Nie tylko Herbert - Mariusz Solecki - E-Book

Nie tylko Herbert E-Book

Mariusz Solecki

0,0
3,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

E-book o tytanach polskiej poezji: Herbercie, Różewiczu, Miłoszu – i ich następcach; starszych (K. Karasek, L. A. Moczulski, K. Hoffman), w średnim wieku (R. Krynicki, A. Szymańska, P. Roguski, J. Durski), względnie młodych (J. Szymik, J. Sochoń, U. M. Benka, K. Kuczkowski, B. Gruszka-Zych, G. Kociuba, D. Suska) i najmłodszych (R. Kobierski, S. Sokołowski, J. Jakubowski, A. Nowaczewski). Pisany z pasją i profesjonalizmem. Akademicki i kontrowersyjny. Nić Ariadny po labiryncie liryki z przełomu tysiącleci.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2018

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Mariusz Solecki

Nie tylko Herbert

Szkice krytyczne i eseje interpretacyjne o poezji polskiej z przełomu tysiącleci

Copyright by Mariusz Solecki 2018

ISBN 978-83-934664-1-2

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie I 2018

Konwersja do epub i mobi A3M Agencja Internetowa

Od autora

Przed Państwem elektroniczna książka o tytanach polskiej poezji: Herbercie, Różewiczu, Miłoszu – i ich następcach: starszych (K. Karasek, L. A. Moczulski, K. Hoffman, Z. Jankowski), w wieku średnim (R. Krynicki, A. Szymańska, P. Roguski, J. Durski), względnie młodych (J. Szymik, J. Sochoń, U. M. Benka, K. Kuczkowski, J. Drzewucki, B. Gruszka-Zych, G. Kociuba, D. Suska) i najmłodszych (R. Kobierski, S. Sokołowski, J. Jakubowski, A. Nowaczewski, G. Kwiatkowski). Pisana z pasją i z profesjonalizmem. Akademicka i kontrowersyjna. Nić Ariadny po labiryncie liryki z przełomu tysiącleci.

E-book zbiera teksty krytycznoliterackie i eseje interpretacyjne, ogłaszane (w znakomitej większości) przez autora w czasopismach kulturalnych na przestrzeni kilkunastu lat (2002–2018). Poświadcza niezłą kondycję polskiej poezji na przełomie tysiącleci.

Wściekłość i wstyd (T. Różewicz, Wyjście, 2004)

W dziedzinie polskiej liryki początek trzeciego tysiąclecia należy zdecydowanie do Tadeusza Różewicza. Na przestrzeni zaledwie nieco ponad czterech lat poeta wydał aż trzy zbiory ważnych wierszy: Nożyk profesora (2001), Szarą strefę (2002) oraz – u schyłku 2004 roku – Wyjście1.

Wyjście grupuje 43 niejednorodne tematycznie teksty: od lamentów nad stanem poezji i jej językowego tworzywa2 (słowa, lawina), poprzez wiersze głodne transcendencji3 (inc. Dostojewski mówił..., palec na ustach, co zobaczył Akwinata, nauka chodzenia) – do ostrej, momentami zjadliwej satyry społecznej: eurospołecznej i globalnospołecznej (nosorożec, główka pracuje, mini kosmos, przecieram oczy, strachy na lachy, rozmowa ojca z synem o zabijaniu czasu), plus kilka subtelnych, ściszonych, filozofujących liryków (na oczy Nieznajomej, Ashurbanipal killing a wounded lion, inc. biel się nie smuci...) oraz obowiązkowa spłata daniny ocaleniu (serce podchodzi do gardła, Der Zauberer Czarodziej). Na osobną uwagę zasługuje, bytujący na styku wszystkich wyliczonych kategorii tematycznych, najrozleglejszy utwór tomu – blisko jedenastostronicowy, autobiograficzny, zmetaforyzowany, hiperintertekstualny poemat konwersacyjny4tempus fugit (opowieść)5, kongenialny arcydzielnemu poematowi konwersacyjnemu Różewicza, jakim bezdyskusyjnie jest Nożyk profesora.

Wyjście nosi ślady licznych lektur poety – to nieuniknione zatem, że wyrazistym budulcem tomu są cytaty (uwagę przykuwają szczególnie niemieckojęzyczne) i autocytaty; warianty ekstremalne tych drugich przybierają postać duplikatów wierszy znanych już publiczności literackiej z wcześniejszych książek pisarza. Liryki ponowione (np.: bajka, co zobaczył Akwinata, na oczy Nieznajomej, w pensjonacie, dlaczego piszę?) stanowią znaczny procent wszystkich utworów zbioru. Różewicz coraz chętniej ucieka się do repetycji, co życzliwi zinterpretują jako autorytatywną stałość poglądów, zaś nieżyczliwi odbiorą jako sygnał wyczerpania.

Wyjście nosi ślady nie tylko licznych lektur, ale i podsłuchań głosów współczesności, cytowanych z uporem kronikarza czasu zarazy: „wczoraj między apokalipsą i sielanką / usłyszałem w eterze / że efekt cieplarniany / jest wywołany / nie tylko przez przemysł samochodowy / ale przez krowie «placki» / z których ulatniają się wielkie ilości / gazów do atmosfery / w związku z tym w laboratoriach pracują nad / szczepionką przeciw gazom u krów” (Główka pracuje), „kierowca: «spierdalaj pan / z tego samochodu» / pasażer: «pan nie ma prawa» / kierowca: «w mojej taksówce / ja stanowię prawo» // dialog skończył się na skrzyżowaniu / ulic Jana Pawła II / i Anielewicza” (Mowa rozmowa dialog). Poezja Różewicza – jak na epifanię przystało – zawsze rodziła się w warunkach betlejemskich, programowo odcinała się od czysto estetycznej genezy.

Wściekłość i wstyd to podstawowe dominanty emocjonalne tomu. Nietrudno ustalić wektory wściekłości i motywacje wstydu. Źródłem, pierwszą przyczyną wściekłości i wstydu są: ponowoczesny świat i jego demiurg – człowiek.

Dlaczego Różewicz tak wścieka się na rzeczywistość i kąsa satyrą, ironią, persyflażem? Dlaczego nie zamknie się w szklanej wieży klerka? Pytając Herbertem: dlaczego zniża świętą mowę do czarnej piany gazet? Do ekskrementów medialnej cywilizacji? Niech umarli grzebią swoich umarłych – przecież słyszał. Więc dlaczego? Wstydzę się – wyznaje już w tytule przedostatniego wiersza tomu, wstyd wymusza pisanie:

siedzę w ubogim kramiku

przy kulawym stoliku

i zaczynam się wstydzić

nad nami rosną

supermarkety z koszami (!)

pełnymi książek

kosze z

bestsellerami podpaskami

aniołów i wróżek

promocja obwarzanków

Joanne K. Rowling

Paulo Coelho

Charlotte Link

i Stephen King

Joanne Rowling

Joanne Rowling

daleko

w tyle Dalaj Lama

ze swoimi radami

płynącymi z serca

nie nadąża już

za władcą pierścieni

i za królową Noor

i za panią Nuala O’Faolain

za lokajem Hitlera

i za Rowling Sabriną

madonną

ktoś się do mnie uśmiecha

ukrywam twarz

Stary poeta wstydzi się współuczestnictwa w oblepieniu wydzielinami pseudokultury konsumpcyjnej, wstydzi się „dokonań”, „osiągnięć” ludzkości. Wstydzi się gustów i wyborów czytelniczych, prymatu efektownej a intratnej łatwizny, blitzkriegów pisarskich Rowling, Coelho nad literaturą istotną, pociągającą wzwyż, wzmacniającą człowieka w odbiorcy – jak na przykład książki Dalajlamy. Wstydzi się, ukrywa twarz, bo nad nami już nie niebo gwiaździste – „nad nami rosną / supermarkety z koszami (!)”. Wyraz „kosz”, zmodyfikowany nawiasowym wykrzyknikiem, zostaje przewartościowany semantycznie, wskutek tej operacji jego desygnatem nie jest już przestronny mebel na artykuły sklepowe, tylko pojemnik na śmieci. Jakże ma się nie wstydzić stary poeta i nie wściekać, skoro ludzkość, rzekomo zdolna do wyciągania wniosków z przeszłości, przeszła płynnie od człowieka zlagrowanego do człowieka zhipermarketyzowanego, od totalitaryzmu wyżycia do totalitaryzmu użycia?!

Wstydzę się – jak już zasygnalizowano – to przedostatni utwór zbioru (zbioru – dodać należy – projektowanego od awersu po rewers okładki przez artystę, ozdobionego rysunkami Pawła Różewicza), a potem już tylko efekt wieka trumny – Cmentarz wierszy – katalog pozycji biblioteki poetyckiej warszawskiego wydawcy F. Hoesicka z cenami na rok 1928 przy niektórych tomikach („Choromański Leon Urna 6 zł / Denhoff-Czarnocki Wacław Włóczęga 4 zł”). Sporządzone za pomocą ekwiwalentyzacji wersowej, nieomalże alfabetyczne zestawienie poetów sprzed kilkudziesięciu lat i ich poezji mówi dobitnie o umieraniu książek. Czy Różewicz, polemizujący z Nietzscheańskim „Bóg umarł” w najobszerniejszym poemacie Wyjścia – tempus fugit (opowieść), głosi śmierć książki? Tak, głosi, stwierdza, zaświadcza – jeszcze nie śmierć, może nawet jeszcze nie agonię, ale już zmierzch.

Stwierdzenie nieodwracalności procesu socjologicznego, jakim jest obumieranie roli książki w życiu społeczeństwa masowego, stawia poetę pod ścianą dramatycznego pytania Herberta z Prologu: „Komu ja gram”? Różewicz, pragnąc podtrzymać sens swojego pisania dla odbiorcy naszych czasów, próbuje odnaleźć szczyptę smaku w menu popkulturowym ponowoczesnej współczesności. A jeśli sól utraciła swój smak? Poeta nie wątpi, iż stało się tak. Istotnie, musi ulec świadectwu zmysłów, albowiem nie da się nie zauważyć, że „ten świat wyszedł z formy” i „normy” (Przecieram oczy). Jak odkręcić chocholi taniec tandety?

Wirujemy. Sól ulega wypłukaniu, rozpuszczeniu w słodkim oceanie kiczu: estetycznego, ale i etycznego. Staremu poecie przypadła niewdzięczna rola Kasandry: przepowiadanie nieszczęść w sztuce, w życiu społecznym, globalnym, nowopolskim:

budzę się rano

w jakimś kryminale

bez krat

gdzie jestem pytam

gdzie ja jestem

widzę na gwoździu gazetę

poznaję po języku

że gazeta polska

polska nasza

jeszcze nie sprzedana

nie w rękach Fortynbrasa

norweskiego Pana

przecieram oczy

gdzie jestem

gdzie ja jestem

wszędzie widzę kraty

ten świat

wyszedł z normy

Jak zatem obronić teleologię układania słów w wersy, strofy? Po co pisać? Ażeby nie dać się zwieść życiu takiemu, jakie się narzuca, jakie chce uchodzić za jedyne i za najlepsze z możliwych. Po to pisać. Taka jest odpowiedź poety na pytanie dlaczego piszę?, pytanie intronizowane na tytuł wiersza:

czasem „życie” zasłania

To

co jest większe od życia

Czasem góry zasłaniają

To

co jest za górami

trzeba więc przesunąć góry

ale ja nie mam potrzebnych

środków technicznych

ani siły

ani wiary

która przenosi góry

więc nie zobaczysz tego

nigdy

wiem o tym

i dlatego

piszę

Pisanie ma moc odsłaniania tego, co zasłania życie, a jest większym od życia. A „co jest większe od życia”? Nie samym życiem żyje człowiek. Życie dla samego życia nie ma sensu. Jest kilka archaicznych wartości, dla których ludzie jak my – jakże różni jednak od nas – rezygnowali z życia: Bóg, Honor, Ojczyzna, Prawda, Wolność, Wierność.

Cóż pozostaje impotentom egzystencji, karłom stojącym na barkach olbrzymów? Nadzieja, że poezja ewokuje wartości. A skoro tak, a jeśli ewokuje wartości, to, nie czytając, odbieramy sobie życie!

Tadeusz Różewicz, fot. M. Solecki

Ostatnie wiersze Miłosza (C. Miłosz, Wiersze ostatnie, 2006)

Nie był brylantem, z którego w czasie kalekim strzelaliśmy do wroga. Był jak Mickiewicz – nie wdał się w awanturę narodową (w sierpniu czterdziestego czwartego). Wolał opiewać ogrody niż cmentarze.

Nie tylko z nadmienionych wyżej powodów miał wrogów – jedni zamknęli przed nim granice ojczystego kraju, inni (jakby ci sami) – na długo proskrybowali wszystkie wytwory jego pióra, jeszcze inni (odmienieni, ale jakby ci sami) – w poczuciu lepszości strącali dorobek jego życia ze Skałki.

Łatwo oskarżać, nie będąc samemu postawionym w sytuacjach krańcowych.

Przeżył większość swoich wrogów:

Więc jednak przetrzymałem was, moi wrogowie!

Wasze nazwiska mech teraz porasta.

A gorliwie braliście udział w obławie

Na zdrajcę i wyrodka. (Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki)

Przeżyje tych, których jeszcze przez jakiś czas łaskawie ziemia będzie nosić. Przeżyje wszystkich – będzie wciąż wznawiany, czytany i komentowany. Miłosz postawił sobie nagrobek trwalszy od spiżu. Z tego powodu nie ustaje, choć, trzeba to przyznać, coraz bardziej zacicha, zgrzytanie zębów jego adwersarzy.

***

Dorobek poetycki Miłosza (1911–2004), zamykający się pomiędzy Poematem o czasie zastygłym (1933) a Drugą przestrzenią (2002), już po śmierci autora okazał się formą bardziej pojemną, niż nawet on sam przewidywał: oto polska literatura (co oznacza – w odniesieniu do Miłosza – również europejska i światowa), za sprawą Wydawnictwa Znak i dzięki mrówczej pracy Agnieszki Kosińskiej, sekretarki poety – wzbogaciła się o pośmiertny tom liryków Czesława Miłosza Wiersze ostatnie6.

„Autor nie nadał tej książce tytułu ani nie sporządził jej spisu treści. Odpowiedzialność za układ wierszy, podział na części i ostateczny kształt tomu musiał w tej sytuacji wziąć na siebie jego redaktor i edytor” – informuje otwarcie w nocie Od wydawcy Jerzy Illg. Edytorzy zamieścili w Wierszach ostatnich czterdzieści cztery teksty Miłosza, grupując je w pięć bloków tematycznych, według schematu: I – utwory autobiograficzne (12), II – portrety poetyckie (9), III – poemat Orfeusz i Eurydyka, IV – medytacje filozoficzne i sceny rodzajowe z czasów popkultury (11), V – utwory przesycone sacrum (11).

Na szczególne zaakcentowanie zasługuje fakt, iż spośród czterdziestu czterech seniliów Wierszy ostatnich, aż dwadzieścia sześć to inedita – utwory niepublikowane za życia pisarza. (Szczegółową historię wierszy zestawia w Bibliografii Agnieszka Kosińska).

***

Nietrudno rozpoznać starego, dobrego literacko Miłosza w Miłoszu Wierszy ostatnich. Czytając tom, ma się pewność, że poprzez medium podmiotu lirycznego przemawia do odbiorcy ten sam pisarz, który składał Ocalenie i Miasto bez imienia, Dalsze okolice i Pieska przydrożnego. Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz – polski Litwin, nieodmiennie przenoszący swoją duszę utęsknioną do pagórków leśnych, łąk zielonych nad Niewiażą:

Kiedy biegałem boso w ogrodach nad Niewiażą

Było tam coś, czego wtedy nie próbowałem nazywać:

Wszędzie, między pniami lip, na słonecznej stronie gazonu,

na ścieżce wzdłuż sadu,

Przebywała Obecność, nie wiadomo czyja. (Obecność)

Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz, w nieustannym agonie z Herbertem:

nie rywalizuję z panem od biologii

który tłumaczy dzieciom czego dowiodły

prawa natury (Pan od matematyki).

Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz, podejrzliwy wobec konsekwencji, jakie pociąga za sobą oddawanie się sztuce:

Tak, rzeczywiście, napisałem dzieło.

To znaczy tyle, że jestem świadomy,

Jak niebezpieczna to sprawa dla duszy.

Wystarczy zbadać parę życiorysów.

Moi rówieśni: Andrzejewski Jerzy

Albo mój krajan znad rzeki Niewiaży,

Pan Witold Gombrys, nie byli świetlani.

I nawet, myśląc o nich, ich osobach,

O ich obsesjach i nędznych wybiegach

Spotworniałego ego, o nieszczęściu,

Odczuwam litość i razem obawę,

Że może jestem taki sam jak oni,

Że udawałem dąb, a byłem próchno. (Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki)

Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz, uchylający czytelnikom metafizyczne drzwi drugiej przestrzeni:

Poeta William Blake dożył osiemdziesiątki,

a kiedy umierał, śpiewał triumfalne hymny.

Bo wiedział, że przenosi się tylko do innej

krainy, niewidzialnej dla oczu śmiertelnych.

Jej mieszkańcy otrzymują ciała niematerialne

ale substancjalne, takie, jakie miał Jezus

zmartwychwstały, kiedy ukazał się uczniom (Niebiańskie).

Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz – trubadur afirmacji istnienia, piewca ziemskich rozkoszy:

Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.

O dymiącej wodzie różanego brzasku.

O kolorach: cynobru, karminu,

sieny palonej, błękitu.

O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.

O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.

O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.

O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada

pelikanów nad zatoką.

O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.

O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci

I żadnym swoim rymem nie sławił nicości. (Orfeusz i Eurydyka)

Ten sam – stary, dobry literacko Miłosz, nieukrywający, że ukrywa, co powinno być zakryte:

Nie wyjawiać co zabronione. Dochować sekretu.

Ponieważ ujawnione ludziom szkodzi. (*** Nie wyjawiać…),

explicite piszący o tym, że nie o wszystkim pisze:

Są to historie ludzkie, patetycznie żałosne,

Których nigdy nie opowiem. Zastanawiam się

Co mnie powstrzymywało. Może rozumienie,

Że wszystkim nam właściwa jest pewna koślawość

Czy też niezborność, starannie ukrywana,

Że wyjawianie jest to taki nietakt

Jak wytknięcie palcem garbatego. Skoro już jestem

Szamanem, mam odprawiać moje rytuały

Nieco powyżej, a nie poniżej człowieka. (Historie ludzkie)

***

Kiedy umiera pisarz, bodaj jeden z ostatnich deklarujący wiarę w etyczną powinność, misję literatury, pojmujący pulchrum integralnie z bonum i verum – rozglądając się dookoła, dokonujemy odkrycia, które bynajmniej nie napełnia nas radością, że mianowicie ponowoczesny świat kultury coraz gęściej zaludniają twórcy, mający nam do zaoferowania (jedynie) postmodernistyczną grę w kotka i myszkę. Kto tu się dobrze bawi i czyim kosztem, dobrze wiemy, ale… Ale skoro już ani przez posłów, ministrów i samorządowców nie jesteśmy poważnie traktowani, chcielibyśmy choć przez pisarzy być tak traktowani – z szacunkiem, godnością, z troską o to, co nam (naszemu człowieczeństwu) służy, a co szkodzi…

Pisarz umiera, kiedy nie jest czytany (wznawiany, komentowany). Komu jak komu, ale Miłoszowi taka śmierć nie grozi. A dopóki w kraju nad Wisłą będziemy cieszyć się ze stosunkowo młodego prawa wolności lektury (1989) – żadna siła nie zmusi miłośnika literatury do partycypacji w ludycznej gonitwie kotka i myszki. (Kto się w niej dobrze bawi i czyim kosztem – dobrze wiemy). Wiadomo również, kogo czytając, będziemy odzyskiwali swoją godność, budowali człowieczeństwo, znajdywali odpowiedzi na to, o co pytamy w związku z tajemnicą istnienia.

Tak oto w bardzo naturalny sposób Wiersze ostatnie staną się wierszami pierwszymi w hierarchii czytelniczych preferencji.

„Wszystko to wiedziałem znacznie wcześniej”. Motyw starości w Epilogu burzy Zbigniewa Herberta (esej)

prolegomena

Więdną liście skóry, przygasa letnie światło rozumu, mgłą siwizny zarasta łąka włosów. Jeśli spacer, to już tylko na trzech nogach, odpowiednio do opowieści Sfinksa. W rozkopanych kartofliskach ciała gniją przejrzałe narządy, garść wnucząt wydziobuje z listopadowej dłoni słonecznik. Jesień życia – starość. Spieszmy się, zanim krajobraz jesienny wystygnie w wieczną zmarzlinę.

Dla poety, istoty artystycznie przeżywającej własne istnienie, życie jest podstawowym tworzywem uprawianej sztuki – doprawdy – wielki artysta nawet z nieskończenie trywialnego, do znudzenia wypowtarzanego w biografiach zdarzenia bytowego może uczynić arcydzieło, obiekt godny zadumy estetycznej. Bo czym może znęcić choćby taka starość? Realnie – niczym, fikcyjnie (czytaj: w sztuce) – magnetycznym kształtem artystycznego wysłowienia. Dla wybrańca Muz, którym się w tym szkicu zajmiemy, introspektywnie rozpatrywana rozciągłość temporalna procesualnej starości stała się substratem egzystencjalnym zdatnym do krystalizacji produktów artystycznych w poezji (uff!).

W twórczości Zbigniewa Herberta (1924–1998), bo o tym autorze mowa, starość – jako motyw i temat utworów – jest wielokrotnie sygnalizowana i na różny sposób obecna7. Jednakże problem ów w żadnym z wcześniejszych tomów nie stał się lejtmotywem, jak to ma miejsce w , gdzie schyłek życia dodatkowo zostaje pogłębiony o wymiar eschatologiczny. Nie trzeba nikogo przekonywać, że odczucie starzenia się nabiera intensywności w doświadczeniu przyśpieszonego zaciskania się garoty śmierci. W takich okolicznościach nie sposób nie wsłuchać się w ostatni tom Herberta jak w łabędzi śpiew – człowieka i poety. I to może nawet w takiej kolejności.

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollst?ndigen Ausgabe!