4,49 €
Opowieści o trzech wielkich ludziach, zwanych geniuszami: Albert Einstein (1879 - 1955) – naukowiec, Marek Aureliusz (121 – 180) – cesarz imperium rzymskiego, oraz muzyk i kompozytor – Jan Sebastian Bach (1685 - 1750).
Zaczęło się od artykułu, o Albercie Einsteinie (1879 – 1955) i zadziwiających okolicznościach odkrycia, czy stworzenia, Szczególnej Teorii Względności.
Teksty o Marku Aureliuszu powstały z powodu jego niezwykłej książki, rodzaju duchowego przewodnika, czy pamiętnika, pt. „Rozmyślania” lub „Do siebie samego”. Marek Aureliusz to ulubiony władca historyków i innych tzw. myślicieli. Przypisują mu z lubością same dobro, same pozytywne cechy. Przeciwnie traktują syna i następcę Marka Aureliusza - Kommodusa (161 - 192). Marek Aureliusz to biel, Kommodus to czerń, samo zło. Ale Marek Aureliusz jest także autorem książki nieprzemijającej urody. Teksty o Bachu powstały z miłości do jego muzyki.
Jan Sebastian Bach miał nudne życie, zmora biografów: praca, żona, praca, dzieci, praca, praca. Mnóstwo codziennych kłopotów, wieczna pogoń za każdym groszem, i kompromisy. Ale w muzyce Jan Sebastian Bach nie szedł na żadne kompromisy. I to po sobie zostawił – cudowną muzykę. Opowieść o niezwykłych ludziach i niezwykłych, iście potwornych czasach, w których żyli.
Albert Einstein to pierwsza połowa XX wieku, czasy dwóch wojen światowych, komunizmu, masowych zbrodni oraz wielkich odkryć naukowych. Marek Aureliusz to druga połowa II wieku, czas straszliwej pandemii, wojen oraz załamania potęgi imperium rzymskiego. Jan Sebastian Bach - koniec baroku i czas powstania nowej epoki, epoki rozumu (?) czyli Oświecenia. Czasy ruchów tektonicznych, gdy nic nie pozostawało takie same. Wszyscy jesteśmy dziećmi swoich czasów. I ci mali, i ci wielcy.
Albert Einstein, Marek Aureliusz, Jan Sebastian Bach. Trzech gigantów: geniusz nauki, polityki oraz sztuki. Wielcy i mali. Wielcy w małości i mali w wielkości. Kto jest kim? Kto jest prawdziwie wielki? I w czym zaznacza się jego wielkość? Oszust. I geniusz. I ten, co był i wielki i mały zarazem. A kim ja jestem? Wszyscy bowiem, i ci co piszą, i ci co czytają, zgodni w swoim egotyzmie, piszą i czytają o tym, co ich interesuje, ubogaca, poszerza wiedzę, czy horyzonty, czy choćby zabija czas. Czynią to zatem dla sobie samego. Marek Aureliusz ma tutaj całkowitą rację.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2022
Einstein pokazuje język
Tomasz Bodziony
Projekt okładki
Halyna Ustymchuk
© Copyright by Tomasz Bodziony
Wydawnictwo Tomasz Bodziony
Księgarnia internetowa:
e-bookowo.pl
ISBN 978-83-966820-0-0
Spis treści
Przedmowa
Einstein pokazuje język
Wstęp
Narodziny geniusza
Geniusz
Einstein pokazuje język
Złoty pomnik
Wybraniec Fortuny
Czterech jeźdźców Apokalipsy
Złoty pomnik
Sztuka fugi
Dobrze nastrojone klawisze
Sztuka fugi, sztuka życia i umierania, część I
Sztuka fugi, sztuka życia i umierania, część II
W książęce tej zawarte są teksty o trzech wielkich ludziach, którzy zapisali się w dziejach nauki, sztuki, czy dziejach powszechnych. Są to Albert Einstein – naukowiec, Marek Aureliusz – cesarz, władca imperium rzymskiego, oraz muzyk i kompozytor – Jan Sebastian Bach. Zaczęło się od artykułu, w zamierzenia artykułu naukowego z historii nauki, o Albercie Einsteinie (1879 - 1955) i zadziwiających okolicznościach odkrycia, czy stworzenia, Szczególnej Teorii Względności w 1905 roku pt. „Narodziny geniusza”. Czy naukowcy odkrywają, czy tworzą nowe teorie, to rzecz dyskusyjna. Można by rzec oględnie, że słabi tworzą, zaś ci wielcy odkrywają. Dlatego tak wiele naukowych teorii ląduje w koszu na śmieci. Potem powstał drugi artykuł o równie ciekawych okolicznościach powstania Ogólnej Teorii Względności pt. „Geniusz”. Konsekwencją i zamknięciem, oraz podsumowaniem, był trzeci artykuł pt. „Einstein pokazuje język”, którego już bezpośrednim bohaterem jest Albert Einstein – podobno najgenialniejszy człowiek w historii ludzkiej rasy, a przynajmniej nauki. Niestety, napisanie artykułów to był jedynie początek moich perypetii. Przykre przygody związane z próbami publikacji tych artykułów opisałem we Wstępie, niespodziewanej, czwartej i jednocześnie pierwszej części. Niby nie miałem wielkich złudzeń, ale okazałem się być bardzo… naiwny.
Teksty o Marku Aureliuszu (121 – 180 r. n.e., panował w latach 161 – 180 n.e.) powstały z powodu jego niezwykłej książki, rodzaju duchowego przewodnika, czy pamiętnika, pt. „Rozmyślania”. Oryginalnie Marek Aureliusz, z zawodu cesarz i władca imperium rzymskiego, swą jedyną książkę zatytułował „Do siebie samego” (org. Τὰ εἰς ἑαυτόν, Ta eis heauton). Marek Aureliusz napisał ją dla siebie i nie miał zamiaru jej publikować. Tak mówił. Pozwolę sobie nie uwierzyć imperatorowi. Nikt kto pisze, nie pisze dla siebie samego, nawet jeśli jakimś dziwnym trafem pełni obowiązki cesarza. Marek Aureliusz to ulubiony władca historyków, zazwyczaj akademickich profesorów i innych tzw. myślicieli. Przypisują mu z lubością same dobro, same pozytywne cechy, gdyż to jakby jeden z nich: myśliciel, filozof, intelektualista na tronie. Przeciwnie traktują syna i następcę Marka Aureliusza - Kommodusa (161 - 192) który panował w latach 180 – 192 n.e. W powszechnej opinii Marek Aureliusz to biel, Kommodus to czerń, samo zło. Nie chcę brać w obronę Kommodusa, nie był to człowiek bez wad, dyplomatycznie rzecz ujmując. By być sprawiedliwym wydaje się jednak, że sporo tzw. win Kommodusa to przeniesiony w czasie skutek panowania Marka Aureliusza. Rządy Marka Aureliusza to koszmar dla imperium, dla armii, dla Rzymian i mieszkańców prowincji. Suma nieszczęść, jaka spadla za jego rządów złamała kręgosłup imperium. Głowna z nich to pandemia tajemniczej choroby, być może ospy, która zdziesiątkowała ludność imperium rzymskiego. Pandemia to kaprys losu, czy natury, ale nie wszystko da się zwalić na pandemię. Marek Aureliusz był mądrym człowiekiem, rozmowa z nim byłaby fascynująca, ale był fatalnym władcą, okropnym mężem i toksycznym ojcem. Kommodus był może i podłym człowiekiem, ale władcą, politykiem był znacznie lepszym niźli jego ojciec. Kommodus został zamordowany 31 grudnia 192 roku. Śmierć od trucizny, miecza czy powroza to zwyczajny los cesarzy, tak tych marnych jak wybitnych. Kommodusowi panować przyszło w tragicznych okolicznościach, gdy musiał sprzątać po rządach swego „wielkiego” ojca. Przypadek Marka Aureliusza dowodzi, że świetnie wykształceni, piszący głębokie teksty filozoficzne, czy moralne myśliciele, niekoniecznie sprawdzają się jako władcy. To, że rządy „filozofów” prowadzą do tragedii, powszechnych nieszczęść i/lub masowych zbrodni dobrze wiemy po wydarzeniach XX wieku. Ale Marek Aureliusz jest także autorem książki nieprzemijającej urody. Nie jest to mała rzecz i nie jest to błahe dziedzictwo.
Teksty o Bachu powstały z miłości do jego muzyki. Jan Sebastian Bach (1685 - 1750) miał nudne życie, zmora biografów: praca, dom, praca, żona, praca, dzieci, praca, praca… Mnóstwo codziennych kłopotów, wieczna pogoń za każdym groszem, i kompromisy. Nieuniknione kompromisy. Schylanie głowy i zaciskanie zębów, gdy ci gorsi, mniej zdolni, wręcz słabi wygrywają, zdobywają sławę i majątek. Ale w muzyce Jan Sebastian Bach nie szedł na żadne kompromisy. I to po sobie zostawił – cudowną muzykę.
Jako tytuł całego zbioru wybrałem tytuł ostatniego artykułu o A. Einsteinie: „Einstein pokazuje język”. Wydaje mi się, że dobrze pasuje do tych tekstów. Albert Einstein, Marek Aureliusz, Jan Sebastian Bach. Trzech gigantów, geniusze nauki, polityki czy sztuki. Wielcy i mali. Wielcy w małości i mali w wielkości. Oszust, i geniusz, i ten, co był i wielki i mały zarazem. Kto jest kim? A kim ja jestem? Wszyscy bowiem, i ci co piszą, i ci co czytają, zgodni w swoim egotyzmie, piszą i czytają o tym, co ich interesuje, ubogaca, poszerza wiedzę, czy horyzonty, czy zabija czas – zatem… czynią to dla sobie samego. Marek Aureliusz miał tutaj całkowitą rację.
Szczecin, listopad 2022
Pierwszy był artykuł zatytułowany: „Narodziny geniusza” poświęcony okolicznościom powstania, lub odkrycia, Szczególnej Teorii Względności. Celem artykułu było omówienie zaiste zdumiewających okoliczności powstania i opublikowania artykułu pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” (O elektrodynamice ciał w ruchu) sygnowanego przez Alberta Einsteina. Artykuł ten jest jednym z najsławniejszych i najważniejszych artykułów w dziejach nauki, który stał się podstawą nowej teorii fizycznej – Szczególnej Teorii Względności (ang. Special Theory of Relativity). Nie, to nie całkiem jest prawda. Pierwsza była fascynacja historią młodego geniusza, Alberta Einsteina, który jadąc tramwajem z pracy, czy do pracy, rozmyślał, co się stanie, gdy w tramwaju jadącym z prędkością światła ktoś pobiegnie także z prędkością światła. Albert Einstein tak sobie jechał i myślał, i myślał, raczej krótko: miesiąc, dwa, góra trzy i… dokonał fundamentalnego przełomu w nauce. Czyż to nie cudowna i jakże budująca opowieść? Nie ma drugiego podobnego i tak zdumiewające przypadku w dziejach nauki. Pierwsza praca młodego, nieznanego naukowca w nowej dziedzinie nauki i od razu wielkie odkrycie! Czyż to nie zdumiewający przypadek? Co za wspaniały i nieoczekiwany błysk geniuszu! Wszyscy o tym wiedzą. Albert Einstein to znak, symbol, to ikona geniusza. Myśląc, czy wyobrażając sobie geniusza, staje nam przed oczyma obraz Alberta Einsteina z fajką i burzą siwych włosów.
Inni naukowcy, także zaliczani w poczet geniuszy, jak Dawid Hilbert (1862 - 1943) genialny, niemiecki matematyk, Henri Poincarè (1854 - 1912) wielki, francuski matematyk, czy nawet Isaac Newton (1643 -1727) angielski, genialny matematyk i fizyk nie mieli tak prostej i łatwej drogi. Ich odkrycia następowały po latach ciężkiej i udokumentowanej pracy. Błysk geniuszu, ten moment olśnienia, czy iluminacji, jeśli się zdarzał, to przychodził po latach ciężkiej pracy, nigdy zamiast niej. Przykładowo, Isaak Newton potrzebował wielu lat pracy nim opublikował „Philosophiae naturalis principia mathematica” w 1687. Henri Poincarè, matematyk genialny, dokonał swoich wielkich odkryć w 1905 roku po ponad 15 latach pracy, i po lekturze pracy Lorentza opublikowanej rok wcześniej. Hendrik Lorentz, fizyk holenderski, w 1904 roku opublikował pracę, w której wyprowadził słynne wzory transformacyjne, jednak swoje odkrycie błędnie zinterpretował. Dzięki tej pracy, co sam przyznawał, Henri Poincarè znalazł rozwiązanie. W dwóch pracach, opublikowanych w 1905 roku, Henri Poincarè stworzył podstawy nowej teorii, nazwanej później Szczególną Teorią Względności. Albert Einstein swoją pracę „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” opublikował prawie równoległe. I tak jakoś się złożyło, że artykuł A. Einsteina wywołał prawdziwe naukowe trzęsienie ziemi, podczas gdy prace H. Poincarè, mimo jego sławy i pozycji w nauce, przeszły niemal niezauważone i zostały zepchnięte w zapomnienie na wiele dziesiątków lat. Dziesięć lat później, w roku 1915, podobny splot zdumiewających zbiegów okoliczności towarzyszył powstaniu drugiej wielkiej teorii – Ogólnej Teorii Względności (ang. General Theory of Relativity)
Do śmierci Einstein utrzymywał, że nie czytał ani pracy Lorentza, ani artykułów Poincarè. Być może tak było. Aczkolwiek dokładana lektura pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” podpisanej nazwiskiem Einstein, nasuwa przypuszczenie, że autor artykuły Poincarè i Lorenta znał i to bardzo dobrze. Wyniki są takie same jak u H. Poincarè, lecz otrzymane odrębną matematycznie drogą. Albert Einstein, Dawid Hilbert, Henri Poincaré to wielcy naukowcy, często nazywani geniuszami. Tu leży problem. Nie mamy wielu złudzeń na temat tzw. artystów: pisarzy, malarzy czy muzyków. Co innego naukowcy, matematycy czy fizycy. Są uważani za bardzo praktycznych, rozsądnych, twardo stąpających po ziemi, emocjonalnie zrównoważonych, wyćwiczonych w ścisłym, logicznym myśleniu. Ma to sens. Artyści dają nam piękne i miłe… ale wrażenia. Dzięki odkryciom wielkich naukowców powstają technologie, które zmieniają nasz świat, począwszy od elektryczności w naszych domach, po loty w kosmos, czy szczepionki na wirusy. Czasami jednak niektórzy, wielcy naukowcy bywają tak samo próżni, źli, fałszywi lub niemoralni, jak inni ludzie. Naukowcy lubią uważać się za osoby obdarzone niezwykłą inteligencją. To prawda, po części. Rozwiązują przecież niezwykle złożone problemy z bardzo zaawansowanych dziedzin nauki. Z drugiej strony genialna znajomość np. matematyki nie gwarantuje potocznej mądrości w innych dziedzinach, a osądy wybitnych naukowców o zdarzeniach i ludziach są często z gruntu błędne. Zdarza się, że oscylują między skrajną podejrzliwością a graniczną łatwowiernością. W takim środowisku sprytny i pozbawiony skrupułów osobnik będzie się czuł jak ryba w wodzie.
Książka składa się z trzech części, z trzech artykułów, które napisałem kilka lat temu. Motywem przewodnim jest niesamowita kariera geniusza wszechczasów – Alberta Einsteina. Napisano setki książek, tysiące artykułów udowadniających, że Einstein wielkim geniuszem był, drobiazgowo analizując każdy rok, każdy miesiąc, a nawet dzień jego życia. Po co zatem kolejna książka o Einsteinie? Ośmielę się powiedzieć, że moje podejście do tego tematu jest zgoła inne. Nie jest to biografia Einsteina, a raczej szkice o życiu i czasach Alberta Einsteina. Osiągnięcia i czasy, w których żył Einstein, są nierozłączne. Wybitni naukowcy nie mieszkają w wieży z kości słoniowej. Są dziećmi swoich czasów i miejsca urodzenia, tak jak zwykli ludzie. Takie jest ich dziedzictwo. Bez historycznego kontekstu dzieje życia i dokonań Alberta Einsteina jest niezrozumiałe. Książka składa się z następujących rozdziałów (artykułów):
1) „Narodziny geniusza” – w tym artykule omówiono historię powstania i opublikowania artykułu „Zur Elektrodynamik bewegter Körper" autorstwa (?) Alberta Einsteina w 1905 roku;
2) „Geniusz” – artykuł poświęcony jest opisowi zdumiewających i niezwykłych zbiegów okoliczności związanych z powstaniem Ogólnej Teorii Względności sformułowanej rzekomo przez Alberta Einsteina w 1915 roku;
3) „Einstein pokazuje język” – artykuł skupia się na drugiej części życia Alberta Einsteina w USA po 1933 roku. Zawiera również podsumowanie całej serii publikacji dotyczących Alberta Einsteina.
Artykuły te napisałem w celu publikacji w czasopiśmie naukowym, a dziś je publikuję po nieznacznych zmianach i poprawkach. Nie jestem zawodowym historykiem ani historykiem nauki. Wiedziałem, że moje artykuły mogą nie spełniać profesjonalnych wymagań stawianym pracom z historii nauki. Pomyślałam jednak, że mój artykuł, jako esej napisany z innej perspektywy, może być interesujący. Pierwszy artykuł „Narodziny geniusza” wysłałem do sześciu lub siedmiu redakcji czasopism naukowych specjalizujących się w historii nauki. Za każdym razem otrzymywałem szybką i negatywną odpowiedź od redakcji. Recenzenci nie mieli nawet szansy zmiażdżyć mojej pracy, bowiem nie wysyłano ich do recenzji. W odpowiedzi pisano, że mój artykuł nie spełnia wymagań, że nie pasuje do profilu czasopisma, lub że powinienem go opublikować gdzie indziej, może jako książkę. Każda redakcja ma prawo publikować dobre i wartościowe pozycje oraz odrzucać inne. Drugi artykuł „Geniusz” z takim samym rezultatem wysłałem do pięciu lub sześciu redakcji. Szybka odmowa, brak recenzji, czyli merytorycznego uzasadnienie odmowy. Trzeci artykuł „Einstein wystawia język” został wysłany tylko do jednej redakcji, która wcześniej odrzuciła moje dwa artykuły. Pamiętam, że było około 10-tej. Dwie godziny później dostałem e-mail, cytuję go poniżej bez nazwy wydawcy i bez nazwiska autora e-maila:
Dear Dr. Bodziony,
Thank you for sending your manuscript "Einstein sticks out his tongue" to …. As explained in my previous emails: it is unfortunate, but we cannot run these articles as they do not follow the disciplinary standards of the field. As I wrote to you before, we believe that there are other journals more appropriate for your article.Thank you for considering … for the publication of your research. I hope the outcome of this specific submission will not discourage you from submitting future manuscripts.Yours sincerely, …
Drogi Dr Bodziony
Dziękuję za nadesłanie manuskryptu pracy „Einstein pokazuje język”. … Jak wyjaśniłem w poprzednim emailu, niestety, nie możemy publikować artykułów, które nie spełniają odpowiednich wymagań dla danej dyscypliny. Jak pisałem poprzednio, wierzymy, że są inne czasopisma bardziej odpowiednie dla twego artykułu.
Dziękuje, że przysłałeś nam swój artykuł. Mam nadzieję, że nie zniechęci cię to przed przysłaniem w przyszłości innych rękopisów.
Z poważeniem …
Ble, ble, ble… Dwie godziny! Prawdopodobnie rekord świata w odrzucaniu rękopisów. Wiedziałem już, że moje artykuły nie zostaną opublikowane w żadnym czasopiśmie naukowym. Poniekąd posłuchałem rady tego redaktora publikując tę książkę. Wracając do zmagań z publikacją. Postanowiłem opublikować swoje artykuły na znanej stronie internetowej, gdzie publikowane są artykuły z fizyki, matematyki, a także historii nauki. Po kilku miesiącach moje artykuły zostały usunięte. Zamiast nich pojawił się krótki komentarz:
Comments:
arXiv admin note: This submission has been withdrawn by arXiv administrators due to inflammatory content and unprofessional language
Publikacja ta została wycofana przez administratorów arXiv z powodu podburzających treści i nieprofesjonalnego języka
Moja wina: odpowiadam za podburzające czy zniesławiające, treści i nieprofesjonalny język! Moje artykuły zostały ocenzurowane i usunięte, ponieważ zniesławiają pamięć Alberta Einsteina! Przepraszam, a jeśli mam rację? Może nie na 100 procent, ale 50, w 20, a nawet 10 procentach? Myślę, że jest to przykład cenzury w nowoczesnych, postępowych społeczeństwach Zachodu, tylko z nazwy tolerancyjnych. Nazywają to poprawnością polityczną, czy cancel culture…. Cenzura ma różne nazwy, ale sens zawsze ten sam. Taka jest przykra prawda. O niektórych można mówić tylko dobrze; o innych można mówić jedynie źle; są i tacy, o których najlepiej nie mówić w ogóle. Nie zdziwiło mnie to. Dzieciństwo i młodość spędziłem w kraju rządzonym przez reżim komunistyczny. Dobrze to pamiętam. Reżim komunistyczny to rządy przemocy i kłamstwa ukrytego za wszechobecną propagandą i ścisłą cenzurą. Zdrajcy stawali się bohaterami, bohaterzy zdrajcami, prawda była fałszem i na odwrót. Stąd nieufność wobec powszechnie głoszonych prawd i uznanych autorytetów. Takie jest moje dziedzictwo. Dlatego napisałem tę książkę. Czytelnik sam oceni, ile warte są moje artykuły. Co ważniejsze, być może sam będzie szukał odpowiedzi na pytanie: kim był Albert Einstein? W biznesie strata jednego jest zyskiem drugiego. Jednak nie powinno tak być w przypadku nauki, czy innej działalności twórczej. Może to naiwne, ale wierzę, że strefa ducha rządzi się innymi prawami niż dajmy na to bankowość czy handel. Uważam, że to niesprawiedliwe, że Henri Poincaré stracił swoje wielkie odkrycie. Nie sądzę, żeby to było w porządku, że Dawid Hilbert został okradziony ze swojego wielkiego osiągnięcia. Bohaterem tych artykułów jest nie tylko Albert Einstein, ale także inni naukowcy, jak Dawid Hilbert – nieco dziś zapomniany, wielki matematyk i trudny człowiek, oraz czasy, w których żyli. Czasy wielkich odkryć i masowych zbrodni, czasy wspaniale i straszne zarazem.
Odpowiedź na pytanie: kim był Albert Einstein to nie tylko problem historyków. To pytanie, które może budzić emocje również dzisiaj. Dawno, dawno temu w dalekim i dzikim kraju w tamtejszych knajpach nad pianinem, na którym brzdąkał jakiś domorosły grajek, wieszano napis: „Please, do not shoot the piano player. He’s doing the best that he can.” (Proszę nie strzelać do pianisty. Robi, co w jego mocy. Albo: gra, jak umie). Egzekucja posłańca, który przynosi złe wieści, daje jedynie chwilową przyjemność i krótkotrwałą ulgę. Nie zmieni kłamstwa w prawdę i vice versa. Proszę, nie strzelać do pianisty. Gra najlepiej jak potrafi.
W artykule omawiane są okoliczności powstania i publikacji artykułu, „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” (O elektrodynamice ciał w ruchu) w 1905 roku, jednego z najważniejszych artykułów w dziejach nauki. Rozważany jest szereg zdumiewających koincydencji związanych z tą publikacją. Przedstawiona jest również teoria tłumacząca te wydarzenia.
Wstęp
Rok 1905 był niezwykłym rokiem w dziejach nauki. 30 czerwca 1905 roku do redakcji niemieckiego czasopisma Annalen der Physik wpłynęła praca nieznanego szerzej młodego fizyka Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” (O elektrodynamice ciał w ruchu). Praca wyjątkowa, która stworzyła podstawy Szczególnej Teorii Względności (STW). Dziesięć lat później, w listopadzie 1915 roku, Albert Einstein ogłosił prace, które stworzyły podstawy tzw. Ogólnej Teorii Względności (OTW). Albert Einstein uważny jest powszechnie za geniusza. Jedni uważają Einsteina za najwybitniejszego naukowca w dziejach; inni skromniej stawiają Einsteina w jednym szeregu obok największych: Izaaka Newtona, Galileusza, czy Archimedesa. Nikt nie wątpi w to, że Albertowi Einsteinowi przynależy się miejsce w pierwszym rzędzie geniuszy, którzy wywarli na dzieje nauki i ludzkości największy wpływ.
Okoliczność powstania i publikacji pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z roku 1905 są szerzej nieznane a raczej są treścią legend. Występują tutaj niezwykłe i zdumiewające zbiegi okoliczności. Celem niniejszego artykułu jest analiza okoliczności powstania Szczególnej Teorii Względności (STW) w świetle nowych publikacji, jakie ostatnio się ukazały w szczególności książki rosyjskiego fizyka Anatolija Logunova, „HENRI POINCARÈ AND RELATIVITY THEORY”. Profesor A. A. Logunov był fizykiem teoretykiem, specjalistą w teorii względności. Prace teoretyczne A. A. Lagunova budzą kontrowersje, ale powyższa książka dotyczy Szczególnej Teorii Względności i okoliczności jej powstania. Autor skupia się na analizie i krytycznym porównaniu prac Henri Poincarè i Alberta Einsteina. Jest to praca fizyka teoretyka i historyka nauki zarazem, zatem ciężka lektura tak dla humanistów, jak dla fizyków, choć z różnych przyczyn. A. A. Logunov na podstawie oryginalnych prac drobiazgowo analizuje kto, co odkrył. Kto był pierwszy, a kto drugi. Praca A. A. Logunova jest cennym i inspirującym źródłem informacji dla tych, którym matematyka wyższa nie jest obca i zainteresowanych historią odkrycia STW. Niestety, dla tzw. humanistów, omijających szerokim łukiem wzory matematyczne jest to lektura nie do strawienia. Skąd nikły oddźwięk książki prof. Logunova: fizyków, matematyków odstrasza warstwa historyczna, historyków, czy humanistów grozą napełnia matematyka i to na wysokim poziomie.
Szczególna i ogólna teoria względności (STW i OTW) są ważne i dzisiaj. Teorie te już dawno temu wyszły poza wąski krąg fizyki. Odmieniły nasze spojrzenie na świat, na rozumienie czasu, przestrzeni i materii. Artykuł ten jest esejem z historii nauki a nie wykładem teorii względności. Jest próbą wyjaśnienia szeregu zdumiewających zbiegów okoliczności towarzyszących powstaniu STW. Powstaniu OTW również towarzyszyły niezwykłe okoliczności, ale to temat na odrębny artykuł. Główny bohater to: Albert Einstein (1879 – 1955). A. Einstein jest autorem ponad 300 prac naukowych, ale to Szczególna Teoria Względności oraz będąca uogólnieniem Ogólna Teoria Względności są uznawane za jego najważniejsze dokonania naukowe. Obie teorie przyniosły Einsteinowi niezwykłą jak na naukowca sławę. Albert Einstein stał się światowym celebrytą, ikoną XX wieku, którego postać występuje w licznych filmach, książkach, komiksach, pojawia się na koszulkach, na kubkach, plakatach, itp. Znakomitością, z którego zdaniem liczyli się najpotężniejsi ludzie tamtych czasów. W powszechnej opinii nastąpiło utożsamienie: geniusz równa się Albert Einstein z charakterystyczną burzą siwych włosów.
Aby wykonać zadanie, musimy powrócić do roku 1905 i okoliczności powstania STW, na koniec zostawiając podsumowanie. Jest to opowieść nie o teoriach fizycznych, lecz o ludziach je tworzących. Bohaterami są ludzie nazywani geniuszami, giganci nauki i taka jest prawda. Ale prawdą jest również, iż ludzie, którzy są fenomenalnymi matematykami, czy fizykami nie zawsze sięgają moralnych wyżyn, a nawet stanów średnich moralności. W sprawach codziennych i zawodowych tzw. geniusze często nie różnią od zwykłych śmiertelników zmierzających do celu każdą drogą, również tą na skróty. Przejdźmy zatem do owego 1905 roku. Rok 1905 nazywany jest Annus Mirabilis – cudownym rokiem Einsteina. W tym roku Albert Einstein opublikował szereg wybitnych prac naukowych, m. in pracę wyjaśniającą efekt fotoelektryczny, pracę o ruchach Browna, obronił pracę doktorską (w istocie ta praca tyczyła się wyznaczaniu tzw. stałej Avogadro) i pracę: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. W tym roku, w innej pracy, A. Einstein wyprowadził najsłynniejsze równanie: znane nawet tym, którzy mają wstręt do matematyki czy fizyki.
Przed burzą
Lato 1905 roku było niezwykle gorące. Gorące nie tylko w sensie klimatycznym i naukowym, ale również politycznym. Latem 1905 roku napięcie polityczne w Europie sięga zenitu, a wraz z nim rośnie antagonizm niemiecko - francuski. Na Dalekim Wschodzie toczy się wojna rosyjsko – japońska, w której armia rosyjska ponosi klęskę za klęską. W dniach 25 - 27 maja na wodach cieśniny Cuszimskiej, opodal Korei, dochodzi do wielkiej bitwy morskiej między flotami carskiej Rosji i cesarskiej Japonii. Potężna, rosyjska flota bałtycka, odbywszy rejs przez pół świata: morze Północne, Atlantyk dookoła Afryki, (Brytyjczycy przez kanał Sueski przepuścili tylko statki z zaopatrzeniem) dalej ocean Indyjski, morze Południowo-Chińskie, znalazła spokojną przystań na dnie morza Żółtego opodal koreańskiej wyspy Cuszimy. Flota japońska w wielkiej bitwie morskiej zatopiła prawie całą, dwukrotnie potężniejszą flotę rosyjską. Z pogromu ocalały tylko dwa rosyjskie okręty, w tym krążownik Aurora, ten sam, z którego dwanaście lat później 7 listopada 1917 roku… „pierwszy wystrzał padł…”, dając znak do ataku na Pałac Zimowy i wybuchu rewolucji bolszewickiej. Czy nie byłoby lepiej, żeby również Autora poszła na dno razem z innymi rosyjskimi okrętami?
Wieści o wyniku bitwy pod Cuszimą dotarły do Europy bardzo szybko, istniały przecież telegrafy oplątujące swą siecią cały świat, wywołując prawdziwy wstrząs, a raczej mentalne trzęsienie ziemi. Pierwszy raz w dziejach wielka flota białego mocarstwa została zatopiona w otwartej bitwie morskiej przez flotę małych, skośnookich i żółtych, śmiesznych Japończyków! Na wieści o klęskach w Rosji wybucha fala buntów, rozruchów, strajków, nazwana później rewolucją 1905 roku. Kłopoty Rosji to wielka szansa dla Niemiec. Rosja porażona klęskami w wojnie z Japonią i wewnętrznymi buntami jest bezsilna. Nie ma mowy, by zaangażowała się w nową wojnę przeciwko Niemcom np. w obronie Francji. Groźba sojuszu francusko – rosyjskiego chwilowo znika, a wraz z nim znika niemiecki koszmar wojny na dwa fronty. I to jest przyczyna wysokiej gorączki, tym razem politycznej i militarnej pamiętnego lata 1905 roku.
Latem 1905 roku Francja staje w obliczu groźby ataku cesarskich Niemiec. Prusy pokonały Francję w wojnie z lat 1870-1871. Narzuciły olbrzymie kontrybucje i odebrały Francji Alzację i Lotaryngię. Ale Francja przetrwała, odrodziła się i znów była potężna. Latem 1905 roku wielu niemieckich generałów dostrzega szansę na dokończenie dzieła z 1871 roku: ostateczne pokonanie i wasalizację Francji oraz narzucenie dominacji Niemiec w całej Europie. Generalicja niemiecka usilnie namawia cesarza Wilhelma II do prewencyjnego uderzenia na Francję. Rosja jest sparaliżowana. Osamotniona Francja, bez pomocy Rosji i Wielkiej Brytanii, nie obroni się przed całą potęgą niemieckiej armii. Francja musi upaść. Trzeba wykorzystać szansę, która może już nie powtórzyć! Cesarz Wilhelm II odmówi. My wiemy, że w roku 1905 wojna nie wybuchnie. Wojna niemiecko-francuska wybuchnie, ale w dziewięć lat później. Wielka Wojna, albo pierwsza, wybuchnie niejako niechcący latem 1914 roku. Mieszkańcy Francji, czy Niemiec żyjący w trwodze i napięciu tego upalnego lata 1905 roku nie mogli tego wiedzieć. Każdego dnia mogli się spodziewać, że na granicy francusko - niemieckiej rozlegną się salwy dział, a milionowe armie ruszą na Paryż, jak w 1871.
