4,49 €
„Manipulacja” Julii Buzdygan to powieść psychologiczno - duchowa, po świecie fantazji.Bohaterowie utworu, a jest ich kilkoro, w tajemniczy sposób zostają przeniesieni do alternatywnych rzeczywistości. Sekwencja pojawiających się dramatycznych scen i wydarzeń to pochodna ich własnych lęków lub sennych koszmarów, a oni muszą stawić im czoła. Te przeróżne okoliczności i konteksty wydobywają z nich potencjał potrzebny do nawiązania bliskiej znajomości, podjęcia współpracy i współdziałania, ale również konkurowania ze sobą, choćby o partnerów. Cechą charakterystyczną jest wysoka dynamika zdarzeń.Strach towarzyszy nam przez cały czas, objawia się w różnych momentach naszej codzienności. Pytanie tylko, co my możemy zrobić, by się go pozbyć. Czy w ogóle jesteśmy w stanie żyć bez strachu, być nieustraszeni? Bohaterowie „Manipulacji” szukają odpowiedzi na to pytanie. Dowiadują się o sobie rzeczy, których nigdy nie spodziewali się dowiedzieć, zmieniają się pod wpływem nowych doświadczeń. „Nie mogła tego znieść. Jego ból był i jej bólem.[…] Chciała mu pomóc. Tak cholernie chciała, a nie mogła.”Powieść pełna jest zwrotów akcji i dynamicznych przygód, co jest niewątpliwie znacznym jej atutem, gdyż nie pozwala wyobraźni czytelnika zapaść w jakiś letarg czy chociażby indyferencję.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Julia Buzdygan „Manipulacja”
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Julia Buzdygan, 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Aleksandra Klóska, Robert Rumak
Korekta: Ryszard Krupiński
Ilustracje na okładce: © Aleksandra Klóska
ISBN: 978‒83‒7900‒556‒7
Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]
Dla moich rodziców, dzięki którym robię to, co kocham.
Dla mojej siostry, która zawsze stoi po mojej stronie. Dla pani
Justyny, która nigdy we mnie nie zwątpiła. I dla pani Lidii,
Godzina dwudziesta trzecia, ludzie pogasili świata, kładąc się spać. Tylko jeden dom wciąż żył. Zza otwartych okien słychać było muzykę, aludzie tańczyli iwykrzykiwali słowa piosenek. Mimo hałasu żaden zsąsiadów nie interweniował, jakby zupełnie nic nie słyszeli. Niektórzy zgości nawet myśleli, że organizatorzy zapłacili sąsiadom za noc milczenia. Zresztą nie było to istotne, najważniejsze, że mogli się bawić całą noc.
Zespół, który organizował imprezę wykonał kilka utworów na żywo, apotem włączył muzykę zpłyt. Wszyscy bawili się świetnie, prócz jednej osoby.
Chłopak wciemnych loczkach usiadł na schodach ganku ischował twarz wdłoniach. Mimo lekkiego, majowego chłodu nie ruszył się stamtąd, aż usiadł obok niego jeden zkumpli zzespołu, poklepał go po plecach ispojrzał przed siebie.
– Ciebie też irytuje to, że Sean wyrywa wszystkie najlepsze dziewczyny?
Mimo kiepskiego humoru, Tyler uśmiechnął się.
– Nie dziś, James – spojrzał na niego – po prostu kiepsko się czuję.
– Stary, nie kupuję tego. Jeszcze dwie godziny temu szalałeś zmikrofonem po całym pokoju.
Tyler wzruszył ramionami.
– Ale mi się pogorszyło.
James pociągnął przyjaciela za ramię.
– Chodź, Tris zrobi ci takiego drinka, że wróci do nas stary, dobry Tyler.
Brunet parsknął śmiechem iwstał.
– Bez szaleństw, James.
Weszli zpowrotem do domu. Minęli zatłoczony korytarz, przechodząc do dużego salonu. Wpokoju było pełno ludzi – jedni tańczyli, inni siedzieli przy barku ipili, azaledwie kilka osób próbowało gdzieś wkącie porozmawiać. Dwie dziewczyny podeszły do nich, proponując drinki. James mrugnął do kumpla iwziął szklankę. Tyler nie był zbyt przekonany – wolał być ostrożniejszy. Przeprosił izostawił ich, podchodząc do perkusisty zespołu, Tristana, który dziś robił za barmana.
– Co jest, młody?
– Zrobisz mi coś mocnego?
– Już się robi. – Mrugnął do niego izanurkował pod ladą, szukając odpowiednich butelek. Po chwili wyskoczył zszerokim uśmiechem izaczął mieszać wszklance kolorowe napoje. Nie minęło pięć minut, kiedy postawił przed brunetem szklankę zalkoholem.
Chłopak wziął łyka ispojrzał na dziewczynę, która właśnie obok niego usiadła.
– Widzę, że nie bawimy się najlepiej… – zagadnęła iodgarnęła do tyłu blond loki, pokazując duży dekolt.
Tyler skrzywił się delikatnie – dziś nie miał ochoty na jakiekolwiek flirty, szczególnie zkimś takim… Poczuł ogromną ulgę, kiedy usłyszał swoje imię, krzyczane gdzieś wtłumie. Odwrócił się iujrzał Jamesa.
– Już idę!
Dopił drinka, przeprosił dziewczynę iodszedł. Humor zaczął mu się poprawiać. Wyszedł na parkiet idał się porwać muzyce. Po dwóch piosenkach musiał usiąść, bo zaczęło mu się kręcić wgłowie. Wziął głęboki wdech, mając nadzieję, że to pomoże. Jednak jak tylko otworzył oczy, zrozumiał, że jest nawet gorzej. Wybiegł zdomu, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Brał oddech za oddechem, ale to też nie pomagało. Rozejrzał się izauważył, że jedyna latarnia, jaka oświetlała ulicę zaczynała przygasać.
– Co do…? – Urwał, gdy ujrzał postać stojącą na drugim końcu drogi. Był to mężczyzna, widać było po masywnej budowie ciała. Miał na sobie czarny płaszcz, sięgający do ziemi ikaptur zarzucony na głowę. Na środku klatki piersiowej widniała wielka litera T. Postać uniosła głowę ispojrzała czerwonymi oczami na Tylera, który zerwał się zmiejsca. Już kiedyś widział mężczyznę wtakim płaszczu, co kilka tygodni śnił mu się. Zwykle wtych koszmarach gonił go, by na końcu go zabić. Teraz jakby sen okazał się prawdziwy.
