Translacja - Joanna Holson - E-Book

Translacja E-Book

Joanna Holson

0,0
4,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Cathy Bloom, introwertyczna tłumaczka, córka nieżyjącej znakomitej pianistki, zmaga się ze swoim samotnym życiem i wspomnieniamiz dzieciństwa. Przytulne mieszkanie w Reykjavíku, laptop, szklaneczka whisky i teksty, które tłumaczy z kilku języków, to cały jej świat.Po powrocie ze służbowego pobytu na Grenlandii spotyka w mieście przemarzniętego nastolatka i decyduje się podwieźć go pod wskazany adres. Po nocy spędzonej poza domem, rankiem stwierdza, że ktoś włamał się do jej samochodu i do jej mieszkania. Swoim zwyczajem próbuje zagłuszyć problemy alkoholem, ale niepokój o dziwnego pasażera jej nie opuszcza.Kiedy stwierdza, że chłopiec jest chory i pozbawiony opieki w obcym kraju, postanawia mu pomóc. Ta decyzja wciąga ją w wir wydarzeń, które na zawsze odmienią jej życie. Niestety, okazuje się, że chłopiec jest ważny nie tylko dla niej, a jego choroba wiąże się z pewną mroczną tajemnicą…

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2013

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Redakcja

Anna Sakiewicz

Zdjęcie na okładce

© Henk Badenhorst

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz przygotowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Joanna Szewczyk

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca:

Wydawnictwa Videograf SA

41-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

[email protected]

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej:

DICTUM Sp. z o.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

[email protected]

www.dictum.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2012

ISBN 978-83-7835-169-6

1

Niedziela, 14 marca 2010

Mężczyzna siada za biurkiem.

Wszystko w nim wydaje się nieobecne, dziwnie odległe. Jego głos jest matowy, pozbawiony emocji, oczy jakby nie widziały ani mnie, ani pomieszczenia, w którym się znajdujemy. Widać po nim zmęczenie. Kiedy chodził po pokoju, gestykulował żywo i opowiadał, bałam się, że zamilknie, zapadnie się w siebie, zapomni, że tu jestem, i pozwoli, by te myśli zostały niewypowiedziane. Że nie przekuje ich w słowa, tak bym mogła zrozumieć. Gdy co kilka chwil napotykał moje spojrzenie, wydawał się zaskoczony. Ale na szczęście mówił dalej, by dać mi to, po co przyszłam.

– Czy teraz rozumiesz? – Chwilę wytrzymuje moje spojrzenie. Przytomnieje trochę. Odrywa się od swoich myśli, chce sprawdzić, czy dobrze je ubrał w słowa, czy wszystko to, co powiedział, nie zawisło gdzieś w próżni. Teraz potrzebuje odpowiedzi ode mnie.

Czuję, jak krew ścieka mi po podbródku. Ciepły, łaskoczący strumyk. Chciałabym się podrapać, ale ręce mam ciasno skrępowane za plecami.

Może to widok krwi właśnie tak go zaskakiwał, gdy wcześniej rzucał mi przelotne spojrzenia. Jest przyzwyczajony do jej widoku, ale może do tej pory nie kojarzył jej z przemocą. Może jest zdziwiony, że teraz w taki sposób musi przelewać krew.

Gdzieś na skraju świadomości czai się ból. Pieczenie wokół ust, tępy ból z lewej strony klatki piersiowej po kopnięciu w żebra. Nie czuję tego bólu, nie boli mnie. Jestem tylko świadoma jego istnienia. On uprzedza, czeka w kolejce, by zawładnąć świadomością. Zaatakuje z całą mocą, kiedy ustąpi napięcie, poziom adrenaliny we krwi się obniży, a cała moja świadomość przestanie się koncentrować na słowach mężczyzny.

Teraz najważniejsze są słowa.

Staram się odkryć ich znaczenie, poskładać to wszystko w całość. Zrozumieć to, co się w nich kryje. Przecież tym się zajmuję. Zajmuję się słowami i ich sensem.

Białko.

Białko to duża cząsteczka, właściwie – bardzo duża… Zbudowana jest zaminokwasów połączonych wiązaniami peptydowymi. To skomplikowana, trójwymiarowa układanka z cząsteczek, takich jak: węgiel, tlen, wodór, azot, siarka i fosfor. Do tego czasami jeszcze kationy metali… Budowa białka jest bardzo skomplikowana, aby ją logicznie opisać trzeba uwzględnić cztery poziomy budowy łańcucha polipeptydowego. Struktura pierwszorzędowa to kolejność aminokwasów w łańcuchu polipeptydowym, drugorzędowa – to ułożenie łańcucha w przestrzeni… Dalej… dalej, do cholery…

– Czy rozumiesz? – głos mężczyzny jest ostry, pobrzmiewa chłodno w otaczającej nas ciszy. Przecina moje gorączkowe myśli. – Wydaje mi się, że zawodowo zajmujemy się w tej chwili tym samym, prawda? Translacją? Translacją nazywamy proces uwalniania informacji genetycznej z DNA. A pani podobno jest tłumaczem?

Wygląda, jakby naprawdę chciał, bym zrozumiała. Jakby podzielał trochę moją determinację i rozpacz.

– Nie rozumiem, że dla tego można zabić – odpowiadam.

Jest trochę rozczarowany. Jego ciało rozluźnia się, flaczeje na fotelu.

O czym on wtedy mówił?

Co to były za słowa?

Jaki numer podał?

Myśl, myśl do cholery.

Te słowa to może być moja ostania szansa.

Ostatnie słowa, jakie słyszałam w życiu.

– No to zacznijmy od początku – mówi mężczyzna i opiera się wygodnie.

Widzę, jak jego spojrzenie znowu traci ostrość. Teraz muszę słuchać uważniej. Zrozumieć.

Zacznijmy więc od początku.

2

Niedziela, 7 marca 2010

Dezorientacja jest od dłuższego czasu moją zmorą. Dezorientacja utrudnia podróżowanie, uniemożliwia dotarcie do celu. Każdy człowiek powinien w życiu dokądś zmierzać. Wydaje mi się, że łatwiej się żyje, kiedy do czegoś się dąży. Wtedy wszystko nabiera sensu. Ja tymczasem od dłuższego czasu błąkam się bezmyślnie od dnia do dnia. Nie tylko nie wiem, dokąd zmierzam, w tej chwili nie wiem nawet, gdzie się znajduję.

Pogubiłam się.

Jeszcze przed chwilą świat nie istniał i było OK. W miarę, jak odzyskuję przytomność, wracam do swojego, raczej gównianego życia.

Pojawiają się myśli. Myśli tworzą świat.

Pojawia się smak wymiocin w ustach. Nieznośny ból w karku.

Pojawia się nieodparta chęć, by jeszcze na chwilę opuścić własne towarzystwo. Nie mogę już jednak tego zrobić, ponieważ powoli trzeźwieję. Cała czuję się jakaś drętwa, jakbym nie miała żadnej kontroli nad własnym ciałem. Znowu muszę się zmierzyć z egzystencją.

I muszę koniecznie umyć zęby.

Najpierw trzeba otworzyć oczy, sprawdzić, jak straszny okaże się ból głowy. Potem można usiąść i sprawdzić, jak na zmianę pozycji zareaguje żołądek. Jeżeli uda się wstać i dojść do toalety bez dodatkowych atrakcji, można mieć nadzieję na udany dzień.