszelkie inne barwy, wiedział, że już nigdy nie będzie tak, jak dawniej. Ale pogodził się ze swym nowym życiem, wiedząc, że prędzej czy później nadarzy się okazja do zemsty, awtedy zapłacą wszyscy, którzy przyczynili się do jego losu.

Wyprostował się, widząc, jak poprzez rozwarte bramy zamczyska przejeżdża samotny jeździec izatrzymuje się ustóp olbrzymiej wieży. Bez chwili wahania podszedł nad sam skraj strzelistego dachu, skacząc wprzepaść. Uwielbiał robić rzeczy, na które nie odważyłby się nikt inny. Kiedy jego stopy zniewiarygodną prędkością uderzyły opowierzchnię dziedzińca, poczuł jak kruszą się pod nim kamienie. Wstrząs iwzniecone obłoki kurzu sprawiły, że na jego twarzy wykwitł potworny uśmiech.

Wyprostował się iw blasku rozdzierających niebo błyskawic, ujrzał znajomą twarz.

‒ Długo kazałeś na siebie czekać! – warknął, patrząc wskryte pod kapturem blade oblicze.

Przybysz skłonił lekko głowę izacisnął ze złością pięści.

‒ Nie spodziewałem się ciebie wtym plugawym miejscu – szepnął lodowatym głosem, kopiąc leżące obok spalone truchło strażnika.

‒ Twój wrodzony instynkt tropiciela ostatnio często cię zawodzi – zaśmiał się, ale jego oczy pozostały niewzruszone. – Powiedz mi, jakież to wieści zsobą przynosisz? Widzę, że wracasz zpustymi rękami, więc nie zrobiłeś tego, oco cię prosiłem!

Przybysz prychnął, zaciskając nerwowo dłoń na klindze wąskiego miecza.

‒ Niby jak miałem to zrobić? Samo dotarcie do Iliadiru było niesamowicie trudne, bo Ar-khan wszędzie sieje popłoch, apoza tym księżniczkę zawsze pilnują straże!

Mężczyzna uśmiechnął się zpogardą.

‒ Na co ci miecz, który tak nerwowo ściskasz wręku? Nie potrafisz zabić kilku strażników, asądzisz, że dałbyś radę mnie pokonać? Ar-khan nie stanowi dla nas zagrożenia. Dopóki nie wie onaszym istnieniu, nie będzie nas szukał.

Nieznajomy rozluźnił uścisk, ale jego oczy zapłonęły złowrogim blaskiem.

‒ Czemu sam tego nie zrobisz? Uważasz mnie za tchórza, asam skrywasz się wcieniu.

Mężczyzna warknął izrobił gwałtowny ruch wjego stronę. Wyciągnął rękę zrozmachem, jakby chciał go uderzyć. Jego szara, postrzępiona szata załopotała na wietrze, aw źrenicach zapłonął krwisty płomień.

‒ Jestem jedynie Duchem, przyjacielu – wyszeptał, awyciągniętą dłoń położył na jego ramieniu imocno zacisnął. – Duchem człowieka, który dawno temu zmarł.

Przybysz prychnął.

‒ Duch nie zdołałby zabić wten sposób człowieka – rzekł, patrząc zniesmakiem na trupa pod stopami.

‒ Niezwykłe, prawda? Duchy potrafią zachowywać się wsposób osobliwy ibardzo nieprzewidywalny – westchnął ispojrzał wjego twarz. – Tarcza księżyca znów zaczyna ubywać, ame serce wciąż zżera płomień. Jak długo jeszcze będę musiał czekać?!

Rzucił gniewne spojrzenie wstronę swojego rozmówcy iprzywołał stojącego wciemnym zaułku konia. Jednym zręcznym ruchem wskoczył mu na grzbiet.

‒ Czekaj tu na mnie! – warknął, zakładając na głowę szary kaptur.

‒ Ale...

Duch zignorował go zupełnie ibez słowa ruszył wstronę stalowej bramy. Ciemna zasłona nocy wkońcu okryła jego postać, aoddalający się tętent kopyt utonął wstrugach padającego deszczu.

„Przebudzenie”

Aleks poderwał się złóżka zlany zimnym potem. Napięcie, które nie towarzyszyło mu już od dawna, teraz powróciło ze zdwojoną siłą. Usiadł, zwestchnieniem ocierając spocone czoło. Za każdym razem, gdy wjego snach pojawiał się ten koszmar, działo się znim coś niewytłumaczalnego. Dziwna, nagła, paraliżująca niemoc wcałym ciele sprawiała, że ztrudem przychodziło mu oddychanie, które jeszcze sekundy przed obudzeniem zupełnie nie było możliwe. Przed oczami wciąż tańczyły mu absurdalne obrazy ze snu, aw głowie rozchodził się przeraźliwy, narastający dźwięk. Zacisnął ze złości pieści, próbując uspokoić kołatające głośno serce. Przetarł mocno oczy znadzieją, że wten sposób przegoni uciążliwe obrazy.

‒ Nie mogę im pomóc! – warknął, nie zważając na to, że mówi zbyt głośno. Zdołu dobiegł go jakiś dźwięk, ale nie dbał teraz oto. Oddałby wszystko, byle tylko nie musieć znosić wciąż tego uciążliwego koszmaru.

Wstał złóżka, zprzekleństwem spoglądając na zegarek. Była trzecia wnocy. Rozejrzał się ze złością po pokoju, czekając aż jego oczy przyzwyczają się do ciemności. Powieki strasznie ciążyły mu nad oczami, ztrudem opanował chęć ich zamknięcia. Wiedział, że itak by nic to nie dało. Gdyby tylko zamknął oczy, sen by powrócił, jak złośliwa mara, która nigdy nie daje mu spokoju. Miał wrażenie, jakby granica wieku osiemnastu lat, którą niedawno przekroczył, zerwała niewidzialne zasłony zjego zmysłów ipozwoliła mu dostrzec zupełnie inny, obcy świat.