5,99 €
Obsesyjna, niemal transowa powieść, której nie sposób streścić, tak jak nie sposób ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w życiu głównego bohatera ani kim on właściwie jest. Podejrzany o popełnienie kilku różnych przestępstw i osadzony w areszcie Jalo dostaje od strażników pióro i plik kartek, na których ma spisać zeznania. Ponawiane przez niego próby opowiedzenia własnej historii przynoszą jej kolejne warianty, w których gubią się nie tylko śledczy, ale i on sam. Postaci spotkanych przez niego kobiet i mężczyzn powracają po wielekroć, za każdym razem odsłaniając inne oblicze. W niekończącym się kołowrocie zdarzeń i opowieści, Jalo odkrywa stopniowo zapoznaną historię swojej rodziny. Tłem opowieści jest libańska wojna domowa oraz losy chrześcijańskiej mniejszości asyryjskiej – Wielka Historia, która odcisnęła swe piętno na życiu młodego bohatera. Wpisana w nią przemoc i ciągła konieczność określania własnej tożsamości na stałe naznaczyły losy Jalo i jego rodziny – poszukującej miłości matki oraz dziadka, księdza i mistyka, który jako dziecko ocalał z krwawej rzezi, a potem był wychowywany przez kurdyjskiego mułłę, by w końcu uciec z domu i wrócić do chrześcijaństwa. W tej poruszającej powieści nic nie jest jednoznaczne i raz na zawsze określone – ani motywacje bohaterów, którzy beznadziejnie poszukują miłości i seksualnego spełnienia, ani sekwencje zdarzeń. Pewna jest jedynie moc literatury, która chroni przed rozpaczą i pozwala odnaleźć sens.Mocna powieść, która zostaje w pamięci na długo.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2014
Jak Chrystus po wodach jeziora
tak szedłem ja w swych widzeniach,
ale zstąpiłem z krzyża,
bo lękam się wysokości
i nie zwiastuję zmartwychwstania1.
Mahmud Darwisz
Zdarzenia, miejsca, osoby i nazwiska, o których mowa w tej powieści, są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do realnych zdarzeń, miejsc, osób i nazwisk wynika z niezwykłości wytworów wyobraźni, jest wyłącznie dziełem przypadku i całkowicie niezamierzone.
Jalo nie rozumiał, co się dzieje.
Chłopak stanął przed śledczym i zamknął oczy. Zawsze tak robił. Zamykał oczy, kiedy groziło mu niebezpieczeństwo, zamykał je, kiedy zostawał sam, zamykał, kiedy jego matka… Również tamtego dnia, w czwartek 22 grudnia 1993 roku, rano, bezwiednie zamknął oczy.
Jalo nie rozumiał, dlaczego wszystko jest białe.
Zobaczył białego śledczego siedzącego za białym biurkiem, słońce łamiące się na szybie okna, które znajdowało się za mężczyzną, i jego twarz tonącą w blasku. Potem widział tylko kręgi światła i kobietę idącą samotnie ulicami miasta, potykającą się o własny cień.
Jalo zamknął oczy, na chwilę, albo tak mu się wydawało. Ten wysoki, chudy chłopak o zrośniętych brwiach i smagłej pociągłej twarzy zawsze najpierw na chwilę zamykał oczy, a potem otwierał je i widział. Jednak gdy zamknął je tu, na posterunku policji w Dżunii, zobaczył linie przecinające się na wargach, które poruszały się, jakby szepcąc. Zerknął wtedy na swoje ręce w kajdankach i poczuł, że słońce, w którym rozmywała się twarz śledczego, razi go w oczy, więc je zamknął.
Tamtego chłodnego dnia o godzinie dziesiątej rano stał przed śledczym i widział słońce załamujące się na szybie i opromieniające głowę białej postaci, która otworzyła usta pełne pytań, więc zamknął oczy.
Jalo nie rozumiał, dlaczego śledczy na niego krzyczy.
Kiedy usłyszał: „Otwórz oczy, koleś!”, otworzył oczy, w które światło wbiło się jak rozżarzone pręty. Wtedy uzmysłowił sobie, że zbyt długo miał je zamknięte, że pół życia przeżył z zamkniętymi oczami. Wtedy zobaczył siebie jako ślepca i zobaczył mrok.
Jalo nie rozumiał, dlaczego tu przyszła, ale kiedy ją ujrzał, upadł na krzesło. Kiedy wchodził do sali, nie było tu tej bezimiennej dziewczyny. Wchodząc, potknął się, bo w blasku słońca padającym z okna nic nie widział. Stanął pośród tej bieli ze związanymi rękami, trzęsąc się, spocony. Nie bał się, mimo to śledczy napisze w raporcie, że podejrzany trząsł się ze strachu. Jalo nie bał się, ale drżał, bo był mokry od potu. Był zlany potem, całe ubranie miał przesiąknięte tą dziwnie pachnącą cieczą, która wypływała z porów. Jalo miał wrażenie, że pod długim, czarnym płaszczem staje się nagi, i poczuł na sobie obcy zapach. Stwierdził, że nie zna człowieka o imieniu Daniel, na którego zwykle mówiono Jalo.
Przyszła tu ta bezimienna dziewczyna. Może była w sali przesłuchań od początku, tylko nie zauważył jej, gdy wchodził. Kiedy ją zobaczył, upadł na krzesło. Poczuł, że nogi odmawiają mu posłuszeństwa, i lekko zakręciło mu się w głowie. Nie potrafił utrzymać otwartych oczu, więc je zamknął.
– Otwórz oczy, koleś! – wrzasnął na niego śledczy, więc Jalo otworzył oczy i zobaczył widmo wyglądające zupełnie jak tamta bezimienna dziewczyna.
Tamtego dnia powiedziała, że nie ma imienia. Ale Jalo wszystkiego się dowiedział. Odsunął się od nagiego, filigranowego ciała śpiącej dziewczyny, otworzył jej czarną skórzaną torebkę i zapisał sobie imię, nazwisko, adres, numer telefonu, wszystko.
Jalo nie rozumiał, dlaczego powiedziała, że nie ma imienia.
Jej oddech drżał, jakby dusiło ją powietrze cisnące się przy jej twarzy. Nie była w stanie mówić, zdołała tylko powiedzieć: „Ja nie mam imienia”. Jalo spuścił wtedy głowę i wziął ją.
Tam, w drewniaku pod willą Gardenia należącą do Michela Salluma, kiedy zapytał ją o imię, powiedziała mu głosem, który od duszności rwał się na kawałki:
– Ja nie mam imienia… Proszę… bez imion.
– Dobrze – odparł. – Ja nazywam się Jalo. Zapamiętaj.
A teraz dziewczyna znalazła się tutaj, i ma imię. Kiedy śledczy kazał jej się przedstawić, zrobiła to bez wahania: „Szirin Rad”. Śledczemu nie powiedziała: „Proszę… bez imion”, i nie wyciągnęła rąk przed siebie, jak wtedy w drewnianym domku, gdzie Jalo się z nią kochał. Wyciągnęła wówczas ręce i zapachniało kadzidłem. On chwycił jej dłonie, zakrył sobie nimi oczy i zaczął całować jej białe nadgarstki, wdychając zapach kadzidła i piżma. Wdychał zapach jej czarnych włosów, zatopił w nich twarz, upił się nimi. Kiedy jej powiedział, że jest pijany kadzidłem, uśmiechnęła się i jakby maska spadła jej z twarzy. Jalo ujrzał jej uśmiech pośród cieni, którymi blask świecy zdobił ścianę. Był to jej pierwszy uśmiech tamtej nocy przepełnionej strachem.
Co Szirin tutaj robi?
Kiedy śledczy krzyknął i Jalo otworzył oczy, ujrzał siebie w Ballunie. Powiedział do dziewczyny: „Chodź”, i poszła za nim. Wyszli z piniowego lasu, który rósł pod kościołem świętego Mikołaja, i zaczęli wspinać się na wzniesienie, w stronę willi. Kiedy dziewczyna upadła, albo takie Jalo miał wrażenie, schylił się, żeby pomóc jej wstać. Chwycił ją za rękę i szli dalej. Kiedy upadła znowu, pochylił się nad nią po raz drugi, żeby ją podnieść, ale tym razem wymknęła mu się. Wstała, chwyciła się konaru drzewa i zastygła w bezruchu, głośno dysząc. Podał jej rękę. Chwyciła ją i ruszyła, idąc obok Jalo, który wsłuchiwał się w jej ciężki od strachu oddech.
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
