Wrota światów - Dariusz Adamowski - E-Book

Wrota światów E-Book

Dariusz Adamowski

0,0
5,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

„Wrota Światów” Dariusza Adamowskiego to powieść fantasy. Pełna przygód historia nastolatków, którzy dzięki kupionej w tajemniczym antykwariacie grze komputerowej trafiają na tytułowe „Wrota Światów". Dzięki nim zobaczą rzeczy, o których do tej pory jedynie czytali w książkach fantasy, lub oglądali na filmach. Smoki, dungale, mistrz Dżen, magia i magowie, a także cudowne i straszne krainy, niezwykli przyjaciele i potężni, groźni wrogowie – jest tu wszystko, co trzeba. A do tego mnóstwo akcji, humoru i odrobina wschodniej mistyki” - Jakub Winiarski – pisarz, krytyk, nauczyciel pisania.„Dariusz Adamowski niezwykle zgrabnie przekracza w tej powieści tytułowe Wrota: poetyckiej wyobraźni, bujnej fantasmagorii, literackiej brawury. Bez problemu przerzuca młodych bohaterów z polskich współczesnych realiów do świata fantasy rodem z gier RPG, a czyni to lekko, sprawnie, sypiąc jak z rękawa feerią błyskotliwych pomysłów. Barwna, wciągająca i odświeżająca lektura, nie tylko dla młodzieży” - Witold Jabłoński – autor powieści „Słowo i miecz”.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Wydawnictwo Psychoskok Konin 2016

Dariusz Adamowski „Wrota światów”

Copyright © by Dariusz Adamowski, 2016

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Kamil Skitek

Redakcja: Marta Drozdowska - Bednarz

Korekta: Łukasz Rogowski

Ilustracja na okładce: Marcin Panasiuk

Opracowanie graficzne okładki: Karolina Panasiuk

ISBN: 978-83-7900-671-7

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Rozdział I

Van Thorn iinne komplikacje

Zbroja Czarnego Rycerza lśniła wświetle zachodzącego słońca jakby była wykonana zobsydianu. Ze swoim dwumetrowym wzrostem, stojąc na szczycie wzgórza, Van Thorn wyglądał teraz jak wyrzeźbiony wkamieniu monument – pomnik posłańca śmierci, który zdawał się mówić: „To koniec drogi; nikt nie może pójść dalej”. Opuszczona przyłbica hełmu nie pozwalała dostrzec jego twarzy, ale oczami wyobraźni łatwo było zobaczyć zimne, stalowoszare oczy człowieka, który pogardza wszystkim, co słabe ikruche.

Dominic zTeilu stał twarzą wtwarz ze swoim ostatnim inajpotężniejszym wrogiem. Wiedział, że ma do czynienia zprawdziwym wcieleniem zła – człowiekiem, który, jak dotąd, nie spotkał godnego siebie przeciwnika iktóry nikomu nie okazał łaski: wszyscy walczący znim polegli, przeszyci Mortenem – magicznym mieczem Van Thorna, mieczem, który raz wyciągnięty zpochwy, zawsze musiał zakosztować ludzkiej krwi.

Wiatr ustał inad wzgórzem Godhar zawisła złowroga cisza. Dominic słyszał tylko swój przyspieszony oddech iczuł, jak strach igniew, które kazały mu ścigać Van Thorna przez całą niemal Krainę Teil, nagle go opuszczają. Niespodziewanie poczuł się wolny ibardzo spokojny. Wiedział, że musi stanąć do walki, bo tak każe mu przeznaczenie, lecz nie bał się już Van Thorna, atym samym – nie lękał się śmierci.

Ze wzgórza dobiegł go pogardliwy śmiech Van Thorna, azaraz potem – metaliczny odgłos dobywanego miecza. Czarny Rycerz stał tam, trzymając broń wwysoko uniesionej dłoni. Wydawał się teraz jeszcze potężniejszy ibardziej przerażający, jednak Dominic, gotowy do walki, bez wahania ruszył wjego kierunku.

Pierwsze uderzenie nadeszło niespodziewanie izogromną siłą, ale młodzieniec odparował je pewnie swoją tarczą ijuż po chwili zaatakował przeciwnika szybkim pchnięciem wbok. Van Thorn uchylił się iostrze ześlizgnęło się po czarnej zbroi.

– Widzę, że wiele się nauczyłeś od swego mistrza! – warknął zaskoczony tą ripostą Czarny Rycerz. – Szkoda, że nie ma go już wśród żywych.

– Nie sprowokujesz mnie – odparł spokojnie Dominic. – Dunbar zginął, broniąc słusznej sprawy, jego śmierć nie poszła na marne. Zresztą, nie zginąłby, gdybyś nie stosował tych swoich żałosnych sztuczek iwalczył honorowo. Wiedziałeś, że wotwartej, uczciwej walce nie masz żadnych szans...

Van Thorn nie mógł znieść prawdy, rzuconej mu wtwarz przez tego niedoświadczonego młodzika. Gwałtownym ruchem uniósł miecz izfurią ruszył do ataku. Ciosy sypały się teraz na Dominica istnym gradem, aten, cofając się, parował je jeden po drugim. Klingi zderzały się ze sobą sypiąc iskrami, aogłuszający szczęk ścierającej się broni ipłatów zbroi docierał echem do miejsc odległych osetki metrów, sprawiając, że ludzie izwierzęta zatrzymywali się inasłuchiwali strwożeni.

Dominic nie liczył kolejnych ciosów – odparł ich może kilkadziesiąt, amoże kilkaset. Działał instynktownie, wysyłając swój srebrzysty miecz na spotkanie Mortena. Van Thorn wydawał się mieć niespożyte siły; uderzał raz po raz: zgóry, zboku, od dołu iznów zgóry izboku. Jego sprzymierzeńcem była siła grawitacji – atakował, schodząc wdół wzgórza iwyprowadzał ciosy na przeciwnika, walczącego poniżej. Dominic szybko dostrzegł, wjak niekorzystnym znalazł się położeniu. Nie tylko ustępował pola nacierającemu zgóry przeciwnikowi, ale też nie mógł kontrolować zbocza za swoimi plecami, przez co narażony był na potknięcie się okamień lub wystający zziemi korzeń. Postanowił to zmienić. Kolejne potężne uderzenie sparował trochę mocniej niż poprzednie, zamarkował pchnięcie wkorpus, po czym wykonał piruet iwyprowadził bardzo silne uderzenie wprawy bok. Van Thorn, choć zaskoczony, zdołał zablokować miecz Dominica, lecz impet tego ciosu odrzucił go do tyłu isprawił, że rycerz zachwiał się, na moment tracąc równowagę. Dominic wykorzystał tę chwilę, obiegł go izajął uprzywilejowaną pozycję na wzgórzu.

Po tej paradzie poczuł nagłe zmęczenie izdał sobie sprawę, że nie pozostało mu wiele czasu na zakończenie pojedynku. Dysząc ciężko, ruszył do ostatniego natarcia. To on teraz atakował, lecz nie ztaką furią, jak czynił to jeszcze przed chwilą Czarny Rycerz. Uderzał precyzyjnie, wykorzystując całą zdolność koncentracji, jakiej nauczył się przez lata praktyki uswego mistrza. Posyłał wkierunku przeciwnika pozornie chaotyczne ciosy, które nękały go jak rój os, kąsały to zlewej, to zprawej, atakowały nogi, ramiona iszyję.

Dominic nacierał bez chwili wytchnienia. Walczył zogromną determinacją, czując, że sił nie starczy mu na długo. Pocieszał się tylko myślą, że jego przeciwnik także słabnie. Nie widział co prawda twarzy Van Thorna, ale słyszał jego zmęczony, świszczący oddech. Czarny Rycerz wiedział, że szala zwycięstwa zaczyna się przechylać na stronę przeciwnika. Ciosy, które na niego spadały, uderzały wpół ićwierć tempa, zmieniając co chwila rytm. Były mistrzowsko precyzyjne izmuszały go do nieustannej koncentracji. Van Thorn zdał sobie sprawę, że nie potrafi już odzyskać inicjatywy iprzejść do ataku. Pozostawało mu tylko bronić się resztkami sił iliczyć na Mortena, który kierował się wczasie walki własną, tajemną inteligencją.

Walczący rycerze zeszli już dobre trzydzieści metrów wdół zbocza. Zarośla iwysoka trawa działały teraz na korzyść Dominika. Zepchnął przeciwnika jeszcze dwa metry niżej, tak, że ten znalazł się okrok od niskiego krzewu kosodrzewiny. Gdyby cofali się nadal wtym samym, powolnym tempie, Van Thorn zdołałby zlokalizować iominąć przeszkodę. Dominic musiał więc odwrócić jego uwagę. Po kolejnym cięciu, które świadomie wyprowadził trochę nieporadnie, jęknął ipotknął się, przyklękając na prawe kolano, jakby złapał go nagły skurcz mięśni. Van Thorn dał się oszukać. Skorzystał ztej chwilowej przerwy, by złapać kilka chrapliwych oddechów idać odpocząć łomoczącemu wpiersi sercu. Widząc opuszczony miecz Dominica, wziął potężny zamach, chcąc przygwoździć nim swego przeciwnika do ziemi izakończyć walkę. Młody rycerz właśnie na to liczył. Gdy Van Thorn osiągnął maksymalne wychylenie imiał zadać śmiertelny cios, Dominic wyprostował się gwałtownie iciął go zcałej siły przez pierś.