0,99 €
„W czas wojny” – to zbiór nowel autorstwa Kazimierza Przerwy-Tetmajera napisanych w 1915 roku.Książka zawiera takie nowele jak U krawca Baczakiewicza w kuchni i Pan Kopciuszyński, jak też utwory Józef Poniatowski, Neftzowie, Chrzciny, Polowanie Sablika, Sablikowa śmierć, Wyjście w góry, O Arnoldzie Bocklinie i Pochód księżniczki przez ogród.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
„W czas wojny. Nowele”
Copyright © by Kazimierz Przerwa-Tetmajer, 1915
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017
Zabrania się rozpowszechniania, kopiowania
lub edytowania tego dokumentu, pliku
lub jego części bez wyraźnej zgody wydawnictwa.
Tekst jest własnością publiczną (public domain)
Tekst oryginalny tłumaczenia: anonimowy.
ZACHOWANO PISOWNIĘ
I WSZYSTKIE OSOBLIWOŚCI JĘZYKOWE.
Skład: Chmielewski Łukasz
Projekt okładki: Kamil Skitek
Druk: E. i Dr. K. Koziańscy
Wydawnictwo: Księgarnia Wydawnicza J. Czerneckiego
Kraków, 1915
ISBN: 978-83-8119-079-4
Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Krawiec Baczakiewicz poznał los. Naprzód owdowiał, pozostając zjedną dziewczynką dziesięcioletnią idwoma chłopcami lat ośmiu isiedmiu. Potem zapadł na oczy izaczął niedowidzieć. Skutkiem tego począł szyć wolno iźle. Roboty ubywało, czeladnik go opuścił, pozostał ztrojgiem dzieci sam.
Nigdy go zanadto nie szanowano, nigdy bowiem nie przestał być biedny. Jeden miał tylko okres świetności wżyciu, kiedy panu radcy miejskiemu Dzielnikowi poprawił spodnie wsamym Lwowie zrobione. Wówczas naprzód radca Dzielnik, potem radca Cielątnicki zamówili sobie uniego spodnie. Spodnie wypadły nienajgorzej iprzyszedł sam burmistrz Poklepacz. Wszedł osobiście do kuchni, która służyła za mieszkanie krawcowi Baczakiewiczowi, to jest wścibił głowę przez drzwi izawołał: panie Baczakiewicz, przyjdźno pan do mnie jutro rano...
Sam burmistrz, który miał na jednym rogu rynku sklep zwędlinami, na drugim rogu rynku szynk, aoprócz tego handlował drzewem na spółkę zŻydami. Zdawało się, że krawiec Baczakiewicz wstąpił wokres chwały. Sam znakomity majster Zieliniak, który miał trzech czeladników, raczył na niego spojrzeć zezem iruszyć czapką wodpowiedzi na ukłon, podczas kiedy dawniej nie spoglądał wcale, akiwał tylko głową. Majstrowi Zieliniakowi zresztą oklientelę „miejscową“ nie szło — ubierał wokolicy dzierżawców, anawet niekiedy praktykantów „po wielkich domach“ — lekceważenie więc jego było czyste iwyniosłe.
