9,99 €
"Katarynka" Bolesława Prusa to ponadczasowa nowela, która porusza serca czytelników w każdym wieku. Odkryj wzruszającą historię niewidomej dziewczynki i samotnego adwokata, których losy splatają się dzięki dźwiękom katarynki. Ta klasyczna lektura szkolna to opowieść o empatii, nadziei i sile drobnych gestów. Idealna książka dla dzieci, młodzieży i dorosłych, którzy cenią wartościowe, polskie książki. Zamów "Katarynkę" już dziś i zanurz się w świat literatury Bolesława Prusa – jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy!
O AUTORZE
Bolesław Prus, pseudonim Aleksandra Głowackiego (1847–1912), był wybitnym polskim pisarzem i publicystą, początkowo związanym z pozytywizmem, a następnie z realizmem. Po studiach z zakresu fizyki i matematyki, przerwanych z powodów finansowych, wykonywał różne zawody, zanim rozpoczął działalność literacką jako autor humorystycznych opowiadań publikowanych w prasie satyrycznej.
Jako ceniony dziennikarz w Warszawie odniósł duży sukces dzięki swoim kronikom podróżniczym, które później stały się ważnym źródłem inspiracji dla jego twórczości powieściowej. Zmuszony z powodów zdrowotnych do porzucenia pracy dziennikarskiej, poświęcił się w pełni literaturze, stając się wnikliwym obserwatorem realiów społecznych swojej epoki.
Autor licznych znaczących nowel, jest przede wszystkim znany z wielkich powieści Lalka i Faraon, które przyniosły mu międzynarodową sławę oraz nominację do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Seitenzahl: 20
Veröffentlichungsjahr: 2026
Na ulicy Miodowej co dzień około południa można było spotkać jegomościa1 w pewnym wieku, który chodził z placu Krasińskich ku ulicy Senatorskiej. Latem nosił on wykwintne, ciemnogranatowe palto, popielate spodnie od pierwszorzędnego krawca, buty połyskujące jak zwierciadła — i — nieco wyszarzany cylinder2.
Jegomość miał twarz rumianą, szpakowate faworyty3 i siwe, łagodne oczy. Chodził pochylony, trzymając ręce w kieszeniach. W dzień pogodny nosił pod pachą laskę; w pochmurny — dźwigał jedwabny parasol angielski.
Był zawsze głęboko zamyślony i posuwał się z wolna. Około Kapucynów dotykał pobożnie ręką kapelusza i przechodził na drugą stronę ulicy, ażeby zobaczyć u Pika4, jak stoi barometr i termometr, potem znowu zawracał na prawy chodnik, zatrzymywał się przed wystawą Mieczkowskiego5, oglądał fotografie Modrzejewskiej6 — i szedł dalej.
W drodze ustępował każdemu, a potrącony uśmiechał się życzliwie.
Jeżeli kiedy spostrzegał ładną kobietę, zakładał binokle7, aby przypatrzeć się jej. Ale że robił to flegmatycznie, więc zwykle spotykał go zawód.
Ten jegomość był to — pan Tomasz.
Pan Tomasz trzydzieści lat chodził ulicą Miodową i nieraz myślał, że się na niej wiele rzeczy zmieniło. Toż samo ulica Miodowa pomyśleć by mogła o nim.
Gdy był jeszcze obrońcą8, biegał tak prędko, że nie uciekłaby przed nim żadna szwaczka wracająca z magazynu do domu. Był wesoły, rozmowny, trzymał się prosto, miał czuprynę i nosił wąsy zakręcone ostro do góry. Już wówczas sztuki piękne robiły na nim wrażenie, ale czasu im nie poświęcał, bo szalał — za kobietami. Co prawda miał do nich szczęście i nieustannie był swatany. Ale cóż z tego, kiedy pan Tomasz nie mógł nigdy znaleźć ani jednej chwili na oświadczyny, będąc zajęty jeżeli nie praktyką, to — schadzkami9. Od Frani szedł do sądu, z sądu biegł do Zosi, którą nad wieczorem opuszczał, ażeby z Józią i Filką zjeść kolację.
Gdy został mecenasem, czoło, skutkiem natężonej pracy umysłowej, urosło mu aż do ciemienia, a na wąsach pokazało się kilka srebrnych włosów. Pan Tomasz pozbył się już wówczas młodzieńczej gorączki, miał majątek i ustaloną opinię znawcy sztuk pięknych. A że kobiety wciąż kochał, więc począł myśleć o małżeństwie. Najął nawet mieszkanie z sześciu pokojów złożone, urządził w nim na własny koszt posadzki, sprawił obicia, piękne meble — i szukał żony.
Ale człowiekowi dojrzałemu trudno zrobić wybór. Ta była za młoda, a tamtą uwielbiał już zbyt długo. Trzecia miała wdzięki i wiek właściwy, ale nieodpowiedni temperament, a czwarta posiadała wdzięki, wiek i temperament należyty, ale... nie czekając na oświadczyny mecenasa wyszła za doktora...
Pan Tomasz jednak nie martwił się, ponieważ panien nie brakło. Ekwipował się10 powoli, coraz usilniej dbając o to, ażeby każdy szczegół jego mieszkania posiadał wartość artystyczną. Zmieniał meble, przestawiał zwierciadła, kupował obrazy.
