Cuchnący Wersal - Elwira Watała - E-Book

Cuchnący Wersal E-Book

Elwira Watała

0,0
5,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Oparty na różnorodnych źródłach z epoki, wstrząsający obraz obyczajów panujących w Wersalu w czasach regencji po śmierci Ludwika XIII oraz panowania Ludwika XIV, Ludwika XV i Ludwika XVI. Autorka przedstawia plejadę słynnych królewskich metres, m.in. markizę Montespan, markizę Maintenon, markizę Pompadour, księżną du Barry. Poznajemy ich intrygi, bezwzględne postępowanie wobec rywalek, nieznające hamulców erotyczne namiętności. Opisany przez Watałę wersalski dwór to miejsce targane brutalnymi, często krwawymi dramatami, perwersyjnymi rozrywkami, nieposkromionymi żądzami.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2013

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Redakcja ikorekta:

Zespół

Na okładce wykorzystano fragment obrazu François BoucheraPanna O’Murphy (Akt na sofie)

Zdjęcia:

© Wikimedia Commons

Tekst opracowano na podstawie wydania OficynyWydawniczej RYTM, 2007

WydanieI, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

[email protected]

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13

fax 22-663-98-12

[email protected]

www.dictum.pl

Tekst © Elwira Watała

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2013

ISBN 978-83-7835-222-8

Życie na królewskim dworze to najzabawniejszy wświecie wodewil.

Visconti

Wersal cuchnął.

Iniczym nie można wywabić tego specyficznego wersalskiego zapachu– potu, krwi, spermy iperfum. Utrwalił się na zawsze. Nawieczność. Przetrwał frondy irewolucje, różnych królów ifaworyty. Obecnie, gdy już nie jest siedzibą monarchów idostępny jest dla wszystkich jako muzeum, wciąż czuć ten jego specyficzny odór.

Stworzony przez Króla Słońce LudwikaXIV wcelu oszołomienia świata, stał się jego ósmym cudem, wtapiając wsiebie wszystkie przeciwności: jest wspaniały imizerny, olśniewa przepychem iprzeraża brudem, sufity iściany pławią się wzłocie, anie ma ubikacji. Nieczystości wylewano na ściany pałacu, apod wspaniałymi schodami załatwiano fizjologiczne potrzeby. Przeszedł ogromną ewolucję wzależności od gustów tego, kto wnim mieszkał. Wersal baroku, rokoko– zmieszały się style, zmieszały się gusty, lecz niezmienna pozostała pałacowa etykieta– kodeks praw wersalskich dworzan, stworzony przez LudwikaXIV po to, żeby uszczęśliwić ludzi. Ma się rozumieć wtym pojęciu, wjakim rozumiał je on. Bóg icar. Jego słowo było kanonem, jego życzenie prawem. Zmusił do zamieszkania wWersalu dziesięć tysięcy szlachetnie urodzonych, umieścił ich wdwu tysiącach pokojów, dał im pięciotysięczną służbę. Wzamian życzył sobie tylko jednego: myślcie tak, jak ja tego chcę– Król Słońce. Toon wprowadził wżycie hasło: „Państwo to ja”. Rządy LudwikaXIV to niespotykany dotąd absolutyzm, także niewidziana dotąd rozpusta irozwiązłość. Obyczaje upadły, moralność stała się pustym dźwiękiem.

WERSAL ŚMIERDZIAŁ.

Amazonka Francji. MariadeChevreuse

Amazonki na francuskim dworze, jeździły konno wmęskich ubraniach, dobrze władały bronią, lecz wodróżnieniu od tamtych, autentycznych, nie odcinały prawej piersi dla wygody trzymania broni. Pierś była im przydatna, no może nie do karmienia dzieci, bo nasze amazonki same ich nie karmiły, lecz do błyszczenia na balach, kiedy to, pobawiwszy się wpolitykę iniejedną rewoltę we Francji wznieciwszy, powracały do Wersalu, do Sali Lustrzanej, żeby uczestniczyć wbalach, na których, ma się rozumieć, obnażona wgłębokim dekolcie pierś była mile widziana.

* * *

Ale Wersalu póki co nie ma. Stoi na razie parę ładnych kilometrów od Paryża myśliwski pałacyk LudwikaXIII, gdzie można odpocząć iwysuszyć się, jeśli podczas polowania królewską świtę deszcz zastanie; znacznie później syn LudwikaXIII, LudwikXIV, wybuduje wtym miejscu ogromny pałac, aby oszołomić izadziwić świat inazwie go Wersalem. Myśliwski domek swojego ojca wyścieli białym marmurem, założy dookoła parki, ogrody ifontanny. Wybuduje dwa tysiące pokoi, umieści wnich pięciotysięczną służbę pałacową, da im do rąk Koran własnego autorstwa, to znaczy kodeks dworskiej etykiety ikaże im, by byli szczęśliwymi, tak jak chce on, LeRoi Soleil– Król Słońce.

* * *

ALudwikXIII umierał. Prawda, nie wmyśliwskim domku, awLuwrze, siedzibie królów francuskich. Konał ciężko, bowiem na tamtym świecie jeszcze nie zadecydowano, do jakiego gatunku należy go zaliczyć– grzeszników czy aniołów? Idopóki dylemat między Bogiem idiabłem się rozstrzygał, LudwikXIII walczył zagonią iamazonką, Marią deChevreuse.

Gdy sekretarz nad łożem umierającego odczytywał królewski testament iwymienił nazwisko Marii deChevreuse, król otworzył oczy iwyszeptał: „Nigdy nie wpuszczajcie jej do Francji, to diablica”.

Naród układał oniej piosenki inazwał „Amazonką Francji”. Amazonka umknęła okrutnemu pościgowi królewskich wojsk isetce żołnierzy oraz szpiegom, którzy nie mogli dać sobie rady zjedną słabą kobietą. Wymawiając imię Marii deChevreuse, wszechmocny kardynał Richelieu zgrzytał ze złości zębami, akról wosłupieniu myślał: „Jak mogłem zakochać się wtakiej strasznej kobiecie?”. Notak, zamiast jej nienawidzić, król dziko kochał się wMarii deChevreuse, damie pałacowej swej żony Anny Austriaczki, potwierdzając prawdziwość przysłowia: „Od miłości do nienawiści tylko jeden krok”.

Maria deChevreuse przeszła, jak to się mówi, przez ogień imiedziane trąby. Rządziła królami iich żonami ztaką samą zręcznością, jak własnym wachlarzem, wpływała na politykę Francji ibyła wcentrum wszystkich pałacowych intryg. Ado tego szczyciła się mianem najpiękniejszej kobiety Francji. Królowa Anna Austriaczka była jej przyjaciółką iwe wszystkim jej słuchała. Przystała nawet na to, że damie wypada biegać po schodach igrać wchowanego. Usłuchała jej ciężarna Anna Austriaczka, dwadzieścia lat nie mogąca dziecka urodzić i… znowu poronienie. Delfina nie ma, Francja bez dziedzica tronu nam marnieje. Rozgniewał się okrutnie LudwikXIII, Marię deChevreuse wygnał zFrancji. Wówczas Maria zaczęła rewolty iróżne spiski przeciwko królowi wzniecać ijuż na serio uciekała od pogoni, wnocy cwałując na koniu przez lasy ipola, wdzień śpiąc wchłopskich chatach albo wstodole na sianie.

Kochankami tej damy było wielu możnych świata tego: Buckingham, którego niepoprawny romantyk Aleksander Dumas ojciec nobilitował do roli romantycznego kochanka Anny Austriaczki, znamienity LaRochefoucauld, Luynes– kochanek LudwikaXIII, bo król często swe nikłe homoseksualne inklinacje praktykował ze swymi sługami. Tak było od dzieciństwa. Sama Maria Medici nie miała nic przeciwko temu. Byle nie zarystokratami. Była Włoszką, przyswoiła sobie zwyczaje starożytnego Rzymu, gdzie wolno było patrycjuszom pieprzyć się wyłącznie zmężczyznami oniższym od siebie społecznym statusie. Wychowanie LudwikaXIII całkowicie spadło na barki Marii Medici. HenrykIV wcześnie zmarł zasztyletowany przez szaleńca, nie bez pomocy, ma się rozumieć, swojej niekochanej żony, lękającej się, że lada chwila będzie musiała ustąpić miejsca pięknej szesnastolatce.

Przeżyła Maria deChevreuse burzliwe, pełne przygód życie amazonki iświatowej damy. Dożyła siedemdziesięciu dziewięciu lat inie przyszło jej do głowy, by powtarzać słowa klasyka: „Ipo co żyłam? Żeby przebierać się?”. Maria wiedziała, po co żyła– by przebierać się wmęskie ubrania dla frondy irozbierać się dla kochanków.

* * *

Gdy LudwikXIII dowiedział się, że jego żona po raz trzeci poroniła, tym razem zwiny Marii deChevreuse, która namówiła królową do gry wchowanego, natychmiast rozkazał jej oddalić się zLuwru do swojej wiejskiej posiadłości. Wówczas Maria rzuciła się do nóg swego kochanka, markiza deChevreuse, izalewając się łzami, omal nie całując mu stóp, błagała go oratunek. Kawaler zbladł– kochanka znowu wciąży? Ile można? Niecały miesiąc wcześniej odprowadził ją do paryskiej babuni, parającej się spędzaniem płodu, ato we Francji było karalne. Znowu przez chwilowe głupie zapomnienie ma narażać się prawu? Ale okazało się, że Marii nie oto chodzi. Jej trzeba pomóc utrzymać pozycję przy dworze, żeby nie musiała taszczyć się parę kilometrów do nudnej wioski na wygnanie, jej na gwałt jest potrzebny mąż idobrze by było, gdyby markiz znią się ożenił. „Wówczas głupie zachcianki króla pozbawiające mnie dworu spełzną na niczym”– stwierdziła. Przecież nie może wydalić zLuwru żony tak zacnego idostojnego kawalera, jakim jest markiz deChevreuse. Markiz powzdychał, przewidując zgóry, co to będzie za małżeńska idylla przy boku takiej nieobliczalnej żony, lecz zgodził się: „Apal licho, raz kozie śmierć!”– iożenił się.