5,99 €
„Oddział dzienny” Magdaleny Bieniek to książka biograficzna, a zarazem psychologiczna.Autorka w postaci dziennika przedstawia swoje przeżycia podczas dwunastotygodniowego pobytu na oddziale dziennym w poradni zdrowia psychicznego. Pod opieką lekarzy, pielęgniarek, psychiatrów, psychologów i terapeutów spędza kilka godzin dziennie z innymi kobietami skierowanymi tam na leczenie. Wierna swoim zasadom często nie zgadza się z terapeutkami prowadzącymi zajęcia. Otwarcie krytykuje niektóre jej formy – jest zagorzałą przeciwniczką oddziałowej ,,relaksacji”, ale za to uwielbia kontemplować naturę, maszerując z kijkami na zajęciach z nordic walking. Konflikty zawodowe to nie jest jedyna przyczyna jej załamania. W trakcie terapii okazuje się, że bohaterka odkrywa problemy, których wcześniej nawet nie dostrzegała.,,Oddział dzienny” to opowieść napisana prostym językiem, pełna refleksji na temat otaczającego świata – tego małego, na oddziale i tego większego, poza murami szpitala. Książka ta w niezwykły sposób łączy ze sobą te dwie przestrzenie, które składają się na burzliwy, czasem wesoły a czasem smutny obraz życia głównej bohaterki.
Das E-Book können Sie in Legimi-Apps oder einer beliebigen App lesen, die das folgende Format unterstützen:
Veröffentlichungsjahr: 2017
Magdalena Bieniek „Oddział dzienny”
Copyright © by Magdalena Bieniek, 2017
Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie
może być reprodukowana, powielana i udostępniana w
jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.
Skład: Jacek Antoniewski
Projekt okładki: Robert Rumak
Korekta: Marianna Umerle, Marta Gralińska
Ilustracje: Magdalena Bieniek i Beata Szczuko
Zdjęcie autorki: Natalia Peplińska
Ilustracje na okładce: agsandrew, edisainer – Fotolia.com
ISBN: 978‒83‒7900‒611‒3
Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.
ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin
tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706
http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]
Imiona kobiet występujących w książce zostały
zmienione, a wszelkie podobieństwo jest przypadkowe.
Na początku miał być informator… coś w stylu „co musisz wiedzieć, zanim się na to zdecydujesz”, później bardziej poradnik o plusach pobytu na oddziale dziennym psychiatrycznym, ale ostatecznie zdecydowałam się napisać, czym było te kilkanaście tygodni z mojego punktu widzenia, siedzenia, czucia i robienia. Tak po prostu, moim okiem, sercem, umysłem. Mam nadzieję, że lekarze znajdą tu nową perspektywę, pacjenci potwierdzenie, że nie są sami, a dla pozostałych będzie to ciekawy fragment życia i orientacyjny obraz leczenia. Mnie zaskoczyło wszystko, bo nie wiedziałam czego mam się spodziewać, a widmo aż dwunastu tygodni pięciogodzinnych spotkań w nieoczekiwanym momencie zmieniło się na tylko dwanaście tygodni. Zapraszam do mojego świata.
Zrobienie czegoś, czego się podjęłam – na tym skupiałam się od samego rana istarałam się utrzymać to uczucie. Bałam się, że jak tylko zostawię jedną córkę wszkole, adrugą wprzedszkolu, to wróci codzienne poddanie się złemu nastrojowi. Nie chciałam już płakać do czasu odebrania córek. Przez wymioty traciłam kolejne kilogramy. Wiedziałam, że tak żyć nie można, dlatego zgodziłam się na terapię. Rozpoczęłam ją na Oddziale Dziennym Psychiatrycznym. Przewidziana wstępnie na okres trzech miesięcy, stanowiła dla mnie jakby ciężar czegoś nieznanego, ale jednocześnie dawała poczucie, że coś zrobię zamiast ciągle płakać. Przyjechałam iczułam się dobrze zarówno psychicznie jak ifizycznie. Skupienie się od rana na tym, że mam zadanie do wykonania inie muszę podejmować już wdanym momencie żadnych decyzji, pomogło mi wpodjęciu próby pomocy samej sobie.
Po wejściu zkorytarza znalazłam się wsalce, trochę większej niż moja kuchnia (około 6 × 3 m), wktórej przeciwna ściana składała się prawie cała zokien. Zaraz po lewej stronie znajdował się zlew zdwoma dolnymi szafkami ijedną wiszącą, aza nim drzwi do kolejnego, mniejszego pomieszczenia. Po prawej natomiast stała duża trzydrzwiowa szafa, ana wprost stoły ustawione ciągiem zprzystawionymi wzdłuż krzesłami. Kilka kobiet już było. Niektóre siedziały, inne stały. Przywitałam się, ściągnęłam kurtkę iposzłam przed siebie, na sam koniec, by usiąść jak najbliżej okna.
Spodziewałam się długich wykładów na temat psychiki iwyniszczających zdarzeń oraz zachowań izerkałam poza pomieszczenie, wktórym się znalazłam. Za oknem nie było widać za dużo zieleni, bo jeszcze wiosna się nie rozpędziła, ale to było kwestia paru tygodni. Poza tym sama przestrzeń mogła uspokoić wzrok idać odpoczynek.
Chwilę po godzinie 9 weszło kilka kobiet zmojego domysłu – prowadzące. Poprosiły nas oprzejście do drugiej sali. Była dużo mniejsza, zjedną ścianą okienną ikrzesłami poustawianymi przy ścianach. Moja pierwsza myśl – sporo tych prowadzących. Nas 8, aich 7. Każda znich przedstawiła się nam. Maria – pielęgniarka. Aleksandra iKarolina – psychoterapeutki. Kornelia iAnia – psycholodzy. Dr Radna iDr Ziółkowska – psychiatrzy.
Siedziałyśmy jakby wkole, bo tak były ustawione krzesła. Było to wygodne rozwiązanie, bo mogłyśmy na siebie patrzeć idobrze się słyszeć. Musiało to wyglądać całkiem podobnie do scen nieraz widzianych wfilmach, tyle, że za plecami nie było obszernej sali idało się wyczuć atmosferę niewielkiej przestrzeni.
