4,99 €
Przygotuj się na najbardziej zwariowaną przygodę roku!
Profesor Roztrzepałka to genialny, choć nieco roztargniony wynalazca, który wraz z dziećmi – sprytną Leną i marzycielskim Maksem – uruchamia Maszynę Życzeń. Co może pójść nie tak? Wszystko! Od ożywionych lodów, przez taneczne pingwiny, aż po latające kapelusze – to historia pełna humoru, szalonych pomysłów i nieprzewidywalnej magii.
„Wynalazek Profesora Roztrzepałki” to opowieść, która rozbudza wyobraźnię i udowadnia, że nawet największy chaos można zamienić w… legendarną przygodę!
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2025
Wynalazek Profesora Roztrzepałki
W samym sercu małego, spokojnego miasteczka, gdzie ulice były wyłożone kamieniami, a domy miały kolorowe dachy, stał wyjątkowy budynek. Nie był to zwyczajny dom – to była pracownia Profesora Roztrzepałki, najdziwniejszego i najbardziej roztargnionego wynalazcy w okolicy. Warsztat wyglądał jak miejsce, w którym magia spotyka się z nauką. Jego ściany były pokryte rysunkami maszyn, a z kominów non stop wydobywał się dym – nie dlatego, że Profesor palił w piecu, ale dlatego, że jeden z jego wynalazków, Automat do Pieczenia Kanapek, uparcie spalał wszystko, co do niego włożono. Przez otwarte okna można było zobaczyć migoczące światła, wirujące trybiki i słyszeć dziwne odgłosy, które przyciągały ciekawskich przechodniów. To właśnie tu, w tym niezwykłym miejscu, rodziły się najbardziej szalone pomysły Profesora.
Profesor Roztrzepałka był postacią niezwykłą. Miał zawsze rozczochrane włosy, które sterczały w różnych kierunkach, jakby właśnie wstał z łóżka po burzliwej nocy. Jego okulary, grube jak dno butelki, nieustannie zsuwały się na czubek nosa, a płaszcz, który nosił, był poplamiony farbą, klejem i czymś, co wyglądało jak… sok z jagód. Wokół niego zawsze unosił się zapach spalonego plastiku i świeżo zaparzonej herbaty.
Dwoje dzieci z sąsiedztwa, Maks i Lena, często odwiedzało Profesora. Maks był ciekawskim chłopcem o bujnej wyobraźni, który marzył o tym, by zostać odkrywcą. Lena zaś była sprytną i praktyczną dziewczynką, która zawsze miała plan na wszystko. Pewnego dnia, gdy weszli do pracowni, Profesor powitał ich z szerokim uśmiechem.
– Witajcie, moi mali przyjaciele! – zawołał, machając ręką, w której trzymał dziwne urządzenie przypominające mikser połączony z odkurzaczem. – Dzisiaj pokażę wam coś naprawdę wyjątkowego. To mój największy wynalazek – Maszyna Życzeń!
Maszyna stała na środku pokoju, otoczona stosami książek, narzędzi i dziwnych przedmiotów, których przeznaczenia nikt nie potrafił odgadnąć. Wyglądała jak wielka, srebrna skrzynia z mnóstwem przycisków, dźwigni i rurek, które wiły się wokół niej jak węże. Na górze znajdował się wyświetlacz, na którym migały tajemnicze symbole, a z boku wystawał kabel, który wyglądał, jakby został podłączony do… czajnika.
– Maszyna Życzeń? – Lena uniosła brwi sceptycznie. – To znaczy, że spełnia życzenia?
– W teorii tak! – odparł Profesor, potykając się o leżący na podłodze wąż ogrodowy. – Ale potrzebuję waszej pomocy przy pierwszym teście. Jutro, o szóstej rano!
– Szóstej rano?! – jęknął Maks. – Nawet kury jeszcze wtedy śpią!
– Cóż… – Profesor się zaczerwienił. – Hmm, może jednak o dziesiątej?
Następnego ranka Maks i Lena stali przed chatką, gdy Profesor otworzył drzwi w… różowym szlafroku w kaczuszki.
– Ach, zapomniałem, że dziś mieliście przyjść! – zamruczał, próbując ukryć zawstydzenie. – Wejdźcie, wejdźcie!
Warsztat wyglądał jak po tornado. Na stole leżały fragmenty Latającego Odkurzacza, który wciąż próbował wyssać Lenie kokardkę z włosów, a na półce stał Garnek Samo Mieszający Zupę, z którego wystawała drewniana łyżka. W kącie stał Automat do Składania skarpetek, który właśnie wyrzucał je w powietrze, tworząc kolorowy deszcz.
– Gotowi na eksperyment? – Profesor podciągnął okulary.
– A czy to bezpieczne? – Lena wskazała na dymiący kabel.
– Oczywiście! – odparł, chowając za plecami instrukcję obsługi z napisem „Uwaga: Może wywołać huragan”.
Maszyna warczała jak rozzłoszczony pies. Profesor kręcił gałkami, mrucząc pod nosem:
– Niebieski kabel do czerwonej dziurki… a może czerwony do niebieskiej?
– Profesorze… – Maks przestąpił z nogi na nogę. – Co się stanie, jeśli źle pan podłączy?
– Nic poważnego! – odparł, przecinając przypadkowy przewód nożyczkami. – Najwyżej eksploduje.
