Człowieeeku wyluzuj - Marcin Jaskulski - E-Book

Człowieeeku wyluzuj E-Book

Marcin Jaskulski

0,0
4,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Codziennie bezpowrotnie tracisz czas. Robisz rzeczy, które okradają Cię z Twojego życia. I jeszcze myślisz, że tak właśnie powinno być.Pracuj, walcz, biegaj, kupuj, graj, oglądaj, słuchaj… Przeczytaj, co mówi o tym autor Człowieeeku, wyluzuj!, Rafał Jaskulski:„Spróbuj jedynie trochę wyluzować. Zatrzymaj się na chwilę, przeczytaj bez pośpiechu tę książkę i zastanów się, czy czegoś nie tracisz. A jeśli tak, to czego i w jak dużym stopniu. Masz tylko to jedno życie. Przeżyj je lepiej. Więcej się baw, więcej odpoczywaj i nie lekceważ zdrowia. Organizm upomni się o swoje, jeśli pracujesz bez wytchnienia po dwanaście godzin na dobę, a w weekendy odreagowujesz stres, zalewając się w przysłowiowego trupa”.Dla kogo jest ta książka?- Dla osób, które są rozsądne. Na tyle rozsądne, by nie dać się ogłupić frazesami typu „znajdź 15 minut dla siebie”.- Dla ludzi, którym nie wystarczy „15 minut dla siebie” i chcą się otrząsnąć oraz przeżywać swoje życie dla siebie, a nie według takiego czy innego programu.Czy ciągle czujesz presję, by dawać z siebie więcej. Komu? Czy faktycznie jest to dobre dla Ciebie? Czytając Człowieeeku, wyluzuj!, będziesz mógł odpowiedzieć sobie na te pytania.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2013

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



©Copyright by Złote Myśli & Marcin Jaskulski, rok 2011

Autor: Marcin Jaskulski Tytuł: Człowieeeku, wyluzuj!

Wydanie I Data: 27.03.2012 ISBN: 978-83-7701-339-7

Projekt okładki: Janusz Skierkowski Redakcja: Magdalena Michalak, Sylwia Fortuna Skład: Magda Wasilewska

Wydawnictwo Złote Myśli sp. z o.o. 44–117 Gliwice ul. Toszecka 102 www.ZloteMysli.pl e-mail: [email protected]

Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i  rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.

Niniejsza publikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, ani w  jakikolwiek inny sposób reprodukowana, powielana, ani odczytywana w  środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a  także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wstęp

Długo zastanawiałem się, co powinienem napisać we wstępie do książki, której już sam tytuł może wprawić w zakłopotanie, i to wcale nie tylko pracoholików i sztywniaków. Również tych wszystkich, którzy pozwolili, by nowoczesna filozofia życia w ciągłym biegu zabrała im ich własne „ja”. Którzy dali sobie wmówić, że całodobowe harowanie może z powodzeniem zastąpić życie rodzinne, spotkania z przyjaciółmi, relaks i zabawę. Którzy dostali się w pułapkę zatracania radości życia przez jego nadmierne planowanie, organizowanie i traktowanie nazbyt poważnie.

Od wielu lat z niepokojem obserwuję, jak bardzo nasze społeczeństwo zmienia się na niekorzyść, a jego obywatele coraz bardziej przypominają nastawione zadaniowo cyborgi. Carpe diem nabrało nowego znaczenia. Choć nadal wiele osób obiera je sobie za życiowe motto (cóż, taka moda…), teraz to już nie jest chwytanie dnia. W każdym razie nie takie, o jakim pisał Horacy. Dziś carpe diem to trzy fakultety (z tego zwykle dwa bez sensu i na pokaz), pięć języków (większość po łebkach), „satysfakcjonująca” praca od ósmej do dwudziestej (ale za to za jaką kasę!), trzystu znajomych na portalu społecznościowym (prawdziwych przyjaciół niestety brak), idealny partner (tzn. mniej więcej pasujący do opisu z kolorowego pisemka), no i oczywiście własne mieszkanie na strzeżonym osiedlu, ciągle jeszcze z widokiem na las (plus kredyt na trzydzieści lat w prezencie). Jasne — niekoniecznie to wszystko i niekoniecznie w takiej akurat kolejności, ale wiesz z pewnością, o co mi chodzi. W głównej mierze o zachowanie rozsądku.

Nie, nie zamierzam namawiać Cię, żebyś zrezygnował ze studiów czy przestał spłacać kredyty. Nie rzucaj też posady ani swojego partnera (chyba że akurat chcesz…). Spróbuj jedynie trochę wyluzować. Zatrzymaj się na chwilę, przeczytaj bez pośpiechu tę książkę i zastanów się, czy czegoś nie tracisz. A jeśli tak, to czego i w jak dużym stopniu. Masz tylko to jedno życie. Przeżyj je lepiej. Więcej się baw, więcej odpoczywaj i nie lekceważ zdrowia. Organizm upomni się o swoje, jeśli pracujesz bez wytchnienia po dwanaście godzin na dobę, a w weekendy odreagowujesz stres, zalewając się w trupa.

Widzę już naburmuszone miny co poniektórych, którzy czytają ten wstęp. Zanim jednak postanowisz nie kontynuować lektury, pozwól coś sobie wyjaśnić. Nie chcę niepotrzebnie budować zbyt długich zdań, za każdym razem zaznaczając, że dana treść „oczywiście, absolutnie i przenigdy” nie tyczy się wszystkich ludzi, którzy akurat trafili na książkę Jaskulskiego. Nie jestem w stanie podzielić jej też na rozdziały w stylu: „Dla lekomanów”, „Dla wyzyskiwanych pracowników”, „Dla wiecznych marzycieli” czy „Dla kierowców — idiotów”. Nawet gdybyś był którąś z tych postaci, i tak znalazłbyś w tekście coś, co do Ciebie nie pasuje („A właśnie że nie noszę w kieszeni butelki — małpki z wódką. Kupiłem sobie piersiówkę! Poza tym piję z niej koniak!”). Dlatego uprzejmie proszę o nabranie dystansu i z góry przepraszam tych, których dotkliwie obrażę, bo nie potrafili tego zrobić.

Tak, tak. Zapewne zorientowałeś się już, książka ta nie będzie zbyt stonowana. Wierzę w potęgę cynizmu w procesie otwierania oczu. Pokładam też zaufanie w ironii, bo pozwala spojrzeć na rzeczy pod innym kątem. Co więcej, jestem przekonany, że uderzenie w czuły punkt tylko na początku powoduje ból. Później — o dziwo — przynosi niekłamaną ulgę i zrozumienie, żeby nie powiedzieć — oświecenie.

Kończąc ten przydługi już wstęp: nie, nie zamierzam krzyczeć: „Obudź się!”. Nie jestem przewodnikiem duchowym. Chcę zamiast tego wejść na ten krótki moment do Twojego życia i zadać Ci trochę niewygodnych pytań. Odpowiedzi przyjdą same, ja jedynie mam dla Ciebie kilka przydatnych i nieprzydatnych podpowiedzi. Dlaczego nieprzydatnych? A nadal jeszcze plujesz szefowi do kawy…?

Część I.  Bardzo spięte społeczeństwo

Dlaczego napisałem tę książkę? Jakie są powody twojej codziennej harówki? Jak zostać pacjentem szpitala psychiatrycznego? Ile sił można zmarnować, stawiając na niewłaściwego konia? Kiedy warto przeprogramować swoje życie? Na czym polega zastosowanie modelu 3 x 8 i dlaczego konieczne jest czasami, by zachwiać własną równowagą?

Kim jest autor tej książki?

Wiem, że nie ma się czym chwalić, ale w grudniu 2011 roku skończę trzydzieści siedem lat. Specjalnie zaznaczam rok, serdecznie pozdrawiając wszystkich tych, którzy zakładając sobie adres e-mailowy, podają swój aktualny wiek jako część nicka…

Nie jest też powodem do dumy, iż ukończyłem ekonomię. Było to w czasach już prawie takich samych, jak dziś — większość osób studiowała ten właśnie kierunek. Mimo to już wtedy starałem się wyjść poza ogólny trend, pisząc pracę magisterską o potrzebach psychicznych czytelników „Playboya” (to nie żart, na mojej uczelni krążą o tym anegdoty).

Pracowałem w wielu firmach. Odchodziłem, kiedy coś mi nie pasowało, a więc stosunkowo często. Raz jeden to ja nie pasowałem i zostałem zmuszony do opuszczenia zimnych murów przedsiębiorstwa, z jeszcze zimniejszą kawą, daremnie próbującą zaparzyć się w narażonej na przeciągi kuchni. Ostatecznie znalazłem swoje miejsce, w którym mam szansę łączyć pracę zawodową z moją pasją, którą od wielu już lat jest numizmatyka (to takie „hobby dla starych ludzi”).

Ponieważ w latach podstawówki nauczycielka od polskiego skutecznie zniechęciła mnie do pisania, dopiero po studiach odważyłem się wysłać pewien dosyć zabawny artykuł do jednego z czasopism dla mężczyzn, a kilka lat później nawiązałem współpracę z poważniejszą gazetą o tematyce gospodarczej. Jednak ekonomia podniecała mnie w równym stopniu co poranna owsianka i zarzuciłem tworzenie artykułów z nią związanych. Wiedziony potrzebą wolności i niezależności napisałem powieść Impreza oraz poradnik Inteligentne oszczędzanie. By nie stracić młodzieńczego ducha, dla jednego z portali internetowych przez jakiś czas pisałem również felietony o tematyce damsko-męskiej.

Choć do napisania tej książki skłoniły mnie wieloletnie obserwacje świata i ludzi wokół mnie, punktem kulminacyjnym był artykuł w jednym z kolorowych magazynów, zawierających cenne (jak na kolorowe magazyny przystało) porady o tym, jakimi sposobami w codziennej gonitwie myśli i ciała okiełznać stres. Poza kilkoma ćwiczeniami w stylu Mc-tai chi, Mc-joga i Mc-medytacja (gdzie Mc oznacza ezoteryczno-parapsychologiczny fast food dla naiwnych) było tam zdanie, po przeczytaniu którego — z tego co pamiętam — rozkasłałem się. Głosiło ono: „Każdego dnia znajdź piętnaście minut tylko dla siebie”. Nigdy nie byłem dobry z matematyki, więc użyłem kalkulatora. Nie był kupiony w hipermarkecie, więc nie podawał złych wyników. Jaki zatem wynik otrzymałem? 1/96, czyli prawie jedna setna. Tyle części doby mamy, według autora artykułu, przeznaczać tylko dla siebie. Tak więc, żyjąc jeszcze przez siedemdziesiąt lat (to i tak bardzo optymistyczne założenie, zwłaszcza dla tych, którzy już przekroczyli dwudziestkę), tylko dla siebie będziemy mieli niecały rok. Cudownie!

Czy świat oszalał? Nawet jeśli nie, to jest na dobrej drodze. Nie przeraził mnie sam artykuł, o którym wspomniałem. Przeraziły mnie własne obserwacje, które potwierdzają, że wiele osób nie tylko żyje w podobny sposób, ale dodatkowo uważa, że tak się żyć powinno, a nawet trzeba, bo przecież „tak żyją wszyscy”.

Książka, którą właśnie czytasz, jest wyrazem mojego buntu, który chciałbym wzniecić również w Tobie. Dlaczego? Ano dlatego, że nie warto handlować własnym czasem (i tak ciągle mamy go zbyt mało) i własnym życiem (i tak jest wystarczająco krótkie).

I na koniec: czy aby na pewno miałem odpowiednie doświadczenie, by napisać książkę na taki właśnie temat? Sam musisz to ocenić. Mogę jedynie zapewnić Cię, że mam za sobą trochę przeżyć, które pozwoliły mi lepiej zrozumieć, co tak naprawdę liczy się w życiu. W oddzielonych od reszty tekstu fragmentach Z życia wzięte znajdziesz historie moje i moich znajomych, a także historie zasłyszane, które szczególnie zapadły mi w pamięć. By jednak nie zostać posądzonym o zbytnią subiektywność i obracanie się wyłącznie wokół własnego podwórka, w innych częściach, również oddzielonych od reszty tekstu, pozwoliłem sobie zacytować ciekawe fragmenty z literatury światowej, traktujące o zbliżonej do tej książki tematyce.

Co dziś dałeś sobie wmówić?

Podobno spece od marketingu pękają ze śmiechu, słysząc kogoś, kto twierdzi, że reklama na niego nie działa. Sam swego czasu wpadłem w pułapkę nadmiernej pewności siebie w tej materii. Zaczytywałem się w stosach książek psychologicznych, nie włączałem telewizora i niezmiernie rzadko przeglądałem gazety. Wykupiłem skrzynkę wolną od jakichkolwiek niechcianych e-maili. Przeglądarkę internetową ustawiłem w taki sposób, by blokowała wszelkie bannery i wyskakujące okienka. Czy jednak byłem wolny od wpływu reklamy na moje życie? Absolutnie nie!

Jako potencjalni konsumenci, jesteśmy dla wszelkiej maści koncernów zbyt cenni, by polegali oni na dotarciu do nas wyłącznie drogą zwykłej, powszechnej reklamy. Teolodzy chrześcijańscy wciąż powtarzają, że największym sukcesem diabła jest to, iż wielu ludzi w niego nie wierzy. Podobnie dzieje się z niewiarą ludzi w to, że ktokolwiek może wpływać na ich decyzje, nie tylko zresztą zakupowe.

Bez reklamy świat, jaki znamy, nie mógłby funkcjonować — a jeśli już, to na pewno nie w taki chaotyczny, często absurdalny, trudny do zrozumienia sposób…

Peter Mayle

Skoro ogromna większość osób uważa się za niezależne jednostki, całkowicie odporne na wpływy reklamy, odpowiedzmy sobie na pytanie, dlaczego ta sama większość osób:

nosi dżinsy,kupuje i płaci za internet,uprawia sport,chodzi do barów i/lub restauracji,przegląda codziennie dwa, trzy główne portale internetowe,czyta dwie–trzy najbardziej popularne gazety,słucha tej samej muzyki, płynącej z dwóch–trzech największych stacji radiowych,ogląda wiadomości na dwóch–trzech wybranych programach telewizyjnych,ma telefon komórkowy w jednej z dwóch–trzech najbardziej znanych sieci,ogląda hity filmowe (unikając przy tym zwykle kina niszowego).

Nie, to nie będzie książka o reklamie. Ten rozdział ma Ci jedynie uzmysłowić, że wpływ, jaki wywierają na nas media i samo społeczeństwo, niekoniecznie oznacza, że będziemy używać akurat maszynki G. i akurat szamponu do włosów L. (specjalnie zastosowałem skróty, ale i tak wiesz, o jaki produkt chodzi, czyż nie?). Ten wpływ oznacza natomiast, że się przystosujemy. Będziemy kupować dezodoranty o trwałości czterdziestu ośmiu godzin (niedawno w Niemczech widziałem już takie o trwałości siedemdziesięciu dwóch godzin — niedługo nie będzie trzeba myć się przez tydzień…), chodzić do klubów fitness, dzwonić za jeden grosz i wpłacać pieniądze na najbardziej znane fundacje (jakby te mniej znane miały podopiecznych gorszej kategorii). Nade wszystko, wpływ ten oznacza, że nasze życie będzie (musi być!) takie, jak życie wszystkich innych ludzi wokół nas. Tylko bowiem w ten sposób staniemy się doskonale zdefiniowaną grupą docelową dla tych wszystkich, którzy chcą nam doradzać, co kupować, gdzie bywać i w ogóle jak żyć.

Kreowanie stylu życia sprawia, że reklamowane produkty się sprzedają. Tortu starczy dla większości producentów, my musimy jedynie pragnąć ich wyrobów. O nowym modelu butów nie musisz jednak wcale dowiedzieć się z reklamy — wystarczy, że takie nosi Twój znajomy. Na tematycznych forach internetowych, gdzie szukasz opinii o nowym telewizorze, posłuchasz stałego bywalca, który niejednemu już pomógł w wyborze sprzętu (szkoda tylko, że od dwóch lat pracuje dla firmy E., zachwalając jej produkty). Najlepszy kurs tańca w mieście? No jasne, że ten, w którym lekcje prowadzi pan D., czytałeś przecież o tym na swoim ulubionym portalu (który jest jednocześnie ulubionym portalem pozostałych pięciu milionów osób).

Czerp z innych, ale nie kopiuj ich. Bądź sobą.

Michel Quoist

A teraz do rzeczy: chcesz być trendy (piękne słowo, jakże słowiańskie…)? Chcesz, żeby był fun (znów ta słowiańszczyzna…)? Oto rozwiązanie: kupuj tu i tu, używaj zapachu tego i tego, chodź do tej restauracji, do tego (a nie tamtego) klubu, czytaj książki tego autora, ale nade wszystko bądź modny, na czasie i pracuj na to wszystko. Pracuj na to wszystko bez wytchnienia, nawet jeśli nigdy nie znajdziesz czasu, by się tym cieszyć. Rozumiesz, do czego zmierzam?

Pęd za nowością dość dosadnie opisuje Josef Kirschner w swojej książce Jak być egoistą:

Znam masę ludzi, którzy niestrudzenie „idą z duchem czasu”, jak to nazywają. Zawsze muszą mieć i robić to, co akurat uchodzi za nowoczesne. Nawet jeśli nowoczesność ta jest dokładnym przeciwstawieniem tego, co jeszcze wczoraj uznawano za nowoczesne. Tak bardzo wychwalana umiejętność szybkiego dostosowywania się do trendów czasu służy przeważnie skrywaniu nieumiejętności zajmowania się trwałymi wartościami naszego życia. Przede wszystkim tą największą — samym sobą.

Reklamując swoje wyroby, producenci nakręcają spiralę pożądania. To właśnie dzięki temu tak wiele osób decyduje się harować od rana do nocy, mimo że zwykle nigdy nie znajdą czasu na to, by cieszyć się z nabytych dóbr. Oczywiście wielu z nich z przekonaniem powie, że robią to wszystko wcale nie dla siebie, ale dla rodziny, a zwłaszcza dzieci. Zgadza się — przez krótki czas dziecko faktycznie będzie rozradowane, kiedy dostanie nową zabawkę, dwa razy większą i cztery razy droższą od wszystkich innych. Problem w tym, że wspominając swoje dzieciństwo, niezmiernie rzadko pamięta się rzeczy. Zapamiętuje się przede wszystkim sytuacje i emocje, jak w poniższym przykładzie:

Z życia wzięte: dziecko bogatych rodziców

Robertowi nigdy nie brakowało pieniędzy. Choć zrobił karierę jako adwokat i zarabia naprawdę duże pieniądze, od dzieciństwa był zabezpieczony finansowo przez obrzydliwie wręcz bogatych rodziców. A jednak wcale nie wspomina dobrze swoich młodych lat. Pewnego razu wyznał mi: „Kiedy myślę o moim dzieciństwie, nie przebiega mnie dreszcz na myśl o żelaźniakach czy grach komputerowych, na których wtedy tak bardzo mi zależało i które zresztą prawie natychmiast dostawałem. Myślę raczej o rodzinnych wycieczkach, wspólnych przechadzkach po parku, zabawach i radości, jaką sprawiało mi jedzenie waty cukrowej, którą kupowali mi dziadkowie. Niestety — niewiele było takich chwil. Wychowywała mnie niania i chyba to ją wspominam lepiej, niż wiecznie nieobecnych, zawsze zapracowanych rodziców. Dawali mi wszystko, co materialne, ale nic poza tym. Kochali mnie, ale chyba bardziej kochali swoje kariery. Gdybym miał wybór, naprawdę wolałbym wychowywać się w normalnym domu — może nie w ubóstwie, ale i nie w przepychu, jakiego doświadczyłem. Zabawki z Pewexu i drogie ciuchy po latach nic nie znaczą, ale nieobecność najbliższych doskwiera już zawsze, zwłaszcza we wspomnieniach. Zresztą — i tak niewiele się w tej kwestii zmieniło…”.

Jeśli masz skłonność do pracoholizmu, a jednocześnie tłumaczysz swój nałóg (bo to jest nałóg!) dobrem swoich dzieci, warto, byś dobrze zapamiętał sobie powyższą historię — ku przestrodze. Może po namyśle skłoni Cię ona do wcześniejszego niż zwykle opuszczania biura. Może postanowisz wydłużyć nieco poranny posiłek z rodziną. Praca nie zając — nie ucieknie, za to dzieci dorastają bardzo szybko, a czasem również uciekają — z domu.

Jeśli historia ta nie wywarła na Tobie żadnego wrażenia, bo jesteś co prawda pracoholikiem, ale nie masz dzieci, zachęcam Cię do zapoznania się z treścią rozdziału Pracoholizm. Najlepiej zrób to od razu — może już dziś zdecydujesz się spędzić wieczór nieco inaczej, niekoniecznie przy swoim pracowniczym biurku…

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!

Lesen Sie weiter in der vollständigen Ausgabe!