6,49 €
„Dziura” Stanisława Kuczkowskiego to powieść obyczajowo-fantastyczna.Do tytułowej dziury wpada główny bohater Piotr, przenosząc się tym samym w innym, podziemny świat, w którym odkrywa swoje życie na nowo, spotyka niezwykle inspirujących ludzi i doświadcza wielu niecodziennych zdarzeń. Tytułowa dziura jest więc symbolem granicy pomiędzy poznaniem a tajemnicą, banałem życia a niezwykłością codzienności, stagnacją a rozwojem. Z drugiej strony dziura to być może rana po wyrządzonej krzywdzie...Książka jest niezwykłą historią człowieka, dla którego niefortunne omsknięcie się stopy staje się równoznaczne z życiowym przełomem, próbą przewartościowania swojej dotychczasowej egzystencji.Czytelnik z łatwością może utożsamić się z Piotrem, a podczas lektury nie sposób oprzeć się wrażeniu, że razem z nim wpada w tytułową dziurę i odkrywa tajemniczą krainę.Książkę potraktować można jako opowieść paraboliczną dla dorosłych czytelników, dotyczącą każdego z osobna na różne sposoby. Zawarta jest w niej prawda, którą warto odkryć z głównym bohaterem.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Stanisław Kuczkowski „Dziura”
Copyright © by Stanisław Kuczkowski, 2017
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Robert Rumak
Korekta: Marianna Umerle, Marlena Rumak
Zdjęcie na okładce: Stanisław Kuczkowski
Obraz: Anna Kuczkowska
ISBN: 978-83-7900-770-7
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Piotr spieszył się! Nawet bardzo! Więc biegiem Niedawno spadł deszcz. Między źdźbłami trawy pojawiały się jeszcze kałuże. Chciał zdążyć! Nogi miał sprawne, ale było trochę ślisko Skok!
Poczuł, że spada Nagle otoczyła go ciemność! Nogi iręce zahaczały ojakieś wilgotne iostre przedmioty. Co się dzieje? pytał sam siebie. Wuszach słyszał hałas, spowodowany obijaniem się ogrudy ziemi io sterczące kamyki. Słyszał dźwięki ocierania się iwzajemnego uderzania osiebie wyrywanych odłamków. Czuł ból. Instynktownie rozłożył ręce. Trzeba się ratować, zatrzymać spadanie, czegoś się uchwycić Nogi mu się wykręcały, uderzał głową ojakieś kanciaste przedmioty.
Powoli tracił świadomość. Zjego ust bezwiednie wymykały się gniewne przekleństwa. Reakcja, podobna do reakcji kierowcy wsamochodzie, któremu tzw. niedzielny kierowca nagle, bez włączenia kierunkowskazu, zajeżdża drogę
Lęk! Gdzieś, może jako reminiscencja przeżywanych strachów przy oglądaniu filmów? Pojawił się obraz cmentarza Trumny? Niezbyt tragicznie. Trochę jakby komediowo, zzapłakaną grupką osób, ubranych na czarno, zogromnym kolorowym wieńcem. Dalej pojawiały się błyskawicznie podobne sekwencje. Obrazki przypadkowe, bez żadnej logicznej kolejności. To przypominało mu fragmenty zczarno‑białych, niemych filmów wstarym kinie, ale też zsytuacji bardziej współczesnych, wziętych zżycia, zprzeżytych banalnych scenek, często bez uświadomienia sobie ich ważności, obserwowanych na ulicach, wInternecie. Bardzo kolorowych Wszystkie, momentami były śmieszne, ale tylko momentami!
Dlaczego? Spadał To była wieczność. Koniec. Pustka. Utrata świadomości. Ot czarna dziura!
Oprzytomniał usłyszawszy łoskot, spadających zewsząd grudek ziemi ikamieni Powoli odzyskiwał świadomość. Żyję! Ciągle jednak miał zamęt wgłowie Czuł ból.
Cholera! Do diabła dalszy ciąg odruchowych wypowiedzi podziałał na niego uspokajająco Przecież już nie spadał
Leżał lekko sfatygowany Na twardym, skalistym podłożu, wśród rozsypanych kamieni, grudek gliny ijakby szlamu. Mimo to jego poobijane członki poczuły ulgę. Już nogi iręce nie szorowały ościany gliniastej sztolni. Głowa ciągle należała do ciała.
Piotr otworzył oczy! Do tej pory automatycznie zaciskał powieki. Zdziwił się! Spadając miał pewność, że leci wciemności Ateraz? Okazało się, że przestrzeń, wktórej się znalazł, nie jest czarna. Co prawda panował wniej mrok, jasnością być może porównywalną do tej wpiwnicznym pomieszczeniu, zniezbyt dużym okienkiem, zapaćkanym kurzem ipyłem, wjesienny pochmurny dzień. Jednak oczy coraz lepiej rozpoznawały otoczenie, to znaczy porowatą, gąbczastą, zwystającymi jaśniejszymi odłamkami skał, kamieni ścianę! To wyglądało jak zakończenie tego pionowego tunelu, którym spadał.
Podniósł się! Nie odczuwał bólu. Nie było niespodzianki. Leżał wnasypie tego wszystkiego, oco sam zawadził istrącił spadając, czyli na kupie większych imniejszych odłamków, kamieni, gliny, jakichś błyszczących ipięknie opalizujących sopli. Do licha! przeklął wduchu.
Strach izdenerwowanie mijało. Był cały. Członki ciała działały prawidłowo, rękoma, nogami mógł poruszać bez bólu. Głowa obracała się na szyi. Gdzie był? Spojrzał wgórę. Nie było widać żadnego światła. Pamiętał, że świeciło piękne słońce, gdy energicznie przeskakiwał rów, zostawiając swój wysoce profesjonalny samochód na skraju drogi. Ito, że trawnik, awłaściwie łąka, którą zaczął biec, aby nadrobić ewentualne spóźnienie, była usiana niebieskimi kwiatami. Chyba ćwierkały ptaki. Przypomniał sobie nawet jakieś zwierzątko, które nagle uskoczyło mu sprzed nóg. Był tak blisko! Za moment miał dopaść końca zieleni, idalej eleganckim chodnikiem dostać się do szerokich schodów siedziby Szefa!
I nagle katastrofa! Psiakrew! Noga, oczywiście lewa, nie znalazła oparcia. Prawa, ta lepsza, mimo oczywistego ratowania równowagi, natrafiła na pustkę. Mimo rozpaczliwej pomocy rąk, Piotr, zgłową pełną zapału ienergii, po prostu poleciał wdół!
Co to było? Taki otwór? Studzienka? Wykop kanalizacyjny?
Dowcip małolatów? Zasadzka na dzikiego zwierza?
Piotr znał tę okolicę To były jego rodzinne strony. Zapewne spacerował tu kiedyś zjakąś miłą dziewczyną. Krzewy, kępy kwiatów Dawniej dzieciaki ganiały za piłką. Uporządkowano teren, zlikwidowano zagony chwastów. Piotr był pewny nie było żadnych nierówności, zagłębień, rowów. Teren był absolutnie płaski, ikończył się przy kompleksie nowo wybudowanego, robiącego wrażenie, zespołu biurowego.
