Dzieciństwo – Młodość - Stanisław Kuczkowski - E-Book

Dzieciństwo – Młodość E-Book

Stanisław Kuczkowski

0,0
9,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Jeżeli ktoś lubi polskie seriale obyczajowe i swojskie klimaty, w książce Stanisława Kuczkowskiego znajdzie dla siebie wiele ciekawych historii. Mocno połączonych więzami rodzinnymi, koleżeńskimi oraz przyjacielskimi – wzruszających, czasem dramatycznych, ale zawsze prawdziwych. Dowie się m.in., jak powstawały audycje radiowe i czym były „gwarki”. Jak w cieniu legendy słynnych kabaretów STS i Bim-Bom radził sobie studencki zespół Min Niet! Książka jest podzielona na dwie części – „Dzieciństwo” oraz „Młodość” – i gromadzi wspomnienia wydobyte z pamięci, czasami wyblakłe, czasami niewyraźne, oprawione w ramki listów i notatek. Początek wspomnień sięga czasów przed II wojną światową. Następnie obejmuje Warszawę wojenną i okupacyjną oraz podwarszawskie miejscowości, gdzie słabo docierały echa wojny i okupacji, a nawet powstania. Autor w swojej powieści wspomina Stasia Kuczkowskiego i Staszka Kuczkowskiego. Ich świat – czy też swój widziany ich oczami: swoją przeszłość, a ich teraźniejszość. Świat w oczach kilku- i kilkunastoletniego dziecka oraz młodego człowieka, studenta Politechniki Warszawskiej. Na początku wyolbrzymiony i jeszcze w proporcjach, które z wiekiem się zmniejszają. Ale też dużo intensywniejszy – bo dzięki delikatnej skórze i bezbronnemu umysłowi doznania są intensywniejsze. Dzięki cechom młodzieńczego charakteru jeszcze nieprzefiltrowane przez rozmaite izmy. Z czasem ten świat się rozszerza i doznań jest więcej – również tych bolesnych.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2018

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Stanisław Kuczkowski
Dzieciństwo – Młodość
Wydawnictwo Psychoskok

Stanisław Kuczkowski „Dzieciństwo – Młodość”

Copyright © by Stanisław Kuczkowski, 2018

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska

Korekta: Bogusław Jusiak, Marianna Umerle

Projekt okładki: Robert Rumak

Zdjęcie na okładce: Stanisław Kuczkowski

Obraz: Stanisław Kuczkowski

ISBN: 978-83-8119-237-8

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

 

Dzieci?stwo

 

Pocz?tek to ciep?y kontakt z mamusin? piersi?! Bardziej lub mniej przyjemne raczkowanie. Spostrze?enie, ?e ?wiat jest pi?kny i ciekawy. A potem? Mijaj?ce dni, miesi?ce, lata. Trudna nauka opanowania ?y?ki i widelca. Poznawanie smaku potraw. Obowi?zek mycia z?b?w. Konieczno?? grzecznego k?aniania si?. A potem ju? szybko. Chodzenie do szko?y, poznawanie zasad wsp???ycia z najbli?szymi, nabieranie zaufania do zwyczaj?w otaczaj?cego ?wiata? I tak dalej.

W tej opowie?ci zaczynam wspomnienia od pierwszych, utrwalonych w mojej pami?ci, pozornie ma?o istotnych wydarze? pocz?tk?w ?ycia. Wydaje mi si?, ?e odgrywaj? one istotn? rol?. Mo?e w?a?nie wtedy ujawniaj? si?, a co wa?niejsze ? kszta?tuj? podstawowe cechy cz?owieka? W dziecku, w jego rozwijaj?cym si? umy?le rodz? si? wa?ne pragnienia, istotne pogl?dy na otaczaj?cy ?wiat; to wtedy powstaje zr?b p??niejszych marze?, urok?w i fascynacji.

Kilkana?cie lat dzieci?stwa? Przypominam sobie. Powracaj? zaskakuj?ce oczarowania, niespodziewane odkrycia i doznane przyjemno?ci. Zar?wno serdeczna mi?o?? najbli?szych, ale tak?e czasem zapami?tane w?asne b??dy i rozczarowania. Przypominaj? si? prze?ywane przygody, mili towarzysze zabaw, zw?aszcza gdy by?y to atrakcyjne, bezpieczne i zadziwiaj?ce nowe odkrycia! W mrocznych przestrzeniach starego m?zgu ukazuj? si? twarze, sylwetki, imiona, nazwiska lub przezwiska. Przypominaj? si? poszczeg?lne rozmowy, sprzeczki i oceny ? prze?ywane emocje, towarzysz?ce im nastroje.

Cz?sto by?y to prze?ycia istotne, w gruncie rzeczy decyduj?ce o ukszta?towaniu dzia?a? cz?owieka w kolejnych latach ?ycia. St?d, by? mo?e, pomijaj?c biologi?, tak nieraz dok?adnie utrwalone w pami?ci.

S? oczywiste luki. Brak wielu szczeg???w. Dok?adnego okre?lenia daty. Zatar?y si? cz?sto miejsca przedstawianych wydarze?. Ale te? wielu okoliczno?ci, kt?rych, gdy mia?em 4?10 lat, nie mog?em zna?. Nazw ulic, adres?w mieszka?, w kt?rych sp?dza?em czas w towarzystwie innych dzieci. Pory roku ? wiosna mog?a si? myli? z jesieni?. W czasie powstania, gdy chodzi?em z mam? przej?ciami piwnicznymi mi?dzy poszczeg?lnymi kamienicami, lub przebiega?em w po?piechu pod ochron? barykady. Sk?d, dok?d? Tyle ?e ? to zapami?ta?em ? nie musia?em si? schyla?. Na przyk?ad, gdy z mam? przekracza?em Aleje Jerozolimskie.

Du?o p??niej wielk? rol? w odtwarzaniu dawnych wydarze? odegra?y listy, tak?e r??nego rodzaju notatki. One b?d? mia?y istotne znaczenie, zw?aszcza w przypominaniu sobie m?odo?ci. W dzieci?stwie korespondencja r?wnie? odegra?a znacz?c? rol?. Wynika?a z obiektywnych potrzeb, z rodzinnych oddale?, ale tak?e z ?wczesnych standard?w komunikowania si?, pewnie z trudem rozumianych w dzisiejszych czasach; powszechnie dost?pnej sieci telefonicznej, nie wspominaj?c o kom?rkach, smartfonach i internecie.

Ko?cz?c te wst?pne s?owa, zastanawiam si?, czy te moje wspomnienia i zadziwienia ?yciowe mog? kogokolwiek zainteresowa?. Wa?ne pytanie. Moja odpowied? jest szczera: chyba nikogo. No, mo?e?

Mo?e Gra?yn?, starsz? eleganck? pani? (jest moj? ?on?!), kt?ra zachwyca si? na og?? wszystkim, co czyta. Mo?e jakiego? potomka rodzinnego, na zasadzie: ?By? taki Stasio. M?drzy? si?, wzrok mia? krytyczny. Niech mu ziemia lekk? b?dzie!?. Kogo? z przyjaci??? Ale tak generalnie. A w og?le,czy w?a?ciwie warto traci? czas na czytanie? Jest tyle innych atrakcji. Ja to rozumiem.

Zatem ko?cz? ten wst?p i zaczynam opowiada? o Stasiu.

O ch?opcu, kt?rym kiedy?, dawno, dawno temu by?em. Sam ustawiam si? w roli kr?lika do?wiadczalnego. Ot, pojawi? si? taki sobie bobas Sta?. Mia? porz?dn? rodzin?, co? tam ko?ata?o si? w jego g?owie. Wyr?s?, zestarza? si?. Od tamtego momentu liczba ludzi na ?wiecie wzros?a z oko?o jednego miliarda do prawie o?miu! Zrobi?o si? cia?niej.

 

Jak by?o przed wojn?

 

Wojna zacz??a si?, gdy Sta? mia? 2 lata 3 miesi?ce i 22 dni. W momencie narodzin rodzice mieszkali w wynaj?tym wiejskim domku na ?eraniu. Nied?ugo potem, w po?owie 1938 roku, przeprowadzili si? do ?wie?o pozyskanego mieszkania na Goc?awku.

Tych pierwszych miesi?cy ?ycia nie uda?o mu si? zapami?ta? ? ko?czy? dopiero pierwszy rok ? ale opowie?ci rodzinne i par? zdj?? ukazuj? ten okres. ?era? to by?a jakby podwarszawska wie?. Doje?d?a?o si? tam starodawn? kolejk? w?skotorow? spod mostu Kierbedzia. Zaczyna?a si? tam tak?e linia z odga??zieniem wschodnim, mijaj?ca Goc?awek, potem biegn?ca do Karczewa, a mo?e gdzie? dalej. Bo z Warszawy w r??nych kierunkach rozje?d?a?o si? wiele takich kolejek z pi?knymi dymi?cymi parowozikami.

A mieszkanie na ?eraniu by?o tu? obok Wis?y. Nie takiej jak teraz, brudnej, nios?cej nieczysto?ci, zanieczyszczenia, odpady. Wtedy, w lecie, by?a atrakcyjna ? ciep?a, daj?ca och?odzenie, mo?liwo?? baraszkowania, chlupania, pryskania wod? na towarzysz?ce osoby: na towarzysz?c? mam? i na serdeczn? opiekunk? Irenk?.

Urok tego miejsca zapewne musia? utkwi? w pod?wiadomo?ci ma?ego Stasia. T?sknota za rzek?, za po?yskiem fal, odbijaj?cego si? w wodzie ciep?a s?o?ca pozosta?y w nim na zawsze. A w albumie zachowa?y si? zdj?cia pulchnego golaska w wi?lanej wodzie, na piaskowej ?asze. W Wi?le, na ?eraniu.

Zapami?tana zosta?a zwi?zana z tym w?tkiem wi?lanym opowie?? ? zas?yszana w trakcie jakich? rodzinnych wspomnie?. Ale to by?o ju? p??niej, po przeprowadzeniu si? w 1938 roku na Goc?awek. Dom, w kt?rym zamieszkali Jan Kuczkowski ? lekarz weterynarii, pracuj?cy w PZH i w Ogrodzie Zoologicznym ? z ?on? Izabell? ? pracownic? s?u?b socjalnych Urz?du Miejskiego ? wraz z synkiem Stasiem, by? w?asno?ci? rodzic?w mamy. Dziadek mia? zak?ad krawiecki w centrum Warszawy. By?a to uznana firma eleganckich okry? i ubior?w damskich. Zakupiony dom z ogrodem mia? by? przystani? na staro??, ale p?ki co m?g? s?u?y? m?odemu ma??e?stwu z ma?ym synkiem. Ku ich oczywistemu zadowoleniu.

Samodzielny dom zosta? zbudowany z podk?ad?w tramwajowych. Takie okazje by?y przywilejami tramwajarzy. Domek zosta? odkupiony przez dziadka od zaprzyja?nionego emerytowanego tramwajarza. W zwi?zku z narodzinami Stasia, s?usznie postanowiono, aby Izabella i Janek tam zamieszkali. Tym bardziej, ?e dom otacza? spory, zielony ogr?d.

Jak na ?wczesne czasy ten domek by? zupe?nie eleganckim i prawie luksusowym miejscem zamieszkiwania. I to mimo braku bie??cej wody i kanalizacji. Oczywi?cie, wed?ug dzisiejszych standard?w, mieszkanie by?o prymitywne. Ale takie warunki, cz?sto nawet bardziej prymitywne, istnia?y w wi?kszo?ci ?wczesnych domk?w i mieszka?. Tak?e po?o?onych w centrum Warszawy.

Brak w tej okolicy wodoci?gu i kanalizacji nikogo nie razi?. By? pr?d, w ogr?dku dzia?aj?ca bez zarzutu studnia, z umieszczon? obok kadzi? na wod?, w kuchni przy w?glowym palenisku zamontowane drugie uj?cie wody. Wystarczy?o pomacha? r?k? i nape?ni? naczynie. Co za problem? To by? dobry trening. Z ty?u domu ca?y zestaw kom?rek, z osobnym pomieszczeniem pralni, sk?adzikiem na opa? i eleganckim intymnym budyneczkiem, m?wi?c potocznie: s?awojk?. Obok zabezpieczony, w g?stwinie zaro?li, d?? na odpadki i ?mieci.

A samo mieszkanie? Wej?cie do domu przez werand?, w korytarzyku strome schody na pi?tro, a tam du?y, s?oneczny pok?j z balkonem. Z boku zakamarki, schowki na poddaszu, pod pochy?ym dachem. Tylna ?ciana domu dotyka?a dzia?ki s?siada, a wi?c zar?wno wej?cie, jak i okna by?y skierowane w jedn? stron? ? na s?oneczne po?udnie. Na parterze, z lewej strony przedpokoju du?a kuchnia, z prawej w amfiladzie du?y salon i mniejszy pok?j.

Wsz?dzie kaflowe piece.

Ale najwa?niejszy by? ogr?d. Drzewka owocowe, krzaki porzeczek, agrestu, maliny i urokliwe, kwitn?ce na wiosn? bzy. Spok?j, ?wiergot ptak?w. Dop?ki nie zacz??y dociera? odg?osy spadaj?cych na Warszaw? bomb. I bardzo wa?ne: niedaleko p?tla tramwajowa.

Mieszkanie, otoczenie i drogi ? to by?y obrze?a Warszawy. Sk?adaj?ce si? z rozrzuconych dosy? bez?adnie, wzd?u? wyznaczonych uliczek, cz?sto gruntowych, dom?w i domk?w. O r??nej proweniencji, porz?dnych i zaniedbanych, ale tak?e szcz?tkowych gospodarstw rolno?warzywnych, rzemie?lniczych warsztat?w i ma?ych sklepik?w. To wszystko by?o osadzone w zieleni ogrod?w. W spokoju pozbawionym warkotu samochod?w i k??bi?cych si? t?um?w ? nerwowo?ci i nocnych ha?as?w.

A wspomniana wcze?niej wi?lana opowie??? Rodzic?w Stasia odwiedzi? na Goc?awku brat ojca, Losiek (kapitan, a mo?e ju? major?), z ordynansem, prostym ch?opcem ze wschodu. Zaci?gaj?cym, dobrotliwym, us?u?nym. I Sta? wybra? si? pod opiek? tego? ordynansa na spacer. Kiedy to mog?o by?? Koniec lata 1938 roku. Prawie p??toraroczny Sta? oczywi?cie mia? ju? swoje okre?lenia, zapewne niezbyt wyra?ne. Z wielkim zapa?em maszeruj?c z opieku?czym ?o?nierzem, przystawa? przy ka?dej ka?u?y na drodze i z pe?nym entuzjazmem wskazuj?c r?czk?, z dum? przekazywa?: ?usia? usia??.

Przyjacielski ordynans, sk?adaj?c sprawozdanie z wycieczki, opowiada? zaaferowany: ?Sta? bardzo grzeczny, ale jak by?a ka?u?a? On od razu, nic tylko siada?. Tak ja mu m?wi?: Stasiu, to brudne, masz ?adne ubranko, nie mo?na siada?! A on bez przerwy: ?usia? usia??.

Z tego okresu, zanim wybuch?a wojna, pozosta?y w pami?ci Stasia dwa obrazki. Jeden to ojciec wje?d?aj?cy na motocyklu i zsiadaj?cy na trawniku przed domem. By?o s?onecznie. Sta? zapewne by? w towarzystwie opiekun?w na werandzie. Wjecha? motocykl z koszem. Zobaczy? zsiadaj?cego cz?owieka. Byli jacy? go?cie, by?o ciep?o, spokojnie. Jakby jaka? podnios?a uroczysto??, kt?ra utkwi?a mu w ?wiadomo?ci. Og?lne podniecenie. I najwa?niejsze ? pewno??, ?e tym motocyklist? jest ojciec. Zapami?ta? swoj? rado??.

I drugie wspomnienie. Niestety, nadci?ga?a wojna. Trwa?y przygotowania. A mo?e ju? wybuch?a i zbli?a?a si? do Warszawy? Sta? zapami?ta? ogr?d w s?o?cu i wielk? akcj? kopania schronu blisko g??wnej alejki. To wspomnienie jest szersze i dotyczy d?u?szej sekwencji dzia?a?.

By?a wi?ksza liczba ludzi, bliskich ludzi. A wi?c pewnie mama, mo?e kt?ra? ciotka (raczej Zosia), mo?e ojciec (o ile jeszcze nie wyjecha? do jednostki), mo?e dziadek, mo?e wujek Witek, Irenka (piastunka). Mo?e jacy? s?siedzi. I pies. Chyba.

Ale Sta? czu?, ?e trzeba si? czego? ba?. Strach by? dla dziecka ca?kowicie abstrakcyjny. Przekazywany w tonacji g?os?w, zdenerwowaniu. On si? udziela?. Bo to by?o kopanie schronu. W ogrodzie, w zieleni, w?r?d kwiat?w. To dok?adnie Sta? zapami?ta?. W poprzek ogrodu, r?wnolegle do ulicy, mniej wi?cej na wysoko?ci s?awojki, w cz??ci zbli?onej do s?siad?w.

Mo?e to by?o dzia?anie profilaktyczne? Ale w trakcie rozm?w doros?ych, zastanawiania si? nad technicznymi problemami i ewentualnymi skutkami ostrza?u, bombardowa? ? przenika?a atmosfera zagro?enia i niepewno?ci. To by? dosy? d?ugi r?w. Trudno Stasiowi teraz ocenia?, wtedy wydawa? si? wielki, jakiej? metrowej g??boko?ci. Pi?kny i bardzo urokliwy, bo ca?y wykopany w z?otym, ciep?ym piachu. To by?o fascynuj?ce. On by? dla Stasia najbardziej atrakcyjny ? ten wykopany ???ty, ciep?y piach. Mo?na by?o przykucn?? i tworzy? r??ne budowle. By? mo?e towarzyszy? tym mi?ym czynno?ciom Ada?, o dwa lata starszy brat cioteczny. Te? jedynak, synek siostry ojca. Osamotnionej, bez m??a b?d?cego ju? w wojsku.

Ten schron mia? by? jako? przykryty. Szalenie podoba? si? Stasiowi, po prostu cieszy? si?, ?e tam mo?na, a nawet trzeba b?dzie przebywa?. Zapami?ta? entuzjazm budowniczych, tak? udzielaj?c? si? wszystkim ulg?, nadziej? bezpiecze?stwa. Pozosta?o wspomnienie rado?ci z tej, w gruncie rzeczy, na pewno nie sko?czonej, nie wykorzystanej budowli. Bomby na Goc?awek nie spada?y, a samo obl??enie Warszawy, te rzeczywiste niebezpiecze?stwa ostrza?u i gro?b? wal?cych si? dom?w prze?ywa? Sta? z ca?? rodzin? u dziadk?w na Kruczej.

I tak by?o zawsze! W momentach gro?nych i niebezpiecznych, wobec ka?dego zagro?enia ? wszyscy cz?onkowie rodziny chronili si? pod opieku?czymi skrzyd?ami babci i dziadka.

 

Zacz??a si? wojna

 

Spokojne ?ycie si? sko?czy?o. Wojna szybko zbli?y?a si? do Warszawy. Sta? nie zapami?ta? grozy walk o miasto, bombardowa?, strachu i nieszcz???. Tak?e ?adnych sytuacji z ulic. By? zbyt ma?y, aby nawet z opiekunem spacerowa? w tym czasie ulicami. Podr?? z Goc?awka na Krucz?, kt?ra w opowie?ciach by?a pe?na strachu i emocji, nie pozostawi?a widocznych ?lad?w w jego pami?ci.

Tak wspomina?a j? ciotka Zosia: ?By?o ciemno. Obowi?zkowe zaciemnienie, wycie lec?cych samolot?w, wybuchy bomb!?. Jak jechali? Mo?e wynaj?t? doro?k?, jakim? wozem. Ju? spada?y bomby, przekraczanie Wis?y by?o utrudnione. Koniec mostu. ?o?nierze zatrzymywali. Trzeba by?o do?o?y? troch? w?asnego wysi?ku, aby wzmocni? obronno?? i przez jaki? czas kopa? okopy, umocnienia. Czy tylko m??czy?ni? Ciotka si? ?mia?a. ?A ty, Stasiu? Kolejny wybuch ? cieszysz si?! Bu?! Bu?!?. Potem by? ju? bezpieczny pobyt u babci. To wiemy. Bo to by? dom, do kt?rego schodzili si? wszyscy potrzebuj?cy pomocy. Zagro?eni.

Mieszkanie i zak?ad krawiecki dziadka to by? du?y lokal w wielopi?trowej kamienicy. Imponuj?cej! Liczy?a co najmniej pi?? pi?ter. Zabudowa by?a ciasna, wi?c po przekroczeniu bramy znajdowa?o si? wewn?trzne podw?rko, potem druga brama i nast?pna oficyna. Te? z podobnym podw?rkiem. Oczywi?cie by?y to ciemne, bez znacznego dost?pu do s?o?ca studnie, ale oba podw?rka by?y obszerne. Centralnie na nich trawnik, jakie? krzewy, drzewka, by? mo?e ?wi?ta figura. Taka zabudowa by?a typowa dla kamienic Warszawy.

Mieszkanie dziadka to by? ca?y wewn?trzny prawy naro?nik domu, na pierwszym pi?trze, z dwoma wej?ciami z dw?ch r??nych klatek. Z prawej strony schody kuchenne, a z lewej ? z drugiej przelotowej bramy ? eleganckie, salonowe. Pomimo presti?owej centralnej lokalizacji, w mieszkaniu by?a tylko bie??ca woda w zlewie i toaleta w przedsionku. Ogrzewanie zapewnia?y w?glowe piece ? kuchenny i kaflowe ogrzewaj?ce pokoje. Ale takie warunki by?y powszechne. Wa?ne by?o, ?e to ?rodek miasta. I ?wiadomo??, ?e tutaj, w tym domu jest bezpiecznie!

Spada?y bomby. Jedna ? ale mo?e by? to tylko du?y pocisk ? zburzy?a cz??? frontu kamienicy. Zniszczenie nie by?o wielkie, trwale zosta?a uszkodzona tylko brama. By? to wszak?e wiadomy znak, ?e wsz?dzie czai si? zagro?enie. Wszyscy si? bali. ?Co b?dzie??. Niekt?rym jedynie B?g dodawa? otuchy, przynosi? nadziej?.

A rodzina by?a zakorzeniona w wierze. Zw?aszcza babcia. Wyrodzi?a si? jedna c?rka ? mama Stasia. Ale w tych dniach powszechnego zagro?enia nie protestowa?a, gdy siostra Zosia i dziadek, jako rodzice chrzestni, doprowadzili Stasia i Adasia do ko?cio?a ?w. Aleksandra. By?o wa?ne, aby dw?jka niewinnych dzieci nie zgin??a w grzechu. Rodzice chrzestni naprawili zaniedbania mamusi i tatusia. To zreszt? nie by? czas, aby rozwa?a?: jest B?g, czy go nie ma?

Sta? tych wydarze?, nawet ko?acz?cych gdzie? w pod?wiadomo?ci, nie zapami?ta?. Ani ksi?dza, ani spadaj?cych na g?ow? kropli. Nic. ?adnego ?ladu u?wi?cenia. Ada?, o dwa lata starszy braciszek, opowiada? potem swoje wra?enia. Ale ceremonia? by? szybki, by?o du?o dzieci. Ot ? wojenny czas.

 

I by?a ju? okupacja

 

Niemcy zaj?li Warszaw?, zacz??a si? niewola. Ludzie musieli si? przystosowa?. Pomimo dramatycznych osobistych k?opot?w, nagle powsta?ych niedogodno?ci i niebezpiecze?stw, trzeba by?o normalnie funkcjonowa?. ?ycie rodziny Stasia po kapitulacji i od pocz?tku rz?d?w okupanta wygl?da?o tak, jak wi?kszo?ci warszawiak?w. Z podobnymi problemami, podobnymi strachami, k?opotami. Bied?, ch?odem. Wszak ta pierwsza okupacyjna zima by?a bardzo mro?na.

Prawdopodobnie jeszcze d?ugo Sta? przebywa? na Kruczej. Zniszczenie fragmentu domu z bram? zosta?o za?atane. Te pierwsze miesi?ce, ten pierwszy, trudny okres ?atwiej by?o przetrwa? pod opiek? zaradnej babci, w towarzystwie spokojnego dziadka i serdecznej siostry mamy ? cioci Zosi. A mo?e tak?e ciotki Janki z synkiem Adasiem? Babcia by?a gospodarna, przedsi?biorcza i mia?a zapasy. A ?ycie powoli przywraca?o zapotrzebowanie na us?ugi krawieckie, czyli zarobkow? prac? dziadka.

Pomimo restrykcji, okupacyjnych ogranicze? i gwa?t?w w r??nego rodzaju s?u?bach, miasto zacz??o powraca? do wielu istniej?cych uprzednio struktur organizacyjnych. Mama ponownie podj??a prac? w miejskiej opiece nios?cej pomoc rodzinom pozbawionym podstawowych warunk?w do ?ycia, pozostaj?cym w ub?stwie, w warunkach zagro?enia zdrowia. Problemy i zadania by?y wszak zwi?kszone. Po wstrz?sach walk i zniszczeniach wojennych, zw?aszcza w sytuacji ostrej zimy na prze?omie 1939 i 1940 roku, by?a ogromna ilo?? trudnych, ?yciowych problem?w.

Po pewnym czasie, nie b?d?c oficerem zawodowym, wr?ci? z niewoli ojciec. Ostatnie walki pod Kockiem zako?czy?y si? honorow? kapitulacj?. Rodzina mog?a z powrotem zamieszka? na Goc?awku. W kom?rce by? w?giel, gor?ce piece by?y w stanie zaradzi? najwi?kszym mrozom. Ale wydaje si?, ?e pierwsz? okupacyjn? Wigili? rodzina sp?dzi?a na Kruczej. Sta? nic nie zapami?ta?.

Zacz??o si? pi?? lat okupacji? Od razu nale?y ten czas prze?y? Stasia podzieli? na okres do jesieni 1943 roku, a potem do ko?ca powstania warszawskiego, czyli do pocz?tku pa?dziernika 1944 roku. W tym pierwszym okresie by? i aktywnie uczestniczy? w ?yciu Stasia ojciec. Jesieni? 1943 roku znikn??. Przysz?o najgorsze. Trudne warunki i tryb ?ycia spowodowa?y, ?e tata zachorowa? na gru?lic?. Znalaz? si? w szpitalu. W bardzo ci??kim stanie. Oczywi?cie Sta? o tym nie wiedzia??

 

Ale dop?ki by? ojciec

 

?ycie Staszka w tym pierwszym okresie toczy?o si? w miar? spokojnie. Rodzina mieszka?a na Goc?awku. Oboje rodzice pracowali, ale ca?y czas by?a serdeczna opiekunka Irenka. W pewnym momencie pojawi?a si? jej siostrzenica, starsza od Stasia o 3?4 lata Jadzia Szyma?czuk. Matka Jadzi od dawna nie ?y?a. Gdy nagle zmar? ojciec, pozosta?a tej dziewczynce tylko samotna ciotka. I dop?ki na Goc?awku funkcjonowa?a Irenka, ona zaj??a si? siostrzenic?. Potem, wyprzedzaj?c wypadki, Jadzi? zacz??a opiekowa? si? mama Stasia. Faktycznie j? przysposobi?a. Sta?o si? to ju? po okupacji, ale od tamtej pory Jadzia, a? do zam??p?j?cia i stworzenia w?asnego domu, by?a w rodzinie jakby starsz? siostr? Stasia.

Na Goc?awku w tym czasie d?ugimi okresami pomieszkiwa?a siostra ojca ? Janka ? z synem Adasiem. Jego ojciec, Romek Tyczy?ski, wybijaj?cy si? przed wojn? dzia?acz ch?opski, zosta? aresztowany zaraz na pocz?tku okupacji i zes?any do O?wi?cimia. Niestety, zgin?? na statku ?Ars Arcona? w ostatnich dniach wojny.

R??ne zawirowania okupacyjne powodowa?y, ?e Ada? by? cz?sto towarzyszem Stasia. Dzieli?a ich r??nica tylko dw?ch lat, ale w odbieraniu wydarze?, w organizowaniu zabaw ? ich zbratanie by?o ca?kowite. I z tego wspominanego okresu pozosta?a Stasiowi pami?? spokojnych dni w zielonym ogrodzie, zabaw z psem i d?ugich pobyt?w z Adasiem. By?y gry, budowle w piasku. Te dwa, trzy lata na Goc?awku, gdy mia? wok?? siebie najbli?szych, pozostawi?y we wspomnieniach Stasia obraz rajskiej szcz??liwo?ci, bezpiecze?stwa, spokoju i nieustaj?cego ciep?a w promieniach s?o?ca. W?a?ciwie ciekawe, dlaczego zawsze by?o lato. Nie ma w jego wspomnieniach ?niegu, zimna i jakich? utrudnie?, a przecie? by?o to mieszkanie ma?o luksusowe.

Z domem na Goc?awku ??cz? si? zapami?tane rado?ci z zabawek ofiarowywanych przez cz?onk?w rodziny, wsp?lnie ogl?dane ilustrowane albumiki, czytane bajki. Ale te? fantastyczne ksi??eczki z wierszami i opowie?ciami dla dzieci. Konopnicka, Brzechwa, Kozio?ek Mato?ek Makuszy?skiego, jakie? inne, z tym strasznym Wilkiem po?eraj?cym Babci?. Obecno?ci serdecznych przyjaci?? mamy i ojca. Ale te? bywa?y d?u?sze pobyty u dziadk?w na Kruczej. Mo?e Sta? bywa? podrzucany do babci w okresach zimniejszych, trudniejszych?

Mama, kt?ra od pocz?tku zawodowej dzia?alno?ci zawsze by?a zwi?zana z problemami opieki nad dzie?mi, w dalszym ci?gu, jak przed wojn?, pracowa?a w ogniwach samorz?dowej opieki nad zaniedbanymi rodzinami i dzie?mi. Praca ta wymaga?a du?ej aktywno?ci, w?a?nie z uwagi na utrudnienia i braki, zwi?zane z sytuacj? okupacyjn?. Brakowa?o pracy. Powi?kszy?a si? ilo?? biedy i innych tragedii, spowodowanych ?mierci? i inwalidztwem ludzi, zniszczeniami budynk?w, okupacyjnymi zmianami.

Oczywi?cie coraz wi?cej nieszcz??? zacz??o dotyka? ludno?? ?ydowsk?. W pewnym momencie powsta?a ?egota. Mama od pocz?tku wsp??pracowa?a z Iren? Sendlerow?, ca?? grup? przyjaci?? zwi?zanych ze Studium Pracy Spo?eczno?O?wiatowej w ?odzi i z ukochan? profesor Helen? Radli?sk?. Aktywnie, nie bacz?c na osobiste zagro?enie, pomaga?a ratowa? ?ydowskie dzieci, ca?y czas pracuj?c etatowo jako referent do spraw opieki spo?ecznej w Zarz?dzie Miejskim.

A ojciec? Powr?ci? do pracy w PZH. I jeszcze dodatkowo zoo. Dom. Synek. To by?o aktywne ?ycie. W powstaj?cej formacji AK ? z pseudonimem ?Kami?ski? ? tworzy? i organizowa? s?u?b? sanitarn? III Zgrupowania AK Konrad.

Wielokrotnie p??niej, gdy przypomina? sobie r??ne wydarzenia w czasie, gdy by? tata, Stasiowi wraca?y odczucia wielu wzruszaj?cych moment?w ciep?a, pewno?ci i bezpiecze?stwa emanuj?cego od ojca. Zapracowanego, nara?onego na r??ne szykany zwi?zane z zawodow? dzia?alno?ci?. Troszcz?cego si? o zapewnienie sensownego bytu rodzinie. A przecie? bardzo szybko oboje z matk? zwi?zali swoje losy z konspiracj?. Oczywi?cie to nie by?y sprawy i problemy ujawniane dzieciom. I w?a?ciwie Sta? bardziej je odczuwa?, zw?aszcza w miar? doro?lenia, ni? do?wiadcza? czynnego towarzyszenia lub obserwowania konkretnych fakt?w.

Ojciec znalaz? si? w szpitalu jesieni? 1943 roku. Sta? nie pami?ta, czy mu t?umaczono fakt, ?e ojciec znikn??. Na pewno nie opowiadano o chorobie, nie straszono. Ale ojciec ca?y czas by? spokojnie obecny w jego ?wiadomo?ci. Normalne oczekiwanie na jego powr?t nie budzi?o niepokoj?w. Wszak to by?a okupacja, tyle niespodziewanych wydarze? dzia?o si? wok??. Przecie? tak?e matka w pewnym okresie musia?a si? ukrywa?. Wtedy Stasiem zacz??a zajmowa? si? rodzina, babcia, ale r?wnie? grono przyjaci??.

Czas opowiedzie? par? zapami?tanych przez Stasia wydarze? z okresu, gdy by? tata. Mia? wtedy od czterech do sze?ciu lat.

 

Spokojnie! Byli oboje rodzice

 

Z obecno?ci? Jadzi na Goc?awku zwi?za? si? w pami?ci Stasia jeden incydent. By?a ona w swoich zainteresowaniach bardziej ch?opakiem, ni? dziewczyn?. Ch?opi?ce zabawy, sport, rywalizacja. ?adne tam lalki, szycie, haftowanie. Do p??nej m?odo?ci marzy?a o zawodzie lotnika. Doros?e ?ycie troch? to zweryfikowa?o.

A ten incydent na Goc?awku? Z ty?u za domem, w zaro?lach sta?a wspominana s?awojka. W trakcie jakiej? g?upiej zabawy ? a przecie? dwaj ch?opcy, czyli Sta? z nieco starszym Adasiem, co mogli innego wymy?li?, gdy ich dzielna towarzyszka zabaw Jadzia zasiad?a w tym domku? ? Po prostu dla ?artu zamkn?li j? od zewn?trz. Pewnie im si? ten kawa? bardzo podoba?. Ona stuka?a, a potem ambitnie zamilk?a.

Sta? z Adasiem zaj?li si? innymi sprawami. Mo?e pojawi? si? jaki?, na przyk?ad, atrakcyjny pocz?stunek, lub powsta? nowy pomys? na budow? zamku albo czego? podobnego? Zapomnieli. Mniej wi?cej po godzinie ? a mo?e d?u?ej ? biedna Jadzia wygramoli?a si? przez ma?e okienko. Naprawd? ma?e. To jednak potwierdza, ?e zawsze w m?odo?ci by?a wysportowana i zawsze po m?sku stara?a si? dor?wnywa? ch?opakom. Na pewno ambicja nie pozwoli?a jej krzycze? o pomoc, a wcze?niej prosi?. Sko?czy?o si? to wyj?cie mocnymi zadrapaniami, ale i sukcesem, bo nie wpad?a do odkrytego do?u pod okienkiem. Najbardziej martwi? j? podarty fartuszek. A mo?e sukienka? Sta? zapami?ta?, ?e wtedy zrobi?o mu si? jej ?al. By? mo?e mama mia?a do niej pretensje o te szkody. Ale ona si? nie poskar?y?a. By?a naprawd? ambitna.

Niekt?re wydarzenia, czasem b?ahe szczeg??owo, utrwali?y si? w g?owie Stasia. Trudno je ustawi? chronologicznie, ale przypomnijmy chocia? te, kt?re w jego ?wiadomo?ci ??cz? si? z pobytem na Goc?awku, gdy by? jeszcze ojciec.

Bezpieczny dom, spokojni s?siedzi, brak jakiej? znacz?cej inwigilacji okupacyjnej, przy jednoczesnych trudno?ciach aprowizacyjnych, zach?ci?y ojca do w?asnych gospodarczych dzia?a?. W kom?rce, w tej, gdzie by? w?giel, tata zmontowa?, mo?e przy pomocy jakiego? s?siada, drewniane klateczki. A w nich zosta?y umieszczone kr?liki. Wszyscy wiemy ? bardzo mi?e zwierz?tka. Chocia? Sta? nie zapami?ta? przejaw?w specjalnych czu?o?ci, ale s?dz?c z normalnych reakcji dzieci, na pewno by?y one darzone przez obu ch?opc?w sympati?. I obserwowane z ogromn? ciekawo?ci?. Ale? Nie wydaje si?, ?eby rodzice wmawiali im, ?e ta hodowla spowodowana jest mi?o?ci? do zwierz?tek. Jednak by?a okupacja i specjalnie nie eksponuj?c tego aspektu, pewnie nawet dzieci zdawa?y sobie spraw?, ?e ich istnienie ma znaczenie kulinarne.

Ale one by?y mi?e. Bo takie s?, taki jest ich urok. Sta? przypomina sobie zagl?danie, czy te? podgl?danie, zainteresowanie i trosk? tym, jak si? czuj?, czy maj? jedzenie itp. Mo?e nie mia?y, a mo?e chciano im ekstra dogodzi?? Razem z Adasiem pracowicie nazrywali fantastycznej zieleniny i bardzo zadowoleni nakarmili g?odne zwierz?tka. Byli pewni, ?e spe?nili dobry, mi?osierny uczynek. Niestety! Mo?e tata wcze?niej uprzedza?, aby nic tym kr?likom nie dawa?? By? lekarzem weterynarii. Taka hodowla, cho? na potrzeby okupacyjne, mia?a tak?e charakter zawodowy.

Kr?tko, aby nie popada? w melancholi?. Jednym s?owem: kr?liki doko?czy?y ?ywota. Ojciec bardzo si? zmartwi?. Wi?cej! Sta? przypomina sobie, ?e mimo wrodzonej ?agodno?ci nawet krzycza?. Co? w rodzaju: ?Przecie? zakaza?em! Dlaczego???. Na pewno z ?alem. W ko?cu chc?c spraw? za?atwi? pedagogicznie, demonstracyjnie ?ci?gn?? ze spodni pasek i kaza? si? k?a?? na otomanie. Ada? zni?s? to dzielnie, cho? wed?ug obserwacji Stasia pasek ?wisn?? dosy? ostro, ale tylko raz. Pozbiera? si?, przysz?a kolej na synka. To zapami?ta?. Mocno p?aka?, na pewno ze strachu, ale tak?e z poczucia winy, wszak ?mier? tych mi?ych kr?liczk?w, poczucie w?asnej g?upoty i zaw?d, kt?ry zrobili tatusiowi, by?y bardzo silne.

Po?o?y? si?, wypi??. Klasn?? pasek. Sta? od razu pomy?la?, ?e niezbyt to by?o bolesne. P??niej, a poniewa? by? to jedyny w jego ?yciu wypadek ?pasowania?, domy?li? si?, ?e tacie zrobi?o si? ?al i uderzy? raczej ?agodnie. Tym niemniej, w r??nych relacjach p??niejszych, cho? jeszcze dziecinnych, m?g? si? chwali?: ?Dosta?em od taty paskiem, ale nie bola?o?. I tak Sta? zapami?ta? t? hodowl? w kom?rce na w?giel. I biedne, mi?e kr?liki, z du?? pewno?ci? przeznaczone do spo?ycia. Niestety.

 

By?o fajnie ? z Adasiem

 

Okupacja okupacj?, ale dla Stasia i Adasia Goc?awek latem, w s?o?cu, z ogrodem, z opiek? mam, a tak?e serdecznej opiekunki Irenki, by? po prostu rajem. Zabawy, ganianie, a potem? To si? zapomina, ale zapewne dobry obiadek. A po obiadku? Tutaj dzieci by?y racjonalnie chowane. Zgodnie z zaleceniami fachowc?w obowi?zywa?a godzinka spania.

W jasnym pokoju sta?y dwa pos?ania. Na tym pod ?cian?, naprzeciwko okien, spa? Ada?. Na drugim przy ?cianie, obok wej?cia ? Sta?. Rozkosznie. S?o?ce o?wietla?o pok?j. W pewnym momencie Sta? otworzy? oczy. Mo?e us?ysza? szelest odrzucania kocyka przez Adasia? Patrzy? zaciekawiony.

Ten szybciutko si? zerwa?, wyci?gn?? jeden z bambosz?w stoj?cych ko?o pos?ania i nie patrz?c na nic, w ca?kowitym wyobcowaniu, zacz?? sika? do niego. I natychmiast po tym, bez ?adnego zainteresowania ?wiatem, okolic?, sytuacj?, nie widz?c wpatrzonego Stasia, po?o?y? si? spokojnie na swoje legowisko, chyba kontynuuj?c nieprzerwany niczym sen. To Sta? zapami?ta?. By? tym wydarzeniem mocno zadziwiony. Mo?e p??niej brata indagowa?? Mo?e ju? wtedy potrafi? ?artowa?? W ka?dym razie Ada? nic nie pami?ta?.

Prawda, ?e ciekawe? W tym znerwicowanym, wojennym ?wiecie ten widok nieprzytomnego, ?pi?cego na jawie braciszka by? dla Stasia wa?niejszy od takich czy innych zas?yszanych wydarze? na froncie. Takie dziecinne zadziwienie Stasia. Wspomnienie czasu pi?knego s?onecznego dnia, spokoju. Czy maj?ce jakikolwiek sens?

Jeszcze jeden zapami?tany obrazek z Adasiem ? na Goc?awku. Pewnie z tego samego okresu. Mo?e mieszka?a wtedy ciotka Janka i dlatego by? Ada?? Zabawa przy bocznej ?cianie domu. Pe?ne pomys??w, trudne i odpowiedzialne dzia?ania w piachu. Kopanie tam jaski?, a mo?e okop?w, stawianie zamk?w i zapewne bombardowanie ich. Wszystko pe?ne inwencji, ciekawych rozwi?za?. Zakopywanie si?, jakie? gry, by? mo?e sportowe. Ada? pewnie ju? wtedy mia? takie ci?goty. Wzajemna rywalizacja? W sportowych zmaganiach zawsze by? g?r?. Nie tylko dlatego, ?e by? starszy.

Sport ju? zaczyna? by? jego pasj?.

I c??? Tam gdzie? okupacja, zagro?enie ?ycia, troski, zmartwienia. Jeszcze dalej krwawa wojna, w pod?wiadomo?ci strach, ci?g?y strach, kt?ry dociera? tak?e tu. To Sta? wie na pewno. Ju? do?wiadcza? gro?nych sn?w, mia? w oczach wra?enia z ulic Warszawy. A tu, pod ?cian? jasnego domku, w pi?knym, z?ocistym piachu mo?na by?o weso?o baraszkowa?, zapominaj?c o ca?ym tym z?ym ?wiecie. Dwa dzieciaki ? czterolatek i sze?ciolatek.

 

Czy kocha? zwierz?tka

 

Okupacyjne ?ycie? Smutne, czasem straszliwie smutne. W tym nieszcz??liwe, pomy?kowo zg?adzone kr?liczki. Ten pomys? hodowlany by? dozwolony, bezpieczny. Ludzie musieli sobie radzi?. Co innego pomys? hodowania ?winki. W przypadku donosu, ujawnienia mog?o to mie? przykre nast?pstwa. Ale s?siedzi byli porz?dni, a Niemcy na og?? tutaj bez potrzeby si? nie pokazywali.

Sta? zapami?ta? wielkie wydarzenie. Co?, czego wszyscy oczekiwali. Tak to odczuwa? zapewne czteroletni ch?opczyk. By?a chyba wiosna, mo?e lato, ale nie zima. Na pewno ?czynny? by? ogr?d, raj dla Stasia i Adasia. By? tata. I nie tylko. Czy to w czas Wielkanocy? Tak si? Stasiowi wydaje. W?a?ciwie nie wie dlaczego. Pozosta? mu w pami?ci jaki? taki ?wi?teczny nastr?j. Chyba go?cie. Du?o s?o?ca w pokoju.

To by?o zdecydowanie przedpo?udnie. Oczekiwanie, kt?re Sta? wspomina, dotyczy?o jakiego? podniecenia doros?ych, ich nadziei zwi?zanych z przewidywaniem czego? wyj?tkowego. Jakby dotyczy?o to zasilenia jad?ospisu czym? niezwyk?ym. Po prostu pojawi?a si? nadzieja na potrawy z mi?ska, hodowanej do niedawna po kryjomu, ?winki.

I od razu Sta?, wspominaj?c, stawia spraw? uczciwie. On nie mia? ?adnego stosunku uczuciowego do tego stworzenia. Kr?liczki to by?o co? innego, one jako? go rozczula?y. Zagl?da? do nich, mo?e go bawi?y, by?y mi?e. ?winki, jej figury, ryjka i oczek nie zapami?ta?. ?adnych rozczule?. Mo?e nie by?a eksponowana w jasno?ci? ?mierdzia?a, kr?ci?a si? ca?a umazana. Mo?e by?a kr?tko? Mo?e tylko przeszmuglowana w celu uko?czenia ?ywota?

Mo?na si? zastanawia?, dlaczego nie mia? ?adnych moralnych niepokoj?w. Wszak teraz, ogl?daj?c w telewizji m?dre zachowania ?winek, ich bystre, inteligentne oczy, ich niezaprzeczalne intelektualne walory ? nie potrafi wyt?umaczy? tej ?wczesnej, jakiej? dziecinnej bezduszno?ci. Ale c??, wtedy widocznie nie dor?s? duchowo do tego, aby zastanawia? si? nad moralnymi sprawami ?ycia i ?mierci ma?ej ?winki, podobnie jak rozkosznych kr?liczk?w.

Trwa?a wojna i jej skutki by?y mu znane. A przede wszystkim mia? we wszystkich sprawach ca?kowite zaufanie do taty i do mamy.

Ale te? warto powiedzie?, ?e nie wchodzi?a w gr? ?adna prywata. Nie mia? ?adnego poj?cia o zaletach, na przyk?ad, szyneczki, schaboszczaka i podobnych wyrob?w. Tu od razu kategorycznie trzeba zaznaczy?, ?e Sta? by? przeciwnikiem ka?dego mi?sa. Bo tam by?y ?y?ki, t?uszczyki i inne obrzydliwo?ci. Podobne jajek sadzonych. On w?a?ciwie tolerowa? jedynie mielone, zw?aszcza robione przez babci?.

Wracaj?c do zapami?tanego oczekiwania na wielkie wydarzenie s?onecznego, wiosennego dnia? Du?y pok?j na Goc?awku: roz?wietlony, wielki, ciep?y, przepojony jak?? wzajemn? serdeczno?ci?. Na ?rodku du?y st??. Sta? by? jeszcze bardzo ma?ym ch?opczykiem, wi?c wszystko wydawa?o mu si? wielkie. Ca?a rodzina w oczekiwaniu. Na pewno mama, tata, ale tak?e inni, bardzo bliscy, kochani. Na twarzach zauwa?alna rado??. Atmosfera? Zapami?ta?. To si? udziela?o. Siadanie do sto?u. Sta? mia? sw?j sk?adany ?tron?, tak? bardzo udan? konstrukcj?, mog?a by? wysokim siedziskiem z odpowiednimi zabezpieczeniami, lub niskim fotelikiem z blatem?stolikiem.

Atmosfera wyj?tkowo?ci. Nareszcie! Na stole pojawi? si? p??misek z kr??kami przysma?onej kaszanki. Takie pi?kne talarki, chrupi?ce, smakowite. Wszyscy byli zachwyceni. To Sta? odczuwa? i to zapami?ta?. Nie mia? w?tpliwo?ci. Wiedzia?, ?e to co? na talerzu jest niezwyk?e.

Mo?e by?o biednie, st?d ta wyczuwalna atmosfera jakiej? wyj?tkowo?ci. Prawdopodobnie pojawi?y si? p??niej tak?e inne dania, bardziej konkretne. Ale Sta?, straszny gryma?nik, tymi talarkami by? oczarowany. Wyda?y mu si? najwspanialsz? potraw?. I ta kaszanka, ten dzie?, ten s?oneczny pok?j, ci najbli?si mu ludzie, to jakie? zadowolenie, jakie? metafizyczne szcz??cie ? pozosta?o mu na zawsze. I sentyment. Ponad wszelkie inne, najbardziej wyszukane i luksusowe potrawy. Te wspania?e, przypieczone, pachn?ce talarki kaszanki.

Pozosta?o te?, niestety, inne, ??cz?ce si? z tymi rozkoszami wspomnienie. Wyprzedzaj?ce moment smakowitego zajadania si?, a w nastroju wr?cz mniej radosne. Trudno okre?li?, ile dni wcze?niej to by?o. Tego dnia Sta? zacz?? odczuwa? dziwne podniecenie doros?ych. To by?a specyficzna atmosfera czekania, pewnego zdenerwowania, nawet strachu. Strachu, kt?rego istot? Sta? ju? rozumia?. Wszak by?a okupacja. Wiedzia?, co to oznacza?o. Spotyka? na ulicach niemieckich ?o?nierzy. Nienawidzi? ich, ale tak?e si? ba?.

Tego popo?udnia, kr?c?c si? po domu, z r??nych, mimowolnie skojarzonych wypowiedzi rodzic?w, ostrze?e? mamy w rozmowie z ojcem, wyczu?, ?e ma nast?pi? jakie? niebezpieczne wydarzenie. Wszyscy byli jako? podnieceni. Ojciec znikn??. Czas stan?? w miejscu. I wtedy gdzie?? Ale gdzie? Jakby tam co? g?o?no zakwicza?o. Potem zapad?a cisza. Sta? doskonale to odczu?. Wiedzia?, ?e to ?le. ?e powinno by? cicho. Bo to zakazane, zabronione. Bo Niemcy. Przel?k? si?, ale mia? nadziej?, ?e b?dzie dobrze. W?a?ciwie wiedzia?, ?e b?dzie dobrze, bo tam by? ojciec.

Tak oto, bez komplikacji, zako?czy?a poczciwy ?ywot ?winka, w cicho?ci chowana w kom?rce. Nieobdarzona szczeg?lnym sentymentem, ani przez Stasia, ani Adasia. I ta ?winka zapisa?a si? w pami?ci Stasia, pomijaj?c oczywisty zwi?zek z kaszank?, tak?e ?wiadomo?ci?, ?e pewne sprawy musz? by? przechowywane w tajemnicy.

Mo?e tak bardzo kochaj?cy zwierz?ta ojciec j? po prostu, niezbyt umiej?tnie, pozbawia? ?ycia? Wtedy jej rozpaczliwy kwik rozleg? si? zbyt g?o?no w ciszy zielonych ogrod?w. I to mog?o wzbudzi? zaniepokojenie. Bo jednak kogo? niepowo?anego ten d?wi?k m?g?by zaciekawi?. To by?a okupacja. I ta obawa jako? do Stasia ju? dociera?a.

 

Okazje do ?wi?towania by?y r??ne

 

By? mo?e Wielkanocy? Id?c ?ladem wspomnianego uroczystego wydarzenia, Sta? doskonale zapami?ta? Wigili? z 1941 roku, a wi?c gdy mia? cztery lata. Goc?awek, by?a zima. W pokoju sta?a du?a choinka, zdobiona w?asnymi si?ami. Z kolorowych arkusik?w mo?na by?o stworzy? prawdziwe cude?ka. By? te? Ada? z mam?. ?piewano kol?dy. Ch?opcy oczekiwali zapowiadanego ?wi?tego Miko?aja. Wszystko wszystko inne nie mia?o znaczenia. Jakie? potrawy na stole, zapewne bardzo atrakcyjne, Stasia zupe?nie nie interesowa?y. Co? takiego jak sma?ony karpik, ?ledzik, pierogi z kapust?. Mo?e gdyby pokaza?y si? nale?niki z serem? Ale co tam w og?le by?o? Mo?e troch? entuzjazmu pojawi?o si?, gdy pokaza?y si? ciasta? Problem istotny. Najwa?niejszym by?o, kiedy pojawi si? ?wi?ty Miko?aj. Dlaczego nie przychodzi?

Nagle ? pukanie! Mocne walenie do drzwi na werandzie. ?wi?ty! Jak przez mg?? Sta? przypomina sobie? By? nieprzytomny z przej?cia. Mo?e ze strachu? S?ycha? kroki. Otworzy?y si? drzwi. Wszed?. Wszyscy wstali, w pokorze go witaj?c. Mia? ogromn? bia?? brod?, ko?uch, na g?owie ceremonialn? kapuz?. Na plecach ogromny w?r z prezentami. Podstawiono mu krzes?o ? usiad?.

Co przyni?s?? Otwiera?, prosi? do siebie, wr?cza?. Ka?dy obdarowany musia? podej??, odpowiedzie?, zademonstrowa?.

Ada? wyrecytowa? jaki? wierszyk. Miko?aj pochwali?. Teraz prezent dla Stasia. A on? Przestraszony. Miko?aj co? m?wi?, prosi? ?agodnie. Powinien te? co? wyrecytowa?. Ale Sta? si? ba?, nic nie pami?ta?, zapomnia?. Miko?aj stara? si? pom?c, ale strach by? mocniejszy. Ten Miko?aj wygl?da? tak gro?nie. Sta? zacz?? p?aka?. Ju? nikt nie m?g? mu pom?c. Zapomnia? o prezentach. Miko?aj g?adzi? Stasia po g?owie, przytula?, ale on z rykiem uciek? do mamy.

Wszystko inne posz?o w niepami??. Na pewno by?y prezenty. Ale jakie? Nic, nic tylko strach i ten zadziwiaj?cy, straszny Miko?aj. Na szcz??cie by?a mama. Mo?na si? by?o przytuli?.

A w jaki? czas potem Ada?, chwal?c si? przy tym swoj? m?dro?ci?, pod?miewaj?c si?, zdradzi? Stasiowi: ?Przecie? to by? tw?j tata. Ja od razu rozpozna?em?. Chyba Sta? nie uwierzy?. ?Przecie? to by? prawdziwy ?wi?ty Miko?aj. Ba?em si?. By? taki gro?ny!?.

Nie pomog?y przyniesione pi?kne prezenty.

Opr?cz tych, w jaki? spos?b spektakularnych wydarze?, pobyt na Goc?awku zapewnia? wiele codziennych przyjemno?ci i rozrywek. To by?y r??ne zabawy i zwariowane pomys?y, kt?rych cz?sto inicjatorem by? serdeczny towarzysz Ada?. Jego zainteresowania sportowe okaza?y si? idealnym antidotum na czasem zbyt powolnego i lekko pulchnego Stasia. Ale by?y te? klocki, o?owiane ?o?nierzyki, bajki i wierszyki, czytane przez mam? lub cioci? Zosi? do poduszki.

Natomiast, co ciekawe, zupe?nie nie zostawi?y ?adnych wspomnie? obowi?zkowe zwyczajne czynno?ci domowe. K?opoty i ceregiele zwi?zane z wstawaniem, myciem si?, ubieraniem, spo?ywaniem posi?k?w. Mo?na by zaznaczy? wyj?tek, zwi?zany z po?ykaniem tranu. To zapami?ta?, bo by?o to trudne. Zak?sza?o si? kawa?kiem chleba posypanym sol?. Czasem mama ?agodzi?a sytuacj?, ukr?caj?c z ???tka i cukru smakowity kogel?mogel.

 

W?a?nie! Ojciec by? blisko

 

Obecno?? ojca stanowi?a dla Stasia gwarancj? bezpiecze?stwa. Z nim ??czy?o si? wspomnienie spokoju i troskliwej opieki. Tyle, ?e oboje rodzice pracowali zawodowo, a ich bezpo?redni kontakt z synem by? ograniczony. Zdarza?y si? sytuacje, gdy Sta? zostawa? pod opiek? kole?anek mamy, w otoczeniu rozwrzeszczanych i onie?mielaj?cych go dzieci. Czu? si? tam niepewnie i nie odst?powa? opiekunki. ?mia?y si?, ?e ?nie puszcza sp?dnicy?. To okre?lenie zapami?ta? naturalnie z p??niejszych opowiada? mamy.

Jedno wydarzenie zwi?zane z ojcem z czas?w okupacji Sta? zapami?ta? dok?adnie. To by?o w podwarszawskim poci?gu elektrycznym. Jak mu si? wydaje, sp?dza? jakie? kolonie lub p??kolonie gdzie? w okolicach Otwocka. Mo?e nad ?widrem, mo?e bli?ej, w ka?dym razie na linii otwockiej. Mama pracowa?a w opiece spo?ecznej. By?y tam organizowane, mo?e nieoficjalnie, r??ne akcje wspomagaj?ce dzieci z rodzin potrzebuj?cych pomocy.

Prawdopodobnie tata odebra? go i razem wracali do domu.

Czekanie na peronie. S?o?ce. Poci?g, w?a?ciwie identyczny z niekt?rymi je?d??cymi do tej pory. Dosy? du?y t?ok. To by?o lato 1942, ale mo?e 1943. Mia? zatem pi??, ewentualnie sze?? lat. Znalaz?o si? miejsce siedz?ce. Tata usadowi? Stasia. Sam sta?. Ludzi by?o coraz wi?cej. Kto? zwr?ci? uwag?, nawet w spos?b kategoryczny za??da?, aby Sta? ust?pi? miejsca. Mo?e starszej kobiecie, mo?e staruszkowi. Dla Stasia w tym czasie poj?cia staro?ci lub inwalidztwa by?y absolutn? abstrakcj?. Nigdy nie je?dzi?, ani nie wychodzi? gdziekolwiek sam. Zawsze by?, co naturalne, pod opiek? i zachowywa? si? tak, jak mu wskazano. Na og?? grzecznie. Tak mu si? wydaje.

Lecz wtedy zrobi?o mu si? bardzo nieprzyjemnie, bo w tym ??daniu by?o du?o agresji, skierowanej konkretnie do niego. Zosta? bezpo?rednio skarcony. Chcia? wsta?, ale ojciec przytrzyma? go za rami? i bardzo stanowczo, a nawet ostro, odrzuci? ??danie. Bardzo dobitnie t?umaczy?, ?e dziecko ma uk?ad kostny wymagaj?cy r?wnie? ochrony, ?e mo?e bardziej od doros?ego, czy starego jest wra?liwy na obci??enia i inne zagro?enia. Te argumenty pozosta?y Stasiowi w pami?ci raczej symbolicznie. Ojciec by? lekarzem, m?wi? bardzo logicznie, stanowczo ? nie podnosz?c g?osu, grzecznie.

Ale Sta? zapami?ta?, ?e si? wtedy zmartwi?. W jaki? spos?b ten incydent, spos?b rozwi?zania nie by? satysfakcjonuj?cy. Poczu? jak gdyby wstyd, ?e przez niego tata musia? z kim? wej?? w konflikt, ?e zosta? zmuszony do stani?cia w jego obronie. I pomy?la?, ?e to by?o niepotrzebne. ?e przecie? nic by si? nie sta?o jego nogom, gdyby sta?. I ?e, by? mo?e wyst?pienie ojca wynika?o bardziej z mi?o?ci do niego, ni? z rzeczywistej potrzeby.

Ten ma?o istotny incydent w jaki? spos?b mia? swoje konsekwencje w dalszym ?yciu Stasia. Ot??, przede wszystkim, pozosta?a mu niech?? do zajmowania miejsca siedz?cego, gdy obok s? starsi i bardziej potrzebuj?cy. Ale tak?e bardziej og?lnie ? gdy zachodzi obawa znalezienia si? w sytuacji, kiedy nie wiadomo, jak si? zachowa?.

 

By?y tramwaje

 

Wspominaj?c r??ne wydarzenia tamtych dziecinnych lat, Sta? ze smutkiem u?wiadamia sobie, ?e wiele z nich, niekiedy istotnych, wyrazistych w szczeg??ach, jest niemo?liwych do umiejscowienia w czasie. Kiedy co si? dzia?o? Czy to by?o jeszcze wtedy, gdy by? ojciec? A wi?c do jesieni 1943 roku, gdy chyba ca?a rodzina mieszka?a na Goc?awku. Czy p??niej?

Pozosta?o mu we wspomnieniach wiele wydarze? zwi?zanych z tramwajami, tymi umo?liwiaj?cymi dotarcie z peryferyjnego Goc?awka do centrum miasta. P?tla tramwajowa znajdowa?a si? blisko wa?nej wylotowej szosy w kierunku wschodnim. Obok by?a jeszcze wtedy trasa w?skotorowej kolejki, z pi?knie dymi?cymi parowozikami. Do p?tli od zajmowanego domku na ulicy Modrzewiowej prowadzi?a wydeptana droga. Sz?o si? terenem zamieszka?ym, z siatk? prymitywnych uliczek, z mniejszymi i wi?kszymi domami, w?r?d ogrod?w i zieleni. Potem przekracza?o si? mostek nad w?skim wodnym kana?em i dalej ju? by?a p?tla. A na p?tli? Podje?d?a?y tramwaje, jaki? czas sta?y, a? motorniczy dzwoni? i tramwaj rusza? z powrotem do Warszawy.

Sta? doskonale zapami?ta? te tramwaje, z otwartymi z przodu i z ty?u pomostami, kr?tkie, czteroko?owe. Motorniczy stoj?cy z przodu, z lew? r?k? na korbie. Ka?dy obr?t odzywa? si? trzaskiem, b?yskami i przyspieszeniem jazdy tramwaju. Z praw? r?k? na drugiej korbie, wi?kszej, s?u??cej do hamowania i z przyciskiem dzwonka pod stop?. ?wczesne tramwaje by?y oczywi?cie wolniejsze od obecnych.

Oboje rodzice pracowali. Przemieszczanie si?, dojazd i przej?cie do domu dodatkowo ogranicza?o ich mo?liwo?ci d?u?szego uczestniczenia w ?yciu synka. Stale by?a opiekunka Irenka, cz?sto bywa?y ciocie ? Zosia i Janka z Adasiem. Ale Sta? mia? ?wiadomo??, pewno??, ?e rodzice s? blisko.

Ot?? wydarzenia zwi?zane z tramwajami trudno umiejscowi? w okre?lonym czasie. Czy jeszcze by? wtedy ojciec? Zw?aszcza, ?e w pewnym momencie mama za?atwi?a Stasiowi ? mia? wtedy pi??, sze?? lat ? co? w rodzaju prywatnego przedszkola, troch? szko?y, by? mo?e u kt?rej? ze swoich kole?anek. Te pobyty wspomina bez wzrusze?. Przedszkole, a dla starszych dzieci podstawowa nauka szkolna. Na pewno ca?kowicie nieoficjalne, ale spokojne, bezpieczne. Niestety, Sta? by? przesadnie, czasem chorobliwie nie?mia?y. Nie potrafi? czu? si? dobrze w nieznanym otoczeniu. W?a?ciwie nie zapami?ta? ?adnych zabaw, ale te? nie przypomina sobie, aby by?y tam wyj?cia na zewn?trz, do ogrodu lub na wsp?lny spacer. B?d?c w otoczeniu innych dzieci, brak kontakt?w wynagradza? sobie rysowaniem.

Lubi? rysowa?. Jest to pewnik bardziej zapami?tany z opowie?ci mamy, potwierdzony paroma przechowanymi ?wczesnymi kajetami Stasia z pokracznymi literkami i cyferkami. Rachunki ? to by?y dodawane kartofelki. A obok wiele rysuneczk?w. Takich sobie, nic zachwycaj?cego. Ale mama zawsze powtarza?a: ?Sta? by? dzieckiem spokojnym, wystarczy?o mu da? co? do rysowania?. Teraz to ?starawe dziecko? mo?e jedynie smutnie stwierdzi?: Cz?owiek dorasta, a umiej?tno?ci niepiel?gnowane marnuj? si?.

Wr??my jednak do tramwaj?w. Tak wi?c Irenka systematycznie odwozi?a i przywozi?a Stasia do i z przedszkola na Saskiej K?pie. Oczywi?cie czasem rano, lub po po?udniu robi?o to kt?re? z rodzic?w. To zapami?tane zdarzenie tramwajowe wydarzy?o si? na p?tli. Wsiedli z Irenk?, by?o pusto, Sta? jak zawsze na miejscu przy oknie. Z przodu wagonu znajdowa? si? oddzielony drzwiami przedzia? dla Niemc?w. Tak by?o w ka?dym tramwaju. Siedzia? ju? tam hitlerowiec, na pewno oficer, w takiej typowej (znanej z wielu film?w) czapie z czarnymi dystynkcjami, z trupi? czaszk?. Ten mundur, dystynkcje, jakie? ozd?bki. M?ody, bardzo elegancki. Patrzy? na Stasia, wnikliwie, ale przyja?nie. Pewnie widzia? po prostu ch?opczyka, w jakim? ciep?ym kubraczku, zadbanego, czy?ciutkiego, r??owiutkiego. W dodatku to by? blondynek.

W og?le ? tak by?o ? mi?e dziecko.

Zanim tramwaj ruszy?, Niemiec si? podni?s?, otworzy? drzwi i podszed?. ?ci?gn?? r?kawiczki, wyj?? z kieszeni p?aszcza torebk? cukierk?w. Mo?e czekoladek? U?miechaj?c si?, cz?stowa?. Sta? zamar?. W tym momencie nie analizowa?, nie potrafi? wyobrazi? sobie i zapragn?? s?odkiego smaku. Nie pojawi?o si? w g?owie pytanie: ?Czy mam ochot? na dobrego cukierka? Czekoladk???. To nie mia?o znaczenia. ?Nie chc? nic od znienawidzonego Niemca!?. Mo?e to zabrzmi teraz ?miesznie, ale zapami?ta? to uczucie. Wewn?trzny nakaz: nic! Niech si? dzieje, co chce. Nic od Niemca!

Niemiec by? naprawd? mi?y. Co? m?wi?, u?miecha? si?, namawia?. Irenka przera?ona prosi?a: ?Stasiu, pan ci? cz?stuje. We?! Prosz? ci?, we?!?. Sta? odwr?ci? si? i zacz?? p?aka?. ?Nie chc?, nie wezm?. Nieee!?. Ju? nic go nie mog?o uspokoi?.

C??, ta historia na tym si? sko?czy?a. Pewnie by?oby frajd? ssa? cukierka, cmoka? czekoladk?. Irenka nie prze?y?aby stresu i strachu. Bo to by? jednak hitlerowiec. Wtedy budzi? zawsze strach. I ten Niemiec! To by?o oczywiste ? by? zbrodniarzem. Ten mundur! Wysoka czapa, trupia czaszka. Bo czy wtedy by? czas, aby si? zastanawia?? Oczywi?cie. M?g? mie? synka w Stasia wieku. A mo?e w og?le lubi? dzieci, mo?e ten zarumieniony blondynek co? mu przypomnia?? M?g? t?skni? za domem. A tak? By? mo?e pomy?la?: g?upie dziecko. Albo: dziki kraj. Ot, by?a taka sytuacja. Lecz czy to w og?le mia?o jakiekolwiek znaczenie?

Inne wspomnienie zwi?zane z tramwajow? p?tl? te? musia?o by? jesieni? albo nieza?nie?on? zim?. Mo?e w podobnym okresie, jak ta opisana wy?ej odmowa cukierka. Musia?o by? ju? ch?odno, bo Sta? by? ubrany grubo, jak by to nazwa? ? w co? w rodzaju futerka. W jaki? ciep?y, obszerny paltocik.

Stali z Irenk?, trzyma?a go za r?k?. Wje?d?a? tramwaj, za chwil? mia? si? zatrzyma?. Taki stary ? zreszt? wtedy innych nie by?o ? z przewietrzanymi, otwartymi pomostami. Zacz?? hamowa?. Sta? nagle nabra? dziwnej energii. Przyp?yw odwagi? Wyrwa? r?k?, w bohaterskim zrywie podbieg? do zatrzymuj?cego si?, ale ci?gle b?d?cego w ruchu tramwaju, oceni? odleg?o?? od stopni schodk?w i? skoczy?!

Zrobi? to bez ?adnej, nawet teoretycznej wiedzy, bez ?adnego obrazu w wyobra?ni, ?e trzeba si? czego? z?apa?, stara? si? utrzyma? r?wnowag?. Nic. Nic, po prostu trzeba przyj??, ?e najzwyczajniej chcia? by? pierwszym. Kim?! Pokaza? si?. Z ambicji? Bo wielu czekaj?cych nie by?o. Tramwaj jecha? ju? powoli. Sta? na szcz??cie trafi? na schodki i zwyczajnie upad? g?rn? po?ow? cia?a na pomost, kl?cz?c, z nogami cz??ciowo zwisaj?cymi za stopniami. Tramwaj si? zatrzyma?. Sta?, jak wspomniano, by? ubrany grubo, wi?c nic mu si? nie sta?o. B?yskawicznie si? wdrapa? i wbieg? do ?rodka.

Nie zapami?ta? reakcji Irenki. By?a pewnie bardziej przera?ona ni? w?ciek?a. Ale bura, kt?r? otrzyma? od konduktora, upokorzy?a go. Ten wstyd i to karc?ce spojrzenie ?yczliwego starego, w?satego tramwajarza. Proste, zdecydowane zwr?cenie uwagi na g?upot?, lekkomy?lno??, niepos?usze?stwo. To utkwi?o na zawsze w pami?ci. I taka m?dra, niestety w trakcie ?ycia zapominana, refleksja. Jak?e cz?sto reakcja, nawet z pozoru delikatniejsza, kogo? z zewn?trz jest bardziej dotkliwa, a mo?e i bardziej skuteczna od reakcji, nawet bardzo ostrej, kogo? bliskiego. Poczucie wstydu. W?asnej g?upoty?

 

Czasem by?o ?miesznie

 

Okupacyjne wydarzenia, te zwi?zane z wyjazdem na miasto, by?y dla Stasia o wiele bardziej atrakcyjne, ni? te zwyczajne, domowe. Ale nie zapominajmy tak?e o innych, w okresie, gdy by? ojciec. Do nich nale?a?y d?u?sze pobyty u babci na Kruczej. Tam przydarzy? si? Stasiowi zapami?tany, bardzo nieprzyjemny incydent, cho? w gruncie rzeczy ca?kowicie marginesowy. Incydent ca?kowicie niezrozumia?y, lecz r?wnie? wtedy trudno wyt?umaczalny. Zapewne mo?liwy do wyja?nienia przez zawodowego psychologa.

Trzeba przypomnie?: Sta? mia? wtedy mo?e cztery, mo?e pi?? lat. Przecie? na Kruczej bywa? pewnie z mam? w r??nych momentach od czasu bombardowania Warszawy we wrze?niu 1939 roku. Tam sp?dzali liczne dni, kt?rych usytuowania czasowego nie potrafi?by sprecyzowa?, ale kt?re doskonale, w r??nych odcinkach czasowych, utkwi?y mu we wspomnieniach. A ten nieprzyjemny, zdecydowanie wstydliwy wypadek? Sta?o si? to w?a?nie w tej pracowni?kuchni, w jaki? roboczy wiecz?r, a mo?e ciemnym popo?udniem, gdy jeszcze trwa?a mozolna krawiecka praca. By?y panie pracuj?ce i babcia. Wszyscy zaj?ci szyciem, kto? prasowaniem. Dziadek dogl?da?, ewentualnie zaj?ty by? krojeniem. Sta? kr?ci? si? w tylnej cz??ci, pewnie si? bawi?.

By? mo?e troch? si? nudz?c, nie wiedz?c, co robi?, pomimo wrodzonej nie?mia?o?ci i m?odego wieku, podda? si? jakim? diabelskim wp?ywom? Tak na pewno zinterpretowa?a to wydarzenie babcia. Nagle podbieg? do jednej z pa?, kt?ra sta?a ty?em i co? upina?a na manekinie. Zadar? jej z ca?? moc? sp?dnic?.

Konsternacja! Wszyscy os?upieli, poszkodowana oniemia?a. Sta? to zapami?ta?, bo prze?y? rozczarowanie. Wydaje si?, ?e tam pod spodem by?a halka. I w?a?ciwie trudno Stasiowi, zar?wno wtedy, jak i teraz, uzmys?owi? sobie, co mia? nadziej? zobaczy?. By? po prostu ciekaw. Mo?e by? uprzednio ?wiadkiem jakiego? przymierzania? To zatem by? taki bohaterski zryw, niepohamowana potrzeba zaspokojenia ciekawo?ci.

Os?upia?a babcia rzuci?a si? na Stasia i odci?gn??a. Chyba dosta? klapsa. Potrz?sa?a nim, dopytywa?a, co mu przysz?o do g?owy, dlaczego to zrobi?. Oboje z dziadkiem przepraszali pracownic?, uspokajali. Ta, wydaje si?, dosta?a spazm?w. Dintojra. Sta? te? w ko?cu rycza?. Sam nie wiedzia?, dlaczego to zrobi?.

Teraz, zastanawiaj?c si?, Staszek s?dzi, ?e czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak pewne przejawy seksualno?ci, erotyzmu docieraj? bardzo wcze?nie do dziecka. M?g?by przytoczy? przyk?ady znane z r??nych, nie tylko osobistych do?wiadcze?. Te ?mi?o?ci? w przedszkolu, strojenie si? w celu zwr?cenia na siebie uwagi, r??ne, czasem bardzo wyrafinowane opowie?ci, chwalby, czy nawet czynno?ci.

A tam na Kruczej? Jednak by?a to damska pracownia krawiecka. Le?a?y jakie? publikacje, jakie? magazyny z paniami w r??nych kreacjach (naturalnie nie tak prowokuj?ce jak teraz). Panie przychodzi?y, przymierza?y, r??ne stroje omawiano. Sta? by? dzieckiem spostrzegawczym, my?l?cym. Widocznie wydawa?o mu si?, ?e wszystko ju? pozna?, widzia?, m?g? sobie wyobrazi?. Opr?cz tej jednej rzeczy, ukrytej pod sp?dnic?. Zapewne nie widzia? kobiety w majtkach. Co potem? Zosta? skarcony. By?o mu wstyd i wiedzia?, ?e ?le zrobi?. Najgorsze, ?e ukazana prawda okaza?a si? taka banalna. ?adnych dalszych takich niespodziewanych pragnie? i ciekawo?ci w omawianym okresie ju? nie mia?. P??niej te? rzadko.

Sta? ma przekonanie, ?e cz?sto bywa? na Kruczej. Tak?e wtedy, gdy by? jeszcze ojciec. Czasem mog?y by? d?u?sze pobyty. Mama by?a zaanga?owana w konspiracyjne dzia?ania, w ratowanie dzieci ?ydowskich. Miejscem chwilowego ich pobytu bywa? Goc?awek. Pewnie wtedy Sta? by? pod opiek? babci. Czu? si? tam dobrze. Babcia by?a bardzo kochana, opieku?cza i bardzo religijna, wi?c jak zawsze przed snem wsp?lnie odmawiali ?Ojcze nasz?. Sta? kl?cza? na ???ku, a babcia mu pomaga?a, bo mia? s?ab? pami??. Pewnego wieczoru babcia wyci?gn??a z jakiej? szuflady w komodzie bia?e odzienie. Pewnie zapyta?a Stasia, czy mu si? podoba. By? zdziwiony. Wyja?ni?a mu, ?e to jest ?kome?ka?, cho? mo?e okre?li?a to inn? nazw?. Tego dok?adnie nie zapami?ta?, ale wyt?umaczy?a: ?Jak, Stasiu, troch? podro?niesz, zostaniesz ministrantem, b?dziesz pomaga? ksi?dzu i wtedy j? ubierzesz?.

Zupe?nie tego nie zrozumia?. Nie by? zbyt dociekliwy, mo?e za ma?y, aby odczu? ideowo?? takich pomys??w. A mo?e to, ?e rodzice byli ateistami, nigdy tego nie g?osz?c, w jaki? spos?b wp?yn??o na synka? Jednak ten niepozorny incydent utkwi? mu w pami?ci.

 

By?y sytuacje smutne

 

Niekt?re zapami?tane wydarzenia s? dramatyczne, niekt?re tylko rodzajowe, anegdotyczne. To wspomnienie dotyczy jazdy tramwajem. Ulica Grochowska. Wtedy jedna jezdnia, dwukierunkowa, brukowana, ale tory tramwajowe, tak jak teraz, by?y z jednej strony. A z drugiej? Tory kolejki w?skotorowej, kt?ra zaczyna?a bieg na rondzie Wiatraczna (przed wojn? bieg?a od mostu Kierbedzia). Jecha? z Irenk?. Pewnie wracali z Saskiej K?py, gdzie Sta? przebywa? w przedszkolu. Tramwaj zatrzyma? si? na przystanku. By?o du?o ludzi. Sta? patrzy? przez okno, mo?e nawet sta? przy nim.

Naprzeciwko, za torami kolejki, znajdowa? si? komisariat policji. To by? charakterystyczny parterowy budynek, z pochy?ym dachem, z wej?ciem po?rodku. Czy wtedy Sta? kojarzy?, ?e to komisariat? Czy w og?le wiedzia? co? o specyfice takich instytucji? Raczej nie, ale ten budyneczek potem, po wojnie, istnia? i s?u?y? tym celom bardzo d?ugo. Na lewo od niego, patrz?c z okien tramwaju, by?o ogromne pole. Mo?e tam by?y posadzone ziemniaki, mo?e inne uprawy. Z boku by? chyba d?ugi, odchodz?cy od Grochowskiej d?ugi mur. Za nim jakie? gospodarstwo ogrodnicze.

Sta? patrzy?. Na ?aweczce przed budynkiem, a by?o dosy? s?onecznie, siedzia?o trzech m??czyzn. Swobodnie rozpartych. Z prawej strony podchodzili chodnikiem trzej m?odzi ludzie. Spokojnie przechodzili przed siedz?cymi na ?aweczce.

Nagle? Co? si? musia?o sta?! Ci trzej m?odzi m??czy?ni rzucili si? do ucieczki. Naturalnie pami?? jest czasem zawodna. By? mo?e jeden zosta? z?apany od razu. Zreszt?, tego pewnie i wtedy Sta? nie wiedzia?. Ale dw?ch ucieka?o na ukos przez pole.

Sta? dok?adnie zapami?ta? tylko jednego. Ten drugi mo?e by? szybszy, mo?e pobieg? bardziej w bok i znikn?? za murem? Sta? patrzy? na tego jednego biegn?cego przez to ogromne pole i na tych, kt?rzy poderwali si? z ?aweczki, aby uj?? przechodz?cych. Dw?ch z nich strzela?o z wyci?gni?tych pistolet?w. Przez szyby tramwaju, mo?e przez gwar, a mo?e j?k ludzi nie s?ycha? by?o strza??w.

On bieg?, jakby czas stan?? w miejscu. Sta? widzia?. Potkn?? si?. Roz?o?y? r?ce. Pad? i ju? si? nie poruszy?. Tamci podbiegli.

Tramwaj sta?. Ju? nic wi?cej Sta? nie zapami?ta?, pewnie nie pozwolono mu patrze?. To by? taki banalny, filmowy upadek, na ilu? filmach widziany. A tam ? dawno ? nieudawany, prawdziwy.

 

Lecz taty ju? nie by?o

 

By? mo?e w tym czasie, gdy ojca ju? nie by?o, Stasiowi zapad?o w pami?ci inne wydarzenie. Tym razem gdy jecha? do przedszkola na Saskiej K?pie. Wtedy chyba z mam?. Do ronda Waszyngtona tramwajem, potem trzeba by?o i?? piechot?.

Tramwaj zatrzyma? si? na przystanku. Jako? tak dziwnie prawie ca?kowicie si? opr??ni?. Mo?e Stasiowi tylko tak si? zdawa?o? Na chodniku sta?o bardzo du?o ludzi, wszyscy patrzyli w stron? Saskiej K?py. Byli wyra?nie zaabsorbowani, poruszeni. To odczu? od razu, mimo braku do?wiadczenia. Zmartwieni, przej?ci.

W g??bi Saskiej K?py, mi?dzy willowymi dachami, k??bi? si? dym. S?ycha? by?o odg?osy strza??w, pojedynczych i serii, ale tak?e g?o?niejsze, wyra?niejsze wybuchy. Obok sta?a mama, trzyma?a go za r?k?. Oboje w?r?d tych zmartwia?ych ludzi. Informacje by?y przekazywane p??g?osem. Po latach Sta? sprawdzi? dat? tego wydarzenia. Mia? ju? sze?? lat i pe?n? ?wiadomo??, ?e dzieje si? co? bardzo z?ego. Tragicznego.

To by?o znacz?ce wydarzenie w okupacyjnej Warszawie. Tam mie?ci?a si? du?a konspiracyjna drukarnia. Niemcy j? wykryli, otoczyli (bodaj o ?wicie). Akowcy si? bronili. To trwa?o par? godzin, budynek zosta? podpalony. Ludzie gin?li. P??niej Sta? s?ucha? (pods?uchiwa?) doros?ych opowiadaj?cych o tym wydarzeniu. Zreszt?, mama nigdy nie stara?a si? rygorystycznie izolowa? syna od ?wczesnej rzeczywisto?ci. W tym wypadku by?o dla niego bardzo poruszaj?ce to, ?e by? ?wiadkiem i widzia? na w?asne oczy, chocia? z daleka, t? walk?, s?ucha? strza??w, wybuch?w. ?wiadomo??, ?e w tym momencie gin?li tam ludzie i ?e nie mieli wyj?cia, pozostawi?a w jego psychice trwa?y ?lad.

Ale nie tylko choroba m??a sprawi?a, ?e ?ycie mamy ze Stasiem w spos?b zasadniczy musia?o ulec przekszta?ceniu. Oczywi?cie mieszkanie na Goc?awku dalej funkcjonowa?o. Pozosta? okres przebywania tam, by?a opieku?cza Irenka, ale pojawi?y si? problemy ze zdrowiem Stasia i konieczno?? ukrywania si? mamy. W pewnym momencie zacz??o jej szuka? Gestapo, st?d znacz?ce zmiany w miejscach zamieszkiwania, du?o wspomnie? zwi?zanych z przebywaniem Stasia na Kruczej, u ciotek poza Warszaw?, pozostawaniem i nocowaniem u przyjaci?? mamy.

Oczywi?cie wspomnienia przywo?uj? wydarzenia i sytuacje spoza Goc?awka. Sytuacje by?y r??ne; pomijaj?c cz?ste wizyty na Kruczej, zwi?zane z okoliczno?ciami towarzyszenia mamie i ojcu, zanim si? rozchorowa?.

Nieobecno?? ojca by?a t?umaczona synowi prawdopodobnie jakim? wyjazdem, mo?e wa?n? prac?? Nikt w tym czasie nie zasugerowa? nawet, ?e mo?e dzia? si? co? z?ego. W tym momencie ca?e ?ycie rodziny oraz przyjaci?? zosta?o podporz?dkowane bie??cym potrzebom i sytuacjom. Mama wszak aktywnie dzia?a?a w konspiracji, by?a blisk? wsp??pracowniczk? Ireny Sendlerowej i przyjaci?? z dawnej Wszechnicy Polskiej. To by?y dzia?ania zwi?zane z aktywno?ci? w ?egocie, ratowanie ?ydowskich dzieci. W jakim? dokumencie napisa?a o sobie:

?moja dzia?alno?? skoncentrowa?a si? na ratowaniu przede wszystkim dzieci. Szuka?am dla nich odpowiednich opiekun?w i locum poza gettem, dostarcza?am dokumenty i ?rodki finansowe ludziom, kt?rzy przygarn?li dzieci lub sami znale?li si? w trudnej sytuacji. S?u?y?am tak?e cz?sto swoim mieszkaniem jako chwilowym locum dla dzieci wydobytych z getta lub zagro?onych w miejscu swojego pobytu, kt?rym trzeba by?o znale?? nowe locum.

Wydaje si?, ?e tak?e z tego powodu pobyty na Goc?awku musia?y zosta? ograniczone. Zadziwiaj?ce. Sprawa straszliwych zbrodni hitlerowskich wobec narodu ?ydowskiego, cierpienia g?odzonych, mordowanych ludzi w getcie, niebezpiecze?stwa, kt?re grozi?o matce w trakcie organizowania pomocy bezbronnym dzieciom ? nigdy nie by?y komentowane, omawiane w obecno?ci Stasia. To nie by?y sprawy, kt?re powinno zna? dziecko. Je?eli na Goc?awku musia?y czasowo przebywa? ?ydowskie dzieci, nigdy nie by?o tam Stasia.

Tak wi?c ?ycie Stasia zacz??o biec ?podr??niczo?. W pewnym okresie mama musia?a si? ukrywa?. Przebywali wtedy razem w r??nych bezpiecznych lokalach. Naturalnie, zawsze przyjemnie sp?dza? czas u babci. Nieraz bywa? zostawiany u przyjaci??. Zapozna? si? te? ze szpitalem, a wiosn? 1944 roku mia? okazj? nabra? si? u cioci Zosi w Garwolinie.

 

Lubi? towarzyszy? mamie

 

Ten okres do wybuchu powstania by? zwi?zany z du?? konspiracyjn? aktywno?ci? mamy. To ju? zosta?o zasygnalizowane. Dzia?alno?? w ?egocie ? pomoc ?ydowskim dzieciom ? i inne dzia?ania konspiracyjne spowodowa?y potrzeb? ukrywania si?. Mog?o to by? jednocze?nie zwi?zane z tym, ?e hitlerowcy pomylili Izabell? Kuczkowsk? z Halin? Kuczkowsk?. By?a ona przed wojn? wa?n? dzia?aczk? PPS, a w czasie okupacji wsp??pracowa?a z komunistami. Po wojnie przez jaki? czas pe?ni?a funkcj? wiceministra o?wiaty. Dodatkowo istnia?y zwi?zki prywatne ? Halina by?a ?on? zmar?ego wcze?niej brata ojca, Stanis?awa Kuczkowskiego.

Pojawi?a si? zatem w pewnym momencie okresowa niemo?no?? mieszkania na Goc?awku. Mieszkanie tam zrobi?o si? niebezpieczne. Okaza?o si?, ?e w?r?d s?siad?w zacz?to komentowa? cz?ste obecno?ci nieznanych dzieci w domu na Modrzewiowej. By?y to prawdopodobnie przej?ciowe pobyty ?ydowskich dzieci, kt?re po wyprowadzeniu z getta musia?y by? gdzie? przechowane przed wyrobieniem odpowiednich dokument?w i przed drog? do bezpiecznych miejsc pobytu. Mama odwozi?a je najcz??ciej do zaprzyja?nionych zakonnic.

To powodowa?o, ?e Sta? poza pobytami u babci tak?e towarzyszy? mamie w niekt?rych wynajmowanych bezpiecznych pomieszczeniach i z pe?nym zadowoleniem uczestniczy? w jej w?dr?wkach po Warszawie. Zapami?ta? dwa wydarzenia. Ciekawe ? oba ponownie ??czy?y si? z tramwajem.

Gdzie to by?o? Jakie? skrzy?owanie, ale raczej ?uk i rozjazd tor?w tramwajowych. Na pewno by? to jaki? bardzo ruchliwy punkt miasta, kr?ci?o si? tam bardzo du?o ludzi. Mo?e gdzie? na Pradze, a mo?e by? to plac Grzybowski. Po wojnie Warszawa by?a tak zrujnowana, ?e starszemu Staszkowi zupe?nie nic konkretnego ju? si? nie kojarzy?o.

Tramwaj gwa?townie zahamowa?. Co? si? sta?o? Wszyscy w po?piechu wysiadali, Sta? z mam? tak?e. Ludzie otaczali przedni wagon, krzyczeli. Co? pokazywali, wydawali jakie? polecenia. Pod wagonem le?a? cz?owiek, trzeba mu by?o pom?c. ?y?. M??czy?ni starali si? jako? go wyci?gn??. Nie by?o sposobu. Niekt?rzy wo?ali, aby nie rusza?, ?e trzeba czeka? na d?wig.

Ale cz??? bardziej energicznych spontanicznie pr?bowa?a podnie?? wagon. Zaparli si? nogami i wagon powoli zacz?? si? przechyla?. Zach?ci?o to pozosta?ych. Sta? przera?ony tym, ?e pod wagonem le?y cz?owiek, sta? z mam? z ty?u. To by? g?sty t?um m??czyzn, mo?e i kobiet, pchaj?cych wagon i unosz?cych jego bok. By?o wida? kraw?d? z ko?ami przechylaj?cego si? wagonu. Do tego krzyki ludzi staraj?cych si? wydoby? przejechanego.

I nagle widok? Sta? t? scen? widzi do dzi?. Mi?dzy nogami ludzi utrzymuj?cych tak wielki ci??ar kto? szybko si? czo?ga, gramoli, nie zwa?aj?c na nic. Podrywa si? na nogi, nie szuka obra?e?, nie pr?buje sprawdzi?, czy wszystkie ko?ci w porz?dku, nie kontestuje ocalenia. Biegiem! B?yskawicznym k?usem ucieka mi?dzy stoj?cymi zadziwionymi, ciekawskimi przechodniami. Znika w jakiej? bramie, czy zau?ku. Taki typowy warszawski gawrosz. Ch?opaczek w spodenkach, w za d?ugiej kurtce, z kaszkietem na g?owie. Ju? dobrze. Tramwaj opada na tory.

Takich ch?opc?w, warszawskich cwaniak?w ? wychowank?w ulicy ? znamy ze zdj??, z film?w dokumentalnych i fabularnych. Dla Stasia najbardziej charakterystyczny pozosta? ten b?yskawiczny uciekinier ?przejechany? przez tramwaj.

I drugie wspomnienie. Smutne. ?e mo?na by?o zosta? przejechanym, dowiedzia? si? Sta? kt?rego? wieczoru w alei Waszyngtona. Pewnie to by?a p??na jesie?. Jecha? z mam? tramwajem do domu. Jeszcze w kierunku Goc?awka, ale mo?e na plac Szembeka. Tam przez jaki? czas pomieszkiwa? z mam?, gdy musia?a si? ukrywa?. Absolutna czarna noc. Warszawa by?a w pe?ni zaciemniona. Nigdzie ?adnej latarni, tak?e w domach czarne okna. W tramwaju podmalowane ?ar?wki. Zmrok.

Nagle tramwaj stan??. Wszyscy zacz?li wysiada?. Ciemno. Mama, trzymaj?c Stasia za r?k?, zacz??a i?? do przodu. Mia?a fantastyczn? latark? na p?ask? bateri?, ale z du?ym szk?em i odblaskiem. Stasiowi bardzo si? podoba?a. Dobrze ?wieci?a. Przed ich tramwajem sta? inny, a mo?e jeszcze jeden. Ludzie otaczali wagon pierwszego tramwaju. Podeszli. Mama o?wietla?a drog?.

Jacy? ludzie zacz?li wo?a?: ?Niech pani po?wieci! Przejecha?o cz?owieka!?. Tutaj nie by?o w?tpliwo?ci. Pod wagonem le?a?y zmia?d?one zw?oki. A ludzie byli ciekawi, chcieli popatrze?. Mama si? ?achn??a, wzi??a syna za r?k? i nic nie powiedzia?a. Pomaszerowali w kierunku domu. Oszcz?dzi?a Stasiowi tego widoku. Zobaczy? co? przelotnie. M?g? sobie najwy?ej wyobra?a?. Musieli doj?? do domu. Mo?e na plac Szembeka? Tam jaki? czas mama si? ukrywa?a, wynajmuj?c chyba pok?j. Ale gdzie dok?adnie, tego oczywi?cie sze?cioletni Sta? nie m?g? wiedzie?.

Zapami?ta? wyj?tkowo jeden, pewnie ostatni nocleg w mieszkaniu na placu Szembeka. Nie by? to nocleg okazyjny, to musia?o by? schronisko mamy i Stasia przez jaki? okres. Pewnie p??na jesie? 1943 roku, przed zapami?tan? Wigili? bez ojca. Wydaje si? Stasiowi, ?e to by?a niedziela, bo razem z mam? le?eli d?ugo w ???ku ? jak zawsze w sytuacjach pobytu poza domem, gdzie Sta? nie m?g? mie? w?asnego legowiska.

Potem si? zastanawia?, jak to si? sta?o. Mo?e drzwi wej?ciowe by?y otwarte, mo?e to by? tylko podnaj?ty pok?j w czyim? mieszkaniu. Nagle na progu pojawi? si? niemiecki ?andarm poka?nej tuszy. M?wi?c jasno: po prostu gruby. Mia? jowialn?, r??ow? twarz. W og?le by? w ?artobliwym nastroju. Sta? si? strasznie przestraszy?. A ?andarm o co? pyta?. To dziwne. Jakby zab??dzi?.

Wydawa?o si?, ?e w jakim? niemiecko?polskim j?zyku. Mama podobnie mu odpowiada?a.

Sta? zrozumia?, ?e go?? chcia? uzyska? jakie? informacje. Ale nie by?o ton?w gro?nych. Sta? wyczu?, ?e mam? opuszcza napi?cie. Rozmawia?a coraz swobodniej. W ko?cu ton dialogu zacz?? by? ?artobliwy. Ci?gle jednak sytuacja by?a jednocze?nie denerwuj?ca i komiczna. Ogromny, gruby, coraz bardziej rozweselony Niemiec, stoj?cy w nogach ???ka, a w ???ku m?oda, ?adna kobieta. I obok trzymaj?cy si? jej kurczowo dzieciak. Sta? zapami?ta? ko?c?wk? rozmowy, ju? bardzo kordialn? i prawie przyjacielsk?. U?miechni?ty ?andarm wyrazi? ?artobliwie ogromn? ochot? umilenia tak pi?knego dnia swoim udzia?em w ???ku. I w r?wnie mi?ym tonie uniki mamy. ?Chore dziecko, nie czas na przyjemno?ci?.

Tak by?o. W warunkach okupacyjnych, pomijaj?c cel tej wizyty, kt?rego Sta? nie zna? ? mi?e, bezproblemowe wydarzenie. Ale dla Stasia stanowi?o wielkie prze?ycie. Mo?e nawet nie ze strachu, ale u?wiadomienia sobie, ?e ten wr?g, nienawistny okupant, zbrodniarz mo?e by? ? mimo munduru, broni, w?adzy ? tak?e normalnym, ?artuj?cym cz?owiekiem. Cel wizyty pewnie by? przypadkowy, ale na tyle niepokoj?cy, ?e jak przez mg?? Sta? zapami?ta?, ?e te pobyty na placu Szembeka po tej wizycie si? sko?czy?y.

Zreszt?, ukrywania si? mamy Sta? do?wiadczy? bezpo?rednio. To mog?o by? jeszcze w ciep?ych dniach rozpoczynaj?cej si? jesieni. Mama pracowa?a w takim naprawd? przyjemnym biurze opieki spo?ecznej. Trudno Stasiowi teraz okre?li? precyzyjnie nazw? i jego usytuowanie, ale mie?ci?o si? przy Grochowskiej, w ?adnym, wolno stoj?cym, nowoczesnym budynku. Przyjemnym, poniewa? by? otoczony trawnikami i ogrodem. Sta? nieraz si? tam bawi?, czekaj?c na mam?.

Szczeg??y pozna? z du?o p??niejszych wspomink?w. Mama zosta?a zaczepiona na parterze przy schodach, przez dw?ch uprzejmych, wiadomego pochodzenia pan?w. Zapytali, w kt?rym pokoju pracuje pani Kuczkowska. Nie trac?c spokoju, mama wyja?ni?a, wskaza?a wy?sze pi?tro i numer pokoju. Oni pobiegli na g?r?, a mama natychmiast na zewn?trz. Sta? by? w ogr?dku. Porwa?a go i pop?dzili jak najszybciej i jak najdalej. Gdzie? Tutaj Sta? ma w g?owie niejasno??. Wydaje mu si?, ?e w tym okresie Goc?awek by? spalony. Mama musia?a przebywa? w innych, bardziej bezpiecznych lokalach. To naturalnie ??czy?o si? tak?e z tym, ?e on te? mieszka? z mam? lub bez niej w r??nych miejscach.

Zapami?ta? wspominany pok?j na placu Szembeka, a po pewnym czasie, ju? w nowym roku, wsp?lne bytowanie u rodziny przyjaci?? mamy, u pa?stwa Papuzi?skich. Potem pobyt u cioci Zosi w Garwolinie. Oczywi?cie pobyty u babci na Kruczej. C??, trudno w jaki? sensowny spos?b okre?li? terminy r??nych wydarze?. Ale naprawd?: czy daty s? najwa?niejsze?

 

By?y te? przymusowe roz??ki

 

Jesieni? 1943 roku Sta? znalaz? si? w szpitalu. Wtedy, gdy ojca ju? nie by?o. Pojawi?o si? powa?ne zagro?enie. Wi?za?o si? z rozwojem choroby ojca. Dosta? zapalenia op?ucnej na tle gru?liczym. Le?a? na oddziale dzieci?cym w szpitalu Dzieci?tka Jezus, na Oczki. Czy by? tam d?ugo? Trudno mu to teraz odtworzy?. Nie ma ju? nikogo, aby si? spyta?. Pewnie par? tygodni. Nie wspomina tego pobytu jako jakiej? tragedii. Odwiedzali go najbli?si. Le?a? w eleganckiej salce, w kt?rej, opr?cz niego, by?o czworo dzieci.

Jedno ???ko sta?o puste. By?o mu smutno, ale nie straszno.

Zapami?ta? sale szpitalne w amfiladzie, porozdzielane przeszklonymi ?cianami. W takiej jednej sali (jakby przegrodzie) by?o, wydaje si?, sze?? ???ek. Za szybami ? a le?a? z prawej strony ? mia? podobne ???ko, z jakim? chorym dzieckiem. Mogli si? nawzajem obserwowa?, u?miecha?, ale bez mo?liwo?ci kontaktu. Chyba, ?e na migi.

By?y jakie? bardzo gorzkie lekarstwa, kt?re musia? pi? z takich malutkich lampek. Przychodzili do Stasia wszyscy najbli?si. Najcz??ciej mama, babcia. Zw?aszcza mama musia?a si? bardzo niepokoi?. Wszak w szpitalu Wolskim ci??k? batali? o ?ycie toczy? jej m??.

A Sta?? Szczerze m?wi?c, nie nudzi? si?. Mia? jakie? zabawki do uk?adania na po?cieli, zapewne o?owiane ?o?nierzyki. Proste, obrazkowe ksi??eczki. Poza tym by?y tam inne dzieci. Nie rozpacza?, ale czu? si? samotny. Bardzo t?skni? za domem. I mam?. Ale zagro?enie chorobowe min??o. Nadszed? radosny dzie? ko?ca szpitalnej samotno?ci. Po Stasia przysz?a babcia. By? os?abiony; wszak by?o to d?ugie le?enie, bez ruchu, dost?pu ?wie?ego powietrza. Wreszcie mo?na by?o wyj??.

Niezapomniane wra?enie. Jecha? z babci? warszawsk? doro?k?. Pami?ta do dzisiaj widok ulicy, a w?a?ciwie alei, z drzewami po obu stronach. Szum k?? podbitych gumowymi nak?adkami, klapanie konia. Jeszcze teraz wydaje mu si?, ?e czuje zapach tego konia i tej doro?ki ? sk?ry, dermy, a mo?e ceraty, wilgoci, kapoty wo?nicy. I jego samego, takiego typowego, z w?siskami, z kaszkietem na g?owie, cmokaj?cego na konia, lekko pop?dzaj?cego go batem. Pozosta?o mu w pami?ci oczarowanie t? jazd?, widokiem roz?wietlonych s?o?cem drzew, ko?skim zapachem. Cieszy? si?, ?e wyszed? ze szpitala, ?e jest bezpieczny z babci?, ?e jad? na Krucz?. Ale w spos?b pod?wiadomy ta ca?a sceneria, ta aleja, to klapanie konia, przedpo?udniowe s?o?ce b?yskaj?ce poprzez ga??zie, ko?ysanie si? doro?ki pozostawi?o dziwny, urokliwy ?lad w pami?ci.

I jeszcze jedno. Skojarzenie a? banalne, wielokrotnie ogl?dane potem w jakich? filmach. A wtedy na pewno realnie prze?yte. Jaki? warszawski andrus, ch?opaczek. Podbieg? i uczepi? si? z ty?u doro?ki. Wi?z? si? tak jaki? czas. W pewnym momencie doro?karz go spostrzeg?, zamachn?? si? lekko batem. Nie wiadomo, czy dosi?gn??. Wydaje si?, ?e cwaniak zeskoczy?. Sta? widzia?, jak bieg? zadowolony w kierunku chodnika. Ot, ciekawe, co pami?? notuje.

Na Kruczej zapewne od razu Sta? znalaz? si? w ???ku. W ma?ym, eleganckim saloniku. Wspomina? to potem nieraz, takie wydawa?o mu si? to zadziwiaj?ce. ?Usn??em, spa?em ca?y dzie?, a potem spa?em ca?? noc. Tak bez przerwy?. To by?o wydarzenie. Przespa? noc, potem dzie?, potem noc. Zapami?ta?, ?e potem chwali? si? tym przed r?wie?nikami.

 

Ba! Na Kruczej

 

Pozosta?o wiele wspomnie? zwi?zanych z pobytami u dziadk?w na Kruczej. Bo w?a?ciwie to by? przez ca?y czas okupacji jak gdyby drugi dom. A w tym ostatnim okresie, gdy brakowa?o ojca, sta? si? pierwszym. Najwa?niejszym.

Mo?e zatem warto przedstawi? to mieszkanie? Sta? dok?adnie je zapami?ta?. Uk?ad pokoi, pocz?wszy od wej?cia kuchennego, poprzez amfiladowe pomieszczenia, do drugiego, eleganckiego wej?cia, od strony tej lepszej klatki schodowej. Typowy uk?ad du?ego mieszkania w naro?niku warszawskiej kamienicy, z dwoma oficynami i z dwoma przechodnimi bramami, ??cz?cymi wewn?trzne podw?rka. W intencji tego uk?adu by?o za?o?enie, ?e ta gorszej kategorii klatka schodowa by?a przeznaczona dla s?u?by. Prowadzi?a do cz??ci kuchennej. Drugie wej?cie by?o przeznaczone dla go?ci. I w przypadku mieszkania babci, by?o to wej?cie g??wnie dla eleganckich pa?, klientek szyj?cych sobie u dziadka wspania?e, modne p?aszcze i kostiumy.

Na co dzie?, zar?wno domownicy, jak i przyjaciele domu, ale te? ludzie maj?cy lepsze i gorsze sprawunki, zjawiali si? od strony kuchennej. To po prostu by?o wej?cie domowe. Od razu wchodzi?o si? przez przedsionek do du?ego, najwi?kszego pomieszczenia, kt?re w dzie? by?o pracowni? krawieck?, ze stoj?cymi pod oknem maszynami do szycia, sto?em, manekinami. A jednocze?nie wcze?nie rano i generalnie wieczorem by?a to kuchnia oraz miejsce spokojnego komentowania i cieszenia si? wsp?lnot?.

Przypominaj?c sobie te pomieszczenia, zw?aszcza kuchni?, Sta? z podziwem wspomina babci?, ale r?wnie? spos?b godzenia w jednej przestrzeni, co prawda du?ej, tak wielu czynno?ci. Przecie? tam by?o gotowanie posi?k?w i normalna produkcja pi?knej odzie?y. Dziadek sam kroi? materia?y, przymierza?. Dok?adnie sprawdza? prac? krawcowych. By?y dwie, a mo?e trzy, zapewne by?a te? s?u??ca. To wszystko wymaga?o nie tylko umiej?tno?ci, lecz tak?e dobrej organizacji.

Oczywi?cie w kuchni by? piec w?glowy, zlew z bie??c? wod?, a pod wewn?trzn? ?cian? sta?a przykryta jakim? blatem du?a wanna, w kt?rej w soboty si? k?pano. Pomieszczenie z WC mia?o wej?cie z przedsionka. Ale te szczeg??y, wa?ne, cho? intymne, zupe?nie nie utrwali?y si? w pami?ci Stasia. W ka?dym razie budynek by? skanalizowany.

Za obszern? kuchni??pracowni?, przechodz?c dalej, mie?ci? si? du?y pok?j. To by? po prostu salon mieszkalno?jadalny do dziennego i nocnego ?ycia rodzinnego. A wi?c na ?rodku du?y st??, wygodne krzes?a, z boku pos?ania ? kanapy, a mo?e tapczany? Pod ?cian?, naprzeciwko okien, eleganckie szafy. Oczywi?cie du?y st?? m?g? by? wykorzystywany dla cel?w krawieckich.

I dalej, ale poprzez elegancki ciemny przedpokoik z wyj?ciem, a w?a?ciwie z wej?ciem z g??wnej klatki schodowej, znajdowa? si? stosunkowo ma?y, bardzo ?adny i porz?dnie urz?dzony salonik. Tam by?a wygodna, tak?e przystosowana do spania kanapa, lustro, jakie? toaletki i tam dziadek przyjmowa? klientki. A poniewa? by? znanym krawcem damskim, wi?c to pomieszczenie musia?o zachowywa? odpowiedni standard.

Trzeba wi?cej powiedzie? o elementach mo?e najwa?niejszych. O miejscach do spania. Ot?? z tym by? najmniejszy problem. Miejsca do spania po prostu by?y wsz?dzie. W du?ym salonie dwa tapczany?siedziska, w saloniku wygodna kanapa. W kuchni?pracowni na noc rozk?adane pos?ania. Tam by?o du?o miejsca. Wystarczy?o rozstawi? pol?wki, materace. Pami?tajmy, u dziadk?w bywa?o zawsze du?o ludzi. Oni sami chyba mieli ???ko lub tapczan w jadalnym. W eleganckim, ma?ym saloniku zawsze spali go?cie. Sta? te? tam sp?dzi? z mam? wiele nocy.

Nie by?o jeszcze telewizji, w czasie okupacji nie mo?na by?o mie? radia i Sta? nie przypomina sobie, aby w tamtych latach by?o jakie? zamieszanie przed noc?. Wydaje mu si?, ?e miano wi?cej czasu, aby przygotowa? pos?ania i spokojnie zasn??, a rano, po uprz?tni?ciu, zabra? si? do pracy i do swoich obowi?zk?w.

 

Ko?czy? si? rok 1943

 

?wi?ta rodzina sp?dzi?a na Goc?awku. Sta? zapami?ta? Wigili?. Nie by?o taty, by? w szpitalu, walczy? o ?ycie. O tym si? nie m?wi?o, Sta? nie wiedzia?.

Ale ?wi?ty Miko?aj przyszed?. By?a choinka. Sta?, jak zawsze, bardzo prze?ywa? przygotowania; lepienie ?a?cuch?w, jakich? baniek czy te? kul z ro?kami. To by?y d?ugie wieczory z kolorowymi papierami, wycinaniem, przeci?ganiem nitek, tasiemek. By?y tak?e udane pr?by bardziej skomplikowanych dekoracji. Wykwintne anio?ki. Przede wszystkim r??ne ?a?cuchy. Sta? bardzo lubi? te prace.

Naturalnie, uczestniczy?y w tych dzia?aniach mama, Irenka, pojawiaj?cy si? go?cie. Sta? zapami?ta? z pielgrzymek, kt?re odbywa? z mam? po r??nych dzieci?cych plac?wkach, ?e wiele jej kole?anek uczestniczy?o w tych pracach. Zw?aszcza Janina Petryka. To by?y zadziwiaj?ce ozdoby. Ona potrafi?a z papieru zrobi? prawdziwe cuda ? anio?y, diab?y, kurki, ptaszki. By?a mistrzyni?. Staszek stara? si? na?ladowa?. Wydaje si? zreszt?, ?e papieroplastyka by?a wtedy w modzie. Ale jaka to rado?? w tych ponurych, smutnych czasach! Przygotowywanie ozd?b na choink?? Chcia?o si? doros?ym, chcia?o si? dzieciom. Przyjemnie chocia? powspomina?.