4,49 €
„Cokolwiek to znaczy?” Olki Abaczurowskiej to powieść romantyczna. Oliwia to kobieta po trzydziestce, mająca już za sobą pierwsze doświadczenia w relacjach z mężczyznami. Tęskni za miłością i większą intymnością. Od byłego męża odeszła w wyniku subiektywnych rozczarowań jego osobowością i monotonii ich małżeństwa. Obecnie jest samotną matką wychowującą kilkuletniego syna, ale chce być jeszcze pokochana. Po pewnym czasie bardzo przypadkowo poznaje innego mężczyznę i zaczyna się ich burzliwy romans – na przemian kochają się, fascynują sobą i odrzucają, generując wzajemne żale i pretensje. Dzieli ich poziom wykształcenia, tak zwana pozycja społeczna i status zawodowy, a łączy namiętność erotyczna i głód bliskości, ale przede wszystkim także coś ponadzmysłowego, co nie pozwala im przestać o sobie myśleć.Fabuła utworu zbudowana jest wokół tego romansu, a na pełną jego treść składa się wiele wątków, jak chociażby zabiegania o swoje względy, sceny zazdrości, opisy seksualnych fantazji, delikatność i przemoc, ale także inne relacje damsko - męskie zarówno w jej, jak i jego życiu. Co z tego wyniknie? Czy ich związek to tylko pożądanie czy także miłość? Czy wytrzymają próby losu?
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Olka Abaczurowska „Cokolwiek to znaczy?”
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Olka Abaczurowska, 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Wydawnictwo Psychoskok
Projekt okładki: Robert Rumak
Zdjęcie okładki © Fotolia - olly
Korekta profesjonalna: Ryszard Krupiński
ISBN: 978-83-7900-561-1
Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]
Kraków, 23 luty 2008 r.
Jechałam do pracy, kiedy zepsuł mi się samochód. „Okropny jest los samotnej kobiety” – pomyślałam itrochę płakać mi się zachciało, czy to zwściekłości, czy zbezradności, czy po prostu zsamotności? Zatrzymałam się na poboczu, włączyłam awaryjne, wysiadłam, żeby zapalić. Potem zadzwoniłam do Maćka, kolegi zpracy, trochę poprzeklinałam. Podał mi adres mechanika. Nie chciałam jechać do serwisu, bo tam mają zawsze długie terminy iprzy każdej naprawie każą wypełniać jakieś ankiety. Poza tym kierownik salonu nigdy mi nie odpuszcza izawsze zawzięcie przekonuje do zakupu nowego auta.
– Na Miodowej 57. Możesz jechać, to zaledwie parę metrów od miejsca, gdzie stoisz. – Maciek wiedział, że do tej pory mam problemy zlokalizacją ulic, więc ubiegając moje pytania, zaczął tłumaczyć, wjaki sposób mogę dotrzeć do warsztatu.
– Chyba dojadę, ale świeci mi się kilka kontrolek, mam nadzieję, że się nie zapalę podczas jazdy. Może jednak wezwę assistance?
– Daj spokój, zapłacisz jak za woły, ato pewnie jakaś pierdoła. Ściągnij szpilki iprzejdź parę metrów do przodu, potem wprawo imasz warsztat. Ten facet to cudotwórca, wdodatku przystojny, więc warto! – Usłyszałam śmiech wsłuchawce icmoknięcie na do widzenia.
„Cholera, jakby był Michał, zostawiłabym ten złom na środku drogi, aon zająłby się resztą. Zabawne, że dwa lata po naszym burzliwym rozstaniu wciąż brakuje mi jego pomocy wcodziennym życiu. Imyślę onim..., zwłaszcza wtedy, gdy coś się zepsuje”. Westchnęłam iposzłam przed siebie, paląc nerwowo jednego za drugim.
Warsztat rzeczywiście był blisko, ukryty wśród drzew ikrzewów. Zszosy nie mogłam go zauważyć. To był stary domek zwielkim żelaznym garażem, otoczony zielenią. Mały, brzydki kundelek zaczął wesoło merdać ogonem na mój widok. Boję się obcych psów, choć uwielbiam zwierzęta (sama mam dwa koty), więc go nie pogłaskałam. Kundelek poczuł się wyraźnie urażony izaczął szczekać. Doprowadził mnie do drzwi wejściowych garażu, wktórych stał potężnie zbudowany facet. Byłam zbyt zła izdenerwowana, żeby dokładnie mu się przyjrzeć. Nieprzewidziane sytuacje zawsze wyprowadzają mnie zrównowagi. Zbliżyłam się do niego energicznie inie biorąc oddechu zaczęłam tłumaczyć, że zepsuł mi się samochód. Mężczyzna popatrzył na mnie badawczo, by za chwilę zmierzyć mnie wzrokiem tak, jak to zwykli robić pewni siebie mężczyźni. Ze szczerym uśmiechem zapytał:
– Amożna wiedzieć, gdzie pani porzuciła ten nieszczęsny samochód?
– Samochód stoi... – zająknęłam się, bo nie znałam nazwy ulicy, mimo że codziennie zwykłam jeździć nią do pracy. – Nie znam nazwy ulicy, ale to kilka kroków stąd. Ja przyszłam na nogach… – zalałam go potokiem słów, nie robiąc przerwy na oddech. Gdy się zdenerwuję, mówię strasznie szybko. Zresztą kiedy się nie denerwuję, to podobno też.
Faceta najwyraźniej rozbawiła moja osoba, bo uśmiechał się pod nosem, wciąż patrząc mi woczy.
