Krocząc wśród cieni - Christopher KY - E-Book

Krocząc wśród cieni E-Book

Christopher KY

0,0
4,99 €

oder
-100%
Sammeln Sie Punkte in unserem Gutscheinprogramm und kaufen Sie E-Books und Hörbücher mit bis zu 100% Rabatt.

Mehr erfahren.
Beschreibung

Pewnego dnia natknąłem się na wiedzę, dzięki której pokonałem strach, lęki i brak akceptacji. Zdecydowałem, że zaryzykuję i wyruszę w samotną podróż, o jakiej nigdy mi się nie śniło. Za wszelką cenę po prostu chciałem być szczęśliwy. Historia oparta na faktach. Przez tragiczne wydarzenia z dzieciństwa straciłem wiarę w życie i popadłem w głęboką depresję. Stałem się pustym oraz zagubionym człowiekiem, który nie miał w sobie za grosz ciepła. Myślałem, że podróżowanie, realizowanie marzeń czy bycie szczęśliwym zarezerwowane jest tylko dla nielicznych. Wierzę, że moja historia wyzwoli i zmotywuję także Ciebie, byś ostatecznie pokonał przeciwności, a przede wszystkim wygrał wewnętrzną wojnę o samego siebie i świadome życie.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB

Veröffentlichungsjahr: 2019

Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0
Mehr Informationen
Mehr Informationen
Legimi prüft nicht, ob Rezensionen von Nutzern stammen, die den betreffenden Titel tatsächlich gekauft oder gelesen/gehört haben. Wir entfernen aber gefälschte Rezensionen.



Christopher KY

 

 

 

 

 

 

 

Wydawca: Dawid Piątkowski

PRZEDMOWA

 

Książka, którą trzymasz w rękach, poprowadzi Cię przez moje trudne doświadczenia z dzieciństwa, depresję, z którą się wzmagałem, aż po decyzję o samotnej podróży na Hawaje, dzięki której odkryłem swoją życiową pasję i uwierzyłem, że zawsze warto iść za głosem serca i intuicji. Każde słowo, jakie napisałem, było z myślą o tych, których los obdarzył tragicznymi wydarzeniami w dzieciństwie, bo znam ból Waszych ran na duszy i ciele.

Składam przed Tobą swoją życiową historie, byś mógł zaczerpnąć wiedzy od człowieka, który odważną decyzją zmienił całkowicie podejście do życia i otaczającego go świata. Wierzę, że marzenia skrywane i stłamszone głęboko w naszym sercu są możliwe do zrealizowania, musimy tylko za wszelką cenę do tego dążyć.

— Christopher KY

Dla Ukochanej Babci

1. RYTUAŁ

Tworząc swój świat

Minął długi dzień, który zachwycił mnie promieniami słonecznymi i niebieskim niebem. Zobaczyłem swoją ulubioną bajkę pełną nieznanych mi rzeczy. Nastąpiła pora na sen. Wiedziałem, czego się spodziewać tej nocy. Jednak musiał nadejść odpowiedni moment. Czekałem, aż zgasną światła. Aż zrobi się mroczno. Byłem gotów na swój codzienny rytuał. Na oddanie się swojemu mrocznemu światu, gdzie czułem się jak bohater.

Kładę się do drewnianego łóżka. Nastaje ciemność. Czekam, aż wszyscy usną. Wpatruję się w sufit przez kilka minut. W końcu wyciągam spod poduszki szary walkman, który dostałem od kuzyna. Dodatkowo dwie stare plastikowe kasety, które są mi zakazane. Odczuwam dreszcze na plecach. Boję się, że ktoś mnie usłyszy. Ręce delikatnie mi się trzęsą. Wstaję po cichu. Idę na palcach w stronę okna. Biorę po drodze jeszcze drewniany stołek, by móc na nim stanąć. Opieram łokcie na białym parapecie. Wolno odsłaniam fioletową firanę. Dźwigam głowę. Jest przede mną. Piękny i oświetlony jak każdej nocy. Delikatnie za mgłą. To moje miejsce i czas. Czekałem na tę chwilę cały dzień. Pusta szara ulica dzieląca mnie od niego. Migające na żółto dwie latarnie na zmianę. Wielki i poniszczony czerwony ceglany mur, a w końcu piękny niekończący się widok na cmentarz oświetlony kolorowymi zniczami, z których mogłem układać figury jak z gwiazd.

Wokoło drzewa, które w nocy przybierały inną postać. Wiatr nimi pomiatał. Ich cień stawał się agresywny. Gałęzie zaczynały machać. Uznawałem to za przywitanie. Nadszedł czas na załączenie jednej z kaset. Wkładam tę, która jest przepełniona wulgaryzmami. Zakładam słuchawki. Klikam przycisk Play. Zaciął się. Jeszcze raz. Działa. Stos dzikich słów zaczyna napełniać moje uszy. Wsłuchuję się w te słowa i dynamiczną melodię. Czuję się odważny. Spoglądam na groby zmarłych. Nie potrafię uwierzyć, że człowiek umiera. Ściągam słuchawki. Cisza. Zakładam z powrotem. Staram się przeobrazić to miejsce w pogodne dla moich oczu. Nikogo nie widzę. Czy ktoś może tam tańczyć w rytmie falujących gałęzi? Następny utwór. Staram się dobrać do panującego tam wiatru. Wypatruję najdalej położonego krzyża i drogi, jaka mnie z nim dzieli. Drzewa nachodzą na siebie. Droga przeobraża się w tunel. Wokół krzyża leży pełno zniczy. Wygląda to jak światło na końcu tunelu. Mam stąd wyjść? Wpatruję się iwpatruję. Rozmazuje mi się obraz. Widzę tylko światłość zniczy. To ten stan. Odlatuję. Moją głowę przepełnia strach. Zaraz coś ujrzę? Słyszę melodię wyraźniej. Wulgaryzmy. Znów staję się odważny. Utwór się gwałtownie kończy. Otrząsam się i rozglądam. Nie rezygnuję. Jest tam tyle dusz. Chcę kogoś zobaczyć. Zostaję tu jeszcze chwilę. Czuję, jakby ktoś chciał, żebym mu poświęcił uwagę. Boję się. Słyszę swój głęboki oddech. A za mną tykający zegar. Dam sobie jeszcze chwilę. Mam dreszcze na barkach i rękach. Szybko zmieniam kasetę. Ciężko mi ją włożyć. Odwracam i wkładam. Muszę się zatracić wmuzyce, bo inaczej zatracę się pośród duchów. Wciskam ponownie Play. Piekielnie złe słowa znów na mnie oddziałują. Jestem bohaterem tego świata. Czuję czyjąś obecność. Macham przez szybę. Niestety bez odzewu. Ściągam słuchawki, by doświadczyć ciszy. Nagle słyszę tylko gwiżdżący wiatr uderzający w okno. To znak? Szybko wkładam słuchawki. Mrużę oczy. Docieram znów do krzyża. Znów te znicze. Jak ognisko po środku cmentarza. Strach. Boję się. Zakrywam oczy jedną dłonią. Spoglądam przez palce. Mój obraz zaczyna się rozmazywać. Kiwam głową w obie strony. Nie, boję się. Nie chcę się już zatracać w strachu. Podpieram głowę ręką. Patrzę: góra, dół. Podłoga, cmentarz. Co, jak mnie porwą? Nie mogę dłużej trwać w tym świecie. Muszę wracać. Ściągam słuchawki. Mroczna cisza. Słyszę zegar. Delikatny trzask w szafkach. Boję się spojrzeć za siebie. Odwracam się zzamkniętymi oczyma. Dotykiem staram się dojść do łóżka. Jestem. Zwijam się w kulkę i szybko zakrywam cały pościelą. Czuję pot na moim czole. Przykrywam usta, by nikt nie usłyszał, jak mocno dyszę. Zamykam oczy.

Musiałem odprawiać swój rytuał codziennie jak szkolne zadanie domowe. Był to mój urojony świat, gdzie odnajdywałem siebie jako bohatera. Czułem się tam ważny i wyjątkowy. Każdego wieczora napływało do mnie uczucie, że cmentarz mnie potrzebuje ichce mi przekazać nową wiadomość. Zaraz, gdy kładłem się spać, czułem od niego wdzięczność. Spokój przepełniał mój umysł. Byłem ciekaw, czy kogoś zobaczę iczy z kimś porozmawiam. Szukałem tam niestworzonych przyjaciół. Wierzyłem, że pewnego dnia ich ujrzę. Moja bujna wyobraźnia wprowadzała mnie w strach, a wulgarna muzyka w odwagę. Odnajdywałem w tym równowagę ico noc stawałem oko w oko z naturą, którą sam sobie rysowałem przed oczyma.

Każdy z nas tworzy swój własny wewnętrzny świat w głowie. Ma swoje własne zasady i reguły. To zlepek wszystkich, jakie znamy. Najczęściej nasz umysł odtwarza iluzję na dany temat, popartą subiektywną interpretacją. Pytanie, czy ten świat jest właściwy i czy nie jesteś jego niewolnikiem? Ważnym jest sobie to uświadomić. Jednak każdy ma w sobie moc, by tworzyć swoją własną rzeczywistość, nawet tę, która na pozór wydaje się niemożliwa. Stwórz własną wizję wswojej głowie, która jest dla innych niemożliwa i bądź pierwszą osobą, która w nią uwierzy.

2. DNI PRZESIANE CISZĄ

Tańcząc pośród przybyszy

Przyjechała do nas w odwiedziny dalsza rodzina z Niemiec. Dom był przepełniony ludźmi mówiącymi w innym języku. Mieli zostać u nas przez kilkanaście dni. Byłem ciekaw każdego, kto dzielił ze mną ściany tego mieszkania. Starałem się nawiązywać kontakt z kimkolwiek. Momentami panował chaos w domu, w którym nie potrafiłem się odnaleźć, bo mało kto poświęcał mi uwagę. Nieoczekiwanie wkradła się cisza w ściany naszego mieszkania. Zmieniła nasz życiowy scenariusz.

— Cześć Wujek! — krzyczę, jakbym zobaczył mojego największego idola.

— Witaj młody! — odpowiedział wujek, łamiąc oba słowa.

— Skąd jesteś? — zadałem mu pytanie, myśląc, że faktycznie może być moim idolem.

— Zbliskiego zachodu — odrzekł bez jakiejkolwiek mimiki twarzy.

— Super, podoba mi się! — znów krzyknąłem z wielką ekscytacją, choć wcale nie miałem pojęcia, co znaczy słowo „zachód”.

— Masz tu od nas prezenty. — Uśmiechnął się.

— Wow! Dziękuję. — Skakałem z radości.

Byłem w szoku. Obdarowali mnie pięknymi upominkami, które były zapakowane w żółte foliowe paczki i przepełnione nieznanymi mi słodyczami. Miałem ochotę zjeść je wszystkie na raz. A na samym dnie znalazłem pięć euro. Co ja zrobię ztaką fortuną? Schowałem je do swojej szkatułki, gdzie zbierałem grosze i odkładałem na zabawki.

Rodzina nocowała u nas przez kilkanaście dni. Mimo prób nawiązania kontaktu nikt nie skupiał na mnie uwagi. Siedziałem tylko w swoim pokoju i godzinami oglądałem bajki w towarzystwie starszej siostry. Plusem było to, że nie musiałem chodzić do szkoły. Widziałem uśmiechniętych rodziców, którzy dobrze czuli się wtowarzystwie przybyszy z zachodu. A ich humory podwajały butelki przepełnione alkoholem. Momentami tańczyłem przy głośnej muzyce, pośród dorosłych, którzy ledwo ustawali na nogach, ale zaprzestałem po jednej wypowiedzi:

— Idź stąd. Jesteś tutaj niepotrzebny…

Po czasie jednak, pewnego dnia, wesoły czas wyparował.

Radość, śmiech i głośna muzyka przestały gościć u nas w domu. Gorąco pożegnałem się z rodziną z Niemiec, która zakorzeniła we mnie żal. Jakieś uczucie zaczęło wkradać się w moje serce. Każdy dzień zaczynał się teraz od głębokiego oddechu. Przejęty swoim stanem zacząłem też coraz bardziej niepokoić się oatmosferę domową. Coś było nie tak, nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Nie było już harmonii pomiędzy rodzicami. To przeze mnie taka atmosfera? Co zrobiłem złego? Szukałem problemu w sobie, tym samym głęboko tłumiąc uczucia przed wszystkimi.

Dzwoni budzik. Wybiła właściwa godzina. Pora wrócić do szkoły. Wstaję z łóżka. Słyszę krzyki. To kłótnia. Podchodzę do swoich drzwi. Przystawiam ucho i nasłuchuję dialogu, który prowadzą moi rodzice.

— Co ty zrobiłaś? — krzyczy tata drwiącym głosem.

— Ja w zupełności nic, a ty lepiej przyznaj się sam przed sobą! — Tym razem mama. Jej głos brzmiał, jakby za moment miała zacząć płakać.

— Że co? — pyta tata ze dziwieniem, tak jakby faktycznie nie miał nic do ukrycia.

— Podejrzewasz mnie o takie rzeczy, a sam tak robisz! — wykrzyczała po raz kolejny, używając na końcu słowa, którego nie mogłem używać ja.

— Zdradziłaś mnie! — krzyknął on, uderzając pięścią w stół.

Słowo za słowo. Argument za argument. Mijały kolejne dni, a kłótnie nie ustawały. Już nie ustawiałem budzika, bo ich poranne wrzaski mnie budziły. Czułem się tym zmęczony. Zero zainteresowania moją osobą z ich strony. Za każdym razem, kiedy chciałem się czymś podzielić, mówili: „Innym razem, synku”. Nie mogłem opowiedzieć o swoich niezbadanych uczuciach.

Nauczyłem się trzymać wszystko w sobie, lecz odbierało mi to radość z małych rzeczy. Nie chciało mi się już grać w gry szkolne czy przebywać z kolegami, którzy chwalili się, jak to im dobrze z rodzicami. Całe dnie chodziłem zmartwiony sytuacją domową. Raz przyszedłem do domu i zauważyłem, że tata jeszcze nie wrócił z pracy. Zadałem mamie pytanie:

— Gdzie się podziewa tata? — Byłem zaniepokojony.

— A nie wiem, synu… — odpowiedziała bez żadnych zmartwień, tak jakby śmierć ojca byłaby jej nawet obojętna.

Wyglądała na załamaną, ale nie poddawałem się i wciąż chciałem uzyskać odpowiedź, która by mnie uspokoiła.

— Zadzwoń do taty! — krzyknąłem, stojąc naprzeciwko niej.

Patrzę, jak podnosi głowę, spogląda na mnie szklanymi oczami, dźwiga prawą rękę iwskazuje kierunek, mówiąc:

— Wyjdź, synu, i nie zadawaj więcej głupich pytań.

Posłuchałem. Spuściłem głowę i wróciłem do swojego pokoju, wciąż nie wiedząc, co dalej z moim tatą.

Zaniepokojony całą sytuacją leżę w łóżku i nasłuchuję, czy czasem nie otwiera się stary żelazny zamek w drzwiach. Słyszę coś. W końcu jest, wchodzi. Nie, to sąsiad hałasuje, wychodząc ze swojego mieszkania. Czekam i czekam. Patrzę na zegar. Minuty i godziny mijają. Nic z tego. Nie wraca. Opuścił nas?

Mijały dni, tygodnie i nic. Ja zdążyłem już zadać mamie tysiąc pytań o to, gdzie jest tata i kiedy wróci. Odpowiedź, którą uzyskiwałem każdego dnia, brzmiała: „żyje”. Nie potrafiłem się z tą myślą pogodzić. Dopadała mnie frustracja. Gdzie podziewa się mój tata? Chciałem go mieć przy swoim boku. Zawsze łapiąc go za rękę, czułem się bezpieczniej.

„Czy tata o mnie już zapomniał? Widocznie tak…” — odpowiadam sam sobie. „Nie kocha mnie?” — znów odpowiadam tym samym. „Co takiego zrobiłem? Po prostu byłem złym synem”.

Wyglądam za okno. Spoglądam na tę szarą ulicę przepełnioną pędzącymi ludźmi w aurze jesiennej i dostrzegam starszego pana z synem. Grają w jakąś grę. Syn biega wokół ojca z kolorowymi liśćmi, rzucając je jednocześnie w tatę i uciekając z uśmiechem na twarzy, by znów zebrać garść liści porozrzucanych gdzieś na uboczu drzew. Patrząc, zastanawiałem się, jaką nazwę nosi ta gra. Może mógłbym…? Nagle się otrząsam.

Przecież nie mam tu taty, który mógłby ze mną zagrać. Brakuje mi naszych wspólnych gier planszowych. Pompek i brzuszków, które robiliśmy po szkole. Opowieści o wojsku i wkońcu bajek na dobranoc. Ciężko mi było zasnąć bez jego obecności.

Kolejne dni były przesiane ciszą. Nie wiedziałem, czym jest zdrada. Każdy milczał. Nie miałem pojęcia, co zaczyna się dziać wdomu. Wszystko zaczęło się zmieniać. Coraz więcej gości przybywało do nas. Wspólne pogodne poranki nie miały już nic wspólnego z wcześniejszymi, bo na stole zamiast gorącej herbaty w czerwonym dzbanku już od rana stała szklana przezroczysta butelka z etykietą 40%. Brakowało mi taty. Czułem się bezpiecznie, gdy obejmował moją dłoń swoją szorstką dłonią. Lecz niestety ślad po nim zaginął…

Nie da się niczego zrozumieć, kiedy jest się małym chłopcem. Po latach jednak zrozumiałem ból i żal ojca do matki. Zagubił się sam w sobie, zapominając o całym świecie. Przez całą tę sytuację wszystko potoczyło się lawinowo. Przez jego decyzję każde z nas było pokrzywdzone. Zostaliśmy sami z siostrą bez jakiejkolwiek troski. Z mamą, której stan pogarszał się z dnia na dzień.

Tęsknoty za ojcem nie umiałem wtedy zastąpić niczym innym. Dziś jednak wiem, że nie powinniśmy się przywiązywać w pełni do osób i powinniśmy zawsze szukać siły i szczęścia w samym sobie. Jak mówi stare powiedzenie: „Umiesz liczyć, licz na siebie”.

3. OSTATNI POCAŁUNEK

Zpodziękowaniami dla siostry za wspólną drogę przez dzieciństwo

Na kilka dni przed festynem nie mogłem się doczekać wszystkich atrakcji, jakie mogły mnie tam spotkać. Zrobiłem listę zakupów na żółtej kartce, która kleiła się z jednej strony. Przyczepiłem ją na szafkę, gdzie mogłem śmiało ją czytać za każdym razem, gdy wstawałem z łóżka. Byłem już gotów w stu procentach na festyn i na jego atrakcje. Podekscytowany i zuśmiechem wyczekiwałem tego dnia.

Wstaję i wybija właściwa godzina, na którą czekałem tygodniami. Zrywam się więc z łóżka i łapię za kartkę, która kurzyła się już kilkadziesiąt dni i wołała, by ją zabrać ze sobą. Pogoda dopisuje dzisiejszego dnia, bo mimo jesiennej aury świeci słońce i termometr pokazuje szesnaście stopni! Ubieram swój ulubiony zestaw, czyli czerwony sweterek, który na przodzie ma białego misia i dwie mini-kredki przyszyte po obu bokach, oraz czarne spodnie, a do tego zielone delikatnie podziurawione buty.

Gotowy z kartką pragnień igłową pełną szalonych myśli wychodzę przed swoje drzwi i tam czeka już na mnie nieco starsza siostra w czerwonej sukience w białe kropki z warkoczami na głowie. Łapie mnie za rękę i ruszamy razem na festyn, który odbywał się dwie ulice dalej. Po drodze spotykamy znajomych, którzy też wybierają się na festyn, ale my z naszymi listami pragnień ruszamy w wędrówkę tylko we dwoje. Mijamy szare ulice przysłonięte złotymi liśćmi. Kamienice, które się rozpadają. Drzewa porośnięte mchem. Mój dziecięcy przystanek, cmentarz i naszą szkołę.

— Dotarliśmy! — krzyczy mi do ucha siostra, powodując uczucie, jakby bębenek miał mi pęknąć. 

— Przecież widzę! — krzyczę jeszcze głośniej, lecz to na nic, bo jest ode mnie wyższa o głowę.

— Szybko, szybko, biegiem! — znów krzyczy, choć jeden ton ciszej.

— Zaczekaj! — krzyczę do niej, bo nie nadążam za nią.

Biegnę, ile mam sił w nogach, i wkońcu ją doganiam. Z wielką zadyszką opieram ręce na kolanach. Dźwigam głowę i patrzę na jej uśmiech od ucha do ucha. Spoglądam na nią i mówię:

— Muszę się czegoś napić, a najlepiej coś zjeść do tego.

— Jasne, młody, zaraz coś znajdziemy — odpowiedziała dobroduszna siostra.

— To znajdź i przyjdź po mnie! — krzyknąłem z lekkim grymasem na twarzy.

Po chwili oddechu stanąłem na nogi i przyszła w końcu siostra.

— Brachu! Znalazłam dobre miejsce na nasz wspólny obiad — powiedziała.

— Dzięki wielkie. — Myślałem już tylko o napoju i czymś do jedzenia.

— To zapraszam za mną! — krzyczała jak jakiś przewodnik po festynie.

— Tylko nie biegnij — oznajmiłem jej od razu.