Kwestia czasu - Marta Kruczek - E-Book

Kwestia czasu E-Book

Marta Kruczek

0,0
7,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Potrafiąca zatrzymywać czas Iza, zawsze dostawała to czego chciała. By poprawić sobie humor wstrzymuje czas, kradnie ubrania ze sklepu, a także przestawia zastygłych w bezruchu ludzi powodując kłótnie. Gdy zostaje porzucona przez miłość swojego życia, jej niesamowite zdolności nie są w stanie tego zmienić. Na dodatek dowiaduje się, że jej matka żyje i nie tylko ma się dobrze, ale jest szczęśliwa w swojej nowej rodzinie. Iza naszpikowana emocjami porywa przyrodnią siostrę z zamiarem pozbycia się jej.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2021

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Marta Kruczek
Kwestia czasu
Wydawnictwo Psychoskok

Marta Kruczek „Kwestia czasu”

Copyright © by Marta Kruczek, 2021

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana 

w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Renata Grześkowiak

Korekta: "Dobry Duszek"

Projekt okładki: Adam Brychcy

Skład epub, mobi i pdf: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-854-7

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Rok 1996

– Przecież chcieliśmy mieć dziecko – powiedział zdenerwowany Irek opierając się o framugę drzwi w salonie, podczas gdy stojąca przed nim ciemnowłosa kobieta miała łzy w oczach.

– Nie, kochany, ty chciałeś – odparła, po czym odwróciła się i usiadła na niebieskiej kanapie.

– Czy ty już całkiem zwariowałaś, kobieto?! – krzyknął Ireneusz.

Postawa narzeczonej nie mieściła mu się w głowie.

– Nie jestem gotowa na macierzyństwo – odparła Waleria, wstając.

– I nagle teraz na to wpadłaś?

– Wiedziałam to od zawsze, ale ty tak bardzo nalegałeś, żebym nie usuwała dziecka – powiedziała, odwracając głowę, po czym skierowała się do okna.

Irek podszedł do niej, złapał ją odrobinę za mocno za ramię i odwrócił w swoją stronę.

– Masz dwadzieścia siedem lat i nie jesteś gotowa?

– Robisz mi krzywdę – syknęła kobieta i wyrwała się z jego uścisku. – Nie, nie jestem.

– Masz mieszkanie, masz mnie, zarabiającego coraz więcej, masz naszą słodką córeczkę i to ci się nie podoba? To czego ty chcesz? – Irek aż gotował się ze złości.

– Wolności – odparła Waleria.

Mężczyzna otworzył usta ze zdziwienia. Nie wiedział, co powiedzieć. Od zawsze miał świadomość, że Waleria była niespokojnym duchem. Ciągle coś pisała albo bazgrała na kartkach. Zachwycała się naturą i ciągnęło ją do świata. To go w niej najbardziej pociągało, że była taka niekonwencjonalna. On sam twardo stąpał po ziemi. Był przekonany, że nic nie spada z nieba. We wszystko trzeba wkładać wiele pracy i serca. Przede wszystkim dzięki temu udało mu się otworzyć firmę budowlaną i dać sobie radę na rynku pracy. Wydawało mu się, że oboje z Walerią świetnie się dopełniali.

Gdy powiedziała, że jest w ciąży, nogi się pod nim ugięły. Zawsze marzył o rodzinie, więc choć to nie był odpowiedni moment na dziecko, nie chciał nic słyszeć o aborcji. Wiedział, że będzie ciężko, ale sobie poradzą. Jak zawsze. Po pierwszym spojrzeniu na małą Izę jego serce wypełniła wielka miłość i radość. Był szczęśliwy i dumny jak paw. Waleria też sprawiała wrażenie zadowolonej, nawet się trochę uspokoiła. Wtedy sądził, że jego druga połówka wydoroślała i poważnie myślała o rodzinie.

– Kochanie, przecież damy radę – powiedział, obejmując ją.

Ona wtuliła się w niego, pochlipując.

– Boję się – odparła, pociągając nosem.

– Ja też, kochanie, ale wszystko będzie dobrze.

Irek wyciągnął rękę, żeby wyłączyć budzik. Obracając się na bok, zorientował się, że druga strona łóżka była pusta. Usiadł i rozejrzał się po pokoju.

„Dziwne. Normalnie Waleria wstaje później ode mnie”.

Wyskoczył z łóżka, jak oparzony, i niesiony złym przeczuciem, pobiegł do pokoju Izy. Dziewczynka spała z otwartą buzią, ale Walerii przy niej nie było.

– Cholera, coś jest nie tak – wyszeptał sam do siebie i ruszył do kuchni. Tam też nie było jego narzeczonej, ale za to na stole leżała kartka. Podniósł ją drżącymi palcami.

Kochany Irku,

naprawdę próbowałam być dobrą narzeczoną i matką. Bóg jeden wie, jak bardzo się starałam, ale nie umiem. Kocham Ciebie, ale nie potrafię pokochać naszej córki. Zabrała mi młodość i moją wolność. Nie byłam gotowa na dziecko, nadal nie jestem. Muszę stąd uciec, żeby odnaleźć siebie. Wybacz, ale zasługuję na to, żeby być szczęśliwą. Nigdy Cię nie zapomnę, jednak nie mogę tutaj zostać. Nie szukaj mnie, proszę.

Twoja Waleria

Ireneusz patrzył na litery składające się w słowa i nie wierzył własnym oczom. To nie mogła być prawda. Mężczyzna nie pojmował, skąd u jego narzeczonej taki egoizm. Nie mieściło mu się w głowie, że Waleria nie kochała Izy, własnej córeczki.

Przez cały miesiąc nie mógł się pozbierać. Jego matka, Barbara, codziennie zajmowała się Izą, próbując odciążyć syna. Irek na początku czuł żal i smutek. Potem jednak pojawiła się złość. Wszystkimi siłami próbował odnaleźć Walerię, ale kobieta jakby zapadła się pod ziemię. Poszukiwania zajęły mu kolejny miesiąc.

W końcu zdał sobie sprawę, że tak dalej być nie może i musi wrócić do rzeczywistości. Był to winny sobie i Izie. Tak więc przy wsparciu rodziców na powrót zajął się swoją firmą, a każdą wolną chwilę spędzał z córeczką.

Rok 2012

– Wszystkiego najlepszego, córciu – powiedział Irek, całując Izę w czoło. – A to twój prezencik.

Mężczyzna wyciągnął w stronę córki małe zawiniątko w czerwonym papierze.

– Och, dzięki – odparła, uśmiechając się słodko. – Co to takiego?

– No sprawdź.

Solenizantka rozdarła papier i jej oczom ukazało się pudełeczko z nadrukiem w kształcie litery T w owalnym kółeczku. Dziewczynie aż zaświeciły się oczy.

– Nie mów, że to... – wykrzyknęła.

– Nowiutka GT86 – odparł Irek, a córka rzuciła mu się na szyję.

– Dostałaś samochód? – spytała Kaja, otwierając usta ze zdziwienia. – Łał!

Iza oderwała się od ojca i zwróciła do przyjaciółki:

– I to jaki! – Zaśmiała się.

– Pokaż! – powiedziała Paulina, wyrywając dziewczynie pudełeczko z ręki.

– Aż nie wierzę! – krzyknęła Iza, klaszcząc w dłonie.

Wtedy świat stanął w miejscu. I to dosłownie. Dziewczyna rozejrzała się dokoła siebie zdezorientowana. Jej ojciec i przyjaciółki, a także wszyscy goście w ich domu zastygli w bezruchu. Iza nie rozumiała, co się stało.

„Czy to ma być jakiś żart urodzinowy? Jeśli tak, to nie jest ani trochę śmieszny!”

18-latka wyciągnęła dłoń w stronę ojca i dotknęła go, ale się nie poruszył. Podeszła bliżej i złapała go za rękę, a potem pociągnęła ją w dół. Reszta ciała Ireneusza pozostała w tej samej pozycji, w której była przed chwilą.

– Cholera! Co jest? – syknęła Iza. Powoli zaczynała wpadać w panikę. – A może to ja to zrobiłam?

Dziewczyna zaczęła się intensywnie zastanawiać, jaki ruch wykonała.

„Dłonie, moje dłonie”.

– Więc spróbujmy jeszcze raz…

Ponownie złączyła dłonie i oniemiała. Wszyscy na powrót zaczęli się ruszać.

– Kurde! – krzyknęła. – To niemożliwe!

– Co takiego? – spytała Kaja.

– Yyy... No to auto – odparła Iza. – Muszę do toalety.

Pędem wybiegła z salonu i skierowała się do łazienki. Nie wiedziała, co miała myśleć.

„Czy to możliwe, żebym zatrzymała czas?”

Trzęsąc się, usiadła na podłodze i spojrzała na swoje dłonie. Nic się nie zmieniło, nadal wyglądały jak zwykle. Nie znalazła na nich żadnych tajemniczych znaków ani blizn. Iza czuła bijące w jej piersi serce. Bała się, że z wrażenia zaraz zemdleje.

– Nie, to musiało być jakieś przewidzenie! – powiedziała do siebie. – To niemożliwe.

Ponownie złączyła dłonie, koncentrując się.

– No to teraz sprawdźmy, czy jestem wiedźmą – zaśmiała się, wstając. Była pewna, że nic się nie wydarzyło.

Powoli otworzyła drzwi łazienki i wyszła na korytarz. Wszędzie było tak cicho, że niemal słyszała bicie własnego serca.

„Jeszcze momencik i okaże się, jaką głupotą było myśleć, że posiadam nadprzyrodzone zdolności”.

Gdy weszła do salonu, stanęła jak wryta. Zobaczyła ojca, który siedział przy stole ze szklanką whiskey w dłoni oraz babcię i dziadka zajmujących miejsca obok. Jej najlepsze przyjaciółki uśmiechnięte od ucha do ucha, wyglądały, jakby cieszyły się na przejażdżkę nowym samochodem, podczas gdy reszta gości stała w wielkim salonie ze szklankami i talerzykami pełnymi przystawek w dłoniach. Dziewczyna przyglądała się wszystkim, a jej myśli pędziły jak szalone konie po zielonym stepie.

„To nie może być rzeczywistość, to musi być sen. To prawda, bardzo przyjemny, ale jednak sen”.

Iza uszczypnęła się w policzek i poczuła ból.

Tego dnia, w jej 18 urodziny, Iza odkryła zdolność zatrzymywania czasu. Tę sensację na wszelki wypadek zachowała dla siebie. Była pewna, że nikt by jej nie uwierzył albo, jeszcze gorzej, uznał ją za niezrównoważoną psychicznie.

Nagle jej życie stało się o wiele łatwiejsze.

Rok 2018

1.

Był piątek, a popołudniowe słońce ogrzewało ulice. Iza szła przez miasto w okropnie złym humorze. Tego dnia zapomniała zapisać w kalendarzu ważne spotkanie z klientem, czego skutkiem było, że ojciec spóźnił się w umówione miejsce. Zdenerwowany developer zrezygnował z usług jego firmy. Irek był wściekły, bo przez nieuwagę córki jego przedsiębiorstwu przeszło koło nosa pół miliona złotych. Nawrzeszczał na Izę przy pracownikach i przez resztę dnia musiała wysłuchiwać ich kpin.

Ireneusz pozwalał córce na wszystko i bardzo rzadko ją krytykował. Dziewczyna nigdy nie musiała się starać i czuła się wielce zraniona jego wybuchem złości.

„Przecież każdemu mogło się zdarzyć, prawda?” – usprawiedliwiała się w myślach.

Jako jego asystentka miała przewagę nad innym pracownikami firmy, także tymi w biurze. Gdy nie było ojca, przychodziła, kiedy chciała i wychodziła, gdy miała na to ochotę. Ogólnie robiła to, na co miała ochotę, a tatuś puszczał jej wszystko płazem. Jednak tym razem naprawdę się zdenerwował.

Iza nie mogła pozbyć się uczucia poniżenia.

„Jak ojciec mógł mi tak powiedzieć do słuchu? I to przy wszystkimi wszystkich”.

Spod byka spoglądała na ludzi mijanych na ulicy i zastanawiała się, co i komu mogłaby zrobić. Zawsze, gdy była zła albo smutna, robienie, często niesamowicie przykrych, psikusów obcym ludziom poprawiało jej humor. Stawała wtedy parę metrów dalej i śmiała się ze zdziwionych osób.

Tym razem Iza potrzebowała czegoś ekstra, żeby poczuć się lepiej. Rozejrzała się jeszcze raz i zobaczyła żegnającą się parę. Ciemnowłosa dziewczyna dała chłopakowi jeszcze ostatniego buziaka, po czym odeszła. To była szansa Izy. Szybko złączyła dłonie i świat stanął w miejscu.

– Zobaczymy, jaki silny jest wasz związek – zachichotała, rozglądając się po ulicy w poszukiwaniu odpowiedniej ofiary. W końcu jej wzrok utkwił na wysokiej blondynce w niebieskiej sukience. – Bingo! – zapiszczała podniecona.

Iza uwielbiała uczucie władzy nad innymi. Gdy zatrzymywała czas, mogła robić z ludźmi, co tylko chciała, a oni nie mogli się bronić.

Podeszła do blondynki i zaczęła ciągnąć sztywną dziewczynę w stronę chłopaka. Nie było to trudne, ponieważ w tym stanie ludzie, tak jak przedmioty, stawali się lekcy. Iza postawiła jasnowłosą dziewczynę przed chłopakiem tak, by stykali się nosami. Ręce obojga uformowała w czułe objęcie.

– Idealnie – zaśmiała się znowu, dla zabawy głaszcząc chłopaka po twarzy. – Ciekawe co powie twoja dziewczyna, gdy zobaczy cię w ramionach innej.

Odsunęła się kawałek, żeby spojrzeć na swoje dzieło, po czym ruszyła w kierunku oddalonej o parę metrów dziewczyny.

– Teraz ustawimy cię tak, żebyś wszystko dobrze widziała – powiedziała Iza, obracając dziewczynę w stronę obejmującej się pary. – Czas na przedstawienie.

Odsunęła się parę kroków i złączyła dłonie, a świat ruszył. Ciemnowłosa dziewczyna szybko wypatrzyła wzrokiem swojego chłopaka.

– Kamil! – krzyknęła i jak burza pognała w jego kierunku. – Co ty robisz?!

Jej zdezorientowany chłopak momentalnie odsunął się od obcej kobiety, ale było już za późno.

– Monika, ja...

Nie dokończył, bo wymierzyła mu policzek.

– To mi się nigdy nie znudzi – powiedziała Iza, po czym odwróciła się na pięcie i poszła w drugą stronę. Za sobą słyszała kłótnię pary, ale to już jej nie obchodziło. Zrobiła swoje, odrobinę poprawiając sobie humor, ale to jej nie wystarczało. Postanowiła sprawić sobie jeszcze coś ładnego.

Stanęła przed ulubionym butikiem i złączyła dłonie. Pewnym krokiem weszła do środka i skierowała się w stronę sukienek. Miała nadzieję znaleźć coś rzucającego się w oczy i podkreślającego jej szczupłe ciało.

Pół godziny później szła już w stronę kasy z obcisłą czerwoną sukienką i czarnymi szpilkami w ręce. Przesunęła odrobinę wysoką blondynkę, która właśnie obsługiwała klientkę, a sama wcisnęła się za ladę. Iza zręcznie odpięła zabezpieczenie na materiale i opuściła butik. W sklepie obok zdjęła z półki dwie butelki drogiego szampana i wsadziła je do torebki. Dopiero gdy oddaliła się od sklepów na sporą odległość, złączyła dłonie.

Dziewczyna sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej telefon.

„Chodźmy dzisiaj potańczyć!” – wystukała wiadomość i wysłała do Pauliny i Kai.

Wiedziała, że dziewczyny na pewno się zgodzą. Zawsze robiły, co tylko chciała. Jej przyjaciółki były dumne, że mogą się z nią przyjaźnić. Poza tym była pewna, że były lojalne, bo najzwyczajniej się jej bały. Do tego dochodził jeszcze aspekt pieniężny. Iza często dawała im prezenty i za wiele rzeczy płaciła.

„Pewnie! Spotkamy się u ciebie?” – odpisała Kaja.

Paulina wysłała tylko serduszko.

„O 20:00 u mnie. Odpicujcie się!” – napisała Iza i schowała smatfona do torebki.

2.

Była 19:30. Iza już umalowana i przebrana w swoją nową sukienkę wyciągała z szafki kieliszki do szampana. Wtedy usłyszała krzyki za ścianą. Jej sąsiedzi, para około 30, kłócili się głośno. Pierwszy raz odkąd miesiąc temu się wprowadzili do Izy dotarły odgłosy sprzeczki. Oboje sprawiali wrażenie idealnej pary. Dziewczyna często myślała, że jeśli kiedyś miałaby być w stałym związku, to właśnie w takim. Z tego co wiedziała, kobieta pracowała w banku, a mężczyzna był lekarzem w prywatnej przychodni. Pomimo wypełnionego życia zawodowego często wychodzili i zawsze wyglądali na zakochanych. Para idealna.

Sąsiedzi kłócili się coraz głośniej. Iza stanęła przy ścianie salonu przylegającej do sąsiedniego mieszkania, próbując podsłuchiwać, jednak nie rozumiała ani słowa. Nagle coś głośno huknęło i zrobiło się cicho. Dziewczyna zamarła.

„Co tam się mogło stać?” – Złowroga cisza martwiła Izę.

Po chwili sąsiad ponownie zaczął krzyczeć, ale tym razem jego partnerka mu nie wtórowała. Do Izy napłynęło złe przeczucie. Nie mogła dłużej czekać. Szybko odstawiła trzymane w ręce kieliszki na stół i złączyła dłonie, by zatrzymać czas. Wypadła na korytarz i dopadła do drzwi sąsiadów, które na szczęście nie były zamknięte na klucz. Zacisnęła dłonie w pięści i poszła przez przedpokój w stronę salonu.

– O nie! – pisnęła, gdy zobaczyła sąsiadkę siedzącą na podłodze z krwawiącą wargą. – Ty szmaciarzu!

Mężczyzna stał nad partnerką,  gestykulując.

– Obojętnie, co ona nabroiła, nie będziesz jej więcej bił!– syknęła Iza do zastygłego w bezruchu sąsiada, po czym chwyciła go i zaciągnęła na korytarz. Z koszyczka przy drzwiach wyjęła jeden z kluczy do drzwi, po czym zamknęła je od zewnątrz. „Ten choleryk nie wejdzie już tak łatwo do mieszkania”.

Zbiegła po schodach i wrzuciła klucz do skrzynki sąsiadów, po czym szybko wróciła do swojego mieszkania, zamykając za sobą drzwi na klucz. Dopiero wtedy pozwoliła światu ruszyć. Sięgnęła po smartfona i wezwała policję. Za drzwiami słyszała krzyki sąsiada, który obrażał partnerkę i żądał, żeby wpuściła go do środka.

– Jednak nie ma miłości idealnej – westchnęła Iza, chowając się do sypialni, żeby nie słyszeć wrzasków. Dopiero siadając na łóżku, zauważyła, że drżała na całym ciele.

Chwilę później ktoś zadzwonił do jej drzwi. Powoli wstała i ruszyła, by je otworzyć. Miała nadzieję, że to nie były jej przyjaciółki. Odrobinę bała się, że trafiły na sąsiada choleryka.

Spojrzała przez wizjer i zobaczyła sąsiadkę. Obok niej stała młoda policjantka.

– Dobry wieczór – powiedziała funkcjonariuszka, gdy Iza otworzyła drzwi.

– Dobry wieczór.

– To pani nas wezwała, prawda? Pani Morawska chciała pani podziękować.

– Yyy... nie ma za co.

– Gdyby nie pani, on pewnie jeszcze bardziej by mnie stłukł – wtrąciła kobieta.

– Pani zrobiłaby dla mnie to samo – odparła Iza, uśmiechając się słabo. „To miło, że kobieta chciała podziękować, ale wolałabym, aby zostawiono mnie w spokoju”. – Mam nadzieję, że podejmie pani teraz odpowiednie kroki.

– Tak, oczywiście. Mój mąż ostatnio trochę za dużo pił – próbowała tłumaczyć zachowanie mężczyzny sąsiadka.

– Powinna go pani zostawić – powiedziała oschle Iza. – Przepraszam, ale czekam na gości i mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Życzę pani powodzenia.

Dziewczyna zamknęła drzwi i poszła do salonu.

„Miło było komuś pomóc, ale aż tak bardzo nie obchodzi mnie życie sąsiadki. Każdy jest odpowiedzialny za własny los i jeśli kobiecie nie podobało się zachowanie męża, to powinna była od niego odejść. Proste”.

Chwilę później ponownie odezwał się dzwonek, ale tym razem w drzwiach pojawiły się przyjaciółki Izy.

– Coś się stało? – spytała Kaja, wchodząc do środka. – Wyglądasz trochę blado.

– No dzięki – odparła Iza, wychodząc do kuchni po szampana.

– Nie to miałam na myśli – speszyła się dziewczyna. – Po prostu wyglądasz na zmęczoną.

– Bo przed chwilą coś się wydarzyło – odkrzyknęła z kuchni Iza.

Przyjaciółki usiadły na wielkiej kanapie, wyczekując na opowieść.

– Mój sąsiad zaczął znęcać się nad swoją żoną i wezwałam policję – powiedziała Iza, wchodząc do salonu z butelką zimnego szampana w ręce. – Ale teraz nie rozmawiajmy już o tym. Napijmy się, a potem ruszamy potańczyć.

3.

Trzy piękne dziewczyny siedziały na obitej w ciemną skórę kanapie w ich ulubionym klubie. Były w świetnym humorze, gotowe na zabawę.

– Idę po drinki – powiedziała Iza, wstając i kierując się w stronę baru.

Nie pytała przyjaciółek, co chciały pić. Nie obchodziło jej to, bo i tak zawsze robiły, co chciała. To ona decydowała, co i kiedy robiły.

– Trzy razy whiskey z kolą – krzyknęła do barmana, wpychając się między stojących przy barze gości.

Chłopak kiwnął głową i zabrał się do napełniania szklanek.

Usłyszała zza siebie męski głos:

– Nie za dużo jak na jedną małą osóbkę?

– Nie martw się, dam radę – odparła poirytowana.

Nie miała ochoty na takie tanie podrywy.

– Jak chcesz, mogę ci pomóc.

Chłopak wepchnął się obok niej. Zbyt blisko, jak na jej gust. Był dość wysoki i miał ładne, zielone oczy. Iza spojrzała na jego twarz i od razu rzuciło jej się w oczy, jak wiele wysiłku włożył w przygotowanie się do wyjścia na imprezę. Jego włosy były idealnie ułożone, miał wyregulowane brwi i nie zdziwiłaby się, gdyby na twarz miał nałożony podkład. Definitywnie nie był w jej typie.

– Nie jestem tu sama – odparła, spoglądając na w stronę barmana.

– Jesteś z koleżankami, widziałem. Na pewno się nie obrażą, jeśli na chwilę znikniesz.

– Ale ja nie chcę znikać.

– Może nie wiesz, że chcesz – odparł.

Barman postawił przed Izą trzy szklanki.

– Ja zapłacę – powiedział nieznajomy. – I tak nie zaniesiesz sama trzech napojów do stolika.

„Cholera, ma rację”.

– No, niech ci będzie – odparła niechętnie Iza.

Chłopak wyjął z portfela banknot i podał go barmanowi, po czym wziął dwie szklanki i ruszył w stronę kanapy, na której siedziały Paulina i Kaja. Iza powoli poszła za nim, zastanawiając się, jak pozbyć się natręta.

Nieznajomy postawił drinki na małym stoliczku przed dziewczynami i usiadł obok. Zostawił Izie akurat tyle miejsca, że mogła się zmieścić, ale musiała siedzieć blisko niego. Dziewczyna była coraz bardziej zła. Wkurzał ją natrętny chłopak, ale jeszcze bardziej denerwowało ją, że nie zainteresował się nią do tej pory żaden sensowny mężczyzna. To się prawie nigdy nie zdarzało. Wiedziała, że była ładna i zgrabna. Miała długie brązowe włosy i zielone oczy. Pełne usta malowała na czerwono. Do tego nie brakowało jej pieniędzy na kosmetyczkę czy stylowe ubrania. Większość i tak kradła.

Tej nocy klub był pełny, a mimo to nie zagadał do niej żaden niesamowity mężczyzna. Nieznajomy czekał niecierpliwie, aż dziewczyna usiądzie obok niego, ale ona nie miała na to najmniejszej ochoty.

– Wiesz co, namyśliłam się – powiedziała do chłopaka, uśmiechając się słodko. – Chodźmy się trochę przewietrzyć.

Nieznajomemu ze szczęścia aż zaświeciły się oczy. Pospiesznie ruszył za dziewczyną. Gdy byli mniej więcej na środku sali, Iza złączyła dłonie i zatrzymała czas. Już wiedziała, jak pozbyć się chłopaka, którego imienia nie znała, ale też nie chciała poznać. Rozejrzała się po klubie i wypatrzyła wysokiego, na oko wysportowanego, mężczyznę, który tańczył z jasnowłosą dziewczyną. Idealnie pasował do jej planu.

Iza złapała natręta i zaciągnęła w stronę pary. Postawiła go za dziewczyną, tak przekręcając jego dłoń, że dotykał jej pośladków. Gdy odeszła na bezpieczną odległość, znów złączyła dłonie i czekała. Jak nietrudno zgadnąć, towarzysz blondynki szybko zorientował się w sytuacji i nie był zadowolony z jej rozwoju. Złapał nieznajomego za koszulę i dosłownie podniósł do góry. Ten, nie rozumiejąc, co się stało, zaczął się szarpać i wyrwał z uchwytu przeciwnika. Napastnik cofnął się trochę, po czym złożył dłoń w pięść i grzmotnął nieznajomego prosto w nos. Polała się krew i chłopak runął na ziemię.

Do akcji wkroczyła szybka jak wicher ochrona klubu, która wyprowadziła, a w zasadzie wzniosła, obu mężczyzn na zewnątrz.

– No i załatwione – powiedziała Iza, po czym się odwróciła na pięcie i wróciła do przyjaciółek. – Mógł zostawić mnie w spokoju.

– Co tam się stało? – spytała Kaja, wyciągając szyję i próbując coś dostrzec.

Iza usiadła obok niej na kanapie, biorąc do ręki drinka.

– Zadyma jak zwykle – odparła dziewczyna, upijając łyczek.

– A gdzie twój nowy znajomy?

– Na szczęście się zmył. Był trochę męczący. – Uśmiechnęła się. – Idziemy tańczyć?

4.

Była niedziela rano. Iza powoli wygramoliła się z łóżka i poszła do kuchni. Zrobiła sobie mocną kawę, chociaż za godzinę była umówiona z Kają i Pauliną na śniadanie w mieście. Nadal miała podły humor. Coś się nie zgadzało, ale nie wiedziała co. Od paru dni nosiła w sobie jakiś wielki ciężar, którego nie mogła się pozbyć.

Poprzedniego wieczoru nie miała ochoty na opuszczenie mieszkania. Przebrała się w ulubioną piżamę i rozsiadła na kanapie z pizzą i butelką białego wina. Wiedziała, że te grzeszki będzie musiała odpracować na siłowni, ale to było jej obojętne. Chciała się po prostu znieczulić. Już po drugim kieliszku poczuła się szczęśliwsza. Miała wrażenie, że może wszystko, a potem zasnęła.

Obudziła się z kacem. Wewnętrzny ciężar powrócił z podwójną siłą, bo ból głowy przypominał o nim jeszcze dobitniej.

Dziewczyna wzięła gorący kubek w ręce i poszła do salonu. Usiadła po turecku na kanapie, włączyła telewizor, ale ponieważ o tej porze nie leciało nic interesującego, a na absurdalne problemy innych ludzi nie miała ochoty, zdecydowała się na książkę. Postanowiła przeczytać dwa albo trzy rozdziały i dopiero potem zacząć szykować się do wyjścia. Nie musiała się spieszyć, bo w końcu zawsze mogła zatrzymać czas, by w spokoju wszystko dokończyć.

Gdy Iza dotarła do ulubionej kawiarni, jej przyjaciółki już czekały. Dziewczyna dała obu buziaka w policzek i usiadła przy stoliku.

– Znowu nie wyglądasz dobrze – powiedziała Paulina, spoglądając na nią z troską. – Sąsiedzi?

– Nie, trochę za dużo wina – odparła Iza.

Miała nadzieję, że jej przyjaciółka zostawi ten temat.

– A wy o czym rozmawiacie?

– Właśnie mówiłam, że chciałabym kogoś poznać – westchnęła Kaja. – Mam już dosyć bycia sama.

– Ty to byś od razu chciała wyjść za mąż i urodzić gromadkę dzieci – zaśmiała się Paulina.

– No i co w tym złego? – obruszyła się dziewczyna.

– Trzeba powoli, a ty od razu planujesz kolor kuchni w waszym wspólnym domu – odparła Paulina.

– Nie ma czasu. Zegar tyka – powiedziała, stukając w nadgarstek.

– Iza, weź mi pomóż. Z takim nastawieniem to ona nikogo nie znajdzie. Wszyscy uciekną. – Paulina szturchnęła łokciem koleżankę.

– No, Paulina ma trochę racji – wtrąciła Iza. – Jak już nie umiesz pozbyć się takiego myślenia, to chociaż nie mów tego facetom.

– To co mam mówić? Że chcę tylko coś na jedną noc, a potem mam mieć nadzieję, że byłam taka oszałamiająca i koleś jeszcze zadzwoni? – Kaja zrobiła smutną minę.

– Najlepiej nic nie mów i obserwuj, jak się ta znajomość rozwinie – powiedziała Paulina.

– Łatwo ci mówić, ty masz ciągle jakiegoś nowego kolesia na stanie.

– Bo nie mówię im już na samym początku, że chcę zostać matką ich dzieci – zaśmiała się blondynka.

– Tobie i tak wszystko jedno, co oni sobie myślą. Nie chcesz nic trwałego, tak jak Iza. Zobaczycie, że kiedyś was też trafi Amor – powiedziała Kaja, odgryzając kawałek bułeczki z dżemem.

Iza przyjrzała się przyjaciółce. Kaja była ładną dziewczyną. Miała duże brązowe oczy i włosy do ramion, odrobinę ciemniejsze niż ona sama. W małym zgrabnym nosku nosiła niebieski diamencik. Miała normalną figurę, tylko jej uda były odrobinę zbyt grube. Zdaniem Izy nie było to jednak problemem. Jej przyjaciółka była atrakcyjną dziewczyną.

Iza nie miała pojęcia, że Kaja szukała stałego związku. Wszystkie trzy często poznawały nowych, nazwijmy to, znajomych i niektórych nawet zabierały do domu. Dobrze się bawiły i gdy jakaś „zabawka” im się znudziła, po prostu zostawiały ją w kącie. Wszystkie trzy pochodziły z rodzin, w których rodzice nie byli już ze sobą.

Matka i ojciec Kai rozeszli się, gdy miała 13 lat. Podobno od zawsze się kłócili, a wzięli ślub tylko dlatego, że matka dziewczyny zaszła w ciążę. Jeśli była to prawda, to i tak długo ze sobą wytrzymali. Kaja została z matką i młodszym bratem, i mieszkała w domu, który rodzice kupili na krótko przed jej narodzinami.

Matka Pauliny odeszła od jej ojca, twierdząc, że ją bił i poniżał. Paulina nie przypominała sobie niczego takiego, ale coś musiało być na rzeczy, bo ojciec do tej pory często zmieniał partnerki. Obecna, Barbara, mieszkała z nim dopiero od roku. Paulina i Barbara nie dogadywały się zbyt dobrze, ale dziewczynie było to obojętne, bo i tak nie mieszkała już w domu. Miała swoją kawalerkę w centrum miasta.

Ojciec Izy niechętnie mówił o jej matce. Jedyne, czego dziewczyna się dowiedziała, to że umarła krótko po jej narodzinach. Iza nie wiedziała nawet z jakiego powodu. Choć Irek nigdy nie wypowiedział tego głośno, dziewczyna sądziła, że mama umarła na skutek porodu i tata winił ją za to. Irek zamykał się w sobie, gdy ktoś pytał o matkę jego córki. Reagował agresywnie i zmieniał temat. Wyraźnie bolała go strata ukochanej. Jego córka pogodziła się więc z faktem, że jej matka nie żyła, a że nie tęskni się za czymś, czego się nie zna. Przeszła nad tym do porządku dziennego. Przestała pytać, unikając nieprzyjemnych sytuacji. Ojciec wraz z dziadkami dobrze się o nią troszczyli. Iza jako małe dziecko dostawała wszystko, co tylko mogła sobie wymarzyć, a nawet to, o czym nie śniła: najlepsze i najdroższe zabawki, jazda konna, pływanie, taniec. Wszystko, czego mała dziewczynka może chcieć.

Pewnego dnia na lekcji historii dostała zadanie stworzenia drzewa genealogicznego. Podekscytowana zagadnęła ojca o rodzinę matki. Irek poczerwieniał, potem zrobił się blady, a na końcu wyszedł, trzaskając drzwiami. 12-letnia Iza nie miała pojęcia, co się stało. Bała się takiego taty i schowała się w swoim pokoju.

Pół godziny później skruszony ojciec zapukał do jej drzwi. Ireneusz usiadł na łóżku obok córki i wziął ją w ramiona.

– Wiesz, kochanie, to dla mnie bardzo trudne. Twoja mama umarła – powiedział.

– Tak, wiem. Ale co z jej rodziną?

Mężczyzna westchnął ciężko. Rozmowa o partnerce przychodziła mu z wielkim trudem.

– Gdy twoja matka odeszła, jej mama, czyli babcia, zrzuciła na mnie całą winę i, niestety, na ciebie także.

– Babcia myśli, że to przez nas mama umarła? – spytała dziewczynka.

– Niestety tak. To było krótko po twoich pierwszych urodzinach. Pokłóciłem się z nią wtedy i od tego czasu nie rozmawiamy ze sobą. Nie pozwolę, żeby ta kobieta cię raniła, obarczając winą.

– Rozumiem – odparła Iza, wtulając się w ojca.

Jednak nie rozumiała. Jako dziecko nie mogła pojąć, dlaczego miałaby być winna śmierci matki. Zaczęła nienawidzić babcię i zupełnie straciła ochotę na poznawanie swoich przodków.

Następnego dnia Ireneusz zadzwonił do szkoły i porozmawiał z dyrektorem. Wytłumaczył mu sytuację, prosząc o odwołanie zadania. Jego prośba została uwzględniona, a Iza już nigdy więcej nie musiała myśleć o rodzinie swojej mamy.

Jej otoczenie wpłynęło na nią i dziewczyna nie wierzyła w funkcjonujące związki. Była pewna, że nie da się być z nikim przez wiele lat, a jeśli się nie da, to po co w ogóle próbować…

„Po co komu rozczarowania i łzy?” – myślała.

Miłość dla niej nie istniała i uważała, że nie warto tracić czasu na jej poszukiwanie.

„Życie jest zbyt krótkie, więc trzeba się bawić i brać, co się da”.

Pięknej, a w dodatku bogatej, młodej kobiecie świat miał wiele do zaoferowania. Iza była szczęśliwa i czerpała z życia pełnymi garściami. Gdy czuła się samotna, szukała sobie towarzysza, a gdy towarzysz już się jej znudził, wysyłała go w diabły. Jedynym stałym elementem w jej życiu był ojciec, dziadkowie, przyjaciółki i poniekąd zmarła matka. Ta ostatnia tkwiła gdzieś w najgłębszych zakamarkach umysłu Izy i paradoksalnie, choć jej nie było, zapełniała puste miejsce.

 

5.

 

– Dzień dobry – powiedziała księgowa Malwina, gdy Iza szybkim krokiem wkroczyła do biura. – Jak ci minął weekendzik?

– Całkiem dobrze – odburknęła dziewczyna, po czym postawiła torebkę na krześle obok biurka i usiadła. Następnie schyliła się, by włączyć komputer.

– Super – powiedziała Malwina i bez jakiejkolwiek zachęty ze strony koleżanki zaczęła dalej opowiadać. – Wyobraź sobie, że mąż zabrał mnie do parku z dzikimi zwierzętami. Na początku myślałam, że to głupi pomysł, w końcu jesteśmy dorośli, a dzieci, jakby nie było, jeszcze nie mamy, ale Piotrek się uparł. No więc wybraliśmy się do tego parku, a tam jelenie, kozy górskie, szopy pracze i nawet lamy. Większość można było głaskać i karmić. Super sprawa. Już dawno się tak nie odprężyłam.

– No to fajnie – odparła Iza, uśmiechając się od niechcenia do księgowej.