Kiedy to wreszcie nastąpi - Barbara Lewandowski - E-Book

Kiedy to wreszcie nastąpi E-Book

Barbara Lewandowski

0,0
4,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Dzięki portalowi poetyckiemu, na którym publikują swoje wiersze, między Elwirą i Stefanem zaczyna rodzić się coś więcej. Oboje nie są na to przygotowani. Ona, mężatka, wiodąca spokojne, dostatnie życie u boku człowieka, którego, jak jej się wydaje, kocha. On, wdowiec, ciągle tęskniący za swoją zmarłą żoną. Ją wybudza poczucie niespełnienia, samotności, odkrycie w sobie wyższych potrzeb poza seksualnymi. Jego przebudzenie ma związek z długo tłumionymi w sobie potrzebami sfery erotycznej. Nieśmiała początkowo znajomość przeradza się w...No właśnie, w co?

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2014

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



BARBARA LEWANDOWSKI

MARIOLA SKROBAńSKA

KIEDY TO WRESZCIE NASTąPI

Wydawnictwo Nowy Świat

© Copyright by Barbara Lewandowski & Mariola Skrobańska, 2014

© Copyright by Wydawnictwo Nowy Świat, 2014

Projekt okładki:

Nowy Świat

ISBN 978-83-7386-538-9

Ebook ISBN 978-83-7386-830-4

Wydanie I Warszawa 2014

Wydawnictwo Nowy Świat

ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa

tel. 22 826 25 43, faks 22 826 25 47

Siedział opatulony w niepewność jak w ciepły szal. W chłodny dzień ogień zawsze wydaje się słabszy niż muzyka w tle. Wyciszył odgłosy spadających po kamiennych schodach garnków głaskając szklankę jakby uprawiał miłość z Brandy. Nie lubił alkoholu. Delektował się nim rzadko i tylko w chwilach, które uważał za wyjątkowe.

Jakaś samotna kobieta przy stoliku w kącie, pieściła zły humor, może złamane serce, czy pokaleczone nowymi butami stopy. Czekała. Tak jak on. Popatrzył na zegarek i uśmiechnął się do minuty, która dzieliła go od niewiadomej. Pomyślał o kilku mało odkrywczych faktach i o jednym bardziej istotnym, którego uświadomienie zaskoczyło go samego.

Nigdy nie był poetą, a to, co pisał było czynnością fizjologiczną. Wydalanie, czy wydzielanie poranionych myśli, które okoliczności przywiały sztormem było procesem samoobronnym, automatycznym. Uświadomił sobie też rozmiar przepaści między tym, który pisze wiersze, a tym, który je czyta. Zdecydowanie stwierdził, że nie należy do tych pierwszych. Lubił poezję i będzie ją lubił, ale tylko jako odbiorca. Nieważne – pomyślał – teraz liczyło się tylko jedno, za chwilę zacznie się przełomowy moment w jego życiu.

ELWIRA

Kiedyś chciałam mieć uśmiech z dziurką w policzku. Taki jak Iwona. Była najlepszą i najlepiej ubraną uczennicą w klasie. Kiedy się uśmiechała, nie było możliwości, żeby jej nie lubić. Jej uśmiech był wyjątkowy, był czymś, co automatycznie przyciągało uwagę innych. Był jak wystający tyłek albo afrykańskie włosy. Tak to wtedy odbierałam. W wieku dojrzewania moje metafory sprowadzały się do takich trywialności, a świat ograniczał się do samej siebie, ściskał jak ruchome ściany pokoju, a ja próbowałam odnaleźć zakamuflowane drzwi. Kokieteria niezadowolenia i czekanie na czyjeś wpatrzone oczy. Podziwiałam Iwonę bardziej niż inni i nie było we mnie zazdrości o to, że chłopcy lgnęli do niej jak muszki do seledynowego, a dla dziewczyn jej towarzystwo było wyróżnieniem. Chciałam być taka jak ona, a raczej chciałam mieć tę samą zdolność niezamierzonego prowokowania oczekiwanych efektów. Często myślałam o tym, żeby być zauważoną jednocześnie chowając się przed światłem.

Niektórzy rodzą się po to, by nieświadomie, jakby od niechcenia być wzorem, a inni by uzupełniać i ubarwiać tych pierwszych, konsekwentnie, nieintencjonalnie umniejszając siebie. Tak jakby przyszli na świat tylko po to, by być pożywką, czymś takim jak drzewo dla huby. Ale istnieją jeszcze tacy, którym okoliczności umożliwiają zmiany, a może pchają ku nim. Nieświadomi własnego potencjału żyją życiem innych. Wychodzą na spacery z psami, wrzucają pranie do pralki, udają, że im się chce biegać czy ścierać kurze i cały czas pożądają życia innych. Nie zdają sobie sprawy, że gdyby byli w nim umiejscowieni, nigdy nie powielą upragnionego życia, a to z jednej tylko przyczyny, z braku jednego komponentu, a mianowicie mieszanki genetycznej wzoru. Nigdy nie staną się prototypem z taką samą pojemnością zadowolenia. No, ale życie mówi co innego, a teoria biegnie niewidzialnym torem, jak prąd w przewodach wysokiego napięcia. Można go lekceważyć albo udawać, że go nie ma, ale on przez to nie pozbywa się mocy.

W życiu niektórych przychodzi taki moment, taka dziwna sekunda, może jej setna część, kiedy coś lub ktoś otwiera drzwi i wsysa taką sierotę w nowy kanał, nowy szlak. Szczęściarz– mówią wtedy.

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!