5,49 €
Zakon Achawy przedstawia nam świat Mornera i jego Ajala o imieniu Nimf. Jest to świat przerażający swym okrucieństwem. Świat pełen piękna i malowniczych scenerii. Powieść straszy, bawi, rozczula. Nieśmiertelni Magowie a zarazem Rycerze Zakonu Achawy toczą nieustanne boje z kreaturami tego świata. Ich sprzymierzeńcami są Rusałki, pradawne boginie jak i Eowici Magowie niegdyś będący wampirami. Świat Achawów nie jest ani biały ani czarny, jest w kolorze szarości. Proza życia napotyka Magię, która dodaje mu różnokolorowych barw i odcieni. Demony jak i Wiedźmy pragną przejąć absolutne władanie nad światem składającym się z wielu Królestw i Krain. Czy im się to uda? Wiemy na pewno że Morner wraz z sojusznikami podejmą walkę o to, aby ludzie zamieszkujący uniwersum, pozostali przede wszystkim sobą.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2018
Robert P. „Zakon Achawy. Tom I”
Copyright © by Robert P., 2018
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska
Redakcja i korekta: Emilia Ceglarek
Korekta: Marlena Rumak
Projekt okładki: Jakub Kleczkowski
Skład: Jacek Antoniewski
Ilustracje na okładce: breakermaximus, charles taylor,
Freepik – Fotolia.com
Skład epub i mobi: Kamil Skitek
ISBN: 978-83-8119-114-2
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Powieści dedykuję
Rodzicom
Rodzeństwu
Rodzinie
Zimową porą we wioseczce Anad, położonej wśród lasów, życie toczyło się swoim zwykłym rytmem. Sarny na polach szukały pożywienia wśród roślin zasypanych śniegiem, zwierzęta gospodarskie ochoczo zajadały siano. Dla Maga Azama ijego żony czarodziejki Evy ten dzień miał okazać się wyjątkowym. Jak zwykle rano ich syn Zefir przygotowywał pokarm dla zwierząt, ojciec szykował się do polowania na Amasza. To zwierzę wielkości konia owiecznie białej sierści wywodzące się zrodziny Wielkich Wilków, polujące wpojedynkę, łączące się wpary inie zakładające watach. Ten gatunek licznie zamieszkuje okoliczne lasy. Azam właśnie był na etapie wyboru broni, gdy do zbrojowni wszedł sołtys wioski oimieniu Bolw – przysadzisty mężczyzna, okędzierzawej czuprynie ilekko czerwonej twarzy – efekt konsumpcji domowej nalewki zwielowiekowej receptury.
– Witaj, Azamie. Widzę, że jesteś na etapie doboru oręża, aby zatłuc to przeklęte bydle, które sterroryzowało me stado krówek.
– Witaj, Bolw. Widzę, że od rana już naleweczka była…
– Prawda – odrzekł Bolw, patrząc swymi wielkimi oczami na Azama ipopijając zmanierki. –To na skołatane nerwy. Azamie, wiesz, że nasza wioska nie jest zbyt bogata, więc jeżeli chodzi ozapłatę za ubicie tego bydlęcia, to czy możemy rozliczyć się wżywcu? To znaczy dwie krowy od gospodarzy, aja dodam od siebie woła, nada się przy orce jak nic. Jak uważasz?
– Ech, niech stracę – odrzekł Azam zuśmiechem na twarzy idodał – poproszę obeczułkę twej domowej roboty ambrozji (naleweczka babuni Bolwa).
– No bardzo chętnie. Apo polowaniu zapraszam na ucztę do siebie. Warma przygotuje koźlaka, awiesz przecież, jak moja żonka dobrze gotuje. Aha, zanim wyjdę… Proszę, to dla ciebie, trochę sierści tego bydlęcia. Wy, magowie, wiecie co ztym zrobić.
Myślę, że może się na coś przydać.
– Zradością przyjdziemy zżoną na wieczerzę, ateraz zabieram się do roboty – odrzekł Azam, chwytając Włócznię Wiatru. Jest to włócznia, stworzona przez dziada Azama. Ma magiczną właściwość – podczas rzutu wcel nigdy nie chybia imknie zprędkością wiatru). Tak uzbrojony zajrzał do Zefira.
– Cześć, młody magu. Jak idzie praca?
– Adobrze, dziękuję. Właśnie idę do obory zrzucić trochę świeżego siana na wóz, aby uzupełnić paśniki dla naszych zwierząt, no imam trochę smakołyków wkoszach dla tych leśnych koleżków – odrzekł.
– To wspaniale. Zefirze, mam prośbę: jak udasz się na pole, to weź znaszej zbrojowni łuk lub kuszę, bo po okolicy kręci się Amasz. Wczoraj upolował parę krów sołtysa Bolwa. Ja wybieram się na polowanie, zanim zlokalizuję jego miejsce lęgowe, może minąć trochę czasu.
– Nie ma sprawy, może się tak zdarzyć, że ja go pierwszy upoluję – dodał zuśmiechem Zefir.
– Wiesz co, Zefirze, odebrałbyś mi taką przyjemność, ale tu cię zaskoczę. Odłóż te widły ichodź ze mną do zbrojowni, dzisiaj nauczysz się czegoś nowego.
– Pewnie! Zradością – odrzekł Zefir, rzucając widłami wbalot siana.
– Bolw dał mi trochę sierści Amasza, więc pokażę ci, jak możemy go zlokalizować.
Wziął do ręki ozdobny srebrny przedmiot okształcie jajka, zwygrawerowanymi złotem jaskółkami wśród szmaragdowych liści, ipołożył go na mapę Amatu.
– O, jakie piękne. Tato, aco to za cudeńko? Myślałem, że jakaś ozdóbka mamy.
