Przewrotka - Jacek Wangin - E-Book

Przewrotka E-Book

Jacek Wangin

0,0
2,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

"Przewrotka" to zbiór dziewięciu opowiadań współczesnych, których bohaterowie zmagają się z rzeczywistością "postawioną na głowie" albo sami tworzą piekiełko codzienności. Zderzają się o siebie w sytuacjach rodzinnych, zawodowych, małżeńskich, często błądząc we mgle odpustowej, jedynej słusznej religii, podczas gdy życie ochoczo weryfikuje ogólnie przyjęty system wartości.Bohaterowie "Przewrotki" próbują lawirować i kreować świat podług własnych przyjemności, lęków i fobii, co zwykle wychodzi na opak.Forma opowiadań chroni je przed wszelkimi odmianami stereotypu i patosu, bo nie ma tu narzekania na życie w świecie nienajlepszym z możliwych. Szczypta ironii i groteski doprawia najsłabsze punkty zachowań poszczególnych bohaterów, co czyni lekturę łatwą i przyjemną, a przede wszystkim kusi do zdrowej refleksji o naszym tu i teraz.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2014

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Jacek Wangin

Przewrotka

© Copyright by Jacek Wangin, 2012 

© Copyright by Jirafa Roja, 2012

Redakcja: Hanna Kukwa Korekta: Hanna Kukwa Łamanie: Tatsu [email protected] 

Rysunek na okładce: Ewa Sabała

Zdjęcie autora: Karolina Wangin

 

 

www.jirafaroja.pl

 

 

Wydanie I 

Warszawa 2012 

ISBN: 9788361154976

Trybalik

Autobus był coraz bliżej, a od przystanku dzieliła mnie ulica. Wybiegłem wprost pod rozpędzonego matiza i oparłem się o maskę. Hamulce jęknęły, a z okna wyskoczyły blond loczki:

— Ślepy jesteś, capie?!
— Serdeczne panią przepraszam, nie mogłem oprzeć się pokusie.
— Palant!
Nie miałem czasu na wzajemność. Słońce przylepiło koszulę do pleców, przypalało skórę bez litości, ale zdążyłem. Autobus zakwitł na światłach przed skrzyżowaniem. Na przystanku młode małżeństwo dyskutowało o wielkości pampersów dla bobasa pomrukującego w wózeczku. Neoplan w końcu podjechał i bobas, zdrętwiały ze zdziwienia, znalazł się wewnątrz wraz z wehikułem i rodzicami. Mężczyzna pozwolił małżonce usiąść, a sam trzymał rękojeść spacerówki. Żona zwaliła się ciężko naprzeciwko i mocno wachlując udami chłodziła trójkąt granatowego stroju kąpielowego. Skrawek materiału tym razem nie mógł pobudzać męskości. Jego funkcja publiczna, plażowa, nijak nie przystawała do pokusy zaglądania w kobiece intymności. 
„Kiełbie we łbie, coś ze mną nie tak”, pomyślałem i przeszedłem na tylny pomost. Drzwi z sykiem otworzyły się na następnym przystanku. Osobnik, który przy mnie stanął, po zmroku mógłby wywołać paniczny strach. Dobrze obejrzałem go przez szybę, zanim dobiegł do przystanku. Drugi wyglądał na grzecznego licealistę i za logo buntu musiała mu wystarczyć wojskowa „kostka” na parcianych paskach, pokryta licznymi rysunkami oraz glany, śmieszne w tym upale. Czułem zagrożenie bliskością ich łokci, znalazły się na wysokości mojego nosa. Obaj trzymali się poziomego drążka pod sufitem i bez intencji wpychali mnie w kąt. Starszy nie potrzebował przy tym agresji. Pacyfikował mnie ostrym kwasem spod pachy i skutecznie pozbawiał nie tylko woli walki, ale wręcz woli obrony terytorium. Próbowałem oswoić sytuację, jakoś zaakceptować przymusową bliskość. Starszy, na oko trzydziestoletni, wrednym pyskiem przypominał filmowego Tatara, ze skoszonym okiem, bródką i łysą pałą. Odkąd „Pan Wołodyjowski” urozmaica święta, taki sam Chalim zawsze napina grzbiet na widok Azji Tuhajbejowicza. I ten też był kłuty siną farbą, tyle że nie po cyckach, a po badylu łapy, wyrastającym zbyt blisko moich oczu. Blizna po szczepionce robiła mu teraz za wytrzeszczone oko indiańskiego wodza z nastroszonym pióropuszem. Poniżej, na przedramieniu, chiński ideogram raził pionowym wzorem. Tatarski syn jeszcze raz zdzielił mnie kwachem potu i ostatecznie wyłączył potrzebę dalszej refleksji. Odwróciłem głowę. Gapiłem się w szereg bogatych domów za oknem, zamieniając się w słuch. Licealista, wystarczająco niegroźny, zaczął delikatnie, z wyraźnym respektem:

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!