Jalo - Iljas Churi - E-Book

Jalo E-Book

Iljas Churi

0,0
5,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Obsesyjna, niemal transowa powieść, której nie sposób streścić, tak jak nie sposób ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w życiu głównego bohatera ani kim on właściwie jest. Podejrzany o popełnienie kilku różnych przestępstw i osadzony w areszcie Jalo dostaje od strażników pióro i plik kartek, na których ma spisać zeznania. Ponawiane przez niego próby opowiedzenia własnej historii przynoszą jej kolejne warianty, w których gubią się nie tylko śledczy, ale i on sam. Postaci spotkanych przez niego kobiet i mężczyzn powracają po wielekroć, za każdym razem odsłaniając inne oblicze. W niekończącym się kołowrocie zdarzeń i opowieści, Jalo odkrywa stopniowo zapoznaną historię swojej rodziny. Tłem opowieści jest libańska wojna domowa oraz losy chrześcijańskiej mniejszości asyryjskiej – Wielka Historia, która odcisnęła swe piętno na życiu młodego bohatera. Wpisana w nią przemoc i ciągła konieczność określania własnej tożsamości na stałe naznaczyły losy Jalo i jego rodziny – poszukującej miłości matki oraz dziadka, księdza i mistyka, który jako dziecko ocalał z krwawej rzezi, a potem był wychowywany przez kurdyjskiego mułłę, by w końcu uciec z domu i wrócić do chrześcijaństwa. W tej poruszającej powieści nic nie jest jednoznaczne i raz na zawsze określone – ani motywacje bohaterów, którzy beznadziejnie poszukują miłości i seksualnego spełnienia, ani sekwencje zdarzeń. Pewna jest jedynie moc literatury, która chroni przed rozpaczą i pozwala odnaleźć sens.Mocna powieść, która zostaje w pamięci na długo.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2014

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Jak Chry­stus po wo­dach je­zio­ra

tak sze­dłem ja w swych wi­dze­niach,

ale zstą­pi­łem z krzy­ża,

bo lę­kam się wy­so­ko­ści

i nie zwia­stu­ję zmar­twych­wsta­nia1.

Mah­mud Dar­wisz

Zda­rze­nia, miej­sca, oso­by i na­zwi­ska, o któ­rych mowa w tej po­wie­ści, są fik­cyj­ne. Wszel­kie po­do­bień­stwo do re­al­nych zda­rzeń, miejsc, osób i na­zwisk wy­ni­ka z nie­zwy­kło­ści wy­two­rów wy­obraź­ni, jest wy­łącz­nie dzie­łem przy­pad­ku i cał­ko­wi­cie nie­za­mie­rzo­ne.

Jalo nie ro­zu­miał, co się dzie­je.

Chło­pak sta­nął przed śled­czym i za­mknął oczy. Za­wsze tak ro­bił. Za­my­kał oczy, kie­dy gro­zi­ło mu nie­bez­pie­czeń­stwo, za­my­kał je, kie­dy zo­sta­wał sam, za­my­kał, kie­dy jego mat­ka… Rów­nież tam­te­go dnia, w czwar­tek 22 grud­nia 1993 roku, rano, bez­wied­nie za­mknął oczy.

Jalo nie ro­zu­miał, dla­cze­go wszyst­ko jest bia­łe.

Zo­ba­czył bia­łe­go śled­cze­go sie­dzą­ce­go za bia­łym biur­kiem, słoń­ce ła­mią­ce się na szy­bie okna, któ­re znaj­do­wa­ło się za męż­czy­zną, i jego twarz to­ną­cą w bla­sku. Po­tem wi­dział tyl­ko krę­gi świa­tła i ko­bie­tę idą­cą sa­mot­nie uli­ca­mi mia­sta, po­ty­ka­ją­cą się o wła­sny cień.

Jalo za­mknął oczy, na chwi­lę, albo tak mu się wy­da­wa­ło. Ten wy­so­ki, chu­dy chło­pak o zro­śnię­tych brwiach i sma­głej po­cią­głej twa­rzy za­wsze naj­pierw na chwi­lę za­my­kał oczy, a po­tem otwie­rał je i wi­dział. Jed­nak gdy za­mknął je tu, na po­ste­run­ku po­li­cji w Dżu­nii, zo­ba­czył li­nie prze­ci­na­ją­ce się na war­gach, któ­re po­ru­sza­ły się, jak­by szep­cąc. Zer­k­nął wte­dy na swo­je ręce w kaj­dan­kach i po­czuł, że słoń­ce, w któ­rym roz­my­wa­ła się twarz śled­cze­go, razi go w oczy, więc je za­mknął.

Tam­te­go chłod­ne­go dnia o go­dzi­nie dzie­sią­tej rano stał przed śled­czym i wi­dział słoń­ce za­ła­mu­ją­ce się na szy­bie i opro­mie­nia­ją­ce gło­wę bia­łej po­sta­ci, któ­ra otwo­rzy­ła usta peł­ne py­tań, więc za­mknął oczy.

Jalo nie ro­zu­miał, dla­cze­go śled­czy na nie­go krzy­czy.

Kie­dy usły­szał: „Otwórz oczy, ko­leś!”, otwo­rzył oczy, w któ­re świa­tło wbi­ło się jak roz­ża­rzo­ne prę­ty. Wte­dy uzmy­sło­wił so­bie, że zbyt dłu­go miał je za­mknię­te, że pół ży­cia prze­żył z za­mknię­ty­mi ocza­mi. Wte­dy zo­ba­czył sie­bie jako ślep­ca i zo­ba­czył mrok.

Jalo nie ro­zu­miał, dla­cze­go tu przy­szła, ale kie­dy ją uj­rzał, upadł na krze­sło. Kie­dy wcho­dził do sali, nie było tu tej bez­i­mien­nej dziew­czy­ny. Wcho­dząc, po­tknął się, bo w bla­sku słoń­ca pa­da­ją­cym z okna nic nie wi­dział. Sta­nął po­śród tej bie­li ze zwią­za­ny­mi rę­ka­mi, trzę­sąc się, spo­co­ny. Nie bał się, mimo to śled­czy na­pi­sze w ra­por­cie, że po­dej­rza­ny trząsł się ze stra­chu. Jalo nie bał się, ale drżał, bo był mo­kry od potu. Był zla­ny po­tem, całe ubra­nie miał prze­siąk­nię­te tą dziw­nie pach­ną­cą cie­czą, któ­ra wy­pły­wa­ła z po­rów. Jalo miał wra­że­nie, że pod dłu­gim, czar­nym płasz­czem sta­je się nagi, i po­czuł na so­bie obcy za­pach. Stwier­dził, że nie zna czło­wie­ka o imie­niu Da­niel, na któ­re­go zwy­kle mó­wio­no Jalo.

Przy­szła tu ta bez­i­mien­na dziew­czy­na. Może była w sali prze­słu­chań od po­cząt­ku, tyl­ko nie za­uwa­żył jej, gdy wcho­dził. Kie­dy ją zo­ba­czył, upadł na krze­sło. Po­czuł, że nogi od­ma­wia­ją mu po­słu­szeń­stwa, i lek­ko za­krę­ci­ło mu się w gło­wie. Nie po­tra­fił utrzy­mać otwar­tych oczu, więc je za­mknął.

– Otwórz oczy, ko­leś! – wrza­snął na nie­go śled­czy, więc Jalo otwo­rzył oczy i zo­ba­czył wid­mo wy­glą­da­ją­ce zu­peł­nie jak tam­ta bez­i­mien­na dziew­czy­na.

Tam­te­go dnia po­wie­dzia­ła, że nie ma imie­nia. Ale Jalo wszyst­kie­go się do­wie­dział. Od­su­nął się od na­gie­go, fi­li­gra­no­we­go cia­ła śpią­cej dziew­czy­ny, otwo­rzył jej czar­ną skó­rza­ną to­reb­kę i za­pi­sał so­bie imię, na­zwi­sko, ad­res, nu­mer te­le­fo­nu, wszyst­ko.

Jalo nie ro­zu­miał, dla­cze­go po­wie­dzia­ła, że nie ma imie­nia.

Jej od­dech drżał, jak­by du­si­ło ją po­wie­trze ci­sną­ce się przy jej twa­rzy. Nie była w sta­nie mó­wić, zdo­ła­ła tyl­ko po­wie­dzieć: „Ja nie mam imie­nia”. Jalo spu­ścił wte­dy gło­wę i wziął ją.

Tam, w drew­nia­ku pod wil­lą Gar­de­nia na­le­żą­cą do Mi­che­la Sal­lu­ma, kie­dy za­py­tał ją o imię, po­wie­dzia­ła mu gło­sem, któ­ry od dusz­no­ści rwał się na ka­wał­ki:

– Ja nie mam imie­nia… Pro­szę… bez imion.

– Do­brze – od­parł. – Ja na­zy­wam się Jalo. Za­pa­mię­taj.

A te­raz dziew­czy­na zna­la­zła się tu­taj, i ma imię. Kie­dy śled­czy ka­zał jej się przed­sta­wić, zro­bi­ła to bez wa­ha­nia: „Szi­rin Rad”. Śled­cze­mu nie po­wie­dzia­ła: „Pro­szę… bez imion”, i nie wy­cią­gnę­ła rąk przed sie­bie, jak wte­dy w drew­nia­nym dom­ku, gdzie Jalo się z nią ko­chał. Wy­cią­gnę­ła wów­czas ręce i za­pach­nia­ło ka­dzi­dłem. On chwy­cił jej dło­nie, za­krył so­bie nimi oczy i za­czął ca­ło­wać jej bia­łe nad­garst­ki, wdy­cha­jąc za­pach ka­dzi­dła i piż­ma. Wdy­chał za­pach jej czar­nych wło­sów, za­to­pił w nich twarz, upił się nimi. Kie­dy jej po­wie­dział, że jest pi­ja­ny ka­dzi­dłem, uśmiech­nę­ła się i jak­by ma­ska spa­dła jej z twa­rzy. Jalo uj­rzał jej uśmiech po­śród cie­ni, któ­ry­mi blask świe­cy zdo­bił ścia­nę. Był to jej pierw­szy uśmiech tam­tej nocy prze­peł­nio­nej stra­chem.

Co Szi­rin tu­taj robi?

Kie­dy śled­czy krzyk­nął i Jalo otwo­rzył oczy, uj­rzał sie­bie w Bal­lu­nie. Po­wie­dział do dziew­czy­ny: „Chodź”, i po­szła za nim. Wy­szli z pi­nio­we­go lasu, któ­ry rósł pod ko­ścio­łem świę­te­go Mi­ko­ła­ja, i za­czę­li wspi­nać się na wznie­sie­nie, w stro­nę wil­li. Kie­dy dziew­czy­na upa­dła, albo ta­kie Jalo miał wra­że­nie, schy­lił się, żeby po­móc jej wstać. Chwy­cił ją za rękę i szli da­lej. Kie­dy upa­dła zno­wu, po­chy­lił się nad nią po raz dru­gi, żeby ją pod­nieść, ale tym ra­zem wy­mknę­ła mu się. Wsta­ła, chwy­ci­ła się ko­na­ru drze­wa i za­sty­gła w bez­ru­chu, gło­śno dy­sząc. Po­dał jej rękę. Chwy­ci­ła ją i ru­szy­ła, idąc obok Jalo, któ­ry wsłu­chi­wał się w jej cięż­ki od stra­chu od­dech.

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!