6,99 €
Somya to 16-letnia, z pozoru normalna dziewczyna. Chodzi do szkoły, ma przyjaciół, kochających rodziców. Jest ziemianką zamieszkującą Dragon City – miasto położone w zachodniej części kontynentu Ultimus. Podobnie jak jej rodzice jest pasjonatką nowoczesności oraz eksploratorką nieodkrytych zakątków wszechświata. I choć jej życie diametralnie różni się od tego na Ziemi, w swej pamięci zachowała ułamek wspomnień, miała również kilka pamiątek z niej przywiezionych, które darzyła wielkim sentymentem. Posiadała również niezwykły pierścień, otrzymany w dniu 15-tych urodzin, z mocy którego nie zdawała sobie sprawy. To za jego sprawą w życiu Somyi wydarzy się wiele niespodziewanych zwrotów akcji. Nastolatka nie spodziewa się, że życie planety spocznie w jej rękach, a tocząc walki z Narranami, którzy ją opanowali, będzie musiała nagle wydorośleć. Na szczęście może liczyć na pomoc najbliższych – przyjaciół i nauczycieli. Co wyniknie z tych przygód? Czy Somyi uda się ocalić planetę i jej mieszkańców? Czy przetrwa krwawą olimpiadę? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w lekturze „Morfiriona” – debiutanckiej powieści Pawła Skrobanka, autora licznych publikacji naukowych oraz miłośnika literatury fantasy
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2013
Paweł Skrobanek "Morfirion"
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, 2013 Copyright © by Paweł Skrobanek, 2013
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Wydawnictwo Psychoskok Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok Zdjęcie okładki: © forplayday – Fotolia.com
ISBN: 978-83-7900-144-6
Wydawnictwo Psychoskok ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin tel. (63) 242 02 02, kom.665-955-131
Ukochanej żonie
Z lekcji fizyki …
Istnieje kilka podstawowych rodzajów oddziaływań. Znacie grawitację, elektromagnetyzm. Będziecie się uczyć o oddziaływaniach silnych i słabych. Istnieją też różne teorie opisujące nasz wszechświat. Jedną z nich jest teoria strun, która mówi, że nasz wszechświat budują drgające struny. We wszechświecie takim jak nasz niektóre wymiary i oddziaływania mogą nie występować.
Mogą jednak istnieć takie wszechświaty, gdzie wymiarów jest więcej i działają jeszcze inne siły. Czy takimi oddziaływaniami można by powstrzymać grawitację, zatrzymać reakcję jądrową, sprawić by prąd przestał płynąć? Na to pytanie nie można jednoznacznie odpowiedzieć.
Z lekcji astrofizyki …
Inna teoria wieloświatów pokazuje nam wszechświaty jako swego rodzaju puste całości leżące blisko siebie. Jeśli się „dotkną”, powstaje ogromna kosmiczna katastrofa, podobna do wielkiego wybuchu, który stworzył materię w naszym wszechświecie. Jeśli tak było, to miało to miejsce ponad 13 miliardów lat temu.
Z legend wymarłego ludu …
I przybyli ludzie z gwiazd. Osiedli na Ziemi, uciekając przed wielkim złem. Nie mówili skąd przybyli. Potrafili tworzyć rzeczy z niczego, leczyć chorych, rozmawiać w myślach. Mówili, że to tylko nauka, ale wierzcie mi – to byli czarownicy.
Misja dobiegała końca. Komputer zasygnalizował początek procedury wyjścia znadprzestrzeni. Somya obserwując migające kontrolki, przeciągała się wfotelu pilota.
Jeśli ktoś mógłby teraz przyjrzeć się pilotowi, to zobaczyłby młodą, całkiem zgrabną nastolatkę wskafandrze kosmicznym, dość wysoką jak na swój wiek, której ciemnokasztanowe włosy opadały swobodnie sięgając ramion. Biologicznie Somya miała szesnaście lat ibyła wtej chwili bardzo zmęczoną nastolatką. Zmęczoną, ponieważ misję rozpoczęła dzień wcześniej, późnym popołudniem iponieważ wiele zaskakujących zdarzeń izwrotów akcji nie pozwoliło jej nawet na maleńki odpoczynek… aż do teraz.
”Wytrzymaj jeszcze trochę! Już niedługo to się skończy” – pocieszała się wmyślach, starając się jednocześnie przyjąć wmiarę wygodną pozycję wfotelu najnowocześniejszego statku szpiegowskiego klasy „gamma”. Niestety, całe ciało bolało potwornie. Próbując rozmasować ścierpnięty kark, obserwowała wyjście statku znadprzestrzeni. Pomieszczenie tonęło wpółmroku, acichy pomruk urządzeń wywoływał bardzo senną atmosferę. Somya musiała bardzo się starać, żeby nie zasnąć.
Spojrzała poprzez iluminator na wyostrzający się obraz planety, za którą powinien znajdować się niewielki księżyc – cel jej misji. Księżyc obiegał jedną zdwóch bliźniaczych planet, które zkolei krążyły wokół jasnej gwiazdy widocznej teraz na granicy horyzontu. Gwiazda była kilka razy większa ijaśniejsza od słońca - jak podawał raport, ale odległość planet była na tyle duża, że pozwalała na przeprowadzenie kolonizacji, którą rozpoczęto budową bazy technicznej właśnie na wspomnianym księżycu.
Detektory pokładowe milczały - wprzestrzeni kosmicznej panował niczym nie zmącony spokój inic nie wskazywało na to, by cokolwiek mogło zakłócić harmonię tego zakątka wszechświata.
”Ciekawe, czy mogłoby na takich planetach samoistnie powstać życie?” – pomyślała, ale zaraz skoncentrowała się na tym, co będzie musiała zrobić.
Zgodnie zraportem, ate rzadko się myliły, było wysoce prawdopodobne, że agenci wroga dowiedzieli się okolonistach na kilka godzin przed nią. Jeśli tak było, to mimo iż posiadała jeden znajszybszych inajnowocześniejszych statków Sojuszu, mogli pojawić się lada moment. Sama kolonia nic dla nich nie znaczyła, ale miała jedną wartościową rzecz - centralny komputer zbezcennymi dla nich bankami danych. Raport zOrbitium (stacji kosmicznej, gdzie spotkała kuriera) podawał: „za wszelką cenę nie dopuścić do przejęcia”. „Za wszelką cenę” oznaczało również „poświęcając kolonistów”, aSomya wolałaby tego uniknąć. Myślała oalternatywnym rozwiązaniu - nawiązaniu kontaktu inakazaniu zniszczenia newralgicznych danych.
Wszystkie główne komputery posiadały zabezpieczenie zładunkiem dezintegrującym banki danych. Taki ładunek automatycznie detonował systemy obronne po wykryciu wrogich jednostek wprzestrzeni kosmicznej. Problemem był ich brak - nie zostały jeszcze ukończone, abez nich, wróg mógł się teleportować na planetę iprzejąć banki danych zanim ktokolwiek zdążyłby zareagować, awówczas zagrożone byłoby bezpieczeństwo Sojuszu. Jedynym wyjściem było ich zniszczenie. Osadnicy odczują pewne niedogodności, jak problemy zkorygowaniem pogody, łącznością nadprzestrzenną, czy brakiem map znanych obszarów kosmosu, ale zyskają bezpieczeństwo. Wtej wojnie nie zbijano nikogo bez wyższej konieczności.
- Komputer, raport – powiedziała.
Odpowiedział jej metaliczny głos:
- Procedury wyjścia – zakończone. Stacja wzasięgu komunikacyjnym za pięć minut.
Mając chwilę, wróciła pamięcią do momentu spotkania zkurierem…
Był już późny wieczór ipanował półmrok. Szła nabrzeżem stacji Orbitium, wzdłuż stalowoszarych hangarów okalających ją pierścieniem. Znajdowała się wczęści przeznaczonej dla mniejszych statków kosmicznych. Po swojej prawej stronie miała krawędź. Jeżeli ktoś spojrzałby wdół, oile można tutaj było mówić ogórze idole, zobaczyłby lekko drgające gwiazdy. Drgania wywoływało pole energii stanowiącego granice lokalnej ekosfery - dalej była już tylko próżnia. Stacja Orbitium nie była duża - miała wielkość małego, kilkutysięcznego miasteczka. Obrona standardowa: pole siłowe, wyrzutnie antymaterii ikonwencjonalna obrona naziemna.
Pierwszą niespodziankę stanowił kurier. Był to niewysoki, jak na Centaurosa, chyba chłopak – tego nie była pewna, zawsze miała problemy zodróżnieniem ich płci. Zaraz po przekazaniu jej zaszyfrowanego opisu misji, nagle, tak po prostu, umarł. Jak to zwykle bywa zkurierami po ich śmierci - kilka sekund po zaniku pulsu jego ciało rozerwała lekka eksplozja, anastępnie implodowało ono znikając zupełnie. Ledwo zdążyła schować się za hangar.
Kilkanaście uderzeń serca później, zanim zdążyła się otrząsnąć, rozpoczął się atak na Orbitium. Rakiety uderzyły wpole ochronne. Eksplozje były na tyle mocne, że drżała cała stacja. Po jednym ztakich uderzeń, Somya upadła wpył potrącona jakąś odpadającą częścią hangaru. Podnosząc się zauważyła, jak pierwsze pociski trafiają wcentrum stacji. Nie mogła uwierzyć, że tak szybko zniszczono pole. Pomyślała, że może ktoś pomagał od wewnątrz. Na szczęście sztuczna grawitacja jeszcze utrzymywała atmosferę przy stacji.
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
