Jełopiada - Jana Skoczylas - E-Book

Jełopiada E-Book

Jana Skoczylas

0,0
3,49 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

„Jełopiada” Jany Skoczylas to komediodramat społeczny przedstawiający patologię w postaci wierszowanej.Na planetę Merkury wysłano kilku przedstawicieli z Ziemi. Ich zadaniem jest eksplorowanie nieznanego miejsca w celu poszerzenia swojej znikomej wiedzy. Potrzeby tych osób są jednak… przyziemne. To chęć uprawiania seksu w oparach niekończącej się libacji. Na Merkurym muszą radzić sobie sami, co nie przychodzi im łatwo, dlatego w kryzysowych sytuacjach zwracają się do Boga-Ducha. Bohaterowie nie zamierzają się dostosować do panujących na planecie warunków, lecz chcieliby powielić życie, jakie prowadzili na Ziemi przed kosmiczną wyprawą. Jest jednak moment, w którym pojawia się deklaracja zmian. Czy jednak życie bez nałogów i długiej listy innych wad miałoby dla nich jakiś sens?

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2017

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Wydawnictwo Psychoskok Konin 2016

Jana Skoczylas „Jełopiada”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Jana Skoczylas, 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Korekta: Paweł Markowski

Skład: Maja Arsić

Projekt okładki: Robert Rumak

Ilustracja na okładce: © Ms.Moloko - Fotolia.com

ISBN: 978-83-7900-502-4

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:[email protected]

OSOBY:

Brinton

Imbec

Kłysia

Mańcor

Pipol

Precel

Wasyl

Duch

CZAS AKCJI:

PROLOG

Z wielkim łomotem ląduje inatychmiast rozbija się amatorsko skonstruowana rakieta kosmiczna, na której widnieje adres ilogo ziemskiego Urzędu Pracy. Po dłuższej chwili zgruzów, wśród unoszących się oparów paliwa isyków silnika, wyłania się powoli ludzka twarz zdosyć zdezorientowaną miną iprawie opróżnioną butelką wódki wręku. Na szyi krawat.

MAŃCOR

Diabli ich nadali!

Gdzie te kiepy nas wysłali?!

Moglim siedzieć zdupą wdomu,

Wszak nie wadzilim nikomu…

PIPOL

Spodnie niedopięte, na szyi – oprócz krawata – zawieszona mała lornetka. Zdenerwowany, bezskutecznie próbuje podnieść się zgruzów.

Luchę miałem rozebraną,

Gienkę brałem na kolano,

Bacha sama do mnie szła –

A tu już odjeżdżać trza!

do Brintona

Zabierz trampek zmego pyska,

Jak uniknąć chcesz wyzwiska!

MAŃCOR

z obrzydzeniem

Lucha krzywa, Gienka gruba,

Bacha zgrabna niby tuba

I jeszcze za stara

Na “barabara”…

Lecz rozruuuuuba nadciągała

I juuuuuż łapa mnie swędziała,

By przyłożyć komu wpysk,

Aż sie zrobi mały odprysk,

Zwłaszcza, kiedy zęby kruche.

Kocham bój irozpierduchę!!!

po chwili

Bój

To mój wuj,

Zadyma –

Moja dziewczyna!

WASYL

Wot icała rodzina!

BRINTON

A niechaj ich pierun strzeli,

Tych urzędowych śmierdzieli!

Impra sie toczyła klawo

I niewiasty brały żwawo,

Dla każdego dobre zioło –

Wieczór płynie nam wesoło,

Tytoniu całe połacie,

Tęga muza huczy wchacie –

Aż tu, kurtka, naraz macie:

Imprę wmig opuszczać trzeba! –

Co za szkoda! Co za bieda!

WASYL

wstając wkońcu mozolnie, ukazuje wpełni swą bujną, zmierzwioną czuprynę

Już toczyłem bimbru beczkię,

Aby mózg przerobić wsieczkię –

By na swoje zbite ciemię

Zesłać mocne łuderzenie.

Ktoś przypalił mnie fajeczkię,

A tu naraz masz… wycieczkię!

KŁYSIA

wyciągając rękę do Wasyla

Wasyl, zmoło, pomóż wstać –

Nie damłady się wydostać!

Uchwyć no mnie tu za szelki…

Wszelkiej łyby wybółwielki –

Od łekina do muszelki.

Piłanie

W śmietanie

I słebłnej makłeli

Z ostatniej niedzieli

Półmisek cały!

I wielkie dołsza gały,

Co mój apetyt wzmagały,

A my – jak te bęcwały –

Opuszczamy libację,

Porzucając kolację!

Dwie tylko liznąłem kiełbie,

Bimbeł jeszcze huczy we łbie!

do Mańcora

Nastąp się – zmoło przebrzydła –

Widzisz, że mnie zgniotły śmigła!

Nie mogę wyniść spod właku,

Ty małowiejski pustaku!

MAŃCOR

Zawrzyj gębę, boś jest cep –

Zara ci zasunę włeb!

KŁYSIA

zmieniając ton

Pomóż, mój złoty Mańcorze!

Kto, jak nie ty, mi pomoże?!

MAŃCOR

Wstawaj, wstawaj

I głupiego nie udawaj!

IMBEC

wyłaniając się jako ostatni spod gruzów, zniesmakiem podsumowuje dotychczasową dyskusję

Gołe dupy, żarcie, picie –

Oto całe wasze życie!

I jeszcze fura tytoniu –

Istny gamoń na gamoniu!

Należy docenić Unię,

Że doskonale rozumie

Potrzeby wybitnych obywateli,

Którzy by awansu chcieli

I nie marnują niedzieli

Na dzikie libacje,

Lecz podejmują eksplorację

Nieznanego,

By uzyskać wiedzę ztego

I wyjść zgłupoty cienia,