Dylematy Laury - Marta Matulewicz - E-Book

Dylematy Laury E-Book

Marta Matulewicz

0,0
5,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Historia ponaddwudziestoletniej kobiety, która z zadziwiającą łatwością – ale i wdziękiem – wpada w kolejne tarapaty. Za każdym razem udaje jej się jednak wyjść z nich obronną ręką.Bohaterka jest barwną, interesującą postacią. Z jednej strony jawi się jako osoba odważna, przebojowa i śmiała – decyduje się na wyjazd do Londynu, w którym czeka na nią przyjaciółka. Podejmuje tam pracę i z łatwością nawiązuje kontakty. Z drugiej jednak strony bywa tak samo niepewna siebie, przestraszona i zagubiona, jak każdy, kto nagle zostaje wrzucony w nowe, nieznane środowisko. Musi w nim odnaleźć swoje miejsce, na nowo zdefiniować samego siebie – w odniesieniu do tego, z czym wcześniej w ogóle nie obcował i czego najczęściej nie był wcale świadomy. Laurze, mimo wielu – niejednokrotnie przezabawnych perypetii, udaje się to. Czytelnik staje się świadkiem poszukiwań bohaterki, która układa swoje życie zupełnie od początku, poznaje mieszkańców Londynu, szuka pracy, miłości...Powieść “Dylematy Laury” pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji, wzruszających momentów i ciepłego humoru.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Wydawnictwo Psychoskok Konin 2017

Marta Matulewicz „Dylematy Laury”

Copyright © by Marta Matulewicz, 2017

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki: Ewelina Rokosa

Modelka na okładce: Katarzyna Chrobot

Korekta: Zuzanna Laskowska

Skład: Agnieszka Marzol

ISBN: 978-83-8119-145-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Przeszłam pomyślnie kontrolę paszportową istwierdziłam, że potrafię sobie poradzić ze wszystkim. Na dodatek bramka, którą potem musiałam przekroczyć, nie piszczała. Nie musiałam więc zdejmować butów inie miałam przeszukiwanego bagażu. Wspaniale, nie ma to, jak szczęśliwa wróżba na początek nowej drogi życiowej.

Potrafię to zrobić.– powtarzałam sobie jak mantrę raz po raz. Potrafię zdnia na dzień zostawić pracę recepcjonistki wmodnej siłowni, potrafię, bez uronienia jednej łzy, rozstać się ze zdradzającym mnie facetem, potrafię przytyć (no co – nie można mieć wszystkiego) dowolną liczbę kilogramów wbardzo krótkim czasie ipotrafię wyssać zpowietrza cały cellulit. Taka jestem zdolna. Nie będę na razie myślała orzeczach, których nie potrafię robić, nie po to kupiłam sobie tusz do rzęs za całe dwadzieścia pięć złotych, aby teraz, na lotnisku wGoleniowie, wyglądać jak panda.

Lecę do Wielkiej Brytanii imam zamiar być tam szczęśliwa, bogata iszczupła. Wybrałam Londyn jako miasto docelowe, bo skoro już mam żyć winnym państwie, wwielomilionowej społeczności, to chcę mieszkać ze swoją przyjaciółką Zosią, która zdobroci serca zaprosiła mnie do swojego domu. Zawsze podobała mi się stolica Anglii – na zdjęciach, filmach. Wopowieściach Zosi również wypadała intrygująco, do tego ludzie posługiwali się językiem, który wznacznym stopniu rozumiałam. Będzie to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Różne języki, różne kultury... Ach, może tam czeka na mnie książę zbajki. WPolsce książęta znieznanej mi przyczyny omijali mnie szerokim łukiem. Przecież nie wymagam aż tak dużo. Wswoim dwudziestopięcioletnim życiu miałam dość mężczyzn, którzy udawali, że mnie kochali, udawali, że są singlami (choć biały pasek na serdecznym palcu mówił sam za siebie), lub udawali, że mają pieniędzy wnadmiarze (potem okazywało się, że wnadmiarze to mieli długów komorniczych). Dość już tych smutnych rozmyślań.

Laura rozejrzała się po poczekalni, wktórej przyszło jej czekać na samolot. Wraz znią czekały rodziny zdziećmi, pary szczęśliwe, pary skłócone, małżeństwa zdługim stażem ioczywiście single. Ci interesowali ją najbardziej. Przemyślenia przerwał komunikat wydobywający się zgłośników umieszczonych nad głowami czekających.

Kurczę, ja to sobie zawsze znajdę miejsce. Miły damski głos poinformował czekających, że odprawa na lot do Londyn-Stansted właśnie się rozpoczęła. Wstałam zplastikowego, niewygodnego krzesła iwyjrzałam przed siebie. Przede mną już formowała się kolejka, ana samym jej początku stała kobieta ubrana wmundurek iz uśmiechem prosiła opokazanie karty wstępu na pokład (dlaczego nie może powiedzieć, że chce zobaczyć bilet!) oraz karty priority (o matko, co to za karta! dlaczego ja jej nie mam?!). Już po chwili owa niewiasta ze zdenerwowaną miną oraz głupim inienaturalnym grymasem, który miał być uśmiechem, powtórzyła:

– Agdzie pani karta priority?

– Eeee… nie mam – wymamrotałam. Wtym momencie pasażerowie mieli już niezły ubaw, amoja twarz przybrała odcień buraka.

– To proszę przejść do kolejki obok.

Spojrzałam wbok, gdzie kłębił się tłum. Posłusznie wyszłam zkolejki, żeby nie narobić sobie jeszcze większego wstydu. Oco chodzi ztą kartą pierwszeństwa? Przecież każdy pierwszy nie będzie. Znalazłam koniec kolejki, który wydawał mi się tak odległy od mojego poprzedniego miejsca, że postanowiłam pójść jeszcze na małą kawę do kawiarni obok. Aco mi tam. Po co stać tyle czasu, skoro mogę sobie usiąść, wypić espresso ipoczekać na swoją kolej. Spokojnie piłam, obserwując pasażerów znikających wkorytarzu prowadzącym na płytę lotniskową. Nagle mój telefon, znajdujący się wkieszeni marynarki, zaczął dzwonić. Miałam nastawiony najgłośniejszy dzwonek iwibracje. Trzęsącymi się rękoma chwyciłam komórkę, potrącając przy okazji filiżankę zkawą, która wylała się na moje nowe, białe jeansy. Wstałam szybko od stolika, tymczasem kolejka zrobiła się wyjątkowo krótka ijuż teraz powinnam się ustawić. Co zrobić? Lecieć do łazienki iczyścić spodnie? Podejść do kontroli zdość widoczną, brązową plamą na spodniach?! Co za wstyd. Jak ja się ludziom pokażę! To oczywiście moja wina, kto mądry na podróż zakłada białe jeansy. Chciałam wyglądać stylowo, zklasą, jak Jackie Kennedy Onassis. Oczywiście ona nigdy nie oblałaby się kawą (pewnie przezornie zamówiłaby wodę albo oblałby ją jakiś przystojny milioner iw ramach zadośćuczynienia zaprosił na pokład swojego prywatnego odrzutowca), a– co najważniejsze – nie musiałaby stać wdługiej kolejce do samolotu. Itak stałam przy stoliku, wjednej ręce trzymając filiżankę zkawą, aw drugiej telefon. Spojrzałam wkierunku kolejki, która jak na złość bardzo szybko się zmniejszała ijuż tylko dwie osoby czekały na kontrolę.