4,49 €
„Sięgając marzeń” to debiutancka powieść Mai Chmiel. Napisana z pewną dozą humoru, aczkolwiek poruszająca ważne aspekty życia. Pełna błyskotliwych dialogów, nieoczekiwanych zwrotów akcji i do końca trzymająca czytelnika w napięciu.Książka przedstawia trzy przyjaciółki, których drogi połączyły się, jeszcze w czasach licealnych. Nierozłączne, mimo iż każda z nich na różnym etapie życia. Wciąż poszukujące, pragnące spełnić swoje marzenia, choć nie do końca przygotowane na to, co je czeka. Tola i Ewa wyruszają w pełną przygód podróż z Izą, która próbuje odnaleźć swoją biologiczną matkę. Dziewczyna nie jest jednak pewna, czy jest gotowa na poznanie prawdy. Perypetie bohaterek, uwikłanych w problemy szarej codzienności oraz pojawienie się na horyzoncie mężczyzn, owocuje w szereg niedomówień i zabawnych sytuacji – momentami niezręcznych.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Maja Chmiel „Sięgając marzeń”
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Maja Chmiel, 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Robert Rumak
Korekta: Paweł Markowski, Łukasz Chmielewski
Ilustracja na okładce: © okalinichenko – Fotolia.com
ISBN: 978‒83‒7900‒585‒7
Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]
Tak naprawdę nie wiedziałyśmy jak ten dzień się skończy, aco dopiero tydzień. Izka - Izabela Kulczyńska - drobna, trochę przygarbiona dziewczyna zzadartym nosem, wiecznie rozwichrzonymi, rudymi włosami ibłękitnymi oczami wciąż optowała przy swoim zamiarze. Kto jak kto, ale jak ona coś postanowi to koniec. Żadne argumenty do niej nie trafiają, to jakby chybione kule wpłot. Nieraz myślę, że prędzej do dziecka dotarłabym znimi niż do Izki. Upartość jej była wtedy gorsza niż ta odwieczna burza loków na głowie. Czasem, patrząc na nią, zastanawiam się, czy przed wyjściem zdomu używa czegoś takiego jak grzebień.
Ale wracając do jej zamiarów. Izka sama wsobie była dość nieprzewidywalna, pomysłów miała sto na minutę, podobnie jak planów na przyszłość. Zawsze się śmiała, podchodziła do świata optymistycznie inie pamiętam, aby kiedykolwiek odkąd ją znam, ajest to dobre kilkanaście lat, uśmiech zniknął zjej twarzy choćby na minutę. Życie nigdy jej nie rozpieszczało. Wychowała się wdomu dziecka, gdzie zostawiła ją matka tylko na chwilę, „aby załatwić sprawy osobiste” ijuż nie wróciła. Izka miała wtedy sześć lat.
Kiedyś ją zapytałam:
- Jak to jest, nie miałaś prawdziwego domu, rodziny, wbidulu spędziłaś dwanaście lat inie czujesz żalu, rozgoryczenia?
- Kiedy matka nie przyszła, wiedziałam, że już jej nie zobaczę. Przepłakałam dwa dni idwie noce. Potem przestałam. Nie było mi łatwo, ale dom dziecka to nie więzienie, zniego się wychodzi. Przyrzekłam sobie, że kiedy ija go opuszczę, to będzie najszczęśliwsza chwila mojego życia ito szczęście będę pielęgnować.
Więcej nie pytałam, aona nigdy potem nie wracała do tej rozmowy. Wjakimś stopniu rozumiałam ją... Do czasu, kiedy to pewnej soboty, ogodzinie szóstej trzydzieści, gdy normalny człowiek śpi, odpoczywając po całym tygodniu tyrania, na kogoś - myślę oszefie, Ruda - Izka wparowała do mojego mieszkania ito wdosłownym tego słowa znaczeniu:
