6,99 €
Na pierwszy rok filologii rosyjskiej zakwalifikowało się dziewięć dziewcząt, pochodzących z różnych stron Polski. Wzorowe uczennice uczestniczące w olimpiadach przedmiotowych, społecznice lub córki wysokich osobistości partyjnych. Zanim jednak tam dotarły musiały zdać egzamin za znajomości języka i ukończyć trzytygodniowy kurs przygotowawczy. Lata 80-te to ciekawe czasy – Polacy zmieniali ustrój polityczny, spontaniczni, pełni nadziei i ufności grupowali się w strukturach nowego nurtu społeczno-politycznego „Solidarności”. Wspomnienia bohaterki przelane na papier przenoszą nas do Rosji, do miejscowości Miasto. Wraz z kobietą rozpoczynamy trudny a jednocześnie ekscytujący okres. Pierwszy rok studiów – kierunek filologia rosyjska. Anna była ambitna, chciała zrozumieć sens zachodzących zjawisk, być użyteczną społecznie i nie wypaść za burtę, dlatego nastawiła się na ciągłe samodoskonalenie, przekwalifikowywanie, permanentne uczenie się. Zrobiła karierę, z której wcale nie jest dumna, gdyż na dnie duszy ciągle czuje niedosyt. Interesująca powieść przepełniona różnymi historiami, których bohaterami są młodzi ludzie ze wszystkich stron świata, wśród których Anna stara się odnaleźć miłość i szczęście.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2018
Anna Szuszek „Moje szerokie tory”
Copyright © by Anna Szuszek, 2018
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska
Redakcja i korekta: Marlena Rumak
Korekta: Dominika Urbanik
Projekt okładki: Grzegorz Malinowski, Jakub Kleczkowski
Skład: Jacek Antoniewski
Skład epub i mobi: Kamil Skitek
ISBN: 978-83-8119-062-6
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Ludzie, którzy w naszym życiu odegrali wielką rolę –
pozostają.
Całkiem nie odchodzą nigdy.
[Bogdan Rutha, „Lawendowe Wzgórze”]
Basi,
w dowód wdzięczności książkę tę poświęcam.
Autorka
Jej młodość zaczęła się na Dworcu Centralnym wWarszawie. Siedziała już wpociągu, wyglądała przez okno imachała ręką zatroskanej, załzawionej mamie. Łzy ją wzruszały, sama miała wilgotne oczy, chociaż nie rozumiała, dlaczego mama tak się martwi. Przecież była młoda, rwała się do przygody, do samodzielnego, dorosłego życia, wszystko było dla niej proste, łatwe, ciekawe, słoneczne. Amama wyglądała, jakby przeczuwała jakieś kłopoty, nieszczęścia, jakby ją traciła. Później okazało się, że niestety spracowana kobieta zmazowieckiej prowincji miała rację. Tam, dokąd jechała jej córka, istniał zupełnie inny świat, nieznany, niebezpieczny iobcy. Nie chciała tracić dziecka, oddawać go na pastwę nielubianych od pokoleń sąsiadów zwielkiego mocarstwa, ale córka się uparła, zdała egzaminy iz wielkim entuzjazmem wyruszyła wpodróż ku swojej przyszłości. Tam poznała prawdziwe życie, miłość, ale też cierpienie. Dorosła, stała się kobietą iwyzbyła się złudzeń.
Były to ciekawe czasy, Polacy zmieniali ustrój, spontanicznie, pełni nadziei iufności grupowali się wstrukturach nowego nurtu społeczno-politycznego: „Solidarności”. Dziewczyna znajdowała się poza tym prądem, oddzielona silnie strzeżoną granicą iszerokimi torami (z tym wiąże się anegdota: Minister od infrastruktury, planując budowę kolei, pyta cara: „Kakoj sziriny dołżna byt' żeleznaja doroga? Kak wJewropie ili szirie?”[1] A car odpowiada: „Na chuj szirie!”. Tory poszerzono o20 centymetrów, dlatego przejazd przez wschodnią granicę trwa dwie godziny – tyle czasu zajmuje robotnikom zmiana podwozia wagonów).
Polskie gazety pojawiały się zdwudniowym opóźnieniem, sprzedawano je spod lady, nie było połączenia internetowego ani telefonów komórkowych. Jeśli ktoś chciał zadzwonić do domu, musiał wybrać się na pocztę iodczekać długie minuty lub nawet godziny na zamówione poprzedniego dnia połączenie olimitowanym czasie rozmowy. Listy szły dwa tygodnie, zanim dotarły do adresata, często zczerwoną pieczątką na kopercie: „Ocenzurowano”. Czasami ktoś przywoził zkraju sensacyjne informacje, którymi niechętnie się dzielił, zwłaszcza po incydencie odesłania do kraju studenta za organizowanie grupowych wyjazdów poza miasto, do kościoła. Studentka poznała interesujących ludzi, różne kultury, zwiedziła ciekawe miejsca. Obrała niewłaściwy kierunek studiów, co na długie lata wepchnęło ją do szuflady zludźmi drugiej kategorii. Wdużym stopniu sama się tak sklasyfikowała, gdyż uległa ogólnemu politycznemu ispołecznemu nastawieniu. Ale jak tu nie ulec, gdy wInternecie na sławetnej „Liście Wildsteina” ujrzała swoje imię inazwisko. Co prawda, nie jednemu psu Burek, ale wmomencie odkrycia tej informacji strach sparaliżował ją całą, wszczególności zaćmił jasność myślenia. Jak to?! Czyżby miała być jakimś współpracownikiem?! Ale kiedy ijak to robiła?! Próbowała kojarzyć najdrobniejsze fakty, rozmowy, nawet własne myśli... Nie znajdowała racjonalnego wytłumaczenia, amimo to strach, że jest złym obywatelem, pozostał. Dopiero długo potem przypomniała sobie, że przecież urzędniczka, uktórej meldowali się po przyjeździe do kraju, nazywała się tak samo jak ona, dlatego zawsze znią miło rozmawiała. Takich urzędniczek mogło być więcej, ona nie miała nic na sumieniu, ajednak nie czuła się komfortowo, nie była usiebie. Tęskniła za pociągami – za spokojem, wytchnieniem, jaki dawała jej kiedyś atmosfera podróży.
Żołnierzy radzieckich stacjonujących wPolsce zczasem zamieniono na amerykańskich, ze szkół wyrzucono język rosyjski, mimo że brakowało nauczycieli znających język angielski, na siłę wciskany do szkolnych planów nauczania. Często nauczycielem zostawała osoba bez kwalifikacji, słabo znająca język, byle dyrektor triumfalnie mógł oznajmić rodzicom, że wjego szkole dzieci uczą się angielskiego. Etaty czekały również na katechetów, bo nauczanie religii przeniesiono zsalek katechetycznych do szkół, ustalając wymiar przedmiotu na dwie godziny tygodniowo wkażdej klasie. Wwielu szkołach brakowało miejsca, zkolei salki świeciły pustkami, niektóre niszczały. Polityków nie obchodzili uczniowie, na których skupił się ciężar reform. Odpowiedzialna za wprowadzanie reformy oświatowej, doświadczona już nauczycielka usłyszała od ważnej osoby pracującej wministerstwie, mającej duży wpływ na stan edukacji, że władza jest świadoma popełnionych błędów, ale trudno; tak być musi wprzejściowym okresie reform. Czyli uczniowie uczęszczający do szkoły wprzejściowym okresie reform mają lukę wedukacji – ale nic to, trudno. Ogólnie rozumiano, że demokratyzacja kraju jest zjawiskiem pozytywnym, nasza bohaterka włączała się do tego procesu zdużym zaangażowaniem ipoświęceniem, jednak bolały ją ewidentne nieprawidłowości, niecne przepychanki polityczne isarmackie kłótnie. Chciała zrozumieć sens zachodzących zjawisk, być użyteczną społecznie inie wypaść za burtę, dlatego nastawiła się na ciągłe doskonalenie, przekwalifikowywanie, permanentne uczenie się. Zrobiła karierę, zktórej wcale nie jest dumna, gdyż na dnie duszy ciągle czuje niedosyt...
Teraz jest starsza panią, samotną ina emeryturze. Przegląda stare szpargałki, jakieś listy, fragmenty pamiętników – tych, które się zachowały - izastanawia się, co wjej życiu było najważniejsze, jaki sens miało te kilkadziesiąt lat zmagań ze sobą, zinnymi, zlosem. Co przeoczyła, czego nie dopilnowała, jak powinna była pokierować czasem iwydarzeniami? Wróciła do wspomnień izapragnęła spotkać swoje dawne koleżanki, zktórymi dzieliła pięć lat najpiękniejszego okresu swojego życia: młodości, dorastania, wkraczania wdorosłość. Przypomniała je sobie wszystkie – było ich dziewięć na jednym roku, kilkanaście starszych ipotem młodszych. Próbuje ogarnąć to wszystko...
Wpół do drugiej wnocy. Pochylona nad pamiętnikiem dziewczyna pisze, że na razie jest fajnie iże wcale nie tęskni za domem. Tylko od czasu do czasu widzi stojącą na peronie idługo machającą ręką na pożegnanie, zapłakaną mamę. Nie da się zapomnieć tego obrazu, jak ijeszcze innych, wcześniejszych, spowodowanych strachem mamy, obawą oprzyszłe losy jej dziecka, wyruszającego wdalekie kraje. Kobieta, która wswoim życiu najdalej była wCzęstochowie na pielgrzymce, ajej mąż wwojsku wZgorzelcu, trzy dni przed wyjazdem dziecka chodziła jak nieżywa. Odprowadziła córkę aż do Warszawy, skąd pociąg zabrał jej hołubioną latorośl – rozradowaną, wtopioną wgrupkę podobnych jej młodych ludzi – wnieznane.
* * *
Na pierwszy rok filologii rosyjskiej zostało zakwalifikowanych dziewięć dziewczyn, pochodzących zróżnych miejscowości Polski. Były to osoby wybrane, zazwyczaj ze świadectwami zpaskiem, uczestniczące wolimpiadach przedmiotowych, społecznice lub córki wysokich osobistości partyjnych. Zanim tu dotarły, musiały zdać egzamin ze znajomości języka, uczestniczyć wtrzytygodniowym językowym kursie przygotowawczym oraz pozytywnie zaliczyć kolejny egzamin, którego obawiały się najbardziej: zpolityki. Przeszły przez rekrutacyjne sito ipo kilkunastu dniach spotkały się ponownie, tym razem wpociągu wiozącym je za pilnie strzeżoną granicę. Nie obawiały się niczego, nie przewidywały żadnych utrudnień mogących skomplikować ich światłe plany. Atrudności pojawiły się od razu na granicy.
