4,99 €
Mikołaj, młody idealista u progu kariery naukowej, usiłuje na nowo ułożyć sobie życie w kilka miesięcy po tragedii, która odebrała mu wszystko. Dla Julii, ambitnej, początkującej pisarki, skrywająca sekrety przeszłość Mikołaja to wymarzony temat na niebanalną powieść. Jej ciekawość zostanie jednak wystawiona na próbę – Mikołaj pilnie strzeże swoich tajemnic. Jak daleko wypada posunąć się, by rozwikłać tajemnice drugiej osoby? I gdzie przebiega granica między prywatnością, wścibskością, a doskonałym materiałem literackim? W tej szalonej, nierzadko dramatycznej opowieści o miłości, przyjaźni i zdradzie, nic nie jest pewne, a fikcja i rzeczywistość niebezpiecznie zlewają się w jedno. Czy to na ulicach Londynu, czy w scenerii Trójmiasta, bohaterowie muszą stawić czoła wydarzeniom, które zmienią ich na zawsze. W miarę rozwoju sytuacji coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że to nieprzewidywalna Julia rozdaje w tej powieści karty...
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2014
OLGA DZIEDZIC
NOC ROśNIE WE MNIE
Wydawnictwo Nowy Świat© Copyright by Olga Dziedzic, 2014
© Copyright by Wydawnictwo Nowy Świat, 2014
Projekt okładki: Nowy Świat
ISBN 978-83-7386-539-6
ebook ISBN 978-83-7386-832-8
Wydanie IWarszawa 2014
Wydawnictwo Nowy Świat
ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa
tel. 22 826 25 43, faks 22 826 25 47
internet: www.nowy-swiat.pl
Mikołaj ztrudem otworzył opuchnięte powieki. Leżał na podłodze, ciało miał obolałe, aoczy piekły go od łez. Ile czasu spędził wtakiej pozycji? Nie miał pojęcia. Po tygodniu przestał liczyć. Dni inoce zlały się wjedno, awszystko pokrył szary, gęsty iduszący pył. Tylko czasami, zzupełnie niezrozumiałych dla niego przyczyn, ktoś uparcie starał się przerwać ten letarg. Tym razem zodrętwienia wyrwało go łomotanie do drzwi. Nie poruszał się, zdeterminowany znów je zignorować. Siła uderzeń wskazywała niechybnie, że to James. Chwilę później potwierdził to jego poirytowany głos:
– Em, wiem, że tam jesteś. – James wymierzył kilka ciosów pięścią wdrzwi. – Otwieraj, słyszysz? Tak nie można! Ta farsa trwa już zbyt długo. Odchodzimy od zmysłów. Nikt nie wie, co się ztobą dzieje. Zamknąłeś się wczterech ścianach, nie odbierasz telefonów. Stary! Nie wkurwiaj mnie, bo wyważę te cholerne drzwi. – Po tych słowach nastąpiła kolejna porcja ciosów.
Biedne drzwi niczym nie zasłużyły sobie na takie traktowanie, ale Mikołaj, zupełnie nieczuły na ich los, tak zresztą jak na los tego zdegenerowanego świata, wcale nie zamierzał ulżyć ich cierpieniu. Wpółmroku poruszył tylko słabo ręką wposzukiwaniu butelki whisky. Na pewno gdzieś ją tu zostawił. Jedyne źródło ulgi. Wymacał ją ipodniósł zpodłogi. Z niezadowoleniem odnotował, że była zupełnie pusta. Walenie do drzwi ustało, aJames postanowił zmienić taktykę. Tym razem perswadował niemal błagalnym tonem:
– Stary, proszę cię. Odezwij się, powiedz chociaż słówko ipójdę sobie, obiecuję. Daj znak życia, wydaj dźwięk, pomruk, cokolwiek. Tak nie można, no naprawdę... rozumiem, że cierpisz, ale błagam cię, powiedz coś.
Widząc, że łagodna perswazja nie przynosi rezultatów, James wrócił do krzyków iłomotów:
– Nie myśl, że to koniec. Wiem, że tam jesteś. Wiem, że żyjesz. Nie poddam się, dopóki cię stamtąd nie wyciągnę. Po dobroci, siłą albo podstępem. Słyszysz? Wiem, że mnie słyszysz, sukinsynu. Tak nie wolno. Wiesz, że nie robię tego ze złośliwości. Zamartwiam się na śmierć. Nie masz serca. Słuchaj, idę sobie teraz, ale wrócę tu jeszcze dzisiaj, będę wydzwaniał, aż odbierzesz, awkońcu wyłamię te pieprzone drzwi, jeśli będzie trzeba. Dobrze wiesz, że mnie na to stać. Fuck. Go to hell. Stupid bastard.
Walenie wreszcie ustało, aJames poszedł sobie. Jego gniew iirytacja były zrozumiałe, ale Mikołaj nie czuł się gotowy wrócić do świata. Trudno zresztą powiedzieć, czy taki powrót kiedykolwiek nastąpi. Nie po tym, co zaszło. Zamknął powieki, kontemplując samobójstwo, ale po raz kolejny doszedł do wniosku, że jest na to zbyt słaby. Nie mógł odkleić się od podłogi, więc otak radykalnym kroku nie mogło być nawet mowy. Wwyobraźni widział jak zaciska pętlę wokół szyi albo wkłada głowę do piekarnika, ale wrzeczywistości nie miał na to sił, zdrętwiałe członki odmawiały mu posłuszeństwa. Amoże po prostu nie był gotowy na śmierć, mimo że pragnął jej tak bardzo? Może nie przyszedł jeszcze jego czas na rozstanie ze światem, mimo że żywił do niego taką nienawiść? Może podświadomie czuł, że życie jeszcze się dla niego nie skończyło, chociaż stracił wszystko, co miało dla niego jakiekolwiek znaczenie? Pragnął teraz nie myśleć oniczym iznów popaść wodrętwienie, ale bez alkoholu okazało się to niemożliwe. Że też James musiał przyjść izburzyć jego spokój. Ogarnął go zupełnie bezpodstawny gniew, bo przecież przyjaciel martwił się oniego. Pieprzona whisky nie miała się kiedy skończyć! Był pewien, że wzamrażalniku miał jeszcze jedną butelkę, ale żeby do niej dotrzeć, musiał wstać zpodłogi. Wysiłek niemożliwy do ogarnięcia umysłem, nie wtym stanie. Bo jak zmusić kończyny do działania, kiedy posłuszeństwa odmawia mózg, główna baza dowodzenia? Ale jak miał znów zasnąć bez bursztynowego remedium? Błędne koło. Chciało mu się krzyczeć. Leżał na podłodze, usiłując przymusić się do wysiłku, pertraktując ze sobą, argumentując, pokrzykując na siebie wmyślach. Wkońcu zdołał unieść się na łokciach. Miał ciężką głowę, zupełnie jakby zalegała wniej cała masa tłuczonego szkła ikamieni. Krew pulsowała mu wskroniach. Usiadł. Rozejrzał się po pokoju. Przez szczelnie zaciągnięte zasłony sączyło się ohydne, popołudniowe światło. Jakim prawem wdzierało się nieproszone do wnętrza? Porażający brak taktu. Nie pojmował, jak po tym, co się stało, słońce wogóle miało czelność wschodzić. Co gorsza ośmielało się świecić tak jasno, podczas gdy wjego sercu panował atramentowy mrok. Zupełnie jakby wszechświat uwziął się na niego ipostanowił dokopać mu ze wszystkich sił. Hej, atomy, gwiazdy, galaktyki i
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!
