Życie jest sztuką - Iwona Majewska-Opiełka - E-Book

Życie jest sztuką E-Book

Iwona Majewska-Opiełka

0,0
10,54 €

oder
Beschreibung

Życie jest sztuką. Rozważania z psychologią w tle” to 100 krótkich tekstów traktujących o ważnych dla udanego życia sprawach. Autorka zwraca uwagę na wiele aspektów codzienności, ale też pisze o sprawach niecodziennych, świątecznych i wyjątkowych. Podpowiada jak najlepiej podchodzić do rzeczywistości i jak rozwijać sztukę życia, aby wkładać w działanie tyle energii, ile potrzeba, osiągać dobre efekty i mieć dużo radości. Znajdują się tutaj teksty o budowaniu poczucia własnej wartości, pozytywnego myślenia czy poczucia obfitości, o skutecznym działaniu w różnych obszarach i o wykorzystywaniu intuicji, ale także o podejściu do pracy, do miłości, świąt czy kryzysów. Pozytywny język i pogodna narracja sprawiają, że książka nie tylko dostarcza wiedzy i inspiracji ale także daje nadzieję i... koi.

Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:

EPUB
Bewertungen
0,0
0
0
0
0
0



Iwona Majewska-Opiełka

Życie jest sztuką

Rozważania z psychologią w tle

Okładka: Ewa Henry

Warszawa 2019

Dedykuje te książkę moim Przyjaciółkom - Marioli Dobosz i Joasi Pindelskiej.

Dziękuję Wam za dobre słowa i wsparcie tam, gdzie go potrzebuję.

Mariola dziękuję też za to, że przeczytałaś to, co napisałam, pochwaliłaś i… poprawiłaś to, co trzeba.

Kocham Was Dziewczyny.

Agnieszce Dydycz dziękuję za skontaktowanie mnie z Ludźmi, którzy sprawili, że wydanie tej książki było przyjemnością. Panu Tomaszowi Chądzyńskiemu dziękuję za złożenie książki i wszelką pomoc. Nie często zdarzają się ludzie, z którymi współpracuje się aż tak miło.

To co dzieje się w twoim wnętrzu i co robisz na zewnątrz siebie, twoje myśli i wypowiadane słowa, wpływ jaki wywierasz na świat - wszystko to tworzy dzieło sztuki zwane życiem — twoją spuściznę.

Derek Rydall „Emergence”

Od autorki

Uwielbiam czytać książki. Zawsze tak było, że im grubsza była książka, tym więcej miałam z niej radości. W młodości nie lubiłam opowiadań, dla mnie wszystko w nich działo się za szybko, za krótko, za… ubogo. Z tego samego powodu, z powodu zbyt ubogiej narracji, nie lubiłam czytać wszelkiego rodzaju periodyków. Co do czytania magazynów sytuacja się zmieniła, kiedy sama zaczęłam pisać felietony do kilku z nich — miałam trzy cykle w trzech zupełnie różnych tematycznie pismach. Nauczyłam się wtedy przekazywać wszelkie treści w krótkich formach. Bawiło mnie cyzelowanie tekstów, skracanie ich tak, aby została określona liczba znaków, w której miałam się zmieścić. Z wiekiem polubiłam wszelkie krótkie formy, z przyjemnością czytam dziś zarówno opowiadania jak i krótkie artykuły publicystyczne.

Wiem też, że to co u mnie wymagało czasu, wielu czytelników ma od dawna — lubią czytać krótkie formy. Moje książki O życiu. Rozważania z psychologią w tle oraz Szczęście dla każdego. Rozważania z psychologią w tle, które są zbiorami krótkich felietonów, cieszą się dużą popularnością, a ja zbieram pochwały. Tak, więcej jest tych pochwał niż za książki dłuższe — z rozdziałami i dogłębnie wyjaśniające każde zagadnienie. Wygląda na to, że ludzie częściej sięgają po krótkie formy. Trochę mi szkoda, że poszło to w tę stronę, ale rozumiem z czego to się bierze.

Odpowiadając zatem na potrzeby Czytelników, przedstawiam moją trzecią książkę z krótkimi felietonami, tym razem w formie e-booka. Dlaczego w takiej formie? Powodów jest kilka: Okres, kiedy mieszkałam w mniejszym mieszkaniu uświadomił mi jak ważne jest miejsce na półce; sama bardzo selektywnie podchodzę teraz do ustawiania na nich książek. Często też pozbywam się tych, które nie zapadły mi w serce. Po drugie taka książka waży, a jej noszenie w torbie to dodatkowe obciążenie, a e-booka można mieć nawet w telefonie. Trzeci powód jest prozaiczny — kiedy patrzę, ile kosztuje tradycyjna książka, ile wydaje Czytelnik, a ile z tego dostaję ja — czasem za kilkanaście miesięcy pracy — to myślę, że można to zmienić: można wyłączyć z tego łańcucha dostawców kilka ogniw. Wtedy książka będzie znacznie tańsza, a ja dostanę za każdy egzemplarz więcej. I wreszcie — szkoda lasów, po prostu.

Te krótkie teksty mają podnosić na duchu, podpowiadać co można zrobić, jak żyć, aby czuć się coraz lepiej, aby wieść spełnione życie; mają również jednym przypominać, innym — może dopiero uświadamiać, co jest w życiu najważniejsze. Te krótkie teksty mają też za zadanie uczyć. Logodydaktyka, czyli model wspierania rozwoju osobistego, który stworzyłam i w zgodzie z którym pracuję, zakłada, że możemy się nauczyć dbać o swoje szczęście, o swój rozwój osobisty i coraz lepsze życie. Wyrazem tego jest właśnie słowo dydaktyka w nazwie tego modelu. Słowo logos odnosi się do sensu i do słowa — ich roli w spełnionym życiu i w rozwoju osobistym. Wskazuje, iż tylko poprzez znalezienie sensu życia ten rozwój jest możliwy, a podjęty — prowadzi do znajdowania kolejnych sensów na coraz wyższym poziomie spirali wzrostu. Podkreśla także wagę używanych słów.

Jeśli ktoś czytał moje książki, może uznać, że zna już to, co jest w tej książce. Zachęcam jednak, aby po nią sięgnął. Ja także wciąż się rozwijam, dowiaduję się nowych rzeczy, przyswajam wiadomości; niemal codziennie moja świadomość wzbogaca się o nowe olśnienia jak można lepiej i łatwiej prowadzić swoje życie, a także jak skuteczniej pomagać w tym innym.

Wiele zmieniło się w moim podejściu do rozwoju osobistego od czasów mojej pierwszej książki Droga do siebie, wydanej 25 lat temu. Ja się zmieniłam. Więcej rozumiem, więcej wiem, więcej przeżyłam i dostałam sporo światła, którym dzielę się w tej książce.

Nie uważam, że ja jestem okay, ty jesteś okay i wszyscy są okay, jak głosi tytuł popularnej książki Thomasa Harrisa, nie uważam, że ten świat i nasze na nim twory są doskonałe, ale uważam, a nawet wiem, że jako istoty ludzkie, jako materialna forma cząstki energii, którą najprościej nazwać jest Bogiem lub Źródłem — jesteśmy doskonali. Jesteśmy nie tylko częścią tej energii — jesteśmy Boskim tchnieniem. Nawet jeśli ulepieni z prochu, to obdarowani duszą, obdarowani wieczną świadomością. Tyle tylko, że nie zawsze mamy dostęp do tej doskonałości. Trzeba znaleźć sposób na to, aby do niej dotrzeć, trzeba znaleźć do niej drogę. W tej książce sporo jest o naszej doskonałości i odnajdowaniu do niej dostępu. Piszę jednak jak psycholog, czasem nieco terapeutycznie, a zawsze — z radami co można zrobić, aby żyło się lepiej.

Tytuł tej książki jest piękny i właściwy, niejako w podwójnym znaczeniu słowa sztuka. Życie jest sztuką, tak jak rzeźba, malarstwo czy muzyka. Tu nie wystarczy nauka i jej sprawdzalna wiedza, nie załatwi sprawy zasada ani reguła. Potrzebna jest fantazja, zrezygnowanie z pełnej kontroli szarych komórek i podłączanie się do nieskończoności wyobraźni i mądrości serca. Tytuł jest również właściwy dla drugiego znaczenia słowa sztuka: To coś, co wymaga umiejętności, talentu, zręczności lub specjalnych kwalifikacji. Tak — sztuką jest życie życia, tak jak — sztuką jest chodzenie po linie. Zwłaszcza, jeśli chce się jedno czy drugie robić coraz lepiej. To wymaga praktyki, doświadczenia, poprawek i gromadzenia wiedzy.

Nigdy nie powiem, że życie jest ciężkie, bo nie jest, choć czynimy je często niełatwym dla siebie i innych, natomiast chętnie powtarzam, że sztuką jest żyć, że życie to sztuka.

Większość Autorów radzi, jak pracować z ich książką. Ja już nie radzę. Pracuj Drogi Czytelniku tak, jak ci wygodnie… a nawet nie pracuj w ogóle, tylko ją wchłaniaj i żyj potem tymi treściami. Jedno, co chciałabym, abyś miał, to jasną świadomość tego, że litery, słowa a nawet całe zdania i strony nie czynią zmiany… choć mogą ją zainspirować. Jeśli wierzy się w to, co się czyta, albo jeśli naprawdę chce się w to wierzyć, trzeba dać dowód takiego zaangażowania i wiary — trzeba dokonać niejako aktu twórczego — wykonać jakiś czyn, zrobić krok w kierunku lepszego życia. Myślę, że każdy znajdzie w sobie najlepszą odpowiedź na to, jaki to miałby być ten krok. Ja jednak na koniec rozdziału zwykle podpowiadam jakiś kroczek, choćby najmniejszy.

Podzielę się tym, jak ja czytam takie książki: Czytam głośno (ale to dlatego, że czytam głównie po angielsku, zatem wykorzystuję to jako lekcję mówienia) i podkreślam te fragmenty, które z jakiegoś powodu silnie ze mną rezonują. A potem czytam drugi raz i przerabiam pewne treści, wykonuję ćwiczenia, czyli zamieniam to, co czytam, na codzienną praktykę. Wszelkie ćwiczenia pisemne robię w pamiętniku. Tam też umieszczam swoje refleksje wywołane lekturą. Dziś uważam, że to jest najlepsze miejsce na takie zapisy, ale to także pojawiło się niedawno, w przeszłości robiłam to bowiem w różnych miejscach. Wpisuję również do specjalnego zeszytu piękne czy mądre zdania, czasem nawet całkiem spore fragmenty książki. Mam już kilka takich zeszytów… a piszę drobnym pismem, rzecz by można — maczkiem.

Te zeszyty z cytatami to jeden z materialnych efektów ponad trzydziestu lat świadomej pracy ze sobą. Cytaty przydają mi się w pracy nad kolejnymi książkami, w mojej aktywności facebookowej, ale też odświeżają mi pamięć przeczytanych treści, kiedy czytam je przy różnych okazjach.

Napisałam pracować ze sobą a nie nad sobą, bo to dokładnie tak jest. My nie jesteśmy jacyś wybrakowani, zapuszczeni czy niedokończeni, nie jesteśmy też rzeczami i nawet sami siebie nie możemy traktować przedmiotowo, a sformułowanie pracować nad sobą coś takiego może sugerować. Jesteśmy ludźmi, najwyższą kreacją na ziemi i mamy w sobie wszystko czego potrzebujemy do wprowadzania swojego życia na kolejne poziomy. Chodzi o to, aby to w sobie odnaleźć i korzystać z tego, odwołując się niemal w każdej czynności do tych odkrytych skarbów; chodzi o to, by pracować ze sobą.

Napisałam, że zeszyty z cytatami to jeden z materialnych efektów moich lat pracy ze sobą. Jakie są inne? Niektóre są materialne, choćby wnętrze mojej szafy, jedzenie na moich talerzach albo zawartość lodówki — wszystko to znacznie różni się od wyglądu z przeszłości. Innych zobaczyć nie można, choć można ujrzeć ich efekty. To miłość w moim sercu przekładająca się na stosunek do ludzi, w tym również do moich córek. Sam fakt, że po 18 latach spędzonych w Polsce znowu wróciłam do Kanady, to także efekt zmian we mnie. A wreszcie spokój, radość, mnóstwo wdzięczności i codzienne zachwyty nad światem… to tylko ja wiem. Krótko mówiąc w efekcie tej pracy ze sobą jestem szczęśliwa i żyje mi się coraz lepiej, mimo że z mojej metryki teoretycznie nie powinno to wynikać. I wciąż pracuję ze sobą dalej. Zapraszam do wspólnej pracy! Każdy dzień jest dobry, by zacząć lepsze życie!

Sto lat temu Carl Jung pisał: Nie możemy jednak zapominać, że tylko nieliczni ludzie są artystami w życiu; że sztuka życia jest najbardziej wyróżniającą się i najrzadszą ze wszystkich sztuk.

To prawda, nie mniej opanowanie sztuki życia jest możliwe. Jestem przekonana, że tak książka może być twoim kolejnym krokiem w kierunku mistrzostwa w tej dziedzinie. A jeśli jest to pierwszy krok? To myślę, że dobrze trafiłeś.

1. Każdy dzień jest dobry, by zacząć lepsze życie…

Wystarczy decyzja! Tak wystarczy decyzja, jednakże to ona tak naprawdę wymaga najwięcej energii. Często jest tak, że rzucona w czyjeś serce iskra jest wystarczająco silna, aby rozpalić czyjeś serce, jednak nie na tyle silna, by pomóc wyjść ze strefy komfortu, jaką stanowią stare przyzwyczajenia i poglądy. Doskonale wiadomo, że już nam nie służą, ale są takie znajome, swojskie i bliskie, że wciąż je utrzymujemy. Ponadto potrzebujemy mniej energii na działania znane, utrwalone i w zgodzie z zakorzenionymi przekonaniami niż na wprowadzanie nowych myśli, słów i wierzeń. Czując to, mimo uwodzicielskiej urody niektórych idei, mimo obietnicy jaką niosą, tylko nieliczne osoby podejmują natychmiastową decyzję o zastosowaniu nowej wiedzy w życiu. Ludzie nie robią tego również dlatego, że czasem, aby życie mogło być kiedyś lepsze, musi być przez chwilę nieco bardziej wymagające, niełatwe, może wymagać dodatkowej pracy. To tak jak z remontem w mieszkaniu — żeby mogło być ładniej i wygodniej, przez chwilę jest nieładnie i zupełnie niewygodnie. Do tego wszystkiego dochodzi to, że ponieważ niektóre rzeczy trzeba robić inaczej niż dotąd — trzeba o tym pamiętać.

Sporo ludzi tego wszystkiego nie chce: mówią, że nie mam teraz czasu, albo — to lubię najbardziej — nie mam przestrzeni na zajęcie się tym. Część z nich faktycznie kiedyś wróci do świadomego zajęcia się sobą i swoim życiem pod kątem ulepszania go, znajdzie czas i przestrzeń. Czasem dlatego, że któregoś dnia ich niezadowolenie tym, co mają, co robią czy jak się czują będzie tak wielkie, że powiedzą zwyczajnie: Mam tego dość, trzeba coś zmienić. Dalej potoczą się zdania dotyczące konkretnych obszarów: Nie chcę dłużej żyć w związku, który żadnemu z nas nie daje radości; nie chcę chodzić do pracy, która niszczy moją duszę i pozbawia mnie energii; nie chcę mieszkać w miejscu, które mnie przygnębia i nie daje radości z bycia w domu; nie chcę życia, które zdaje się nie mieć większego sensu niż przeżycie jeszcze jednego dnia.

To dobry początek. Podoba mi się powiedzenie, że wszechświat najpierw nam szepcze do ucha inspirujące pomysły, potem puka do naszej głowy jakąś motywującą informacją, która mogłaby zmienić nasze życie na lepsze, aż wreszcie wali nas belką jakiegoś niefortunnego zdarzenia czy oczywistego dyskomfortu. Warto wierzyć, że to wszystko dla naszego dobra, nawet jeśli w tym momencie tego nie doceniamy. Ze stwierdzeń czego nie chcemy można już tworzyć zdania mówiące czego chcemy, a to może być początek lepszego życia.

Dzień, w którym powstają świadome intencje zmiany okoliczności naszego życia czy zachowania na lepiej nam służące, można uznać za początek lepszego życia.

Oczywiście za tym muszą pójść konkretne działania. Najpierw pierwszy krok, najbardziej możliwy do zrobienia, a po nim kolejne. Ale jest już decyzja!

Są też ludzie, którzy po zetknięciu się z jakąś ideą, która za sprawą rezonansu w ich sercu wydaje się jakby znana, a przynajmniej znajoma, natychmiast zaczynają zmieniać coś w swoim życiu. Czasem jest to zmiana malutka, innym razem znaczna… ale jaka by nie była, jeśli wykona się widoczny krok w kierunku tego, co może zaowocować lepszym życiem, cały wszechświat zacznie nas delikatnie (przeważnie, wszak czasem pojawia się ta belka) popychać w kierunku lepszego życia. Ani się obejrzymy, kiedy będziemy mieli już zdecydowanie lepsze życie i do tego ciekawe perspektywy na przyszłość.

Jeśli jesteś osobą, która chwyta różne idee pomagające żyć jeszcze lepiej, to wspaniale, mogę ci pogratulować i żywić nadzieję, że znajdujesz w moich tekstach inspirację. Jeśli natomiast dotąd myślałeś o sobie jak o kimś, kto nie ma czasu lub przestrzeni na świadome zajęcie się sobą i rozwojem osobistym, niech ten dzień będzie dniem zmiany, niech to będzie pierwszy dzień, w którym zrobisz coś w kierunku lepszego życia. Warto przy tym pamiętać, że jedna zmiana, która na pewno zawsze jest możliwa, to zmiana twojego zachowania, twojego mówienia i wreszcie twojego myślenia o danej sytuacji. Wszystko może się zacząć już dziś… ale musi się zacząć od ciebie.

Twój ruch:

1. Czy masz w sobie ewentualną gotowość na zaczęcie drogi w kierunku jeszcze lepszego życia? Odpowiedź jest ważna, bo od niej zależeć będzie to, jak będziesz czytać tę książkę. Odpowiedz sobie, ale może zapisz to także w pamiętniku czy innym zeszycie, który będzie ci towarzyszył w tej podróży.

2. Lepsze życie

Czy ktokolwiek ma prawo podpowiadać innym jak mają lepiej żyć? Nie, nie ma! Może sobie pisać różne rzeczy, mówić, prowadzić szkolenia, nie ma jednak prawa powiedzieć: Wiem jakie życie jest lepsze i chcę cię namówić do tego, abyś tak właśnie żył. Wszystko, co może bowiem wiedzieć, to to, jakie życie jest lepsze dla niego samego.

Potrzebujemy pokory przy radzeniu innym jak mają żyć, ale też rozwagi przy przyjmowaniu podpowiedzi innych.

Wiem na pewno jakie życie jest lepsze dla mnie i zaczęłam je świadomie zmieniać, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie jestem zadowolona z życia, jakie prowadziłam, że nie czułam, abym się w nim spełniała. Najpierw szukałam po omacku. Potem już świadomie szukałam coraz lepszych sposobów. A kiedy je znajdowałam, korzystałam z nich. Robię to niemal regularnie do dziś. Wciąż dostosowuję swoje życie do tego, co szepcze mi serce. Owszem, czasem musi krzyknąć, żebym je usłyszała, ale zawsze wracam na drogę swojego spełnienia. Dla mnie lepsze życie, to takie, w którym z jednej strony mam zaspokojone swoje potrzeby i podążam w kierunku realizacji pragnień, z drugiej — codziennie czuję, że mam coś ważnego do zrobienia, coś do zaofiarowania konkretnym osobom, ale także — światu. Lepsze życie jest oczywiście wtedy, kiedy nie tylko czuję, że mam coś ważnego do zrobienia, ale kiedy to robię. To także życie, które wymaga ode mnie przekraczania siebie, swoich ograniczeń czy też wychodzenia ze strefy komfortu. Jednym zdaniem to życie, w którym czuję, że otrzymuję coś od świata, wciąż do niego wychodzę z tym, co mam, i jednocześnie ciągle się rozwijam, wzrastam.

O samorealizacji, spełnieniu, realizacji potencjału czy samoaktualizacji sporo się dziś mówi. Prace Abrahama Maslowa są być może częściej dziś cytowane niż w czasach, kiedy wyszedł ze swoją koncepcją, szczególnie w polskim środowisku, gdzie takie przyzwolenie na zajmowanie się sobą jest stosunkowo nowe. Niestety prace tego psychologa często interpretowane są dość egoistycznie, tak jakby człowiek miał sam sobie wystarczyć i sam siebie spełnić. To nieporozumienie. Tak, chodzi o realizację własnego potencjału, o wypełnienie swojego posłannictwa, jednak człowiek do samorealizacji potrzebuje innych ludzi i świata.

Inaczej niż gąsienica, która realizuje biologiczny program i staje się motylem, niejako sama dla siebie, człowiek musi odkryć swój sens i zrealizować go wśród ludzi i z ich udziałem.

Nawet wtedy, kiedy doskonalimy siebie, swoje zachowania, robimy to w kontekście świata i innych ludzi. Nie istniejemy sami dla siebie, bez względu na to, jak dobrze jest nam ze sobą samymi. Zresztą sam Abraham Maslow, psycholog, który przecież wprowadził do świata ideę samooaktualizacji, wyraźnie powiedział, że proces ten najlepiej realizuje się poprzez zaangażowanie w jakieś ważne zadanie. A ważne zadania to te, które łączą się z wypełnianiem naszych sensów. I zawsze dotyczą ludzi!

Do lepszego życia człowiek potrzebuje przede wszystkim poczucia, że jego życie ma znaczenie, że jest ważne, że może z nim i w nim robić coś istotnego, coś, co daje mu pozytywne napięcie — motywację do życia i działania.

Trzeba jednak pamiętać, że to, co dawało je kilkanaście lat czy nawet kilka dni temu, dziś może go już nie dawać. Jeśli człowiek nie pędzi ślepo przez życie, czuje, kiedy oddala się od siebie, od swojego modelu dobrego życia, od poczucia sensu. Zwykle nie czuje się wtedy dobrze. Ten stan może przybierać różne formy (czasem fazy, gdzie dopiero tę ostatnią się zauważa): od chandry (bliżej niesprecyzowanych uczuć chcenia i niechcenia), przez poczucia zmęczenia i nudy, marazm (charakteryzujący się mniejszą ilością ruchu, zwiększoną ilością jedzenia i czasu spędzanego z telewizorem, a czasem także częściej spożywanego alkoholu, często samotnie), aż do różnych form depresji. Na tym pierwszym etapie człowiek — tak jak potrafi — szuka sposobów na zlikwidowanie tego wewnętrznego dyskomfortu. Niestety nie wszystkie sposoby dają dobre rezultaty. Nie zapewni lepszego życia odurzanie się alkoholem, zakupami, życiem od imprezy do imprezy, życiem bohaterów serialu czy wynikami sportowymi; nawet ciągłe podróżowanie w stylu zwiedzanie nie da tego poczucia. To prawda, że to wszystko urozmaica życie, dodaje mu kolorów, ale dobre życie, to takie, w którym idzie się za swoim wewnętrznym głosem, a ten raczej nie podpowiada nam takich rozwiązań.

Człowiek sam musi ocenić czy jego aktualne życie odpowiada jego pragnieniu, czy chciałby żyć nieco — lub całkiem — inaczej.

Dobre pytanie pozwalające to zdiagnozować to: Czy chcę aby tak było zawsze? Jeśli odpowiedź brzmi tak, znaczy, że trzeba jedynie podtrzymywać to, co jest, i być otwartym na nowe. Jednak często szczerą odpowiedzią jest: Nie!!!

Kiedy najczęściej zdarza się zgubienie poczucie sensu? Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy:

od dłuższego czasu wszystko układa się świetnie, ale tak samo,

gdy z domu wyprowadzają się dorosłe dzieci,

kiedy tracimy kogoś bliskiego,

kiedy zwalniają nas z pracy albo przechodzimy na emeryturę,

gdy chorujemy, ale także wtedy, kiedy wychodzimy z choroby,

kiedy długo nie robimy tego, co kochamy,

kiedy każdy dzień podobny jest do poprzedniego i nic się w nim nie dzieje nowego.

I wtedy przydają się takie teksty jak te, które są przed tobą, książki, które pomagają lepiej żyć, ale także osobiste spotkanie z kimś, komu ufamy.

Można też zapytać po prostu swojego serca i posłuchać go… ale o tym w kolejnym rozdziale.

Twój ruch:

1. Pomyśl przez chwilę czy masz jakieś symptomy — uczucia, zachowania, okoliczności — świadczące o tym, że twoje życie może nie być tym, jakiego pragniesz. Skorzystaj z pytania diagnozującego: Czy chcę żeby tak było zawsze?

3. Słuchanie głosu serca

Ludzie wykształceni, oczytani, inteligentni bardzo często mają tendencję pojmowania świata głównie (czasem wyłącznie) poprzez intelekt i myślenie, czyli za sprawą najmłodszej części mózgu. Analizują swoje zachowania, przemyśliwają decyzje, kalkulują, przewidują w oparciu o jakieś dane czy prognozy. Często w ogóle nie pytają serca co ono o tym sądzi. Mówią: To jest logiczne; to jest wygodne; to zapewni mi dobrą przyszłość, ale także: tak trzeba; takie czasy; tak to zawsze wyglądało w naszej rodzinie; to jest to, czego ode mnie oczekuje (mąż, żona, rodzic, społeczeństwo). Czasem nawet tworzą bardziej ogólne opinie: To jest rozsądne! To jest praktyczne. To jest mądre.

Stop, stop, nie tak szybko! Rozsądne — może tak — choć nie zawsze. Praktyczne? To się okaże po pewnym czasie. Ale mądre nie jest to na pewno.

Mądrość bowiem uwzględnia w swoich decyzjach cały umysł, nie tylko korę mózgową.

Viktor Frankl — genialny lekarz, psychiatra, ale także filozof — pisał w książce „Wola sensu”: Bywa, że mądrość serc naszych przewyższa przenikliwość rozumu. Czasami zaś najrozsądniejszą rzeczą jest nie starać się być zbyt rozsądnym. To drugie zdanie, to w zasadzie rada i jakże nie łatwa do zaakceptowania dla intelektualisty. Dziś nauka przyznaje sercu rolę większą niż tylko pompowanie krwi, a niektórzy uznają je nawet za część systemu przyjmowania, porządkowania i odpowiadania rzeczywistości i nazywa go umysłem. Określenie gut feelings nie jest już tylko potocznym określeniem intuicyjnej wiedzy, nazywanej inteligencją podświadomości, te płynące z trzewi informacje traktowane są poważnie również przez naukowców, bada się nawet w jakim stopniu pomagają one w podejmowaniu dobrych decyzji.

Warto przyjąć zatem do wiadomości, że umysł to także serce, a ponieważ połączone jest z sumieniem, płynące z niego sygnały mogą być bardzo istotne dla naszych sensów.

Tak pojmowany umysł personalizuje nasze wybory, sprawia, że stają się one naprawdę nasze.

Dlatego kiedy w życiu nie dzieje się dobrze, kiedy czegoś w nim brakuje, gdy ma miejsce jakaś z sytuacji wymienianych w poprzednim rozdziale, lepiej odwołać się raczej do serca niż rozumu. W tym celu trzeba jednak zwolnić, a nawet się zatrzymać… A kiedy życie samo zwalnia, to czasem nie warto pobudzać go sztucznie, tylko posłuchać serca. Odpocznijmy wtedy, usiądźmy spokojnie, oddychajmy i zadając jedno pytanie, słuchajmy swojego serca. Jakie to pytania? Choćby te:

Co jest nie tak w moim życiu?

Czego mi brakuje?

Do czego nie mam (już) serca do takiej czy innej czynności, albo osoby?

Gdzie jest (zatem) moje serce, w jakim miejscu, przy jakich ludziach z jaką aktywnością?

Często jednak człowiek sam wtedy wie o co ma pytać, zwłaszcza kiedy jest blisko siebie. Odpowiedzi trzeba koniecznie zapisać, chodzi o to, byśmy mieli to jasno wyartykułowane.

A co, jeśli nie zauważamy, by życie zwalniało, wciąż jesteśmy zajęci i ogromnie aktywni… a jednocześnie niezbyt szczęśliwi? Wtedy najlepiej odpocząć — narzucić sobie nawet ten odpoczynek. Nie jest to jednak typowy sposób odpoczywania, ale taki właśnie dla potrzeby serca. Viktor Frankl mówi: Trzeba nam nowego rodzaju wypoczynku, który umożliwia kontemplację i medytację. W tym celu człowiek musi mieć odwagę być samotnym.

Tak, czasami warto znaleźć miejsce i czas na to, by zatrzymać się samotnie i posłuchać serca.

Twój ruch:

1. Odpowiedz na wypunktowane pytania. Zrób to starannie. Może zapisz?

4. Zatrzymaj się samotnie

Słyszy się często zdanie, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Nie bardzo podoba mi się to porównanie. Nie podoba mi się wszelkie porównywanie człowieka do zwierząt i na tej podstawie wnioskowanie o jego potrzebach czy predyspozycjach. Jesteśmy jakościowo różni od zwierząt. Mamy po części inne wyposażenie biologiczne i zupełnie inne wyposażenie psychologiczne; mamy też potrzeby duchowe. To prawda, że człowiek potrzebuje do szczęśliwego życia innych ludzi, ale potrzebuje ich w zupełnie inny sposób niż zwierzęta. Inni ludzie oraz świat, który nas otacza to miejsce, w którym realizujemy się jako ludzie — wykorzystujemy swój potencjał po to, by służyć innym i wzbogacać świat. Potrzebujemy ludzi do transcendencji, do przekraczania siebie. W ten sposób doświadczamy samoaktualizacji czy samorealizacji, a zatem — stajemy się szczęśliwi. Jednakże to sami dla siebie jesteśmy centrum wszechświata. To przecież my przeżywamy wszelkie uczucia, emocje, to w nas samych rozgrywają się dyskusje intelektualne i procesy decyzyjne, to my interpretujemy wszystko, co do nas dociera, i to w nas są talenty, predyspozycje i skłonności, w nas są pragnienia… Z tego wszystkiego rodzą się (albo nie) marzenia. To w nas jest Źródło! I trzeba do tego Źródła się odwoływać.

Wszelka świadoma podróż człowieka zaczyna się od poznania siebie.

Poznanie siebie radziła już Wyrocznia Delficka, a dziś radzi to większość ludzi wspierających rozwój osobisty. Trzeba wiedzieć, kim się jest, jeśli ma się świadomie podróżować przez życie i wybierać dobre drogi, ilekroć znajdzie się na rozdrożu. Nawet jeśli to poznawanie siebie dzieje się wśród ludzi i w relacji z nimi, analizy, syntezy i wyboru dokonuje się samotnie.

Tylko w samotności i w ciszy można naprawdę usłyszeć swoje serce.

Trzeba też umieć oddzielić siebie i swoje potrzeby od innych i od ich potrzeb. Szczególnie kobiety nie zawsze dobrze sobie z tym radzą. Nie dajmy się też zwieźć pozorom życia, szumowi wokół nas i temu wszystkiemu, co się dzieje. Człowiek tak naprawdę sam się rodzi i sam umiera. Nie ważne jak wiele osób towarzyszy ciału. To jest samotna podróż duszy i trzeba to zaakceptować.

Nie mylmy samotności z osamotnieniem. Samotność to wybór albo pełna akceptacja faktu, że jesteśmy sami. Osamotnienie łączy się z brakiem akceptacji takiej sytuacji. Często zresztą czują się tak właśnie te osoby, które nigdy nie nauczyły się być same. A ta samotność jest nam tak bardzo potrzebna. Nie permanentna oczywiście, jednak nie powinniśmy być cały czas wśród ludzi. Wzory samotności, to znaczy zapisy o jej wyborze, mamy w najstarszych pismach wszystkich religii. Jezus także przebywał samotnie na pustyni.

A jednak ludzie boją się samotności. Mam wrażenie, że niektórzy boją się również ciszy. Nawet jeśli ktoś ma szansę na to, aby pobyć sam ze sobą, włącza muzykę, radio albo telewizor. To nie jest bycie ze sobą samym.

Człowiek potrzebuje samotności i powinien mieć na to codziennie szansę.

Warto spędzić tylko ze sobą przynajmniej godzinę dziennie, a raz na jakiś czas mieć tego czasu znacznie więcej, na przykład tydzień albo chociaż trzy dni.

Warto też ćwiczyć siedzenie w ciszy ze samym sobą:

Zaczynamy od 5 minut dziennie. Najlepsza pora dnia to poranek, jednak może być również każda inna. Siadamy wygodnie na krześle w pokoju, w którym nie ma nikogo (nie krzyżujemy nóg ni rąk) i po prostu oddychamy Nie zatrzymujemy myśli, niech przefruwają przez naszą świadomość. Przyglądamy się naszemu umysłowi, czujemy chwilę. Stopniowo zwiększamy czas do 20 minut.

Z czasem, kiedy już przychodzi nam to w miarę swobodnie, przed takim siedzeniem można zadawać sobie istotne pytanie. Odpowiedź na pewno przyjdzie, zwykle w ciągu tego samego dnia. Poczujemy w sercu, że jest to odpowiedź na zadane pytanie.

Twój ruch:

1. Zacznij ćwiczyć samotne siedzenie w ciszy. Jeśli 5 minut to za długo, zacznij od 1 minuty.

5. Co wiemy o człowieku?

O człowieku wiemy dużo i nic. Dzięki Gutenbergowi, Edisonowi oraz twórcom maszyny do pisania i word processorów, a także innym ludziom, których, wynalazki ułatwiły utrwalenie myśli, znakomita większość z tego, co wnoszą do świata wiedzy badacze i naukowcy, jest utrwalona. Ta skarbnica wiedzy zawiera jednak różnorodne doniesienia: badania, które się potwierdzają, ale i takie, gdzie kolejne badania wykluczają prawdziwość wniosków z poprzednich, głosy dowodzące przeciwstawnych sobie teorii, a oprócz tego po prostu wiele różnych ujęć tego samego tematu. Bryluje w tym szczególnie psychologia, a i filozofia nie pozostaje jej dłużna. W matematyce, fizyce czy innych ścisłych naukach pewne terminy są stałe i zawsze znaczą to samo. Jednak w psychologii te same zjawiska mogą nazywać się różnie. Wydaje się nawet, że nazywanie tych samych rzeczy od nowa jest wręcz ambicją niektórych badaczy. Do tego jeszcze wiedzę na temat tego kim jest człowiek i czego może dokonać codziennie rozszerzają zarówno raporty badaczy ludzkiego fenomenu jak i doświadczenia niektórych z nas. No i mamy internet! W świetle tej mnogości informacji i łatwości dostępu do nich, jeśli chcemy mówić o człowieku i nie zagubić się, musimy przyjąć jakąś koncepcję, jakiś sposób opisywania człowieka. Prostą konsekwencją tego wyboru jest zachowanie zgodne z wybranym modelem. Znowu posilę się słowami Frankla: Nie istnieje psychoterapia bez teorii człowieka i leżącej u jej podstaw filozofii życia. Nie zajmujemy się tutaj psychoterapią, ale raczej profilaktyką psychologiczną, ale my także musimy przyjąć jakąś koncepcję człowieka. Przyjmuję ją zatem i ja, zdając sobie sprawę, że nie każdemu jest z nią po drodze.

W poprzednim rozdziale prosiłam, aby spędzać ze sobą w ciszy 20 minut. Może lepiej powiedzieć — z częścią siebie, bo tak naprawdę ofiarowujemy te minuty duszy.

Moja koncepcja człowieka zakłada, że człowiek ma ciało, emocje, intelekt i duszę, że jest on fizyczny, biologiczny, psychologiczny i duchowy

Viktor Frankl pięknie powiedział: człowiek to jedność pomimo różnorodności. Franklowi chodziło głównie o to, że nie można człowieka traktować fragmentarycznie, zajmując się jedynie jednym jego obszarem, trzeba odwoływać się do całości jego istnienia, która jest zarówno biologiczna jak i psychologiczna (emocjonalna i intelektualna) oraz duchowa. Niektórzy badacze koncentrują się bowiem tak bardzo na fizjologii, że zapominają, iż człowiek to nie tylko ciało z jego hormonami, neurotransmiterami i całym genialnym wyposażeniem biologicznym, ale także intelekt, czyli to, co wie o świecie, oraz duch, którego siła jest jakby z innej bajki niż fizjologia.

Człowiek to ciało, emocje, intelekt i duch — tylko tak traktowany będzie całością.

Różnimy się od siebie nieprawdopodobnie we wszystkich tych obszarach, ale też mamy ze sobą wiele wspólnego.

Mamy podobne wyposażenie jako gatunek oraz wszyscy podlegamy tym samym prawom i zasadom.

To daje nam psychologom szansę na dokonywanie uogólnień, które poszczególne osoby mogą wykorzystywać we własnym życiu. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że ta książka jest także uogólnieniem robionym z pewnego punktu widzenia. Potrzebna jest zgoda twojego umysłu, aby ją zaakceptować i wcielać.

Twój ruch:

1. Czy zastanawiałeś się kiedyś kim jest według ciebie człowiek? Jaka jest Twoja koncepcja człowieka? W co wierzysz?

6. Kim jesteś?

Znajomość siebie ułatwia podejmowanie decyzji, a wybory dokonywane przez osoby naprawdę znające siebie zwykle lepiej im służą. Ludzie zastanawiają się długo nad wyborami, ponieważ nie są pewni czy sprostają zadaniom jakie niesie dana decyzja. Często nie wiedzą też co wybrać — co naprawdę da im radość, co naprawdę lubią. To, dlatego czasem w ogóle rezygnują z wyborów i pozwalają decydować tak zwanemu losowi albo innym. W filmie „Uciekająca panna młoda” zakochany w głównej bohaterce dziennikarz grany przez Richarda Geera zwraca jej uwagę na to, że nie zna siebie, że nawet nie wie jak przyrządzone jaja lubi najbardziej, bo zawsze jadła takie, jak mężczyzna, z którym aktualnie była. Jest w filmie scena — moje ulubiona — w której Julia Roberts odgrywająca Maggie przygotowuje sobie jajka na różne sposoby i sprawdza co jej najbardziej smakuje. O ile dobrze pamiętam doszła do wniosku, że jajecznica. To jest moment, w którym Maggie zaczyna siebie świadomie poznawać. To film tak naprawdę o nieznajomości siebie, o rzucaniu się w różne sytuacje czy wybory bez przekonania, o uleganiu różnego rodzaju presjom. Wiele osób tak żyje, a ich działaniem kierują różne powody, tworząc czasem wręcz presje: bo on mnie kocha, bo trzeba kiedyś wyjść za mąż, bo zegar biologiczny tyka, bo wszyscy tak robią, bo jest taki dobry, bo ojciec by tego chciał, bo trzeba za coś żyć, bo co ludzie powiedzą, bo to normalna kolej rzeczy, bo zawsze tak było w naszej rodzinie, bo matka zawsze mówiła…, bo, bo, bo… Zwykle nie zdajemy sobie sprawę z tego, co nami kieruje.

Włożone do naszej podświadomości informacje wpływają na nasze zachowania, nie dając nam odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak postępujemy.

Zresztą, nie zawsze nawet to pytanie stawiamy. W naszym wnętrzu nie ma wystarczająco silnie wdrukowanych przekonań na temat tego, jacy jesteśmy, co lubimy i co jest dla nas naprawdę najważniejsze i dlatego ulegamy sytuacji, chwili, innym ludziom. A potem czujemy się niekomfortowo i czasem uciekamy… jak Maggie sprzed ołtarza. Ona na szczęście spotkała człowieka, który otworzył jej oczy i zaczęła świadome życie. Często jednak tkwi się w życiu, za którym się nie przepada. Tkwi się w nim, bo się nie wie za czym ewentualnie mogłoby się przepadać, co dawałoby radość. Krótko mówiąc: Nie znamy siebie prawdziwie.

Choć wychowanie i edukacja szkolna temu nie sprzyjają, to jednak w jakimś momencie sami możemy o to zadbać.

Możemy poznać siebie.

Czy my wiemy kim tak naprawdę jesteśmy? Ile osób żyje na tyle świadomie, by odkrywać swoją siłę i dostrzegać rzekome słabości? A kto dostrzegł niezaprzeczalny fakt, że czasem jego siła staje się słabością a słabość siłą? Kto bez namysłu może powiedzieć co lubi, co jest dla niego ważne? I kto wreszcie na co dzień zdaje sobie sprawę jakim cudem jest człowiek, a zatem — on sam.

Na poznanie siebie składają się dwa rodzaje wiedzy: wiedza o sobie jako konkretnej jednostce i wiedza o sobie jako przedstawicielu gatunku, o człowieku.

Nie sposób zawrzeć wszystkich pytań, na które warto znać odpowiedzi. Powinny to być pytania w rodzaju:

jaką muzykę lubię najbardziej?

mój ulubiony kolor, kwiat czy zapach

Potrzebne są jednak także pytania typu:

jak podejmuję decyzje — szybko czy wolno?

czy lubię korzystać z podpowiedzi innych?

czy mam do siebie zaufanie?

czy dobrze czuję się w miejscu, w którym jest dużo ludzi?

czy czerpię energię z własnego wnętrza czy z zewnątrz?

Te i im podobne pytania pomagają w poznaniu siebie. Żeby lepiej zrozumieć mechanizmy swojego postępowania można często pytać siebie po prostu: Dlaczego tak wybieram?

W czasach mojej wczesnej młodości tworzyliśmy zeszyty, które — nie wiedzieć czemu — nazywały się „Złote myśli”. Wpisywało się tam odpowiedzi na różne pytania, czasem dość intymne, jak imię chłopca (dziewczyny), którego czy którą najbardziej lubisz. Lubiłam wypełniać kolejne strony, wiem zresztą, że większość moich koleżanek także lubiła. Gorzej było z chłopcami, często próbowali się od tego wymigać. I tak jest również w dojrzałym wieku. Mężczyźni rzadziej się tym zajmują. Żeby siebie naprawdę poznać, trzeba przynajmniej roku. Organizowałam w Polsce takie roczne cykle pod nazwą „Droga do…”, teraz prowadzę kurs on-line „Lepsze życie” A w książce „Trener osobisty” prowadzę czytelnika krok po kroku przez 365 dni do poznania siebie, a potem zbudowania swojej najlepszej wersji. Tak, rok! Jednak czymże jest rok w stosunku do benefitów, jakie daje poznanie siebie?

Twój ruch:

1. Czy byłbyś gotów poświęcić rok na świadomy rozwój osobisty? Jeśli Twoja odpowiedź jest twierdząca zapraszam na stronę www.majewska-opielka.pl znajdziesz tam informację o rocznym kursie. Możesz też kupić moją książkę „Trener osobisty. 365 dni z IMO” i przerabiać ją w swoim tempie. Książka jest dostępna także w wersji audiobooka, czytam ją sama.

2. Film „Uciekająca panna młoda” to film o życiu bez świadomości siebie i o jej budzeniu się, o dochodzeniu do tego kim się jest. Obejrzyj go. Albo obejrzyj go raz jeszcze, odbierając go pod tym kątem.

7. Jesteś cudem

Jesteś największym cudem świata. Jesteś największym cudem Boga. Masz tak wiele i tak wiele potrafisz. Oto co dostałeś, by mieć możliwość osiągania wszystkiego, czego naprawdę pragnie twoje serce:

Masz wzrok, oczy ze stoma milionami receptorów pozwalających ci poruszać się bezpiecznie, ale także cieszyć się własnym pięknem i pięknem stworzenia.

To dar pierwszy

.

Masz słuch. Dwadzieścia cztery tysiące maleńkich rzęsek w każdym twoim uchu pomaga ci słyszeć wszystko czego potrzebujesz, by żyć. Ale słyszysz i to, co może radować twoje serce: szum wody, śpiew ptaków, muzykę i mistrzów opery. Słyszysz też słowa, w tym te najpiękniejsze, jak

kocham cię.

To drugi dar

.

Jako jedyne ze stworzeń potrafisz mówić. Słowami możesz uspokoić, podnieść na duchu, pobudzić do działania, pocieszyć i uczyć. Możesz też prosić i dziękować. Możesz wyrażać siebie i możesz powiedzieć:

kocham cię

.

To trzeci dar

.

Poruszasz się. Możesz chodzić, biegać, tańczyć i wykonywać wszelkie potrzebne w działaniu ruchy. W twoim ciele jest złożony układ pięciuset mięśni, dwustu kości i dwunastu kilometrów nerwów. A wszystkie one współdziałają, by spełniać twoje życzenia. Czasem chronią cię bez Twojej świadomości.

To czwarty dar

.

Jesteś kochany, zawsze jest ktoś, kto cię kocha. Na pewno masz dostęp do Miłości. A ty kochasz? Wiedz, że tajemnicą miłości jest to, że aby otrzymywać miłość, trzeba ją dawać — sobie i innym. Nie licz też na odwzajemnienie. Miłość jest darem, za który nie chce się niczego w zamian. Sama w sobie jest nagrodą. Miłość bierze się ze Źródła. Jednak związki trzeba tworzyć, także ten z samym sobą. Związek ze sobą może być twoim najważniejszym związkiem.

Dar miłości policz jako dwa dary

.

Masz serce, które pracuje, byś żył. Dotknij piersi, poczuj, jak pulsuje. Tak dzieje się dniem i nocą, rok po roku… trzydzieści sześć milionów uderzeń rocznie, kiedy śpisz i kiedy czuwasz, pompując krew przez około sto tysięcy kilometrów żył, tętnic i naczynek. Prawie dwa i pół miliona litrów na rok. A to nie wszystko. W sercu masz ukryty kontakt do duszy a zatem kontakt do siebie, intuicyjny drogowskaz właściwych wyborów i zachowań. Tam także jest kontakt do Źródła.

To już siódmy dar

.

Masz skórę. To prawdziwy cud natury. Wymaga tylko, abyś ją z miłością pielęgnował. Zużywają się najtwardsze metale, ale nie ta żywa powłoka, w którą jesteś przyodziany. Ona stale się odnawia, nowe komórki zastępują stare, co jakiś czas stajesz się nowym człowiekiem. Nawet dziś ty nowy psychicznie możesz zastąpić tego starego.

To dar ósmy

.

Masz płuca, których sześćset milionów pęcherzyków nieprzerwanie filtruje życiodajny tlen, zarazem usuwając z ciała niszczące gazy. Możesz żyć nawet w środowisku, o które niewłaściwie dbamy.

To dziewiąty dar

.

Masz życiodajny płyn. Pięć litrów krwi zawiera dwadzieścia dwa tryliony krwinek, a każda krwinka miliony cząsteczek; atomy wewnątrz każdej cząsteczki wykonują ponad dziesięć milionów drgań na sekundę. W każdej sekundzie dwa miliony krwinek zastępowane są dwoma milionami nowych w procesie zmartwychwstania, który trwa od Twoich pierwszych narodzin.

To dar dziesiąty

.

Twój mózg jest najbardziej złożoną strukturą we wszechświecie. W tym półtorakilogramowym narządzie mieści się trzynaście miliardów komórek nerwowych, ponad miliard bilionów cząsteczek białka. Możesz zapamiętać każde wrażenie, każdy dźwięk, smak, zapach, ruch. Wszystkie wydarzenia twojego życia czekają tylko, byś je sobie przypomniał. Wykorzystując mózg i serce możesz myśleć i tworzyć. Jesteś w tym podobny do Boga, choć skala twojego tworzenia jest inna. Mózg kontroluje ciało, czyli umysł je kontroluje. To on jest szefem.

Ten dar także liczyć należy dwukrotnie

.

Energia atomów tkwiąca w Tobie wystarczy, do wszystkiego co chciałbyś zrobić.

To dar trzynasty

.

Masz tak wiele, pamiętaj o tym na co dzień. Mów swoim głosem, nie naśladuj mowy twoich przywódców. Bądź sobą. Nie rób niczego tylko dlatego, że inni tak robią.

Jesteś dziełem doskonałym, największym cudem. Potrafisz się przystosować do każdego klimatu, znosić różne warunki i wyzwania. Potrafisz rządzić swym przeznaczeniem. Potrafisz działać na podstawie wrażeń i odczuć, jednocześnie myśląc i rozważając, jakie działanie będzie najlepsze dla ciebie i całej ludzkości. Masz jeszcze jedną moc, moc tak wielką, że nie posiadają jej nawet aniołowie. Dostałeś wolność wyboru. Jesteś czymś więcej niż skończonym bytem: ty się stajesz.

Twoje możliwości są nieograniczone. Jako człowiek opanowałeś ogień, pokonałeś grawitację, zdobyłeś niebiosa, przywracasz do zdrowia, potrafisz dbać o rośliny, dostarczać im wody i chronić je. Bądź zatem dumny ze swoich talentów i osiągnięć. Ciesz się każdym dniem, dzisiaj... i jutro, zawsze.

Licz swoje dary. Głoś swoją cudowność. Używaj mądrze swej mocy i wolnej woli. I zapamiętaj jeszcze jedno:

Rób wszystko z Miłością — miłością do siebie, miłością do ludzi.

Wyciągnij rękę, uchwyć boską dłoń i wyprostuj się. Poczuj skrzydła. Lataj!

Twój ruch:

1. Przeczytaj ten list codziennie przez 100 dni. Możesz go także posłuchać na podkaście „Żyjmy coraz lepiej”. To naprawdę ważne, aby przyswajać tę treść przez 100 dni z rzędu.

8. Jesteśmy w procesie tworzenia

Słyszałam historyjkę o pastorze, który zapytał dziewięcioletniego chłopca: Wiesz kto cię stworzył? Zapytał po to, by zacząć rozmowę o Bogu. Jakież było jego zdziwienie, kiedy usłyszał: Tak naprawdę, to myślę, że nie jestem jeszcze do końca stworzony. Byłoby jeszcze zabawniej, gdyby chłopczyk dodał: Pracuję nad tym.

Nie jesteśmy do końca stworzeni i codziennie tworzymy zarówno siebie jak i swoje życie. Jesteśmy twórcami siebie i swojej rzeczywistości.

Jeśli zdamy sobie z tego sprawę, nasze życie zmieni się radykalnie. Niektórzy sądzą, że człowiek się nie zmienia, zwłaszcza w kwestiach zasadniczych. To nie jest prawda. Redaktor więziennego pisma „San Quentin News” pisał: Możliwe jest, aby człowiek całkowicie się przeobraził. Pisał to — na podstawie badań i autopsji — o więźniach, jak to się dziś mówi — o osadzonych. Skoro zatem mogą się zmienić ludzie żyjący w zamknięciu, tym bardziej mogą tego dokonać ci żyjący na swobodzie.

Człowiek się zmienia, to oczywiste. Niestety najczęściej robi to nieświadomie — tak, jak w danym momencie potrafi, przystosowuje się do rzeczywistości. Myśli bowiem najczęściej, że taka jest kolej rzeczy, że musi się przystosować. Czyż nie powtarzano nam słów Marksa, że to byt kształtuje świadomość? Pod pojęciem bytu ludzie niezwiązani z filozofią rozumieją najczęściej warunki materialne, a zatem łatwo jest uwierzyć, że nie mamy wpływu na swoje życie, bo ograniczają nas liczne materialne przeszkody. To prawda, byt kształtuje świadomość, jednakże o tyle, iż jesteśmy zanurzeni w tym bycie i w tym bycie… właśnie wszystko jest możliwe i dostępne. To w bycie znalazłam książkę, która zmieniła moje życie, to w bycie… ktoś czyta te słowa, a ktoś inny w bycie właśnie w tym momencie tworzy od nowa wizję życia. Tak, coś się dzieje, zachodzi jakaś sytuacja, ale dalej, to już za sprawą świadomości kształtuje się ten byt. Wiara i przekonania na temat życia to jest część świadomości. Świadomość pozwala nam oceniać sytuację, widzieć potrzebę zmiany czy potrzebę wprowadzenia czegoś czego dotąd nie było, obojętnie czy dotyczy to materialnej czy niematerialnej sytuacji.

Wszystko tworzy się przynajmniej dwa razy: Szkic, czyli pomysł i następnie tworzenie.

Piszę przynajmniej, bo tak dzieje się wtedy, kiedy nie potrzebne są żadne poprawki. Jednak takich dzieł jest niewiele, najczęściej poprawki są niezbędne.