5,99 €
W każdym z nas drzemią ukryte żądze i tajemnicze alter ego, o którego istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć. Niektórzy rzeczywiście nie próbują dociec, jakie „drugie ja” się w nich kryje, inni natomiast doskonale o nim wiedzą i z chęcią oddają się swoim fetyszom i upodobaniom. Nauczycielki nie boją się uwodzić swoich uczniów, sekretarki i asystentki nie mają oporów przez zdradzaniem swoich mężów z szefem, który sowicie je za to wynagrodzi. Innych z kolei zemsta zaślepia na tyle, że czekają wiele lat, aby zasmakować uczucia wymierzenia sprawiedliwości samemu, na własnych zasadach.Właśnie takich bohaterów stworzył Dawid Głodek. W zbiorze opowiadań po tytułem Sztuka obłędu zawarł cały katalog fetyszystów, uwodzicielek, gangsterów oraz ludzi pragnących zemsty. Intryga, pożądanie i zemsta kreują ich kolejne losy i prowadzą do coraz bardziej niewyobrażalnych kroków, których nie da się cofnąć. Autor potrafi sprawnie manewrować fabułą i postaciami tak, by Czytelnik wirował między współczuciem a osłupieniem czy niedowierzaniem a wybuchami śmiechu.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Dawid Głodek „Sztuka obłędu”
Copyright © by Dawid Głodek, 2017
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Projekt okładki: Robert Rumak
Zdjęcie okładki: © Fotolia - Alex Tihonov
Korekta: Anna Nawara, Marlena Rumak
Skład: Agnieszka Marzol
ISBN: 978-83-8119-141-8
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Z dedykacją dla wszystkich, którzy radzili mi bym robił
to, co kocham.
Gdyby nie wy, mógłbym mieć teraz prawdziwą pracę.
Było kilka minut po dwudziestej pierwszej, gdy Bill skręcił zSzóstej iwjechał na podziemny parking tuż obok Milwaukee Airport. Otaczała go zupełna cisza, wktórej słyszał tylko własny oddech. Niebo tłoczyło się czerwonym zachodem słońca do bramy wjazdowej iodbijało wlusterkach samochodu. Bill spojrzał wjedno znich, zacisnął dłonie na kierownicy ispokojnie wybrał miejsce obok jednego zfilarów podtrzymujących Trust Tower Company. Było gorąco. Krople potu płynęły zjego brody wprost na owłosione piersi. Bill poruszał się wolno, ale doskonale wiedział, co robi. Zmierzał do celu, przeglądając swoje odbicie wszybach mijanych samochodów; przyjemna twarz – pomyślał. Tak mówiła onim żona iteraz zdawał się wierzyć wjej słowa. Poznali się dawno, dawno temu. Boże, ile to już lat – myślał. Taka piękna zniej kobieta, cudowna, wierząca ichciała właśnie jego. Miał szczęście. Miewał szczęście.
Spokojnie czekał na przyjazd windy. Metalowy przycisk ugiął się pod jego grubym palcem, az szybu wydostał się specyficzny odgłos pracujących metalowych elementów. Spojrzał na czubek buta, anastępnie wytarł go onogawkę. Porządna włoska robota zasługuje na to, by błyszczeć, więc Bill zawsze dbał oswoje obuwie. Wjego lewej dłoni ciążyła niewielka, ale porządnie wypchana reklamówka. Krople potu utworzyły niewielką plamę przy guzikach kremowego polo. Spojrzał na siebie wlustrze. Kiedy drzwi windy zasunęły się za jego plecami, przystąpił do dzieła – wyciągnął ze środka kolejną reklamówkę, do której zapakował zdjęte zsiebie ubrania. Starał się przybrać zupełnie inny wygląd. Założył koszulę oraz granatowe spodnie znajlepszej jakości bawełny. Zastąpił także eleganckie, skórzane obuwie wygodnymi, sportowymi tenisówkami. Wciąż wyglądał szykownie. Na tyle, aby ktoś uznał go za szanowanego obywatela. Jednak wystarczająco inaczej, by nie poznała go żadna znajoma osoba. Włożył okulary, anastępnie starannie przykleił sztuczne wąsy, które były wykonane perfekcyjnie – twórca przewidział nawet kilka siwych włosków, aby zatuszować ich sztuczność. Bill zapakował swoje rzeczy do nowej reklamówki iwsunął ją wszyb wyjściowy, znajdujący się wsuficie windy. Jego ciężki paluch wznowił pracę urządzenia, które wjechało na ostatni poziom parkingu. Bill wiedział, że wszędzie otaczają go kamery izdawał sobie sprawę, że jedna znich skierowana jest wprost na windę. Nie szkodzi. Przewidział ito. Była zbyt wysoko, aby unieszkodliwić ją wcześniej, bez zwracania na siebie uwagi. Ochrona przewidziała, że każda zkamer musi znajdować się wzasięgu widzenia innej. Dlatego miał zupełnie inny plan. Tuż przed windą zatrzymał się dostawczy Ford, którego drzwi uchyliły się razem zrozsuwanymi drzwiami windy. Po chwili Bill znalazł się wjego wnętrzu. Kamera nie była wstanie uchwycić tego momentu. Dobrze, udało się – pomyślał, siedząc na jednym zfoteli. Tuż za nim odezwał się męski głos;
