Płomienie winy: część 5 - Inger Gammelgaard Madsen - E-Book

Płomienie winy: część 5 E-Book

Inger Gammelgaard Madsen

0,0

Beschreibung

W gwarze cudzych opinii trudno usłyszeć echo własnych wspomnień. Liv Løkke wciąż dręczą koszmary o pożarze, który odebrał jej matkę. Pewnego razu kontaktuje się z nią dziennikarka, która łączy tragedię w jej domu ze śmiercią miejscowego funkcjonariusza policji. Liv stawia się na spotkanie, ale w trakcie rozmowy ogarnia ją wściekłość i wychodzi. Mimo to Anne Larsen decyduje się na publikację materiału, który odsłania nowy trop. Liv dowiaduje się o istnieniu świadka wypadku, w którym zginął policjant Johan Boje. Bez namysłu rusza do jego domu, by odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. Czy to, co zastanie na miejscu, przyniesie ukojenie, czy raczej na zawsze zburzy jej spokój? Piąta część serii mrocznych kryminałów w skandynawskim stylu.

Sie lesen das E-Book in den Legimi-Apps auf:

Android
iOS
von Legimi
zertifizierten E-Readern
Kindle™-E-Readern
(für ausgewählte Pakete)

Seitenzahl: 28

Veröffentlichungsjahr: 2025

Das E-Book (TTS) können Sie hören im Abo „Legimi Premium” in Legimi-Apps auf:

Android
iOS
Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Inger Gammelgaard Madsen

Płomienie winy: część 5 

 

Saga

Płomienie winy: część 5 Tytuł oryginału: Brændende skyld: Afsnit 5  Przełożyła: PBT Copyright © 2016, 2019 Inger Gammelgaard Madsen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788727312217 

 

1. Wydanie w formie e-booka, 2025  Format: EPUB 3.0

 

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

 

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.

 

Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania

Płomienie winy

Część 5 

Żar był nie do zniesienia. Powodował powstawanie na skórze pęcherzy, które swędziały, gdy pękały. Przerażonym wzrokiem wpatrywała się w swoje dłonie, na których zaczęły się pojawiać ścięgna i kości, bo skóra powoli się topiła. Usłyszała krzyk matki. Krzyk, który wdzierał się głęboko w jej gotujący się mózg. Nie mogła poruszyć nogami, jakby wrosły w ziemię. I wtedy go zobaczyła. Villadsa. Szedł otępiały po omacku, a płomienie tańczyły dokoła niego. Chciała krzyczeć, żeby uciekał, żeby jechał z powrotem do Kopenhagi i nie wracał stamtąd, ale paliło ją gardło i cały przełyk aż do żołądka. Z jej ust dobywały się jedynie płomienie, jakby była smokiem. Nagle została wciągnięta w to piekło. Stawiała opór, próbowała się czegoś uczepić, ale nie było nic, czego mogłaby się trzymać. Wołała Villadsa. Wołała też matkę, ale sama była w ogniu, który zmienił się we wściekłego czerwonego potwora o pełnych nienawiści oczach i syczącym języku, dosięgnął jej i zaczął ją spalać, kawałek po kawałku. Krzyczała.

Liv usiadła roztrzęsiona na łóżku. Obudził ją jej własny krzyk. Z czoła spływał pot i gdy próbowała otrzeć twarz, poczuła, że spociły jej się dłonie.

Na zewnątrz było ciemno, a czerwone cyfry budzika pokazywały godzinę pierwszą trzydzieści pięć. Z wolna odzyskała kontrolę nad oddechem. To był tylko sen, mimo że taki rzeczywisty. Koszmary senne powróciły. To była jego wina. Johana Boje. Położyła się z powrotem na mokrym od potu prześcieradle. Kołdra leżała na podłodze, ale było jej tak gorąco, że nie podniosła jej. Wpatrywała się w sufit, przerażona i pełna obaw, że koszmar powróci, jeśli tylko zamknie oczy.

Musiała jednak zasnąć, bo gdy zadzwonił budzik, obudziła się, drżąc. Z trudem podniosła się na łóżku i niemal przewróciła, gdy wstała i potknęła się o leżącą na podłodze kołdrę. Budzik stał na regale pod ścianą, więc musiała wstać, aby go wyłączyć. Gdyby stał obok łóżka, wyłączyłaby go po prostu i spała dalej. Dlaczego w ogóle ustawiła go tak wcześnie? Dotarło do niej, że tego dnia miała wolne. Zamierzała pojechać do Randers, gdzie o dwunastej trzydzieści była umówiona na badania krwi w szpitalu. Jeszcze mnóstwo czasu. Nagle zrobiło jej się zimno, bo była ubrana jedynie w majtki. W nocy było jej tak gorąco, że zrzuciła z siebie przepoconą koszulę nocną. Musiała wziąć prysznic. Czuła, że brzydko pachnie.

Właśnie zjadła dwa tosty z masłem i grubą warstwą nutelli i wypiła dwa kubki kakao, gdy na stole zawibrował jej telefon komórkowy. Wzięła go do ręki z wahaniem. Jeśli kiedykolwiek miała telefon, to zazwyczaj dzwonił ktoś z supermarketu. Albo z ośrodka dla niepełnosprawnych Engly. Może coś się stało Villadsowi. Nie znała numeru, który wyświetlił się na ekranie. Może był to jeden z natrętnych telemarketerów, ktoś z instytut badań społecznych lub organizacji charytatywnej.

– Tak, słucham?

– Cześć, czy to Liv? Może mnie pamiętasz? Tu Anne Larsen z TV2 Østjylland.

To była ta dziennikarka. Liv niemal przerwała połączenie, gdy usłyszała głos tej kobiety.

– Przepraszam, że znowu przeszkadzam, ale przedwczoraj odwiedziłam twojego brata. Bardzo mi przykro, że doznał tak rozległych obrażeń. Nie wiedziałam o tym. Teraz rozumiem, dlaczego nie chciałaś o tym rozmawiać. Jak zły jest naprawdę jego stan? Odniosłam wrażenie, że próbował się ze mną skontaktować… Halo?

Zaległa krótka cisza, podczas której Liv zastanawiała się, czy powinna zakończyć tę rozmowę, ale coś jej nie pozwalało. W jaki sposób ta dziennikarka dowiedziała się, że Villads mieszkał w ośrodku opieki w Engly? Czego tam szukała?

– W jaki sposób? – spytała oschle, a serce zaczęło bić jej szybciej, choć nie tak gwałtownie jak minionej nocy.